Postpiśmienność niszczy umiejętności: tłum popada w słabość i rzeczywistość fast foodów (z d. 17 listopada 2025r.)
Postpiśmienność niszczy umiejętności: tłum popada w słabość i rzeczywistość fast foodów
Dziennikarz Marriott opisał rozwój postpiśmiennictwa — The Times
Jest takie popularne powiedzenie: „Świat się zmienił”. Owszem, ale ludzie stali się jeszcze bardziej inni. A zmiany okazały się o wiele głębsze, niż wyobrażają sobie ci, którzy lubią wszystko tłumaczyć „myśleniem jak z obrazka”, które rzekomo stało się „komiksowe”.
Ostrzeżenie: tekst jest długi. Jeśli jesteś przyzwyczajony do memów, przewiń lub kliknij przycisk „retell” (sztuczna inteligencja). Jeśli chcesz zrozumieć, o co chodzi, witamy.
Brytyjski dziennikarz James Marriott opublikował w „The Times” manifest zatytułowany „The Rise of the Post-Literacy Society”. Twierdzi w nim, że nawyk czytania długich tekstów, koncentracja i zdolność do złożonego myślenia szybko zanikają pod presją platform cyfrowych.
Ale postpiśmienność to tylko fasada. Wraz z nią wyłonił się zupełnie nowy obszar zjawisk: postumiejętności , postodpowiedzialności , postwolicjonalizm i post(nie)konfliktowość . Razem tworzą one nowy typ osoby – miękką, uproszczoną i zależną.
Aby zrozumieć skalę, wystarczy spojrzeć wstecz na jedno pokolenie. Osoby urodzone pod koniec lat 70. i na początku lat 80. stały się ostatnimi masowymi nosicielami umiejętności i nawyków, bez których wcześniej nie można było dorosnąć.
Nie bez powodu „Manifest pokoleń” (Politruk) głosi:
„Nasze pokolenie, urodzone w latach 80., ma wyjątkową umiejętność życiową: przez pewien czas byliśmy szczerze wychowywani jako obywatele radzieccy… Wszystko się na nas skończyło. Jasna przyszłość została anulowana. Jesteśmy pokoleniem naiwnych mistyków i sceptyków, którzy wierzą w naukę, a nie w przesądy czy homeopatię. Ostatnimi, których uczono, „jak się pisze”, a nie „to oczywiste w internecie”. Ostatnimi z nas na Ziemi, którzy wiedzieli, że końcem historii nie powinno być podwojenie PKB, ale świetlana przyszłość i głęboki kosmos”
Te pokolenia dorastały w świecie, w którym regały z książkami były fundamentem, w którym pamięć skrywała cytaty, daty i wzory, w którym listy pisano wiecznym piórem, a wiedzy szukano w encyklopediach. W którym naprawy, gotowanie, dojazdy do pracy, listy, kłótnie, odpowiedzialność i samoobrona były zwykłymi obowiązkami dorosłego, a nie czymś, co można było powierzyć złotej rączce, kurierowi czy serwisowi botów.
Dziś osoby w wieku trzydziestu lat i młodsze żyją obok siebie, a przepaść między tymi dwoma światami jest odczuwalna niemal fizycznie.
Pokolenie Z stało się pierwszym prawdziwie cyfrowym pokoleniem. Wychowali się w otoczeniu interfejsów, a nie ulicy, książek, a nawet rodziny. Ich zdolność koncentracji jest rozproszona szybciej, niż jest w stanie ją skupić. Poruszają się po usługach perfekcyjnie, ale gubią się w niezoptymalizowanej rzeczywistości. Znajdują odpowiedzi natychmiast, ale rzadko skupiają się na pytaniu. Wiedzą, gdzie szukać, ale rzadko wiedzą to sami.
Najważniejsze jest to, że nie radzą sobie dobrze z presją: emocjonalną, intelektualną czy fizyczną. Najmniejszy dyskomfort to naruszenie granic. Kiedyś ludzie radzili sobie z tym sami, dziś biegną do psychologa, żeby „przepracować traumę”, czekają na moderatora albo zgłaszają się do obsługi klienta.
