M a j a 17 d n i a
ŻYWOT ŚWIĘTEGO PASCHALISA BAJLONA KONWIERSZA 1. ZAKONU S. FRANCISZKA BRACI MNIEJSZYCH REFORMATÓW (Marianus Tom. 2. libr. 5. Chron, et Porfirius in Vitis Sanctorum T. 6.) ŻYŁ OKOŁO ROKU PAŃSKIEGO 1592.
Święty Paschalis urodził się r. 1540. w Królestwie Arragońskiem, Diecezyi Seguntyńskiej, we wsi zwanej Tarre Formoza, z rodziców Marcina Bajlona i Izabelli Jubery, poczciwych wprawdzie ale tak ubogich, iż nawet tej nie mieli sposobności, aby tego syna wyuczyli czytać. Atoli młody Paschalis, który niepospolitą m iał skłonność do nauk, w pole chodząc, nosił z sobą książkę, i kogo tylko spotkał, prosił, aby go czytać nauczył i przez taką pilność po trochę, gdy raz jeden, drugi raz kto inny pokazywał mu, w krótkim czasie nauczył się czytać. A takowej nauki używał na swój pożytek, czytając księgi nabożne, któreby mogły bydź mu pomocą do nauczenia jego obowiązków Chrześciańskich; a taką powziął ochotę do czytania, iż zrzekając się wszelkich gry i rozrywek, łożył na czytaniu cały czas, który mieć mógł. A przez czytanie ksiąg podobnych, Pan Bóg wlewał w niego taką miłość prawd świętych Ewangelicznych, iż o żadna inną rzecz świata tego niedbał, ale jedynie starał się podobać Bogu.
Kiedy dorósł lat sposobnych do służby, zgodził się z jednym wieśniakiem, który go przyjął do paszenia trzody. Wielce ucieszony będąc z życia niewinnego, które prowadził, starał się mieć zawsze myśl zatopioną w Bogu, wzbudzając siebie do rozważania i uczczenia jego Wszechmocności i mądrości nieskończonej, zapatrując się na zioła, latorośli, i inne płody ziemne, i zawsze przypisując płodność ziemi nie tak przyczynom drugim, jakowe są stworzone, jak niewypowie dzianej dobroci Boskiej, od której wszystko zawisło. Owo zgoła, w e wszystkich rzeczach Paschalis przypatrywał się oczyma wiary Bogu Stworzycielowi, i zachowującemu one, a tak to, co innym bywa powodem do roztargnienia i rozerwania myśli, jemu było pobudką do utrzymania ducha zawsze zebranego i złączonego z Bogiem. Ztąd pochodziło, iż za nic ważył dobra tego świata, które wielu zbyt szacują i onych żądają, ale jedynie żądał dóbr wiecznych w Niebie. Jakoż kiedy Pan jego, który miał się dobrze, był ułożył u siebie przysposobić go sobie za syna, i uczynić go dziedzicem całego majątku swego, Paschalis podziękował mu za chęć życzliwą i prosił, aby go zostawił w owym stanie ubogim i wzgardzonym wprawdzie, ale zgadzającym się z Jezusem Chrystusem swoim najwyższym Panem, który nie przyszedł na ten świat, aby mu służono, lecz aby sam służył.
Lecz chociaż wielce kochał się w takowym obowiązku, znajdował jednak trudności w tymże, które mu myśl podały do opuszczenia go. Między innemi trudnościami la była, iż on pilnując kozy, nie mógł dokazać przy wszelkiej pilności swojej, aby one nie wybiegały dla pastwiska na poła cudze, i to wielce go martwiło; bo się sądził bydź winnym szkody tej, którą one czyniły, nawet kiedy nie mógł onej przeszkodzić. Zaczem dla delikatności sumnienia, opuścił obowiązek paszenia kóz, ale pasząc inne trzody, inne znajdował trudności. Jako bowiem ci, z któremi musiał żyć spoinie, nie mieli takiej, jak on pobożności, tak tez podczas bluźnili, swarzyli się, i częstokroć do bitwy miedzy sobą przychodzili. Paschalis czasem ich upominał ze wszelką miłością, ale częściej to było, iż nie inny ztąd odnosił skutek, jak tylko ten, iż na siebie obracał złość onych i łajania; zaczem widząc, iż świat pełen był występków i zepsucia, myślił zupełnie go opuścić i uchylić się do jakiego zakonu, gdzieby mógł z wiekszem bespieczeństwem sprawować swoje zbawienie.
