ŻYWOT ŚWIĘTEGO FELIXA Z KANTALICII KONWIERSZA 1. ZAKONU S. FRANCISZKA BRACI MNIEJSZYCH KAPUCYNÓW (18 maja)

 

M a j a 18 d n i a

ŻYWOT ŚWIĘTEGO FELIXA Z KANTALICII KONWIERSZA 1. ZAKONU S. FRANCISZKA BRACI MNIEJSZYCH KAPUCYNÓW, (Porfirius in Vitis Sanctorum Tom. 6. et Gravia par. 5. libr. 4. Chron.) ŻYŁ OKOŁO ROKU PAŃSKIEGO 1577.

Felix święty, urodził się z ubogich, lecz pobożnych rodziców w miasteczku Kantalice, w Księstwie Spoletto we Włoszech, około roku 1515. Dziecinnych lat już doszedłszy, nie do nauk które dla młodzi są pobudką do cnoty, ale dla niedostatku domowego, obrócony był do paszenia trzody. Nie miał od żadnego nauczyciela, któryby mu przewodniczył w Chrześciańskich powinnościach; ale tylko idąc za przykładem życia rodzicielskiego i pobożnemi ich przestrogami, którem i go do cnoty i bojaźni Bożej zachęcali,  lak wielki uczynił postęp w posłuszeństwie, pobożności i chrześciańskich obyczajach, że przewyższył siły młodziuchnego wieku, i samego siebie. Z tych lat dzieciństwa swego, tylko za nauką samej łaski Boskiej postępując, zaraz począł powściągać swoje namiętności tak, iż nawet nic lekkomyślnego albo próżnego nigdy nie wymówił. Statecznie się chronił zwyczajnych dziecinnemu wiekowi igraszek i żartów; nieprzystojnością zaś tak się brzydził, że i słuchać nie mógł mówiących o niej. Czasem zebrawszy rowienniki swoje kazanie im prawił, i z wielką gorliwością ducha, przekładał im zbawienne nauki, które przewyższały daleko dziecinny dowcip. Ze zaś dla trzody którą pasł, rzadko mu się zdarzało być tajemnicom Pańskim przytomnym, i w kościele się modlić: z pola i lasów czynił kościół sobie, obierając sposobne do modlitwy miejsca; gdzie wlepiwszy w Niebo oczy, Bogu się nabożnie modlił. Często zaś na drzewie jakiem wyrżnąwszy sobie znak krzyża świętego, przed nim z płaczem na kolana upadał, odmawiał pacierz i pozdrowienie Anielskie, którego się od matki nauczył, i o męce Pańskiej, tak jak go rodzice nauczyli, rozmyślał z wielkiem politowaniem i pobożnością.

