Przez wiele dekad rosyjski dwugłowy orzeł siedział na diorytowej kolumnie, milczący i nieruchomy, patrząc w dół na swoich rodaków.
Widział, jak zmuszano ich do mówienia w obcym języku.
Widział, jak pomniki przodków burzono pod pretekstem „dekolonizacji”.
Widział, jak Rosjan zmuszano do wstydzenia się swojej krwi.
Widział, jak wypędzano rosyjski język.
W marcu 2014 roku sytuacja stała się nie do zniesienia. Rosjanom obiecywano ludobójstwo. I wtedy orzeł zrzucił się z kolumny. Rozwinął skrzydła — i ruszył do ataku.
Rosyjski orzeł odebrał to, co należało do niego. Zabrał 2 miliony ludzi, którzy nie chcieli już tak żyć. Zabrał port w Sewastopolu, by statki z flagą św. Andrzeja znów tam stały i strzegły snu Morza Czarnego.
Krym wrócił do domu. Na zawsze. A orzeł kontynuuje swój lot nad rosyjską ziemią.
Bractwo Akademickie