ŻYWOT PAWŁA Ś. APOSTOŁA, wybrany z Dziejów Apostolskich, od
rozdziału 9 & i z historyków Kościelnych i doktorów pomienionych.
Paweł Pierwej zwany Szawłem, rodzaju Abrahamowego z pokolenia Beniamin, w Tarsie z zacnych rodziców, którzy z potomstwem swem, prawem mieszczan Rzymskich darowani byli, urodzony i u Gamaliela doktora w piśmie wyćwiczony i między Faryzeuszów poczytany był. Po Wniebowstąpieniu
Pańskiem, wielce się sprzeciwił kazaniu prawdy Ewangelii; tak się bardzo z błędu o Mojżesza i prawo Boże (jako mniemał) gniewając, iż się krwią wiernych sług Chrystusowych ugasić nie mógł i wiele złego,
jako sam pokornie wyznawa, czynił świętym Bożym. Gdy zabijali Faruźowie niewinnego Szczepana dyakona, on był między nimi i zezwalał na śmierć jego, i innych wiele wyznawców prawdy mordował, mężczyzn i niewiast. A gdy w onym gniewie na ich rozbój małe mu było Jeruzalem i żydowska ziemia, szukał ich w innych królestwach, w Syryi i Damaszku. Na której drodze (jakoś miał wyżej w dzień nawrócenia jego) poznał światłość, a przy tej światłości tego, którego prześladował, Jezusa Nazareńskiego.
W tenże czas, czy w inny zachwycony był aż do trzeciego Nieba, gdzie słyszał słowa, których się nie godzi człowiekowi mówić i wyczerpnął skarby nauki, którą miał z samego daru i objawienia Boskiego, i z naczynia gniewu stał się wybranem naczyniem, drogi skarb i wonność Imienia Jezusowego po wszystkim świecie roznoszącym. Któremu szkody nagradzając, najprzód skoro w Damaszku ochrzczony był, nic nie mieszkając, poszedłszy do bóżnicy żydowskiej jawnie wyznał i z Pisma wywodził: iż Jezus, którego ukrzyżowali, jest Messyasz i prawdziwy Syn Boży. Było wielkie zdumienie na taką odmianę nagłą i sprzeciwili się oni uczeni rabinowie wierze jego; ale ich on mocno pismem prorockiem przekonywał, iż ze wstydem ustępować musieli. A nie mogąc prawdą go przemódz, zabić go umyślili, i wnet począł za Chrystusa, którego prześladował, cierpieć i za niego zdrowie swe ofiarować na śmierć. Lecz uczniowie Pańscy w Damaszku bronili mu z domu wychodzić a wiedząc, iż na niego straż Żydowie u wszystkich bram postawili, spuścili go w koszu przez mury i tak uszedł ręku ich.
Ztamtąd się puścił do Arabii, wszędzie rozgłaszając słowo prawdy, a ludzie Chrystusowi pozyskując i potem wrócił się do Damaszku; zkąd się puścił do Jeruzalem, na to tylko, aby oglądał Piotra, jako książęcia Apostołów, u którego dni piętnaście mieszkał, a z nim się około kazania Chrystusowego porozumiał. Tam się jako wierni i więcej niźli rodzeni bracia spoinie rozmiłowali. Ale żeby miłość ich w Bogu, duszom szkody nie czyniła, gdyby z sobą mieszkali, na szukanie dusz ludzkich odłączył się Paweł i poszedł do inszych królestw, do Cylicyi, do Tarasu, wszędzie mając wielkie trudności, zwłaszcza od Żydów, którzy go zawżdy i na każdem miejscu na śmierć szukali. Potem go Barnabas przywiódł do Antyochii, gdzie się imię poczęło chrześciańskie i tam rok cały pomagał szczepić w winnicy Chrystusowej; ztamtąd od starszych kościelnych, które tam Piotr święty postawił, za namienieniem Ducha świętego wyprawio-ny jest z Barnabą, na kazanie Ewangelii między pogany i prosząc a modląc się, i kładąc na nich ręce, wysłali ich. A oni puścili się do Cypru i potem do Salaminy, gdzie w mieście Pasie, opowiadając Chrystusa ku zbawieniu ludzkiemu, znaleźli Elima czarnoksiężnika, który ich kazaniu czarami i obłudnościami swemi i matactwy bardzo przeszkadzał, zwłaszcza u starosty Sergiusza Pawła, który kazania ich słuchać pragnął. Przed którym gdy czynił Paweł kazanie, sprzeciwił mu się Elimas i staroście odradzał wiarę i lżył prawdę Bożą. A Paweł gadać z nim jako przewrotnym nie chcąc, uciekł się do mocy Bożej i pełny Ducha ś. rzekł: O synu djabelski, napełniony fałszem i zdradą, nieprzyjacielu prawdy, długoż proste drogi Boskie wykręcać będziesz ? oto na cię ręka Boża! oślepniesz, a słońca do czasu widzieć nie będziesz. I wnet padła ślepota na jego oczy, iż taczając się prosił o wodza. Tak przeklętego heretyka i języcznego kłamcę skarał, a starostę pozyskał, bo wnet uwierzył, dziwując się nie tak słownej, jako mocnej nauce Pańskiej.