Tak szcześliwemi darami w dziecinnym wieku od Boga udarowany Felix, gdy już dwanastego doszedł roku, oddany był przez ojca na usługi jednemu szlachetnemu człowiekowi, Marcus Tullius Picus zwanemu. Ten w mieście Ducalis mieszkając, naprzód uczynił Felixa pasterzem trzód swoich; polem widząc wzrost jego siły, do twardszej pracy około roli przyzwyczajał go. Felix tedy pasterz i oracz, gdy tak wiernie służył niebieskiemu i ziemskiemu Panu, że nic z tego bynajmniej nie zaniedbał, co do doskonałej uprawy roli należało, ażeby swojej zadosyć uczynił powinności, zjednał sobie u ludzi względy i u Boga łaskę, którą go nie skąpo udarował. Przez ten cały czas, który na usłudze Marka Tulliusza strawił, to jest lat 22 tak wielki w każdym rodzaju cnót zrobił postęp, że wszystkim pokory, cierpliwości, skromności i pobożności był przykładem. Rzadko z kim, i to o rzeczach tylko potrzebnych, albo do zbawienia służących rozmawiał. Z próżniakami, obmówcami, bluźniercami, wszelkiego strzegł się spółkowania. A lubo obciążony wielkiemi pracami około roli, nie dał jednak żadnej chwili czasu darmo upłynąć: bo ledwie co dnieć poczęło, modlitwy swoje odprawiał, po których na pole wychodząc i pługiem robiąc, myśli swe zwracał do Boga, i pobożnymi zabawiał się uwagami. Po odbyciu zaś dziennej roboty, wieczornem nabożeństwem codziennie czcił Boga. Obrał sobie na najwyższym piętrze domu komorę osobną ozdobioną obrazami ukrzyżowanego Chrystusa Pana, Najświętszej Maryi Panny, S. Franciszka i S. Bonawentury Kardynała; tam na kolana padając, rannych i wieczórnych pacierzy czynił ofiarę. Posty od Kościoła świętego naznaczone tak ściśle zachował, że w nie ledwie samym wieczorem przyjmował cokolwiek pokarmu. Za grzech by poczytał sobie, usiąść kiedy do obiadu albo wieczerzy, nie zmówiwszy pacierza i pozdrowienia Anielskiego; co też i po jedzeniu zwykł czynić, na dziękczynienie za dary opatrzności Boskiej. W dni Niedzielne i inne uroczystości świętych, w które od pracy był wolnym, ażeby je z większem nabożeństwem obchodził, przystępował do stołu sa kramentalnego z wielką serca pokorą i z bojaźnią zatopiony duchem w gorących uczuciach miłości Boskiej. A gdy do większego coraz w cnotach postępku zapalał serce swoje, unikał wszelkich stosunków, a osobliwie z niewiastami. Krótko mówiąc: tak doskonałe Felixa wtenczas było ze wszystkiemi pożycie, że go uważali niejako pastucha albo oracza, ale jako wyćwiczonego w cnotach zakonnika.

Już był doszedł lat trzydziestu, gdy Bóg dobrotliwy ażeby wiernego sługę swego wyniósł od pługa do zacniejszego życia stanu, wczesną wprawdzie, ale skuteczną podał zręczność. Święty ten był zgoła prosty, i w żadnej nauce nie ćwiczony, bo i liter nie znał, wielką jednak w sercu swojem czuł pociechę, gdy mu kto uproszony czytał książkę jaką. Gdy tedy raz krewny jego czytał mu żywoty Ojców świętych, tak się zapalił do naśladowania ich, że zaraz do pustelniczego stanu, zwrócił całą myśl i staranie. Lecz że ten stan uważał za niebezpieczny i podległy czartowskim zdradom, zwrócił myśl do zakonu S. Franciszka Braci Mniejszych Kapucynów, który uważał niby ustanowiony na wzór życia dawnych Ojców. Do domu tedy wróciwszy, z Panem swoim Tulliuszem o umówioną za zasługi nagrodę rosporządza rozdać na ubogich, pytającym się domowym, czemu raczej nie krewnym po śmierci rodziców zostawił dziedzictwo swoje, ale ubogim, odpowiedział: „Taka jest rada Pana, której koniecznie muszę bydź posłusznym."

Tym sposobem Ewangeliczny mąż z sideł świata tego wywikłany i oswobodzony od świeckich starań, idzie do Rzymu gdzie zaraz się udaje do Kapucynów, otwierając Rzymskiego Konwentu Gwardianowi serca swego zamysły. Ten gdy usłyszał Felixa prostemi wprawdzie słowami, gorącemi jednak i ducha świętego pełnemi przekładającego chęci swoje, zaraz poznał Ewangelicznego i ducha Apostolskiego męża; a według rostropności swojej, ostrzejszemi słowami stateczności jego próbować począł: ale gdy po częstem a przykrem odmówieniu widział go pokorniejszego i niezachwianego serca, posłał do Prowinciała, który go w poczet Braci Laików policzywszy, odesłał z listami do Antikolim, gdzie wtenczas był zakonu Nowiciat. P o przybyciu do Antikolim Felix, wprzódy niż do społeczności nowiciuszów był przypuszczony, przez ośm dni w świeckich sukniach musiał zostawać na próbie. Przez ten czas pilniej braci tych życiu i oby czajom się przypatrując, począł rozważać przyjemności zakonnego stanu, w które ci opływają, którzy porzuciwszy światowe zabawy, samemu Bogu w duchu i prawdzie służą. Ztąd tak się w nim pomnażała chęć do życia tego, że za przykrą rzecz zdało mu się ośm dni czekać na przyjęcie habitu zakonnego. Po przyjęciu go zaledwo stanął w zakonie Felix, taką się zaraz zapalił żądzą do nabycia Ewangelicznej doskonałości, że tejże godziny wszystkie zmysły i siły, tak powierzchownego jako i wewnętrznego człowieka zdał się wzywać do współdziałania w nowym  sposobie życia, wszystkim dawnym nagannym obyczajom, nieuchronną zgubę i śmierć wypowiadając. Tak nowy Chrystusa żołnierz do doskonałego siebie samego wyrzeczenia i wojny duchownej gotuje duszę swą, ażeby tego dostąpił pokoju, którym sumnienie wolne od grzechów i żądz próżnych cieszyć się zwykło.

