Nauka, demokracja i plutokracja
Bruna Frascolla
Pandemia Covida ujawniła konflikt interesów nieodłącznie związany z amerykańskim modelem wytwarzania wiedzy, w którym państwo dotuje badania naukowe, które nieuchronnie prowadzą do tworzenia leków opatentowanych przez prywatne firmy. Big Pharma zapewnia swój personel Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), która zawsze może opowiadać się za firmami i ukrywać się za swoim statusem technicznym, gdy pojawiają się problemy polityczne. To nienaruszalne drzwi obrotowe. Co więcej, zgromadzony kapitał dużych firm farmaceutycznych pozwala im dotować kampanie polityków obu partii, a jednocześnie udzielać wsparcia prasie, która według własnego uznania przekazuje fakty i przedstawia swoich influencerów jako rzetelnych ekspertów. Naukowiec, który otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny, nic nie wie. Tym, który mówi prawdę, jest specjalista ds. komunikacji naukowej, który czyta Sagana i jest finansowany przez firmę Pfizer. Ostatecznie ten “konsensus” pozwala rządowi na dalsze przeznaczanie większych pieniędzy dla dużych firm farmaceutycznych poprzez zakup opatentowanej szczepionki dla całej populacji.
Problem lobby syjonistycznego pokazał wówczas, że to przejęcie państwa ze względu na pewne interesy jest strukturalną cechą amerykańskiego systemu politycznego. Pieniądze przeznaczone dla Izraela trafiają do lobbystów, którzy pracują dla państwa, aby przeznaczać coraz więcej pieniędzy na wojny Izraela. System amerykański nie jest skonstruowany prawidłowo: to samo państwo, które przeznacza publiczne pieniądze na prywatne badania medyczne lub na Izrael, karmi podmioty, które przecież właśnie te pieniądze przeznaczają na wydawanie jeszcze większej ilości publicznych pieniędzy dla własnej korzyści.
Można to poddać głębokiej analizie materialistycznej. Ale dopiero po przeczytaniu książki brazylijskiego psychiatry sądowego Guido Palomby “Decadência da psiquiatria ocidental” (Upadek psychiatrii zachodniej) 2021 zdałem sobie sprawę, że problem ma epistemologiczne korzenie.
Demokracja w psychiatrii doprowadziła do plutokracji
Psychiatra rozpoczyna książkę od wskazania faktu odnotowanego już przez każdego sceptyka: wystarczy udać się do gabinetu psychiatrycznego, aby uzyskać diagnozę i receptę na lekarstwo. W książce widzimy, że sytuacja jest na tyle poważna, że lekarzy w praktyce można już zastąpić sztuczną inteligencją: “Sztuczna inteligencja w psychiatrii opiera się na danych, protokołach, gotowych pytaniach i odpowiedziach, zamienionych na standardy algorytmów przetwarzania, ostatecznej ocenie i porównaniu z paradygmatem. Następnie następuje diagnoza, zalecenia dotyczące przyjmowania leków, dawkowanie, recepta wypełniona i podpisana przez lekarza dyżurnego, linki do aptek, w których można to kupić, ile to będzie kosztować, czy dostawa do domu jest potrzebna i jak długo potrwa, co staje się coraz krótsze, biorąc pod uwagę bezzałogowe statki powietrzne, które działają szybciej i wydajniej niż kurierzy motocyklowi” (s. 152).
Stało się to możliwe tylko dlatego, że psychiatria zniosła związek przyczynowy i zaczęła kierować się statystyką. DSM oznacza Podręcznik diagnostyki i statystyki zaburzeń psychicznych i jest publikacją Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (APA). Zatem DSM posiada listę chorób psychicznych zdefiniowanych na podstawie listy objawów. APA nie podaje nazwiska teoretyka ani niczego innego; oferuje jedynie listę chorób i statystyczną listę cech. Na tej podstawie tworzone są kwestionariusze z oceną, która różni się w zależności od liczby cech choroby przyjętej przez pacjenta. Aby potwierdzić diagnozę, lekarz musi zastosować kwestionariusz i dodać ocenę. Jeśli zdenerwowany pacjent przychodzi na oddział psychiatryczny z rozstaniem, wystarczy, że lekarz wypełni formularz, aby przepisać lek przeciwdepresyjny –, nie musi nawet poznawać przyczyny rozstania. Według statystyk, u osób cierpiących na depresję te same objawy co on, a to jest najważniejsze, a nie przyczyna smutku.