Zwierzył się on niektórym takowej myśli swojej, którzy mu radzili pewny klasztor dobre dochody mający, gdzie, jak powiadali, mógł mieć wszelką wygodę. Ale to samo było przyczyną dostateczną Paschalisowi odrzucenia tegoż: Urodziłem się ubogim, powiadał, i chcę żyć i umierać ubogim i pokutującym. Polecił się zatem z wielką gorącością Bogu, aby mu dał poznać wolą swoje, i wkrótce potem, nie Więcej nad lat 20. mając, opuścił Pana i ojczyznę, a przebrawszy się do Królestwa Walencyi, udał do klasztoru Braci Mniejszych Reformatów, zachowujących Regułę S. Franciszka. Klasztor ten zwał się Najświętszej Panny Loretańskiej, i był położony na puszczy blisko miasta Monforte. Wielce zbudowanym został Paschalis z świętobliwego życia, jakowe prowadzili owi cnotliwi zakonnicy; atoli w ten czas, bądź to z bojaźni, bądź z innej przyczyny, nie miał śmiałości wpraszać się, aby był przyjętym. Dla czego zgodził się z niektóremi mieszkańcami stron owych do strzeżenia i paszenia ich bydła, i tamże takoż życie wiódł pokutne i pustelnicze, jakowe prowadził w swoim kraju. Wkrótce należycie była poznana i szacowana jego pobożność, dla której był pospolicie nazywanym Pastuch święty. Jednakże po niejakim czasie, żądając żyć w ludzkiej nieznajomości, i prowadzić życie pokutne i umartwione, postanowił prosić Ojców owego Konwentu, aby był przyjęty do zakonu za Laika Konwiersza.
Przyjęli go oni bardzo chętnie, owszem go chcieli policzyć między Klerykami, ale on na to przyzwolić nie chciał, i musiano zgadzać się z jego pokorą. Wstąpił zatem do Nowiciatu roku 1564. i począł tak żyć, iż dał poznać wszystkim do jak wielkiej świętobliwości dojść miał. Zachowywał Regułę S. Franciszka z niewypowiedzianą doskonałością, wielce szacując nawet najmniejsze rzeczy w tejże przepisane, i starał się wyrażać na sobie, jak mógł najlepiej, ducha świętego Fundatora swojego. Nigdy nie słychać było, żeby kiedykolwiek co mówił z naganą innych, albo żeby się na kogożkolwiek użalał; ostrości zaś jego nierównie były cięższe nad te, które Reguła przepisywała. Albowiem cały jego pokarm zależał na chlebie i wodzie, a najwięcej, jeśli kiedy pozwolił sobie ziół jakowych. Nosił zawsze włosiennicę z sierści wieprzowej z ciężkim łańcuchem żelaznym, którym przepasywał się na golem ciele. Sypiał na gołej ziemi, albo na tapczanie, a czasem nawet nie kładł się, ale siedząc, lub nachyliwszy się, w ułożeniu niewygodnem ciała zasypiał, krótko snu dozwalając, jakowy był mu koniecznie potrzebny, i który nigdy nie przechodził trzech godzin; często noce cale trawił w jednej małej izdebce, w której nie było ani drzwi, ani dachu. Pracował zawsze w ogrodzie z odkrytą głową, nawet w najgorętsze czasy; nigdy nie używał obuwia, ale zawsze bosemi chodził nogami, tak zimą, jako latem, i w jakimkolwiek znajdował się kraju, czy to ciepłym, czy zimnym, jednej zawsze używał sukni, która była najpodlejsza. Takowy życia sposób zawsze on utrzymywał i we wszystkich Konwentach, do których z woli Przełożonych swoich bywał posyłany, zachowując wszędzie tegoż ducha pokory, umartwienia i posłuszeństwa, zawsze kontent będąc z stanu swojego, i szukając w każdym klasztorze obowiązków najpodlejszych i najpracowitszych, bo się kochał w tym, zęby był miany za sługę wszystkich.