Duch ciemności cnot wszystkich nieprzyjaciel, widząc takie początki nowego rycerza, nie mógł ich zcierpieć, przetoż różnemi i cieżkiemi uderzał nań pokusami: ale przeciwko tym natarciom mocny Felix, nie innym orężem, tylko pokorą i modlitwą wojować postanowił, i skutecznie zwyciężał. W takich utarczkach po upłynieniu roku próby, w mieście Tetryku uczynił zakonną Professię, po której do Tyburium na ćwiczenie był posłany. Po czterech zaś latach w zakonie spędzonych, gdy już cnota i świętobliwość jego starszym dostatecznie była wiadoma, do Rzymu go posłano, ażeby spełniał publiczny obowiązek Kwestarza jałmużny po mieście, podobno za zrządzeniem Boskiem, ażeby to miasto, jako duchowna głowa całego świata, której ulegają wszystkie Katolickie narody, było oświecone jasnemi cnot jego promieniami. Słowy tego wypowiedzieć nie podobna, z jaką on pokorą, z jaką bliźniego miłością, dziwną rostropnością i pilnością spełniał swój obowiązek: w którym zostając lat czterdzieści, tak cały Rzym i zakon Braci napełnił sławą swej cnoty, że pamięć jego dotychczas u wszystkich świeża zostaje. W powinności bowiem swojej był pilny, pracowity i tak Braci swoich kochający, że często aby ich oswobodził od pracy, sam na sobie dźwigał ich ciężary. Milczenie chował tak ściśle, że nigdy albo rzadko kiedy w drodze z towarzyszem rozmawiał, ale w cichości ducha rozmyślał o dziełach Boskich. Był on w rozmowie układny i miły, rostropny, ostrożny i do każdej cnoty ułożony tak , że nie z wieśniaków, ale z zacnych i godnych rodziców, zdał się być urodzony. Kwestowanie to jałmużny, było Felixowi źrzódłem cnot wszystkich i wszelkiej doskonałości; bo przy ciągłem zwiedzaniu miasta, gdzie schadzki, wrzaski, hałasy, igrzyska, widowiska, witania, rozmowy i swary często się nastręczały, co wielkie w człowieku sprawuje myśli, rostargnienie i zamieszanie; Felix największych cnot nabył, i dostąpił wszelkiej prawie doskonałości. Bo wyobrażając sobie zawsze przytomnego Boga, na niego się zapatrywał, a przez nieustanną myśl o obecności Jego, doszedł do tego, że na cokolwiek spojrzał, z tego jako po stopniu wstępował do miłości Stwórcy i chwały jego. Powróciwszy zaś z dziennej kwesty wieczorem, do swojej celli się udawał i tam ukryty od oczu innych, całą noc trawił na pobożnej modlitwie i rozmyślaniu.