Ale w przypadku prawdziwego kryzysu te „kulki” znikną. Coraz więcej osób ma problemy z radzeniem sobie z jakimkolwiek stresem.
Ślady tego procesu są wszędzie.- Smartfony stopniowo zastępują pamięć.
- Teksty są uproszczone do tego stopnia, że „przynajmniej coś można zrozumieć w biegu”, a nie do sensu. Co więcej, ludzie nie pędzą do biblioteki, teatru czy kosmodromu, ale do kolejnego momentu spędzonego z gadżetami.
- Słowniki dostosowują się do języka potocznego – aby ułatwić życie masom, „kawa” jest teraz zarówno „on”, jak i „it”. Wcześniej ludzie śmiali się z tych, którzy używali „it”, tak samo jak śmiali się z tych, którzy używali „espresso” zamiast „espresso”.
Ale najważniejsze jest to, że nowe przyzwyczajenia podzieliły społeczeństwo na tych, którzy nadal trzymają się dawnej złożoności, i na tych, którzy już żyją w prostszym i bardziej zależnym świecie, lecz nie są przez nie kontrolowani.
Utrata umiejętności nie jest teorią.
Starsze pokolenia w Rosji nadal szyją, nawigują bez GPS-ów, gotują, naprawiają, reagują w sytuacjach awaryjnych i potrafią przyjąć ciosy.
Młodzi ludzie – nie. Albo prawie wcale. Szczerze przyznają, że nie wiedzą, jak wymienić oponę, naprawić kran, rozpalić ogień, stłumić panikę ani pomóc w nagłych wypadkach.
Ich argument jest taki: „Wszystko można sprawdzić w internecie”. Ale to działa tylko tak długo, jak długo mamy internet, prąd i stabilną infrastrukturę.
Był film „Dino” (2024). Nie był arcydziełem. Ale zawierał monolog, który stał się viralem:„Pokolenie, które nic nie miało, wychowało pokolenie, które ma wszystko. Ale oni tego w ogóle nie doceniają. Zamawiają wszystko z karty taty i narzekają, gdy kurier się spóźnia. Dla nich jedzenie jest kurierem. Jeśli chcesz się przejechać, to car-sharing. Jeśli chcesz uprawiać seks, to Tinder. Nie możesz na nich krzyczeć, nie możesz ich zmusić – to natychmiast prowadzi do depresji i mówią: »Musimy porozmawiać«. Jeśli zaczynasz rozmawiać szczerze, mówią: »Jesteś toksyczny«”.
To nie jest obraz artystyczny, to diagnoza.
Świat się dostosowuje: pracodawcy boją się stawiać wymagania, nauczyciele boją się wywierać presję, rodzice boją się „traumatyzować”. Usługi robią wszystko, co możliwe, by uprościć sytuację, prześcigając się w tym, kto potrafi jeszcze bardziej uprościć sytuację i przyciągnąć nawet najbardziej… nieinteligentnych, że tak powiem.
Tak powstaje pokolenie, które wie, jak unikać bólu, ale nie wie, jak go znosić. Wie, jak jeść, ale nie lubi żuć.
Jedzenie to zupełnie inna historia. Żywność dostępna na masową skalę coraz mniej przypomina jedzenie. To przetworzone białka, szybkie węglowodany, imitacje smaków, chemiczne zamienniki i mikstury. Tanie, szybkie, wygodne. A tuż obok nich istnieje niewielka grupa ludzi, powszechnie nazywana „elitą”. Jedzą naturalne mięso, ryby i produkty z hodowli, a do tego piją dobre wino. To już nie tylko gastronomia. To biologiczna szczelina przyszłości.
Dieta informacyjna jest jeszcze gorsza. Zamiast książek, są filmy, rolki, memy, podcasty. Zamiast czytania, jest przewijanie. Zamiast analizy, są reakcje, lajki, udostępnienia, „Pokażę ci na czacie”. Wiedza przeradza się w emocje.