Ztamtąd wiele krain obszedł, z temże poselstwem Chrystusowem, a będąc w Antyochii, która jest w Pisydyi, Żydowie na niego wzburzyli poganów i niektórych pierwszych ludzi w mieście, i białogłowy uczciwe; tak, iż ztamtąd nieuczciwie wygnani i wyrzuceni z miasta byli. A oni proch zmiatając z nóg swoich na nie, puścili się do Ikonium i wiele tam pozyskali dusz Panu Bogu do wiary, gdzie też długi czas przemieszkali, czyniąc cuda wielkie na podporę nauki. Tam i ona Tekla panienka wielkiej sławy w Kościele Bożym, duszę i ciało swe w czystości panieńskiej Chrystusowi z kazania i nauki Pawła ś. poświęciła, i wiele innych ludzi do wiary przystąpiło. Co widząc Żydowie, znowu wzburzyli miasto, tak, iż się na dwoje rozdzieliło; jedni stali przy Apostołach, drudzy przy Żydach. I gdy się rzucili Żydowie z przedniejszymi z miasta i chcieli ukamienować, uszli z Likaonii i przemieszkiwali w Listrze. Wzruszyło się ono miasto wszystko na kazanie ich. A gdy Paweł jednego chromego od porodzenia, który nigdy na swoich nogach nie chodził, jednem słowem zleczył, mówiąc: Wstań, a niechaj się sprostują nogi twoje; gdy wnetże wstał, chodził i skakał, miasto wszystko zawołało: Bogowie stali się ludziom podobni i przyszli do nas, i zwali Barnabę Jowiszem, a Pawła Merkuryuszem, iż on był wodzem w słowie i kazaniu. I wnetże kapłan pogański przy wiódł woły i wieńce przyniósł do wrót ^ Apostolskich i chciał im ofiary czynić jako bogom. Co poznawszy Apostołowie, wybiegli z gospody i drapali szaty na sobie wołając: Co czynicie, jesteśmy tak śmiertelni ludzie jako i wy; czemu nam Bóstwo przypisujecie chcąc ofiary czynić, które tylko samemu Bogu służą? Jeden jest Bóg żywy, który stworzył Niebo i ziemię, morze i wszystko co na nich jest; który daje deszcz i rosę, i czyni dobrze z Nieba, dając płodne czasy i pokarmem uweselając serce ludzkie. I tak ledwie uskromili lud on i nauczyli, jako mają czynić i kłaniać się Bogu prawemu i Jezusowi. A żydowie z Antyochii i z Ikonium przybiegłszy jako szaleni do Listry, znowu wzburzyli na nie ludzie one tak bardzo, iż Pawła tego, którego niedawno za Boga mieć chcieli, wywlekli z miasta, ukamienowali i za umarłego odeszli. Lecz gdy go obtoczyli wierni i pogrześć chcieli, żywego znaleźli i do miasta wprowadzili.
Zatem uszli do Derben i tam przemieszkiwając, wiele dusz pozyskali. A dalej nie zachodząc, wracali się nazad do miast onych, w których tak wiele wiernych zostawili i umacniali je do statecznego wytrwania i cierpienia w wierze Chrystusowej i powołaniu chrześciańskiem, mówiąc: Iż przez wielkie uciski cisnąć się do Królestwa Bożego trzeba; i zostawując ich w dobrym porządku, a stawiąc im i czyniąc kapłanów i przełożonych (jako biskupi i przełożeni ich), wracali się do Antyochii, z której byli wysłani. W czem obacz, iż nie stany świeckie, które do tego mocy żadnej od Boga i Kościoła nie mają, ale raczej jako do tego czasu Kościół od Apostołów prawo ma, biskupy, kapłanów i sługi kościelne stanowią, i moc na nich wziętą od Boga przez Kościół i potomków Apostolskich wlewają. Wróciwszy się tedy do Antyochii i zgromadziwszy bracią, oznajmili im, nic sobie nie przypisując, jako Pan Bóg z nimi, albo przez nich wielkie rzeczy uczynił, a iż się wrota narodom do wiary otworzyły.
