Myślę, że Kosowa nie da się stracić, to nie jest pięć banków w rozdartej kieszeni, które po prostu się traci. Kosowo można tylko ukraść, a co wtedy?

Zaczniemy mówić jak Żydzi: do zobaczenia za rok w Jerozolimie, prawda?

Po prostu my, Serbowie, będziemy rozmawiać tu dzisiaj, a za rok w Gračanicy, prawda?

Panowie, nie da się wymazać zbiorowej pamięci całego narodu, to niemożliwe.

Kiedy nasi przeciwnicy polityczni mówią o micie, najczęściej mówią pejoratywnie. Kiedy mówią o micie Kosowa... Cóż, to jest nasze mityczne miejsce, nasza twierdza, nasze duchowe źródło, a wy je gasicie!

I co wtedy?

Cały naród będzie obumierał, aż odzyska to, co mu się prawnie należy, nie tylko terytorialnie, ale i esencjalnie.

Weźmy na przykład poezję epicką, cykl o Kosowie, wszystkie te perły, którymi zachwycał się nawet wielki Goethe – nie można powiedzieć, że to historia, że ​​to przeminęło, że już nie istnieje.

No cóż, ten naród na tym bazuje i tylko na tym może budować swoją tożsamość, więc nie zbuduje jej na micie międzynarodowych korporacji, Coca-Coli i McDonald's?!

Skradzione – przeklęte.

Wszystko, co zostało skradzione, musi zostać pomszczone.

Nie mówię tu o narodzie mściwym, naród serbski nie jest mściwy, ale sprawiedliwy, a w Kosowie sprawiedliwość została całkowicie zdradzona!

___

O Kosowie, znakomity wers Dragana Petrovicia z serii „Gorzkie owoce”.

___

Zdjęcie z 1998 roku, zrobione w Prisztinie.

Za: https://www.facebook.com/otacastvo.rs/posts/pfbid0Bg2GUY16N5jcXo57pNMJaXn9wqrYQskuZDsc5v8Df2w6Uf6DRr2F9k9nPuUyXKznl