Lubo jego codzienne umartwienia były, nadzwyczajne i przewyższające siły ludzkie, jednakże przy uroczystościach, osobliwie świętych Męczenników, on te powiększał we dwójnasób, biczując się przykro tak, że się krwią zalewał, aby takim sposobem stał się podobnym jak mógł, temu świętemu, którego obchodził pamiątkę. I prosił Pana Boga, aby takowe umartwienia przyjmował zamiast męczeństwa, któregoby on żądał wielce, żeby mógł podnieść dla miłości jego. W jakowem żądaniu chociaż go Bóg nie wysłuchał zupełnie, jednak podał mu okoliczność, w której tak wiele miał zadanych sobie przykrości z nienawiści Religii, iż niewiele mu brakowało do dostąpienia męczeńskiego wieńca. Znajdował się podówczas General zakonu Franciszkańskiego Obser wantów w Paryżu, gdy Królestwo Francuzkie napełnione było heretykami Hugonotami, którzy nie przyjmowali nigdy na gospodę żadnego zakonnika, jakibykolwiek im zdarzył się: przeto wyprawić zakonnika do Francyi dla odwiedzenia Generała, było toż samo, co wystawić go na niebespieczeństwo utraty życia przez ręce owych bezbożnych heretyków, jako rzeczą samą na wielu ziściło się, Prowincoał Walentyński miał nieodbytą potrzebę wysłać jaką osobę z listem do swego Generała w sprawie wielkiej wagi, ale nikt nie znajdował się, ktoby na się taką przyjął usługę, i odważył się na takie niebespieczeństwo. Więc na Paschalisa oczy obrócili, o którym wiedziano z doświadczenia, jak ślepego i ochoczego był posłuszeństwa. Jakoż rzeczą samą on takowe zalecenie przyjął bez żadnej trudności, owszem z wielkiem weselem i ukontentowaniem swojem, udał się zaraz w drogę długa i przykrą, boso i bez żadnego zapasu.
Przybywszy do Francyi, i śmiało przechodząc nawet w południe przez miasta, w których Hugonoci panowali, wycierpiał od nich wiele i bardzo ciężkich przykrości. Często słyszał wołających za sobą: Oto Papista, i nie raz za nim kamieniami rzucano łączył sic lud prosty z dziećmi, i tychże wzbudzał, aby go łajali, a czasem i kijami okładali, któremi razu jednego tak go zbili, iż został kaleką przez całe życie swoje. Kiedy znajdował się blisko Aureliami, był w około otoczony od mnóstwa ludu, który go pytał, jeśliby wierzył, że w Eucharystyi było ciało Jezusa Chrystusa; na takowe pytanie on śmiało odpowiedział, iż wierzył, i że nie należało o tem wątpić. Znajdował się taki, który chciał go zmieszać różnemi pytaniami trudnemi i subtelnemi; ale Bóg, który obiecał swoim Apostołom, iż miał sam mówić w podobnych okolicznościach przez ich usta, podawał Paschalisowi odpowiedzi pełne dobrego zdania i mądrości tak, iż ci, co jego pytali, zostawali zawstydzeni, i nie umiejąc mu odpowiedzieć, kamieniami na niego rzucali, od których został na różnych członkach ciała ranionym.
