ŻYWOT BŁOGOSŁ: GWIDONA Z KORTONY KAPŁANA 1. ZAKONU S. FRANCISZKA BRACI MNIEJSZYCH OBSERWANTÓW (16 czerwca)

 

Czerwca 12 dnia

ŻYWOT BŁOGOSŁ: GWIDONA Z KORTONY KAPŁANA 1. ZAKONU S. FRANCISZKA BRACI MNIEJSZYCH OBSERWANTÓW, (Marianus par. 2. libr. 1. Chron.) ŻYŁ OKOŁO ROKU PAŃSK. 1239,

Błogosławiony Gwido wziął życie w Hortonie z pobożnych rodziców, i od młodych lat w ielce był zamiłowany w pobożności i czystości. Gdy zaś święty Franciszek, którego sława świetobliwości głośna była, podówczas przyszedł do tego miasta, Gwido jego kazaniem zapalony do wzgardzenia światem i przejęty żądzą chrześciańskiej doskonałości, zrzekając się wszystkiego co miał, od samegoż Patryarchy S. Franciszka przyjął habit zakonny. Polem na odludne miejsce za miastem, które się nazywa Celle udał się z świętym Franciszkiem, i za wsparciem pobożnych, zbudował sobie szczupły i ubogi domek, w którym z inneni i ze świata przybywającemi, wiódł życie dziwnej ostrości. Pościł cztery posty po czterdzieści dni na rok, o chlebie tylko i o wodzie; w innym zaś czasie, raz tylko na dzień jadał, i to mało co więcej jak w dzień postu. A lubo był przyjęty za Laika, jednak dla świetobliwości i że był uczony jeszcze w świeckim stanic, wyświęcony został na Kapłana.

Franciszek święty, widząc jego wielką zdolność w mawianiu kazań, uczynił go Kaznodzieją; i obowiązek ten Gwido przez wiele lat spełniał, ze sławą zakonu, chwałą Bożą, i pożytkiem dusz ludzkich. Kazania jego, lak były miłe i przyjemne ludziom, iż bardzo szczęśliwie skłaniał słuchaczów swoich do bojaźni i miłości Bożej, że nawet życiem swojem naśladowali świętych. Spowiedzi świętej słuchał, z taką miłością bliźnich i pożytkiem ich duchownym, że za radą jego, bardzo wiele nieprzyjaznych i niezgodnych ludzi, jednało się; czego doświadczono na każdem miejscu, gdzie tylko mieszkał. Gdy podczas zaraźliwej choroby, która w Hortonie grasowała, ciężko zachorował, radzili mu Bracia, aby się gotował na dobrą śmierć, Gwido im odpowiedział: „W ręku Pańskich jest życie i śmierć, a jam zawsze jest gotów." Gdy zaś bardzo się wzmocniła w nim gorączka i jeść nie mógł, pytano go, czyli by czego nie żądał do jedzenia lub picia? On odpowiedział: „Chetniebym się napił ze źródła Lucia zwanego, z któregom pił wodę zdrowym będąc, i jadąc na morze brał z sobą." A gdy mu przynieśli tej wody, on ręce złożył, wzniósł oczy ku Niebu, i modląc się skoro ją przeżegnał, wnet się zamieniła w drogie wino, którego skosztowawszy trochę, cudownie ozdrowiał. Inni też chorzy wszyscy, którzy tylko pili to cudowne wino, zaraz odzyskali zdrowie. Kapłan jeden z Kortony, któremu była cała prawa ręka uschła, przez co od wielu lat nie mógł odprawiać Mszy świętej, polecił się modlitwom Błogosławionego Gwidona; a gdy ten wzniósł zań modlitwę z płaczem, i przeżegnał tę rękę i ramię suche, mówiąc: „Pan nasz Jezus Chrystus, niech cię uzdrowi! u wnet go zleczył, i odprawował potem zawsze Mszą świętą, bez najmniejszej trudności. Gdy jedna dziewczyna utonęła w studnie, rodzice jej z płaczem prosili Błogosławionego Gwidona, aby się modlił do Boga za nią, i przywrócił jej życie; on poruszony żalem, padł na kolana i modlił się z wielkim płaczem, mówiąc: „Panie Jezu Chryste! prawdziwy pocieszycielu strapionych, pokaż nam teraz miłosierdzie twoje, a jakoś wskrzesił córkę Arcykapłana, racz i teraz ożywić to martwe ciało!" A to wyrzekłszy, gdy uczynił po trzykroć znak krzyża świętego nad ciałem, wnet powstała dzieweczka żywa i zdrowa.

