KWIATY BOZE W KARMELU.
Błogoslawieni Djonizy i Redempt, Meczennicy.
29. listopada.
Wśród purpurowych róż Męczenników, jakiemi Zreformowany Karmel św. Teresy ozdobił Kościół św., pierwsze miejsce zajmują Błogosławieni Djonizy i Redempt.
Blog. Djonizy od Narodzenia Pańskiego urodził się dnia 12-go grudnia roku 1600, z ojca Piotra Berthelot i matki Floryny Morin w mieście Honfleur, Prowincji Normandji, w północnej Francji. Na chrzcie św. otrzymał imię Piotra, i już od lat dziecięcych, przez pobożnych rodziców bogobojnie wychowany, odznaczał się pięknemi przymiotami duszy i skłonną do dobrego naturą.
Do 12-go roku bawił w domu rodzicielskim, następnie 6 lat spędził na okrętach kupieckich, zwiedzając przy tej sposobności rozmaite przystanie Anglji, Hiszpanji a nawet i Ameryki, zachowując się w ciągu tych podróży bez nagany, strzegąc pilnie przykazań Boskich i kościelnych, do czego i towarzyszy swoich zachęcał. Roku 1619 zaciągnął się nasz Piotr do marynarki w eskadrze przeznaczonej do Indyj wschodnich, spędzając lat 16 w ustawicznych wypra.wach morskich. Bogato obdarzony jego umysł, korzystnie rozwijał się w tych warunkach, pogłębiał zagadnienia kosmograficzne, ćwiczył się w sztuce żeglarskiej, oraz ií w matematyce, tak, że wkrótce zaczął powszechnie uchodzić za znakomitego żeglarza, obejmując stanowisko głównego sternika okrętu, wraz z tytułem „kosmografa Indyj wschodnich“. Oddano mu także kierownictwo potężnej floty, wyprawionej przez Portugalczyków przeciwko Mahometanom. Stojąc u steru, w licznych potyczkach z nieprzyjacielem Piotr odnosił walne zwycięstwa, budząc ogólny podziw swą odwagą i roztropnością.
Lecz jakkolwiek głośną stawała się jego slawa, rokując mu świetną przyszłość, inne były myśli i dążenia naszego żeglarza. Nie necily go zaszczyty i wielkości tego świata, chętnie uchylał sie od zabaw towarzyszy, tęsknił za życiem klasztornem, za praktykami religijnemi, utrudnionemi dla niego ciągłym prawie pobytem na okręcie.
Przybywszy na wyspę Jawę, wylądować musiał w porcie Jokatra, gdzie czas jakiś zamieszkał. Jawa była w posiadaniu Holendrów, nieprzyjaciół Wiary św. Widząc się w takiem otoczeniu, bolał głęboko, że, jako człowiek świecki, nie może się swobodnie oddać pracy apostolskiej nad ich nawróceniem. Przeniesiony do Goa 1629 roku, skorzystał z tego, by zapukać do furty Tow. Jezusowego, prosząc o przyjęcie, a kiedy mu tu odmówiono, sama Matka Najświętsza, która od lat zarania strzegła i prowadziła przez życie wybrane swe dziecię, przyświecając mu jako „Gwiazda Morza“ przez fale Oceanów, skierowała kroki sługi swego do Domu swych Braci z Góry Karmelu, fundowanego w tymże mieście Goa r. 1620 za stara niem Karmelitów Bosych hiszpańskich. Dopiero jednak po długich latach oczekiwania, dzięki korzystniejszym warunkom politycznym, dozwolonem mu było przywdziać Jej sukienkę w wigilję Bożego Na, rodzenia r. 1635. Za Patrona otrzymał św. Djonizego, pierwszego Apostoła Francji. Z podwojoną gorliwością zabrał się Djonizy do pracy nad swem uświęceniem, ćwicząc się pilnie w wiernem przestrzeganiu ustaw zakonnych, dodając, pomimo upałów zwrotnikowych, do pokut przepisanych jeszcze inne umartwienia dobrowolne, budował wszystkich swą pokorą, posłuszeństwem i ujmującą wesołością i swobodą ducha.
Niebawem zaszła okoliczność wiele znacząca w życiu Djonizego: Portugalczycy, chcąc zawrzeć przyjaźń z nowoobranym królem wyspy Sumatra, celem naprawienia stosunków politycznych, wysłać postanowili tamże okazałe poselstwo, na czele którego stanął radca królewski, a wielki przyjaciel O. Djonizego: Franciszek di Soza di Castro. Ten ostatni usilnie błagać począł przełożonych Karmelu, aby Ojcu Djonizemu, jako biegłemu sternikowi, pozwolili towarzyszyć mu w tej podróży w charakterze tłumacza i spowiednika. Ojcowie nasi, choć niechętnie, zgodzić się na to musieli, przydając mu za socjusza Brata Redempta od Krzyża, o którym tu krótką wzmiankę uczynimy, jako o towarzyszu Ojca Djonizego w koronie męczeńskiej.