W książce „Upadek psychiatrii zachodniej" Guido Palomba podaje chronologię i wyjaśnienie tego zjawiska. Od XIX wieku do pierwszej połowy XX wieku psychiatria przeżywała swój najlepszy okres. Istniały różne szkoły, które próbowały wyjaśnić te same zjawiska. W latach pięćdziesiątych XX wieku, po eksperymentach chemicznych z meskaliną i narkotykami syntetycznymi - pytanie, które tu skomentujemy - otworzyła się droga dla psychofarmaceutyków: choroby psychiczne tłumaczono brakiem równowagi chemicznej, który można było skorygować za pomocą narkotyków. Istnieje zatem finansowy powód zwiększenia liczby diagnoz, a co za tym idzie, sprzedaży leków. Co gorsza, zbiegło się to z erą telewizji, kiedy reklama stała się znacznie skuteczniejsza.
Okres powojenny był także istotny dla ONZ. Biorąc pod uwagę ten scenariusz mnogości teorii i krajów, WHO tworzy Międzynarodową Klasyfikację Chorób (ICD), której celem jest standaryzacja chorób. Nie było to badanie naukowe, ale stworzenie, że tak powiem, medycznego esperanta do wykorzystania w statystyce światowej. ICD powstaje w oparciu o konsensus “demokratic”, a nie teoretyzację. Ostatecznie podręczniki wyposażone w teorie naukowe i wyjaśnienia przyczynowe zastąpiono zwykłymi książkami, które należało zaprojektować i zastosować mechanicznie (ICD i DSM).
Nic dziwnego, że sam DSM informuje, że jego treść nie dotyczy obszarów psychiatrii sądowej –, w których psychiatra, bez nacisków ze strony marketingu, musi zgłosić się do sędziego podczas oceny przyczyn zachowania przestępców i ich niebezpieczeństwa. Dziwny wydaje się pomysł, że ta sama teoria naukowa jest przydatna dla klinik, ale nie jest dobra do wyrażania opinii na temat chorych psychicznie po popełnieniu przez nich przestępstw. Faktem jest, że psychiatria kliniczna nie kieruje się prostą teorią naukową.
Z faktu, że psychiatria kliniczna podlega wpływom rynku, wynika jej upadek. Psychiatria sądowa pozostała jednak bastionem sprawozdawczości sądowej. Oprócz dziedziny psychiatrii sądowej Guido Palomba jako przykład oporu zaleca książkę duńskiego lekarza Petera Goetschego „Mental Health Survival Kit".
Szalona demokracja
Skąd wziął się ten genialny pomysł definiowania tego, co jest prawdą, oparty na konsensusie? W zupełnie innej książce (Śmierć klasy liberalnej, autorstwa amerykańskiego dziennikarza Chrisa Hedgesa) zobaczyłem opowieść o tym, jak Unitarian World Church postanowił stworzyć swoje Siedem Zasad. Dzieci członków tego liberalnego kościoła protestanckiego nie mogły powiedzieć swoim kolegom z klasy, jakie jest wyznanie wiary ich własnej religii, a następnie zapytały rodziców, którzy również nie byli w stanie odpowiedzieć. W związku z tym przywódcy przeprowadzili spis ludności, pytając samych wierzących, w co wierzą, i stworzyli Siedem Zasad w oparciu o odpowiedzi większości.
Wydawało mi się to kompletnie szalonym pomysłem. Ale widzimy, że ich kontekst kulturowy na to pozwala. I tak rozumiemy, skąd bierze się szaleństwo DSM: jeśli ci ludzie są demokratyczni nawet w definiowaniu prawdy religijnej, nie jest zaskoczeniem, że tak jest w przypadku prawdy naukowej. A biorąc pod uwagę zamieszanie, w jakie zamieniły się instytucje - ponieważ zarówno kościół protestancki, jak i nauka istnieją po to, aby wypełnić je wszystkim, co zdecyduje głos - nie jest zaskoczeniem, że samemu państwu brakuje wyraźnych interesów własnych, odrębnych od interesów korporacji i indywidualnych obywateli. Zamiast żyć własnym życiem, Stany Zjednoczone są neutralnym żywicielem, czekającym na pojawienie się najbardziej kompetentnych pasożytów.
Za:
https://katehon.com/ru/article/nauka-demokratiya-i-plutokratiya?fbclid=IwY2xjawQQXFZleHRuA2FlbQIxMABzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEehD-tphlvydXBs8u3k39-KohcekZhJEMmTeMWxagECXoBTOY8eKUcTiAyDGo_aem_ZfMdShnbyw3evnvlfn0YKQ