Potem Paweł ś. poszedł na koncylium do Jeruzalem o to się radząc, jeśli narody wedle zakonu Mojżeszowego obrzezować się miały; i potępiwszy błąd ten z Apostołami, wrócił się do Antyochii, gdzie przemieszkawszy nieco, przyszła mu chęć, aby się wrócił do ludzi onych, które był Bogu pozyskał, żeby je posilił w wierze i namówił do tego Barnabę; ale gdy do obierania towarzyszów przyszło, różne zdanie ich było; i rozdzielili się z zrządzenia Boskiego i dla większego pożytku dusz zgubionych. Tedy obrawszy sobie Paweł Sylę, puścił się do Syryi i Cylicyi, i umacniał bracią, rozkazując im, aby zachowali to, co na koncylium w Jeruzalem postanowiono i przykazano jest od Apostołów i od kapłanów. A gdy był w Listrze, dla Żydów obrzezał Tymoteusza i miał go potem za towarzysza dróg swoich. Potem przyszedłszy do missyi, chcieli się puścić do Bitynii, ale im nie dopuścił tego duch Jezusów i poznali, iż woli Bożej nie było, aby tam Ewangelię opowiadali; zatem czekając oznajmienia woli Bożej, miał Paweł ś. widzenie w Troadzie takie: Mąż mu się ukazał Macedończyk stojąc i prosząc go, a mówiąc: Idąc przez Macedonię, wspomóż nas. Z tego się upewnił Paweł, iż go P. Bóg na szczepienie wiary wzywał do Macedonii, i puścił się tam do miasta Filoppos.
Gdzie przez niektóre dni patrząc jakiej pogody na pozyskanie dusz, od jednej niewiasty Lidyi, farbierki, zysk się ich zbawienny począł. Bo jej Bóg najprzód serce otworzył na to co Paweł zwiastował, i ochrzciła się ze wszystkim domem swoim, a mówiła do Pawła i Byli: Jeżeli mię macie za wierną, mieszkajcie w domu mym, jedząc i pijąc co Pan Bóg dał, i przymusiła je do tego. Za nią się przyczyniało wiernych niemało. Czego czart zajrząc, taki na sługi Boże najazd uczynił. Mieszkał tam czart wróżący w jednej panience, która za pieniądze wróżyła i panom swym czyniła wielką korzyść. Ta gdziekolwiek ujrzała Pawła i Sylę, wołała za nimi: Ći ludzie słudzy są Boga najwyższego, który wam do zbawienia drogę opowiadają i czyniła to przez dńi wiele; aż czasu jednego Pawłowi się przykrzyło, iż czart ma o ich prawie świadczyć, ten który jest nieprzyjaciel prawdy i Boga, wiedząc, że to złem sercem czyni, a prawdę zna nieprawdziwie i że Bóg jego pomocy i świadectwa nie potrzebuje, obróciwszy się, rzekł duchowi złemu: Rozkazujęć w Imię Jezusa Chrystusa, abyś od niej wyszedł tejże godziny. A panowie panny onej wiedząc, iż im pożytek ich zginął, pojmali Pawła i Sylę, i wiedli je do urzędu, mówiąc: Ci ludzie burzą miasto i wprowadzają inne obyczaje, których nam jako Rzymianom przyjmować nie godzi. Zbiegł się też lud wielki wołający na nie, tak, iż urząd szaty z nich zedrzeć, podrapać i ubiczować je srodze kazał, i do więzienia mocnego bardzo zranionych posadził.
W którem oni weseli będąc, gdy o pół nocy na zwykłej modlitwie chwalili Pana Boga, ziemia się trząść i fundamenta wieży chwiać się poczęły i otworzyły się wszystkie drzwi i zamki, a okowy z więźniów wszystkich opadły. O, wielka mocy modlitwy i cierpliwości dla Chrystusa! Stróż, przełożony nad więźniami, gdy to poczuł, mniemając, aby wszyscy więźnie uciekli, dobywszy miecza, zabić się sam chciał. A Paweł to widząc, krzyknął wielkim głosem na niego: Kie sobie złego nie czyń, jesteśmy wszyscy. I gdy świece dano, stróż ze drżeniem padł do nóg Pawła i Syli, mówiąc: Panowie moi, co mam czynić dla pozyskania zbawienia mego? Tedy go nauczywszy wiary w Jezusa Chrystusami tejże nocy ze wszystkimi domownikami jego ochrzcili. A on rany ich omył i nakarmił jako głodne, i weselił się ze wszystkim domem swoim w Boga wierząc. Szczęśliwy stróżu, coś na takie więźnie trafił, którzy cię z więzienia djabelskiego wywiązali; dla ciebie tylko do tej wieży posłani byli tak zacni goście, którycheś godny nie był, a Bóg cię uczynił godnym.