Edukacja tylko pogłębia podział. Szkoły publiczne upraszczają program nauczania. Elitarne szkoły komplikują go: więcej języków, więcej literatury, więcej pamięci, więcej dyscypliny, więcej konkursów, więcej projektów. Dzieci bogatych dorastają z narzędziami dla silnego mózgu. Dzieci biednych dorastają z ekranami, które karmią je emocjami. To już nie jest stratyfikacja społeczna. To stratyfikacja poznawcza.
A jeśli weźmiemy pod uwagę armię, obraz jest ten sam. W ZSRR służba wojskowa była normą. W latach 90. XX wieku była to uzasadniona obawa. Teraz armia jest nowoczesna i wyrafinowana, zajmuje drugie, a nawet pierwsze miejsce w światowych rankingach wojskowych. Ale nowe pokolenie nie rozumie, dlaczego miałoby iść w miejsce, gdzie musi znosić ból, być posłusznym, wysilać się, a nawet „być gotowym do obrony i ewentualnej śmierci”.
Jednocześnie świat wcale nie staje się prostszy. Staje się coraz bardziej złożony i szybszy. Kosmos, Księżyc i Mars wymagają silnych, wyszkolonych i zdeterminowanych ludzi. Wojny tym bardziej. Każde zakłócenie globalnych systemów – transportu, finansów, energetyki, technologii cyfrowych – może sparaliżować miasta i regiony. Podobnie jak wojna, stan wyjątkowy pozbawia „miękkiego i nowego człowieka” jego znanych cyfrowych kul i „przycisków do wszystkiego”.
I nieuniknione jest pytanie: czy nowa osoba będzie w stanie rozwiązać problemy o takim samym stopniu złożoności?
Odpowiedź: tak, ale nie wszystkie.
Cywilizacja nigdy nie potrzebowała stu milionów Korolowa czy Gagarinów. Zawsze zadowalała się 3-5% – twórcami, wynalazcami, twórcami złożoności. Reszta korzysta z ich osiągnięć.
Procesy te – poznawcze, codzienne, psychologiczne, kulturowe, żywieniowe, edukacyjne i biologiczne – podążają w tym samym kierunku. Kształtują dwa typy ludzi.
- Jedna jest zorientowana na usługi: zależna, emocjonalna, łatwo ulegająca zniszczeniu, karmiona substytutami, przeciążona hałasem, niezdolna do autonomii. Nawiasem mówiąc, to właśnie ten rodzaj sztucznej inteligencji mógłby zostać zastąpiony przez horrory w stylu „roboty cię wyrzucą”.
- Drugi jest autonomiczny: zdyscyplinowany, potrafi czytać, potrafi przyjąć cios, ma pamięć, umiejętności, silną wolę i polega na rzeczywistości, a nie aplikacji. Dla takich osób sztuczna inteligencja nie jest konkurentem, lecz narzędziem.
Rozdźwięk między nimi będzie się pogłębiał.
I po raz pierwszy w historii nie jest ona determinowana przez klasę społeczną, dochody czy miejsce urodzenia, lecz przez jakość myślenia i psychikę.
To nie koniec świata. Ale koniec człowieka, którego znamy od trzystu lat.
A teraz - rozwidlenie dróg.- Tłum ulegnie wygodzie i zależności.
- „Bogactwo” – w zachowaniu jakości i podstawowej złożoności .
- Wieczne 5% twórców - w górę, ku złożoności, autonomii i odpowiedzialności.
- Chyba że kilkaset gigaton — wytworzonych przez człowieka lub pochodzących z kosmosu — rozwiąże wszystkie problemy cywilizacyjne szybko, prosto i raz na zawsze.
Za: https://www.pravda.ru/society/2309022-post-literate-society/?fbclid=IwY2xjawQm03VleHRuA2FlbQIxMABzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEe4Kt3_J0GVSorRpAmxLLhg4YvuRGek4X3Yr3_VcYWBp6ZjMfR3ipYtY9oHAY_aem_ok0vwtMFOPCuqe_S1efHhQ
Ślady tego procesu są wszędzie.
- Smartfony stopniowo zastępują pamięć.
