Życie Ś. KLAUDJUSZA Arcy-Biskupa Bizutyńskiego
Był KLAUDJUSZ przezacnego roku Książąt Salineńskich potomek, w domu Rodziców swoich do siódmego Roku w bojaźni Bożej wychowany, po tym na naukę pobożnym nauczycielom oddany jest, pod któremi nie tylko się nauk wyzwolonych nauczył, ale i w piśmie Bożym, i w żywotach ludzi Świętych, które rad czytał, dobrze się przećwiczył. A będąc z młodu do pobożności skłonny, żadnego dnia nie opuścił, któregoby co dobrego nie uczynił; bo lubo był w lata młody, jednak w postępkach stateczny. Nigdy się on w igrania, wbiegania i skakania pierzchliwe, lub w inne płochości chłopieńce nie wdawał, ale z bogbojnemi rad przestawał, i rozmawiał. Roztropność jego w mowie, i ostrożność u wszystkich sprawowała podźwienie, dla czego uczeni wielce go kochali. Płochych ludzi, i swawolnych towarzystw się chronił, i od nich uciekał. Z białemi-głowami rozmów się wystrzegał, a w skromności się, i cichości kochał.
Za taką cnót sławą w roku dwudziestym wieku swego, został Kanonikiem Kościoła Bizuntyńskiego, i codzień być lepszym usiłował. A jako prawdziwy sługa Boży o to się pilnie starał, aby w niczym nie był naganny; i w krótkim czasie, za pomogą Pana Boga, tak się wsławił nauką, i świątobliwością, iż w całej Burgundyi równego sobie nie miał; co się pokazuje z wydanych jego pism, które dotychczas w Klasztorze Jureńskim chowają. Codzień, wyjąwszy Święta, i Niedziele, raz tylko, i to skromnie jadał; nocy na modlitwie, czytaniu, i rozmyślaniu trawił; sukień bogatych nie używał, a obyczajami się tylko skromnemi, i pokornemi, mową szczerą, i wdzięczną krasił.
We dwanaście lat po przyjętej kanonii, Biskup Bizuntyński na śmierć zachorzał. Obawiając się KLAUDYUSZ, aby go na Biskupstwo nie obrano, odjechał do Rodziców swoich, i przy nich przez czas niejaki mieszkał. W tym umarł Biskup, po którego śmierci, między Duchowieństwem i pospólstwem, zaszła wielka w obieraniu następcy niezgoda, bo jedni tego, a drudzy owego obierali. Nie mogąc się na jednego zgodzić, udali się wszyscy do modlitwy, z płaczem prosząc Pana Boga, aby nich natchnął, kogoby za Pasterza Kościołowi obrać mieli. I gdy się z myślami swemi biedzą, w tym głos wyraźny z Nieba słyszą: Obierzcie KLAUDYUSZA. I tak za cudownym podaniem, i janwym rozkazaniem, obrali go, i posłali po niego. Długo nie chciał zezwolić na wybranie, ale prośbami i łzami zniewolony, woli Boskiej posłuchać musiał.
Poświęcony na Arcy-Biskupstwo, tęż, co i pierwej skromność, i pokorę we wszystkim zawsze zachował, i jako wierny, i roztropny sługa, powierzony sobie Kościół z żarliwością rządził. Sprawy Kościelne według SS. Kanonów sprawiedliwie rozsądzał, a nabożeństwa, i godzin, które się w Kościele odprawowały, nigdy dla spraw, i zabaw świeckich nie opuszczał. Diecezję często nawiedzał, i gorącemi Kazanami swemi dobrych lepszemi czynił, a złych do pokuty, i poprawy życia przywodził. Ubogich, i potrzebnych żywnością, i pieniędzmi opatrował.
Gdy siedm lat Kościół on sprawował, obrzydziwszy sobie świat, i wszelką okazałość jego, Biskupstwo złożył, i Benedyktynem w Klasztorze Eugenda Świętego został. W Zakonie takiej był doskonałości, iż wszystkich rzeczy, które są na świecie, zapomniawszy, samą pałał miłością Boską, i do niej przykładem swoim wszystkich tak pobudzał, iż Opat Klasztoru onego, imieniem Injurosus, Mąż także Święty, urzędu mu swego ustępował, ale go KLAUDJUSZ przyjąć nie chciał. Jednak po pięciu lat, gdy Injurosus Opat do Nieba się przeniósł, od Braci tegoż Klasztoru zgodnie obrany, i przymuszony przyjąć Opactwo to musiał. Całe lat piędziesiąt sprawował urząd Opacki, z wielkim pożytkiem i budynków Klasztornych, i dusz, bowiem wiele się za nim Kleryków, i Panów, i szlachty do Klasztoru na życie Zakonne garnęło, których on przyjmując, do jakiejby świątobliwości przywiódł, łacno każdy, poznać może, z tak wiele ciał Świętych Chrystusowych, z nadawania Królów, i Książąt. Król Klodowusz z skarbu swego co rok klasztorowi jego naznaczył pięćdziesiąt korcy pszenicy, i tyleż jęczmienia, i pięćdziesiąt funtów srebra. Przyozdobił i Kościół kielichami, krzyżami, lichtarzami srebrnemi, i innemi czci Boskiej służącymi ozdobami. Świętym Relikwiom nasprawował bogatyvh trunienek i szkatułek.
Pięćdziesiąt lat na Opactwie z wielką chwałą w Klasztorze Jureńskim przeżywszy, wiedząc, iż mu już czas śmierci przychodzi, zwołał Braci, i do nich mówił: aby nigdy nic nad Boską miłość nie przekładali, aby rozkoszami świata tego gardzili, a wiecznych pragnęli: aby odejścia jego nie żałowali. A gdy widział smutnych i płaczących, wzruszony miłosierdziem, które w nim zawsze wielkie było, pożegnawszy wszystkich, odesłał ich do Cell swoich, a sam całą noc na modlitwie strawił. Nazajutrz poszedł do Kościoła, spowiedź uczynił, i Najświętsze Ciało Jezusowe, z wielkiemi łzami, i osobliwym nabożeństwem przyjął. Do Celi swej zaprowadzony, położywszy się na ławie, na której siadywał gdy czytał, albo się modlił, ręce podnosząc ku Niebu i oczy, Ducha Panu Bogu oddał. Ciało jego w Kościele Ś. Eugenda pochowane. Umarł w Roku Pańskim Sześćsetnym Dziewiędźesiątym Szóstym. Bogu nieśmiertelnemu na chwałę Amen.
Hugo Menard: Wion. Molan. Maurolicus. Jacobus de Voragine. Suryusz w tom: 3. Claudius: Lippel: Buzelin:
Kalendarz Benedyktyński, Na każdy dzień roku. T.I, str. 572-575