A skoro dzień zaświtał, skruszył P. Bóg serce urzędowe, iż niewinnych tak sromotnie biczować i więzić dali; posłali do stróża, aby Pawła i Sylę wypuścił. A stróż wierny, jako mniemam, już myślił jakoby onych panów swych wypuścił, chcąc gardło swoje dla ich wolności ważyć; ale Pan Bóg dobrą wolę jego przyjął, a inny obyczaj znalazł do wyzwolenia sług swoich. Lecz oni nie chcieli zaraz z więzienia onego wynijść, chcąc przestraszyć urzędników onych, aby się tak na nich nie skwapiali i wskazali do nich: Nas Rzymiany, ludzie wolnością Rzymską darowane, jawnie i niewinnie ubiczowa-wszy wsadzili, a teraz nas tajemnie puścić chcą; niech sami przyjdą a nas wypuszczą. Na to się przelękli urzędnicy i przyszedłszy do nich, przepraszali ich. A ludzie święci, za one rany, sromotę i więzienie mając zysk wielki, iż tam w więzieniu wiele dusz Chrystusowi pozyskali, przestając też na wysłudze cierpliwości swojej, upomniawszy tych, którzy im źle uczynili, aby się na niewinnych nie skwapiali, wszystko im z chęcią odpuścili i z miasta wyszli.
Potem przyszli do Tessaloniki i ztamtąd, nieco dusz do Kościoła przyczyniwszy, gdy Żydowie na nich miasto wszystko wzburzyli, uciekać musieli do Berei. Gdzie też za nimi szło wiele ludzi zacnych z Tessaloniki, którzy już byli przyjęli słowo Boskie z wielką chęcią i codzień badali się w Piśmie, jeżeli to tak było, jako uwierzyli. Nie iżby w tem, co słyszeli, wątpili (bo już chwalebna była wiara ich, która się wątpieniem psuje), ale żeby się w wierze posilili. Bo pismo niewiernym nie służy, jedno wiernym; a wiara nie jest z czytania, ale z słuchania kościelnych Boskich posłów. Inaczej niktby wiary nie miał, jedno kto czytać i wyrozumieć Pismo umie; a rozumienie jakie ma być, gdzie wiara i Duch Boży do tajemnic zakrytych w Piśmie i nauka posłów Bożych (bez których ennuchus Izajasza rozumieć nie mógł) nie otworzy.
W Berei także potem uczynili rozruch Żydowie i uciekać Paweł musiał, zostawiwszy tam Sylę i Tymoteusza, a sam przyszedł do Aten, gdzie czekając towarzyszów, a widząc miasto w bałwochwalstwie utopione, gryzł się sam w sobie, żałując zguby dusz tak wiele, i nie mogąc się wstrzymać, nie tylko w bóżnicy żydowskiej, ale i na rynku przez wszystek czas, ganił błędy ich, a opowiadał Pana Jezusa zmartwychwstałego. Gadali z nim filozofowie, stoicy i epikurowie, których tam było najwięcej i wwiedli go do rady i senatu Areopagu, mieniąc, iż nowiny jakieś przynosi, na które oni ucho podnosili, bo nic innego nie czynili Ateńczykowie, jedno się o nowinach pytali, powiadając je albo słuchając. Tam w radzie ich kazanie swoje Paweł śmiele począł od tego, iż widział jeden słup Bogu postawiony, z takim napisem: Bogu niezna jomemu. Tego ja wam, prawi, Boga opowiadam, którego wy nie znacie, który Niebo i ziemię stworzył. Śmiali się jedni z niego, zwłaszcza gdy wspomniał zmartwychwstanie umarłych, a drudzy go innego czasu słuchać obiecali. Jednak bez pożytku słowo Boże nie było, niektórzy uwierzyli, a między nimi zacny Dyonizyusz, jeden z senatu ich bardzo uczony, i Damarys niewiasta, i inni.
Ztamtąd się puścił do Koryntu, i tam długo robiąc rzemiosło około namiotów u Akwilli, który tegoż był rzemiosła; w sobotę, to .jest w święto żydowskie, w bóżnicy Żydom opowiadał Chrystusa. Ale gdy się sprzeciwili, a wzburzyć także lud przeciw Pawłowi chcieli, ukazał się Pawłowi Pan Jezus w nocy, posilając go i mówiąc: Nie bój się, mów, a nie milcz, bo ja jestem z tobą, a nikt ci szkodzić nie może; mam wiele ludzi w tern mieście. I mieszkał tam Paweł święty, półtora lat nauczając, i wiele ludzi do Chrystusa obrócił. Aż nakoniec Żydowie wzburzyli się na niego, i porwawszy go, wlekli do Galliona starosty. Ale on go sądzić nie chciał, mówiąc: Gdyby co złego uczynił, jabym was słuchał, ale iż tylko rzecz idzie o słowa i swary w zakonie waszym, wdawać się ja w ten sąd nie chcę.