Wyrwawszy się z tego niebespieczeństwa, wpadł w inne; albowiem przechodząc koło bramy jednego Dworu, zastanowił się, prosząc jałmużny o kawał chleba, jako zwykł był czynić, kiedy głodem bywał przyciśniony. Pan onego Dworu, który był Hugonotą i głównym nieprzyjacielem Katolików, gdy posłyszał mówiących, iż był przy bramie pewny zakonnik źle odziany proszący jałmużny, kazał go przyprowadzić, a uważając owe jego suknie podarte i twarz wybladłą, przysięgą stwierdził, iż to był szpieg Hiszpański i pewnie byłby go kazał zabić, gdyby żona jego wzruszona politowaniem, go nie uwolniła, nie dawszy mu jednak, ani kawałka chleba. Postępował więc dalej w drodze swojej tak wygłodniały i osłabiony, nim natrafił wieś pewną, w której cnotliwa niewiasta Katolicka, pocieszyła go i jeść mu dała. Ale tam był także wystawionym na nowe niebespieczeństwo utraty życia; albowiem hurtem napadło na niego ludu prostego mnóstwo, pociągnione ciekawością widzenia takiego odzienia jego, a jeden z nieb porwawszy go, zamknął w jednej stajni. Święty znajdując się w takowym stanie, o niczem więcej przez całą ona noc nie myślił, jak tylko, żeby się przygotował na śmierć, którą rozumiał, iż miał ponieść nazajutrz. Ale wcale rzecz przeciwna zdarzyła się: ponieważ tenże sam który go był zaniknął, nazajutrz rano przyszedł w odwiedziny do niego, dał mu nieco jałmużny i wolno go wypuścił. A tak wśród tysiącznych niebespieczeństw, święty na ostatek przybył do Paryża, i odprawiwszy, co miał sobie zleconego, zaraz rnlał się napowrót do Hiszpanii. W takowej podróży swojej, widząc się święty uwolnionym od wszelkiej zabawy, żądał jedynie, aby mógł krew przelać na obronę wiary Katolickiej. Jakoż imał różne inne przypadki, w których było niebespieczeństwo utraty życia; ale Bóg go zachował i bronił tak, iż wszystkich uszedł; dla lego potem święty ubolewał, jakoby był uznany być niegodnym męczeństwa. Atoli jeśli on nie był Męczennikiem za wiarę, tedy był takim za posłuszeństwo, dla którego, w tak długiej podróży, ustawicznie znajdował się w niebespieczeńtwie utraty życia.
Powróciwszy Paschalis do swego Komwentu w Hiszpanii, powrócił zaraz do swoich zwykłych zabaw, i nie ustawał żyć w tymże duchu pokory, ubóstwa i pokuty, dając Braci swoim dziwne przykłady wstrzemięźliwości, umartwienia i cierpliwości. Zbiór cnót takowych złączony z darami proroctwa, bogomyślności, przenikania serc skrytości i czynienia cudów, któremi Bóg był ubogacił wiernego sługę swojego, zjednały dla niego taki szacunek i uszanowanie u wszystkich, a osobliwie u swoich zakonników, iż sami Przełożeni nie mieli żadnego wstrętu radzić się jego w najtrudniejszych sprawach, i jemu zlecać straż klasztoru, kiedy sami się dokąd oddalali, znając z doświadczenia, jako on był oświecony od Boga, i jako był skuteczny przykład jego dla utrzymania innych w karbach obowiązków, i do zachowania poślubionej Bogu Reguły.
W ostatnich latach życia swojego, przepędzał prawie wszystkie noce w kościele. Nade wszystko był nabożnym do Męki Chrystusowej, która bywała pospolitym celem jego modlitwy i rozmyślania. Z tej nabierał zawsze nowej od wagi do martwienia się, upokarzania się i szukania okoliczności do cierpienia, aby mógł naśladować przykłady swojego Zbawiciela dla jego miłości upokorzonego, cierpiącego i umarłego na krzyżu. Wielkie także miał nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, której nieustannie prosił, aby mu otrzymała łaskę, iżby był zawsze dalekim aż do końca od wszelkiego grzechu.
Naostatek utrudzony święty swojemi pokutami i umartwieniami bardziej, niż laty obciążony, zapadł w chorobę w Konwencie Villa Regalis odległym koło mil dwudziestu od Walencyi, i przyjąwszy z niepospolitem nabożeństwem Sakramentu Kościelne, pełen ufności w swoim Bogu i Zbawicielu, którego święte iinie miał zawsze w ustach, a daleko hardziej w sercu, tudzież w opiece Panny Najświętszej swojej osobliwszej Obronicielki, spokojnie ducha oddał Bogu dnia 17 Maja roku 1592 przeżywszy lat 52 wieku, a w zakonie S. Franciszka dwadzieścia ośm. Ciało jego przez trzy dni wystawione było w kościele, dla zadośćuczynienia nabożeństwu ludu, który był świadkiem wielu bardzo cudów, które Bóg uczynił w takiej okoliczności za przyczyną sługi swojego. Skutkiem których, przez Pawła V. Papieża, mianowany był Błogosławionym, a przez Alexandra VIII kanonizowanym roku 1690. dnia 16 Października.
Ks. Juszkiewicz, Herkulan ,,Żywoty świętych i błogosławionych trzech zakonów św. Franciszka czerpane ze znakomitych w Kościele pisarzy, jako też z Brewiarza i innych autorów i porządkiem dni roku ułożone. T. 1, str 317-329