Ćwicząc się w cnocie posłuszeństwa która jest najpierwszą, Felix, tak doskonale czynił jej zadość, że zdawał się cale woli swojej nie mieć, a żyć wolą Przełożonych. Bo w dniu w którym wstąpił do zakonu, wmówił to sobie, że nie za Brata, ani zakonnika, ale za robotnika na usługę Braci był przyjęty, i od Boga powołany, i tak statecznem a nieodmiennem przedsięwzięciem utwierdził się myślą w pokorze, ze często w rozmowach z Bracia, gdy go Bratem Felixem nazywali, odpowiadał: „Mylicie się, boja nie Brat Felix, ale Braci posługacz." To zaś pokorne o sobie rozumienie, gdy nie słowy tylko, ale stwierdzał rzeczą i uczynkiem, tak na każde Przełożonych roskazanie powolnym i łatwym się stawiał, iż do czego tylko chcieli, mogli go użyć. Trafiło mu się raz iść do Kardynała Julius Sanctorius nazwanego Protektora zakonu w pewnych potrzebach: wtedy Towarzysz jego, mając nad jego starością i holem nóg politowanie, gdyż miał pozwolenie od Przełożonych nie nosić sandałów, namówił Kardynała, ażeby przykazał Felixowi chodzić w sandałach; zdało się to słusznem Kardynałowi, i zaraz kazał Felixowi, ażeby więcej boso nie chodził. Powraca do Konwentu Felix, i zaraz starszego swego prosi o sandały, przez co prędkiego, prostego i doskonałego posłuszeństwa jawny dał przykład.

W Seraficznem ubóstwie, tak się gorąco był zamiłowany, że statecznym umysłem postanowił, oprócz Chrystusa nagiego i ukrzyżowanego więcej nie mieć, i poczytywać największe ubóstwo jego, za największe sobie bogactwo. Chęć tę do ubóstwa powziąwszy óil początku zakonnego życia, taką w jedzeniu, odzieniu i w innych rzeczach potrzebnych zachował skromność, iż łatwo poznać było można, że poniewolnie tylko używał niektóre rzeczy do potrzeb, i chętnieby ich nie miał, gdyby to można było. Habit jego był zawsze z prostego i grubego sukna, jakiego zwykli zażywać skazani na galery. Płaszcz tak stary i nędzny nosił, że się zdał być nie łatany, ale z łat samych zrobiony. W celli także prócz krótkiego łóżka, w którego głowach był drewniany krzyżyk, i sakiew kilka żebrackich, nic więcej nie miał. Niczem się tak bardzo nie brzydzi! ten ubóstwa miłośnik, jako widokiem pieniędzy, a daleko więcej ich używaniem, bo ich brać do rąk nie chciał.

Do tych cnot Felix łączył czystość, która jest kwiatem życia zakonnego, źródłem wstydu i wszelkiej uczciwości, i ztąd większego podziwienia godzien, że tę niewinności perłę w tym stanie życia zachował nienaruszoną; w którym nie miał żadnej obrony do jej utrzymania, ani pomocy jakiemi są: piękne z młodości wychowanie, rady Nauczycielów, Ojców duchownych przestrogi, dobre przykłady ukrócenie wolności, wystrzeganie się próżnowania tym podobne; których to środków zostając jeszcze na świecie Felix, nie mógł mieć dla szczupłości i ubóstwa stanu swego, i owszem wiele miał okoliczności, które niewinność jego w niebespieczeństwo podać mogły. Ale ten, który go w żywocie macierzyńskim obrał, ażeby w nim pokazał moc swoje i chwałę, tak go ubespieczył łaski swojej obroną, ze różę niewinnego wstydu w pośród ogniów, i lilie czystości między cierniami, zachował aż do śmierci nienaruszone. Samo bowiem dzieciństwo i młodość jego spędzona w uczciwości i cnotach, częste już wówczas używanie Najświętszego Sakramentu, słuchanie Mszy świętej, przystojne obyczaje, bojaźń najmniejszego cienia grzechu na świecie po wstąpieniu zaś do zakonu, życie pełne cnot wszelkich, i Boskiemi cudami objaśnione, dosyć jawnie świadczą o niewinności jego. Ze zaś między inszemi cnotami, które uśmierzają krewkość ciała, a ducha umacniają, pierwszeństwo bierze wstrzemięźliwość, która im więcej ujmuje posiłku ciału, tern większej duszy dodaje mocy; uzbrojony nią żołnierz Chrystusa Felix, na domowego uderzył nieprzyjaciela, i głodem go morząc i osłabiając, tak małym i niesmacznym częstował pokarmem, że przez trzy dni na każdy tydzień, prócz chleba i wody niczego mu nie pozwalał. Siedm postów czterdziestodniowych zwyczajem świętego Franciszka, zachował aż tło śmierci lak statecznie, jakoby prawem jakiem do tego był zmuszony. Ostatnie zaś trzy dni wielkiego tygodnia, począwszy od czwartku, kiedy się pamiątka męki, śmierci i pogrzebu Zbawiciela obchodzi z ustawy Kościoła świętego, aż do Wielkiejnocy, uważając się obowiązanym do ścisłego postu, wstrzymywał się od wszelkiego zgoła pokarmu. I tak poszcząc przez cały rok prawie, mięsa nie jadł, wina też mało używał. Żeby zaś i w prostych potrawach odmawiał zmysłom wszelkiej przyjemności, w potrawę którą mu na stół dawano, mieszał tak wiele wody albo popiołu, że wszystek smak traciła. Prawdziwą bowiem wstrzemięźliwość, zasadzał na tem, aby używając potrzebnych zdrowiu posiłków, żadnej w nich nie czuł roskoszy.