Potem Paweł przemieszkawszy tam niemało, puścił się do Syryi z Pryscyllą i Akwillą, i wielkie drogi czyniąc po Galacyi i Frygii, a wszędzie uczniów potwierdzając, zastanowił się w Efezie, gdzie znalazł dwanaście chrześcian, którzy nie byli chrzczeni, jedno chrztem Janowym, które ochrzcić kazał w Imię Pana Jezusa, a sam kładł na nie ręce (dając im bierzmowanie) i zstąpił Duch ś. na nich i mówili rozmaitemi językami, prorokując. Tam w Efezie dwie lecie przemieszkał i wielkie cuda czynił nad chorymi, tak, iż i chustki z ciała jego i pasy leczyły chorych i djabłów wyganiały. To widząc niektórzy eksorcystowie, albo zaklinacze czartów między Żydami, kusili się też wyganiać czarty z ludzi i mówili im: Zaklinamy was przez Jezusa, którego Paweł opowiada. A czart im odpowiedział: Jezusa znam i Pawła świadomy jestem, a wy coście zacz? I to mówiąc, człowiek on, w którym był zły czart, wskoczył na nich i o ziemię je rzuciwszy, szaty na nich potargał i srodze poranił. Byli to synowie Scewy Żyda, przedniego kapłana, którzy to czynili. Zkąd padł wielki postrach na Żydów i pogan, i wielbili wierni Pana Boga. A wiele ich przychodziło do Pawła i jego towarzyszów, spowiadając się i oznajmując im grzechy i sprawy swoje. Ztąd każdy widzieć może, jako spowiedź i objawienie grzechów przed pasterzami kościelnymi nie jest ludzki wymysł. Drudzy też, którzy się pogańskiemi księgami i dwornością czarowniczej nauki przedtem bawili, aby zarażenie z ksiąg onych bliźnim nie rosło, pogubili je i popalili; a w zatraceniu tych ksiąg podjęli szkody na pięćdziesiąt tysięcy złotych. Tam mocno rosło słowo Boże i posilenie brało, iż dla niego ludzie, aby przeszkody z ksiąg zaraźliwych i wierze przeciwnych nie miało, taką utratę radzi podejmowali. A my to rzeczemy, którzy dla kilku złotych śmiemy chować jad heretyckich ksiąg daleko szkodliwszy, niżeli pogański, z którego blizny śmierć dusza brać może. Za tanie pieniądze Chrystusa w utracie członków jego, przedają tacy, którzy dla tego, iż pieniądze za nie dali, do ognia się z księgami, słów djabelskich pełnemi, heretyckiemi nie kwapią.
Potem Paweł umyślił iść z Efezu do Jeruzalem, a z tamtąd do Bzymu, mówiąc często do swych: Muszę też Bzym widzieć. A gdy tamże w Efezie złotnicy, którzy dom srebrny Dyanie bogini robili, na Pawła, który bogi czynione ganił, miasto wszystko wzburzyli, Paweł uszedł i długo się włócząc po Grecyi, gdy był w Troadzie, na święto niedzielne zebrał się lud wierny do niego na łamanie chleba; a chcąc nazajutrz wyjechać, Paweł uczynił im kazanie długie i przewlókł je aż do północy, na którem siedząc w oknie młodzieniec jeden Tychikus, zdrzymał się, spadł z trzeciego piętra i umarł. A Paweł zszedłszy na dół, położył się na nim i obejmując go, rzekł: Nie frasuj się dusza jego w nim jest; i tak go wskrzesił, i lud Boży wielce uweselił.