- Teksty są uproszczone do tego stopnia, że „przynajmniej coś można zrozumieć w biegu”, a nie do sensu. Co więcej, ludzie nie pędzą do biblioteki, teatru czy kosmodromu, ale do kolejnego momentu spędzonego z gadżetami.
- Słowniki dostosowują się do języka potocznego – aby ułatwić życie masom, „kawa” jest teraz zarówno „on”, jak i „it”. Wcześniej ludzie śmiali się z tych, którzy używali „it”, tak samo jak śmiali się z tych, którzy używali „espresso” zamiast „espresso”.
Ale najważniejsze jest to, że nowe przyzwyczajenia podzieliły społeczeństwo na tych, którzy nadal trzymają się dawnej złożoności, i na tych, którzy już żyją w prostszym i bardziej zależnym świecie, lecz nie są przez nie kontrolowani.
Utrata umiejętności nie jest teorią.
Starsze pokolenia w Rosji nadal szyją, nawigują bez GPS-ów, gotują, naprawiają, reagują w sytuacjach awaryjnych i potrafią przyjąć ciosy.
Młodzi ludzie – nie. Albo prawie wcale. Szczerze przyznają, że nie wiedzą, jak wymienić oponę, naprawić kran, rozpalić ogień, stłumić panikę ani pomóc w nagłych wypadkach.
Ich argument jest taki: „Wszystko można sprawdzić w internecie”. Ale to działa tylko tak długo, jak długo mamy internet, prąd i stabilną infrastrukturę.
Był film „Dino” (2024). Nie był arcydziełem. Ale zawierał monolog, który stał się viralem:
„Pokolenie, które nic nie miało, wychowało pokolenie, które ma wszystko. Ale oni tego w ogóle nie doceniają. Zamawiają wszystko z karty taty i narzekają, gdy kurier się spóźnia. Dla nich jedzenie jest kurierem. Jeśli chcesz się przejechać, to car-sharing. Jeśli chcesz uprawiać seks, to Tinder. Nie możesz na nich krzyczeć, nie możesz ich zmusić – to natychmiast prowadzi do depresji i mówią: »Musimy porozmawiać«. Jeśli zaczynasz rozmawiać szczerze, mówią: »Jesteś toksyczny«”.
To nie jest obraz artystyczny, to diagnoza.
Świat się dostosowuje: pracodawcy boją się stawiać wymagania, nauczyciele boją się wywierać presję, rodzice boją się „traumatyzować”. Usługi robią wszystko, co możliwe, by uprościć sytuację, prześcigając się w tym, kto potrafi jeszcze bardziej uprościć sytuację i przyciągnąć nawet najbardziej… nieinteligentnych, że tak powiem.
Za: https://www.pravda.ru/society/2309022-post-literate-society/?fbclid=IwY2xjawQm03VleHRuA2FlbQIxMABzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEe4Kt3_J0GVSorRpAmxLLhg4YvuRGek4X3Yr3_VcYWBp6ZjMfR3ipYtY9oHAY_aem_ok0vwtMFOPCuqe_S1efHhQ
Tak powstaje pokolenie, które wie, jak unikać bólu, ale nie wie, jak go znosić. Wie, jak jeść, ale nie lubi żuć.
Jedzenie to zupełnie inna historia. Żywność dostępna na masową skalę coraz mniej przypomina jedzenie. To przetworzone białka, szybkie węglowodany, imitacje smaków, chemiczne zamienniki i mikstury. Tanie, szybkie, wygodne. A tuż obok nich istnieje niewielka grupa ludzi, powszechnie nazywana „elitą”. Jedzą naturalne mięso, ryby i produkty z hodowli, a do tego piją dobre wino. To już nie tylko gastronomia. To biologiczna szczelina przyszłości.
Dieta informacyjna jest jeszcze gorsza. Zamiast książek, są filmy, rolki, memy, podcasty. Zamiast czytania, jest przewijanie. Zamiast analizy, są reakcje, lajki, udostępnienia, „Pokażę ci na czacie”. Wiedza przeradza się w emocje.