Póki jeszcze pozwalały siły młodszego wieku, sypiał zawsze na gołych deskach, na starość zaś trochę na nich porzucał słomy, zamiast wezgłowia drewno podkładał; jednem przytem jak w zimie tak w lecie zadowolniając się odzieniem. Nigdy zaś do snu nie ułożył, bo się należycie na łóżku czy też na deskach ręką się wspierał, tak, że bardziej podobny był rozmyślającemu, niżeli śpiącemu. Trzy razy na dzień dyscyplinował się; w nocy zaś najczęściej w kościele albo na cmentarzu w dolnym sklepie, gdzie się niegdyś grzebli zakonnicy, tak okrutnie się biczował, ze od stop aż do głowy, ciężkie sobie zadawał razy. Oprócz dyscypliny, żelazny pancerz osobliwie w każdą Niedzielę nosząc na sobie, siedm kościołów w Rzymie obchodził; a tak krzyżując ciało swoje z występkami, okazał się prawdziwym sługą i naśladowcą Chrystusa Pana.

Będąc już starością obciążony, gdy poszedł z towarzyszem do Kardynała Protektora zakonu, towarzysz widząc zręczną okoliczność, prosił Kardynała ażeby zakazał Felisowi żebrać więcej. Bardzo dobrze odpowiedział Protektor, ale Felix co na to? Miłościwy Panie, rzekł Felix: „jak nie dobra, tak i nie mądra jest ta rada, bo jako odważnemu rycerzowi na samym tylko placu z orężem umierać przystoi, tak i osłowi pod ciężarem skonać należy. To mi Przełożeni naznaczyli, do tego Bóg i posłuszeństwo mię powołało, na coż tedy mam ten ciężar z siebie składać? na co wzbraniać się pracy: kiedy przetrwać w niej aż do ostatniego kresu życia, daleko mi chwalebniej będzie." 

Ku chorym największą okazowa! miłość, gdy bowiem w mieście była wielka liczbą chorujących, Przełożeni Rzymskiej Prowincji, nie tylko dla Braci, ale też i dla świeckich ludzi chorych i ubogich kazali mu prosić jałmużny. W czem potwierdzony Felix, z taką pilnością wziął się do tego, że nie było chorego i ubogiego w mieście, o którymby on nie wiedział. Nigdy tyle pracy nie łożą łakomcy w nabywaniu bogactw, ile łożył Felix w szukaniu i opatrywaniu chorych. A mając ich pewną liczbę, wymówić niepodobna, z jaką pilnością i chęcią nawiedzał, cieszył łagodnemi słowy, i chodząc dla ich wspomożenia po domach mieszczan, Panów, i Prałatów, pobudzał do miłosierdzia nad ubogiemi. Wiele także dziewcząt, które dla niedostatku narażały swą niewinność na niebespieczeństwo, prawie z paszczęki grzechu wyrwał. Z taż miłością odwiedzał szpitale i inne gościnne domy, osobliwie w dni Niedzielne, w które od kwestowania był wolny, i tam chorym usługiwał. Tam to były miejsca jego uciechy, tam wonniejących kwiatów ogrody, w których duch Felixa znajdował ukontentowanie. Tam dla jednych naczynia wymywał, dla drugich prześciełał łóżka, innym wody podawał, owych do cierpliwości, innych przywodził do spowiedzi i żalu za grzechy. Ta jego ku chorym usłużność, jak miła i przyjemna była Bogu, okazał to wielą cudami przez niegoż uczynionymi.