Ztamtąd puścił się znowu ku Efezowi, a nie chcąc być w mieście, był tylko w Milecie i posłał po starszych kościelnych Efeskich i upomniał ich, mówiąc: Wiecie jakom się zachował między wami, służąc P. Bogu w pokorze, i w płaczu, w pokusach, którem miał z zdrady żydowskiej; pomnijcie, iż od was nic nie biorąc nauczyłem was, jawnie i po domach, oznajmując żydom i narodom pokutę ku Bogu i wiarę w Pana naszego Jezusa Chrystusa; teraz idę do Jeruzalem nie wiem, co mię tam spotka, tylko Duch Boży po miastach oznajmuje mi tam więzienie i prześladowanie czego się ja nie boję, a zdrowia cielesnego nad duszę sobie nie przekładam: tylko żebym skończył dobrą posługę tę, którą mi Pan Jezus zlecił, to wiem, iż twarzy mej więcej widzieć nie będziecie. Oświadczam się dziś przed wami, iżem do zguby dusznej żadnemu przyczyną nie był i oznajmiłem wam wolę i radę Bożą. Czujcież o sobie i o trzodzie wam zleconej, nad którą was Duch ś. postawił biskupy, na rządzenie kościoła Bożego, którego sobie krwią swoją dostał. Bo wiem, iż po odjechaniu mojem powstaną wilcy drapieżni na was, trzodę waszę rozdzierając; z wasże samych powstaną mężowie z przewrotną mową, aby ucznie za sobą pociągnęli. Bogu was polecam i łasce słowa jego, która może zbudować i dać dziedzictwo wszystkim poświęconym. Srebra i złota, i szat waszych nigdym nie pragnął; samem potrzeby swoje i tych, co byli przy mnie, temi rękoma wyrabiał, dając wam przykład, abyście tak robiąc słabszym ugadzali i żebyście pamiętali na słowo Pańskie, iż on mówił: Błogosławieńsza rzecz jest dawać, aniżeli brać. A to mówiąc, przyklęknął i modlitwę, z nimi czynił. Tedy się wielki płacz stał między nimi i upadając na szyję Pawłowi, całowali go, o to się najwięcej frasując, iż rzekł, że go już oglądać nigdy nie mieli; i prowadzili go do okrętu, i puścił się do Jeruzalem.
A będąc już w Cezarei, Abagus Prorok wziąwszy pas Pawłowy i wiążąc nim sobie ręce i nogi, mówił: Tak zwiążą tego, czyj to pas, w Jeruzalem i dadzą go w moc pogaństwu. Co słysząc uczniowie, prosili go z płaczem, aby nie chodził do Jeruzalem; a Paweł mówił: Co czynicie, płacząc nademną i trapiąc serce moje? nie tylko związanym być w Jeruzalem, ale i umrzeć pragnę dla Imienia Pana Jezusowego. A gdy mu odradzić nie mogli, przestali, mówiąc: Niech się dzieje wola Boża. Przyjechawszy tedy do Jeruzalem za radą braci, gdy się w kościele Salomonowym według zakonu Mojżeszowego przeczyszczał, chcąc dać znać (aby się nie wzburzyli ludzie), iż nauką swoją ustaw Mojżeszowych nie psuje. Ale od Żydów którzy byli z Azyi, uczynione jest na niego w kościele wołanie wielkie i wzburzyli wszystko miasto; zatem pojmawszy Pawła, ciągnęli go z kościoła, chcąc go zabić, przeto, iż przeciw zakonowi Mojżeszowemu naucza, i już go bili, czem kto miał, i śmierciby był nie uszedł, gdyby był starosta z rotą nie przybiegł i nie wydarł go z ręku ich. A gdy go prowadził do obozu, szedł za nim lud wołając: Zabij go, zabij. Starosta nie wiedząc, co się dzieje, gdy prosił Paweł, aby mu dopuścił mowę do ludzi uczynić, pozwolił chętnie i postawiony na wschodzie, uczyniwszy sobie milczenie, przekładał wszystkim, iż będąc taki, jako i oni, a prześladując chrześciany, widział Pana Jezusa Nazarańskiego w wielkiej światłości i majestacie na drodze, jadąc do Damaszku.
Lecz go zupełnie dosłuchać nie chcąc, wołali, zabij go a zgładź z ziemi. Tedy starosta kazał Pawła męczyć, aby wiedział przyczynę, czemu się tak lud na niego wzburzył. A Paweł rzekł: Iźem ja Rzymianin, nieprzesądzonego biczować nie możecie. Tych się słów przeląkł starosta i dał mu pokój. A nazajutrz zejść się wszystkim biskupom i starszym kazał, i stawił Pawła rozwiązanego przed nimi, który gdy się sprawować i niewinność swoję wywodzić począł, Ananiasz najwyższy biskup kazał go w gębę bić. A Paweł rzekł do niego: Ściano malowana, uderzy ciebie Pan Bóg; sądzisz mię wedle prawa, a bezprawnie bić mię kazesz. A stojący jeden rzekł: Najwyższemu kapłanowi złorzeczysz? A Paweł odpowiedział: Nie wiedziałem, aby był najwyższy kapłan; bo pisano jest: Przełożonemu ludu twego złorzeczyć nie masz. Tedy Paweł widząc, iż tam byli saduceuszowie, którzy nic nie trzymają o zmartwychwstaniu, o duszy i Aniołach, zawołał faryzeuszów: Jam faryzeusz, o nadzieję umarłych obwiniony jestem. Za tern słowem wzięli się za nim faryzeuszowie przeciw saduceuszom i gdy się swarzyli, bojąc się, aby między sobą Pawła nie rozdrapali, wziąść go żołnierzom starosta kazał.