Brat Redempt urodził się w Portugalji w miasteczku Pfaredes, archidiecezji Brakareńskiej; nazywał się Tomasz Rodriguez de Cuncha. W wieku młodzieńczym udał się do Indyj wschodnich, gdzie służył w wojsku i był komendantem straży przybocznej generała Roderyka Diez w Meliapur. Wstąpiwszy jako konwers do naszego zakonu posłany był do konwentu w Goa, gdzie przez szereg lat, prowadząc życie bardzo przykładne, pełnił urząd furtjana i zakrystjana i budował wszystkich swą cnotą i wesołem usposobieniem.
Przeznaczony za towarzysza Ojcu Djonizemu, przeczuwał los, jaki go czeka, lecz mężnie i odważnie puścił się w drogę, wołając: „Idzmy, Bóg chce mię mieć męczennikiem”. Po długiej, przeszło miesięcznej podróży, pełnej przygód, przybyli do miasta Achem, stolicy wyspy Sumatra. Niemały ich jednak zawód tu spotkał. Król na pozór przyjął ich życzliwie, lecz w istocie rzeczy pałał zawziętą nienawiścią ku Portugalczykom; po pierwszych oznakach złudnej goŚcinności, poselstwo całe otoczone zostało okrutnemi siepaczami, powiązano im ręce, okuto w kajdany i zaprowadzono w niewolę. Wrzucony do wstrętnego lochu, O. Djonizy znosić musiał przez kilka tygodni nieludzkie ze sobą obchodzenie, tyle krzywd i zniewag, że natura wzdryga się na samo ich wspomnienie. Lecz z anielską cierpliwością i z męstwem nieugiętem trwał przy wierze św., zachęcają do stałości swoich towarzyszy, lecząc i ratując rannych, słuchając ich spowiedzi. Podobnie i Brat Redempt najrozmaitszemi sposobami namawiany, by się wyrzekł swej wiary św. gardził wszystkiemi obietnicami Mahometan, znosząc cierpienia dla miłości Chrystusowej.
Wreszcie ogłoszonym został wyrok śmierci na tych wszystkich, którzyby się opierali w przyjęciu wiary Mahometa. Zgromadzono św. Wyznawców nad brzegiem morza. Kaci królewscy z napiętych łuków poczęli strzałami przeszywać swoje ofiary, dobijając je następnie puginałami, jadem zapuszczonemi. W tych mękach padł pierwszy Brat Redempt, wymawiając Najświętsze Imiona Jezusa i Marji. Błog. Djonizy, uprosiwszy sobie łaskę, by mógł ostatni umierać, wizerunkiem Jezusa Ukrzyżowanego uzbrojony, obchodził szeregi wyznawców Chrystusowych, zasilał trwożących się, udzielał rozgrzeszenia; następnie widząc, że kolej na niego nadeszła, ukląkłszy, ucałował krzyż i dziękując Bogu za łaskę męczeństwa, głosił krajowcom prawdy wiary św. Przejęci kaci czcią i bojaźnią, nie śmieli targnąć się na niego, aż wreszcie pewien apostata, dobywszy miecza, ciął Ojca w głowę silnie, dzieląc czaszkę od wierzchu aż po uszy. Zachęceni tem kaci, rzucili się na Błogosławionego, przeszywając go na wylot włóczniami. Ciała Męczenników dla wielkiego upału niebawem uległy zepsuciu, tylko ciało O. Djonizego pozostało nienaruszone, lśniące cu downą jasnością i światłem nadziemskiem. Przerażony król cudownemi zjawiskami, które się przy zwłokach męczennika działy, kazał ciało jego należycie pochować, lecz, ku ogólnemu zdziwieniu, znaleziono je znowu niebawem leżące na tem samem miejscu. — Cud ten powtórzył się kilkakrotnie szerząc sławę sługi Bożego i budząc cześć wielką nawet u samych pogan.
Dekret Stolicy św. z 25 maja 1900, zaliczył Ojca Djonizego i Br. Redempta w poczet Błogosławionych.
Karm. Bo
Głos Karmelu : miesięcznik szkaplerzny Zakonu OO. Karmelitów Bosych w Polsce pod patronatem świętego Józefa i świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. R.4, 1930, nr 11, str. 329-332