Ta miłość którą miał zarówno ku wszystkim, niemniej go skłaniała i ku tym, którzy w grzechu jakim zostawali. Gdy bowiem idąc przez miasto ujrzał kogo, bluźniącego, albo nieprzystojnie mówiącego, lub co złego czyniącego, surowo go gromiąc odwodził od grzechu. Rozmową swoją, tak pobudzał do cnoty, że wszyscy ci z któremi przystawał, z niego jak złoto z kopalni, czerpali przykłady Niebieskiego żywota. Bo czy to w domu, czy w mieście zostawał, taki się roschodził zapach z kwiatów cnot jego, że się wszyscy garnęli do niego, mocą jakąś Boską poruszeni. Czcili go nie tylko zakonnicy i świeccy, ale też Biskupi, Kardynali i sami Papieże. Tym bowiem sposobem Bóg wszechmogący, chcąc wiernego sługę swego, jako pochodnią Kościoła swego, postawić nie w ukryciu, ale na świeczniku, chciał mu zjednać sławę świętobliwości u wszystkich, ażeby wszyscy od niego brali, światło Ewangelicznej doskonałości, za którem iść mieli.

Mając już lat 74. Felix, z których 40. strawił na codziennej żebraninie, przez ustawiczne prace, długie posty i wielkie ciała um artwienia, uległ różnym chorobom, które ustawicznie go trapiły. Chcąc zatem Bóg dobrotliwy, położyć kres cierpieniom cielesnym, i dać spoczynek w Niebie tyła różnemi pracami zwatlonemu, w czasie modlitwy objawił mu przyszłą śmierci godzinę. Potem gdy przyjął zwyczajną chleba jałmużnę od Jana Ekonoma Alexandra Olgiaty, rzekł do niego: „Panie Janie! już więcej nie przyjdę do ciebie po jałmużnę, staraj się tylko, żebyś na moich Braci Kapucynów był łaskaw i kochał ich szczerze." Nie mógł wtenczas rozumieć Jan, co się w tych słowach zamykało, ale po kilku dniach, gdy usłyszał o śmierci Felixa, dorozumiał się, że on o swej śmierci namienił. Albowiem Kwietnia 50 dnia wpadł w gorączkę, która gdy się bardziej wzmagała, a koniec życia nadchodził, z żalem i skruchą wielką z grzechów swoich spowiedź uczyniwszy, przyjął Najświętsze ciało Chrystusa, a po skończonych Kościelnych modlitwach, szczęśliwie Panu Bogu ducha oddał Maja 18 dnia roku 1577 mając lat wieku 74. Ciało jego naprzód w ogólnym grobie Braci, a potem z przyczyny cudów za rozkazaniem Kardynała Protektora, do marmurowego grobu włożone, spoczywa aż dotąd w Rzymie w Kościele Braci Mniejszych Kapucynów. Gdy zaś u grobu jogo wiele cudów Bóg czynił, i one dowodami prawnie stwierdzone zostały, Najwyższy Biskup Klemens XI. w roku 1712 kanonizował go we sto dwadzieścia lat po jego świętej śmierci.


Ks. Juszkiewicz, Herkulan ,,Żywoty świętych i błogosławionych trzech zakonów św. Franciszka czerpane ze znakomitych w Kościele pisarzy, jako też z Brewiarza i innych autorów i porządkiem dni roku ułożone. T. 1, str. 329-346