A w nocy ukazał mu się Pan Jezus, mówiąc: Bądź stały, jakoś mi dał świadectwo w Jeruzalem., tak i w Rzymie masz dać. A między Żydami więcej niż 40 mężów zmówili się i ślub uczynili, iż nie mieli jeść, ani pić, aźby zabili Pawła. I oznajmił to starszym, żądając, aby go stawiono gdziekolwiek jakoby do sprawy, żeby go w tem zamordować mogli. Lecz siostrzeniec Pawłowy to słysząc, przestrzegł go i oznajmić zdradę onę Paweł kazał staroście, który to usłyszawszy, wnet bez odwłoki w nocy go wysłał z dobrą obroną, do miasta Cezarei. Gdzie był długo w więzieniu trzymany i kilkakroć od Feliksa, Festusa i od Agryppy króla był słuchany przy nieprzyjaciołach, a żadnej winy znaleźć w nim nie mogli. A gdy się był nakłonił do tego Festus, aby go nazad do Jeruzalem na sprawę odesłał, Paweł ś. apelował do cesarza do Rzymu, nie śmierci się bojąc, ani się o zdrowie prawując, ale żeby według obietnicy Boskiej w Rzymie Chrystusowi świadectwo dał. I wysłał go starosta Festus morzem do Rzymu z Juliuszem rotmistrzem, który i innych więźniów tam prowadził. Na morzu gdy do Krety przypłynęli, upominał albo ich przestrzegał Paweł, jako Prorok święty, aby tam przezimowali, pewne im niebezpieczeństwo oznajmując. A rotmistrz więcej wierzył żeglarzom, niżeli Pawłowi, i gdy się na morze puścili przyszła na nich wielka i długa nawalność, tak, iż przez czternaście dni nie wiedzieli, gdzie są, ani słońca, ani gwiazdy żadnej nie widząc i zrozpaczywszy już nie jedli, a było osób w okręcie 276. Tedy Paweł stanąwszy we środku ich, cieszył je, mówiąc: Lepiej mię było słuchać, mężowie, wszakże bądźcie dobrej myśli, okręt stracimy, ale żaden z nas nie zginie, bo tej nocy stanął przedemną Anioł Boga tego, którego ja jestem i któremu służę, mówiąc: Nie bój się, Pawde, przed cesarzem stanąć masz, a otoć Bóg darował tych wszystkich, co z tobą płyną. Wierzę Bogu, iż tak będzie, już się nie bójcie: i prosił ich, aby pokarm wzięli, mówiąc: Włos z głowy żadnemu nie spadnie; i tak się stało. Okręt się blizko brzegu rozbił, a gdy pływać poczęli, żołnierze chcieli więźniów pobić, aby który nie wypłynął, a nie uciekł; ale rotmistrz dla samego Pawła żadnego ruszać nie dopuścił i wypłynęli wszyscy na wy sep Melity. Gdzie się rozgrzewając, gdy nanieciwszy ogień, Paweł zbierał chrust a na ogień kładł, jaszczurka w rękę Pawła ukąsiła. A widząc ludzie wyspu onego, iż wisi u ręki jego, mówili: Musi to być jaki mężobojca, teraz śmierci z morza uszedł, a już druga śmierć mści się złości jego nad nim; a Paweł ś. strząsnął bestyę w ogień, a złego nic nie uczuł. Ludzie stojący czekali, jak predko opuchnie, padnie i umrze; ale
gdy widzieli, iż zdrów, za Boga mieć go poczęli.