Gdy już miał wieku lat sześćdziesiąt, lubo jeszcze był zdrów, ukazał się mu w spoczynku święty Franciszek i rzekł: „Synu mój najmilszy! czas już, abyś wziął zapłatę za prace twoje, przeto gotuj się; bo trzeciego dnia o dziewiątej godzinie, wrócę do ciebie, abym cię zaprowadził do Nieba." Zatem powstawszy Błogosławiony Gwido, dziękował za to Panu Bogu i świętemu Franciszkowi, a przez całe te trzy dni, zabawiał się modlitwą, oczekując przybycia Serafickiego Ojca świętego Franciszka. Ostatniego dnia, gdy już czuł się słabym, przyjął Kościelne Sakramentu z wielką pokorą i nabożeństwem, gotując się na wielką drogę, i tegoż dnia 12. Stycznia roku 1259. o godzinie dziewiątej, począł głośno mówić: „A czy wijdzicic tu Ojca naszego Franciszka? W stańmy wszyscy, wstańmy, pójdźmy i przywitajmy go,“ a to mówiąc skonał, i spoczął w Panu, w klasztorze Cełła zwanym, blisko Korlony. Mieszczanie chcąc aby jego ciało nie było za miastem, kazali je przynieść do przedniejszego kościoła Kortońskiego, jakoż tam i pochowany był w grobie marmurowym; gdzie wsławił go Bóg przez wiele cudów.

Roku 1257. gdy Arecianie Kortonę zburzyli, wyrzucone też było z grobu i ciało Błogosławionego Gwidona, co uprzedzając Zakrystian tego kościoła, wziął głowę jego i napisawszy imię jego na tabliczce ołowianej, uwiązał kamień, i wrzucił ją do studni będącej w kościele. Po kilku latach, gdy się miasto naprawiło, drugi Zakrystian, który o tem nie wiedział, spostrzegł nad studnią kilka promieni świetnych, które gdy i inni widywali często, poczęli głosić, iż to był cud jakiś. Zaczem poszło tam duchowieństwo i lud po spoi i ty, chcąc sic dowiedzieć przyczyny tej jasnej światłości; a gdy poczęli wylewać wodę z studni, znaleźli na dnie głowę sługi Bożego, i poznawszy z tabliczki, iż była Błogosławionego Gwidona, z wielką radością i z processyą, włożyli ją do grobu jego, Pierwszy dzień Czerwca na pamiątkę znalezienia jej Kortończykowie świecą, jak uroczyste święto co rok, a zewsząd lud tam zgromadzony, uciekający się do przyczyny jego w potrzebach swoich, wielkich cudów aż dotąd doznaje. Spowodowana temi cudami Stolica Apostolska, zaliczyła Gwidona w poczet Błogosławionych, i obrząd Boski o nim zakonowi Braci Mniejszych 12. dnia Czerwca odprawować pozwoliła.


Ks. Juszkiewicz, Herkulan ,,Żywoty świętych i błogosławionych trzech zakonów św. Franciszka czerpane ze znakomitych w Kościele pisarzy, jako też z Brewiarza i innych autorów i porządkiem dni roku ułożone. T. 1, str. 394-399