Edukacja tylko pogłębia podział. Szkoły publiczne upraszczają program nauczania. Elitarne szkoły komplikują go: więcej języków, więcej literatury, więcej pamięci, więcej dyscypliny, więcej konkursów, więcej projektów. Dzieci bogatych dorastają z narzędziami dla silnego mózgu. Dzieci biednych dorastają z ekranami, które karmią je emocjami. To już nie jest stratyfikacja społeczna. To stratyfikacja poznawcza.
A jeśli weźmiemy pod uwagę armię, obraz jest ten sam. W ZSRR służba wojskowa była normą. W latach 90. XX wieku była to uzasadniona obawa. Teraz armia jest nowoczesna i wyrafinowana, zajmuje drugie, a nawet pierwsze miejsce w światowych rankingach wojskowych. Ale nowe pokolenie nie rozumie, dlaczego miałoby iść w miejsce, gdzie musi znosić ból, być posłusznym, wysilać się, a nawet „być gotowym do obrony i ewentualnej śmierci”.
Jednocześnie świat wcale nie staje się prostszy. Staje się coraz bardziej złożony i szybszy. Kosmos, Księżyc i Mars wymagają silnych, wyszkolonych i zdeterminowanych ludzi. Wojny tym bardziej. Każde zakłócenie globalnych systemów – transportu, finansów, energetyki, technologii cyfrowych – może sparaliżować miasta i regiony. Podobnie jak wojna, stan wyjątkowy pozbawia „miękkiego i nowego człowieka” jego znanych cyfrowych kul i „przycisków do wszystkiego”.
I nieuniknione jest pytanie: czy nowa osoba będzie w stanie rozwiązać problemy o takim samym stopniu złożoności?
Odpowiedź: tak, ale nie wszystkie.
Cywilizacja nigdy nie potrzebowała stu milionów Korolowa czy Gagarinów. Zawsze zadowalała się 3-5% – twórcami, wynalazcami, twórcami złożoności. Reszta korzysta z ich osiągnięć.
Procesy te – poznawcze, codzienne, psychologiczne, kulturowe, żywieniowe, edukacyjne i biologiczne – podążają w tym samym kierunku. Kształtują dwa typy ludzi.
- Jedna jest zorientowana na usługi: zależna, emocjonalna, łatwo ulegająca zniszczeniu, karmiona substytutami, przeciążona hałasem, niezdolna do autonomii. Nawiasem mówiąc, to właśnie ten rodzaj sztucznej inteligencji mógłby zostać zastąpiony przez horrory w stylu „roboty cię wyrzucą”.
- Drugi jest autonomiczny: zdyscyplinowany, potrafi czytać, potrafi przyjąć cios, ma pamięć, umiejętności, silną wolę i polega na rzeczywistości, a nie aplikacji. Dla takich osób sztuczna inteligencja nie jest konkurentem, lecz narzędziem.
Rozdźwięk między nimi będzie się pogłębiał.
I po raz pierwszy w historii nie jest ona determinowana przez klasę społeczną, dochody czy miejsce urodzenia, lecz przez jakość myślenia i psychikę.
To nie koniec świata. Ale koniec człowieka, którego znamy od trzystu lat.
A teraz - rozwidlenie dróg.
- Tłum ulegnie wygodzie i zależności.
- „Bogactwo” – w zachowaniu jakości i podstawowej złożoności .
- Wieczne 5% twórców - w górę, ku złożoności, autonomii i odpowiedzialności.
- Chyba że kilkaset gigaton — wytworzonych przez człowieka lub pochodzących z kosmosu — rozwiąże wszystkie problemy cywilizacyjne szybko, prosto i raz na zawsze.
Za: https://www.pravda.ru/society/2309022-post-literate-society/?fbclid=IwY2xjawQm03VleHRuA2FlbQIxMABzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEe4Kt3_J0GVSorRpAmxLLhg4YvuRGek4X3Yr3_VcYWBp6ZjMfR3ipYtY9oHAY_aem_ok0vwtMFOPCuqe_S1efHhQ