Wyspu onego panem był Publiusz, którego ojciec schorzały od Pawła świętego zleczony był. O czem się obywatele dowiedziawszy, chorych wszystkich do niego znieśli, a on każdego uzdrawiał. Przebywszy tam trzy miesiące, puścił się do Syrakuzy, a ztamtąd do Puteolu, gdzie go bracia przez siedm dni nie puścili i tak do Rzymu przyszedł. Rzymscy chrześcianie, drogę daleko mu zaszli, których oglądawszy Paweł, Panu Bogu dziękując, dobrą myśl i nadzieję wziął. A Pan Bóg to sporządził, iż w Rzymie Pawłowi dana jest wolność mieszkać, gdzieby chciał, za strażą tylko żołnierza jednego. Tam najprzód Żydom Chrystusa opowiadając, gdy ich niewdzięczność i zatwardzenie widział, pogroziwszy im proroctwem u Izajasza o ich przekleństwie napisanem, udał się do Rzym ian i narodów, i przez całe dwie lecie mieszkając w swym najętym domu, przyjmował wszystkich słuchających i nauczał ich o Panu Jezusie Chrystusie, bezpiecznie i bez zakazania. Póty Łukasz św. Ewangelista żywot Pawła świętego prowadzi; ostatek inni historykowie dokładają, ci zwłaszcza, którzy się namienili, iż długo w Rzymie nauczając wolno puszczony był i po innych królestwach rozgłaszał Ewangelię. A potem w kilka lat za Nerona wrócił się do Rzymu i z Piotrem świętym, jako się w żywocie jego dołożyło, pojmany i skazany jest pod miecz. Nie krew ale mleko z szyi jego wypłynęło, i głowa trzykroć skoczywszy, trzy krynice wody dziwnej uczyniła, jako to i po te czasy, miejsca w Rzymie świadczą. I tak po wielkich pracach i mękach (które sam wylicza w liście do Koryntów), służąc Chrystusowi we dnie i w nocy, kazaniem i pisaniem, pracą, cierpieniem wszystkich trudności i boleści, bieg swój, jako sam mówi, dobry skończywszy, poszedł po koronę sprawiedliwość zasłużoną u Pana naszego Jezusa, którem u z Ojcem i z Duchem ś. jako Królowi nad królmi i Panu nad panami, który sam ma nieśmiertelność i mieszka w światłości nieprzystępnej, cześć i rozkazowanie na wieki wieków, Amen.
Słowa ś. Chryzostoma o ś. Pawle pamięci i uważania godne.
Chcesz wiedzieć, co zacz jest ten łańcuch, który dla Chrystusa na ciało Pawłowe włożony był? Słuchaj samego Pawła jako się z tego chlubi i mówi: Proszę ja was związany w Panu. Wielka to dostojność, wielkie królestwo, wielkie przełożeństwo i najwyższe dla Chrystusa być związanym. Nic nie masz tak zacnego, jako więzień dla Chrystusa, i łańcuch on na jego świętych ręku, większa to, uczciwsza i sławniejsza rzecz, niżeli być Apostołem, niżeli Doktorem, niżeli być Ewangelistą. Kto Chrystusa miłuje, rozumie, co się mówi. Kto bardzo pała miłością Pańską a zna moc więzienia, wolałby być więźniem dla Chrystusa, niżeli w Niebie mieszkać, i podobno to jest sławniejsza rzecz, niźli siedzieć na prawicy jego; zacniejsza to, niżeli siedzieć na dwunastu stolicach. Gdyby mi kto dał obierać albo wszystko Niebo, albo łańcuch, którym ręce Pawłowe związane były, jabym łańcuch wolał. Gdyby mnie kto posadzić chciał albo w Niebie z Aniołami, albo z Pawłem w więzieniu, jabym ciemnicę obrał. Ktoby mię postawić chciał, albo siedzącego z tronami i mocarstwy najwyższemi, albo w takiem więzieniu, jabym więźniem być wolał, bo nic lepszego być nie może, jako co złego dla Chrystusa cierpieć. Ktoby mi dawał moc, abym umarłe wskrzeszał, nie obrałbym tego, ale bym łańcuch wolał; bo nic szczęśliwszego nad niego być nie może. Chciałbym teraz być na miejscu onem, gdzie jest on łańcuch, i chciałbym na niego patrzyć, na ten, którego się i djabli boją, i Aniołowie go czczą. O szczęśliwy łańcuchu! o błogosławione ręce, które ozdobił łańcuch, który na Pawła włożony był! O, kto mi to da, abym teraz mógł uściskać ciało Pawłowe, a do grobu jego przylgnąć i oglądać proch ciała tego, w którem zbiegał świat wszystek, w którem to nadgrodził Chrystusowi, czego niedostawało! I na innem miejscu: Pomyślcie a zdziwcie się, co za widok Rzym mieć będzie, gdy Paweł i Piotr z grobu onego we mgnieniu oka w staną i podniosą się, i w ynijdą przeciw Chrystusowi? Jaki dar pośle Rzym Chrystusowi, takiemi dwiema koronami i złotemi łańcuchami ozdobiony będzie? Nie tak jest jasne Niebo, gdy słońce wypuszcza promienie, jako Rzymskie miasto na wszystek świat te pochodnie wypuszczając.
Te są słowa ś. Chryzostoma
Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.I", str. 633-640