Trumnę niosło osiem osób. Minister wojny Paragwaju, jego zastępca, urzędnicy, weterani wojny o Chaco – towarzysze zmarłego.

Na koźle, obok woźnicy, siedział Chamacoco, wódz plemienia Indian. Setki Indian szło za wozem w cichym, leniwym deszczu. Śpiewali „Ojcze nasz” – powoli, przeciągle, recytując.

W ten sposób pożegnano rosyjskiego generała Iwana Bielajewa, który w 1957 roku odnalazł spokój na paragwajskiej ziemi.

Rewolucja październikowa stała się przyczyną jednej z największych fal emigracji rosyjskiej. I tak oto bohater I wojny światowej znalazł się na linii frontu zupełnie innej wojny, prowadzonej przez zupełnie inne kraje.

Ale na początku wszystko zaczęło się dość standardowo: kadet, syn dziedzicznego wojskowego, artylerzysty.

Spokojny i taktowny w czasie pokoju, w czasie wojny pokazał się z jak najlepszej strony: osobiście dowodził atakami na najniebezpieczniejsze odcinki frontu, został ciężko ranny – i otrzymał Krzyż św. Jerzego. Później brał udział w przełomie Brusiłowa.

Kiedy imperium upadło, Bielajew pozostał wierny przysiędze i walczył w Armii Ochotniczej na froncie południowym wojny domowej. W 1920 roku opuścił Rosję na zawsze (jak miało się później okazać).

Po czterech latach ciężkich przeżyć otrzymał zaproszenie do pracy w Szkole Wojskowej Paragwaju w charakterze nauczyciela fortyfikacji i języka francuskiego. Jednak kariera nauczycielska nie trwała długo: Ministerstwo Obrony Narodowej zaprosiło Bielajewa do wzięcia udziału w badaniach nad słabo poznanym regionem Chaco-Borreal.

W rezultacie generał przeprowadził szereg wypraw, podczas których między innymi zyskał szacunek miejscowych plemion indiańskich. Wśród plemienia Chaco otrzymał indiańskie imię Alebuc („Silna Ręka”) i został wybrany na wodza, czyli przywódcę, klanu Tygrysów.

Ale w trakcie tych wypraw odkryto coś jeszcze. Czarne złoto, ropa naftowa. I natychmiast pojawiło się wielu pretendentów do tronu, który formalnie należy do Paragwaju. Przede wszystkim sąsiadująca Boliwia, której sponsorem była amerykańska firma naftowa Standard Oil.

Rozpoczęła się wojna – i tu biały generał po raz kolejny znalazł zastosowanie dla swoich umiejętności. Bielajew jest szefem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Paragwaju. Pod jego dowództwem Paragwajczycy przeprowadzili kilka znakomitych operacji wojskowych. Większe siły boliwijskie zostały zwabione w głąb kraju, wskutek czego wróg został otoczony, a jego zaopatrzenie odcięte.

Niemiecki generał dywizji Hans Kundt, który dowodził armią boliwijską, później wspominał:

 Wszystko wskazywało na nasze zwycięstwo, ale przegraliśmy, bo Rosjanie zachowywali się na polu bitwy jak szaleńcy.

Wojna zakończyła się zwycięstwem Paragwaju, a większość bogatego w ropę regionu przypadła Asuncion. Rosjanie w pełni wypełnili swój obowiązek wobec kraju, który udzielił im schronienia. Na polach bitewnych wojny o Chaco zginęło kilkudziesięciu rosyjskich oficerów, a Bielajew stał się bohaterem narodowym.

Ale Iwan Tymofiejewicz nie miał zamiaru spocząć na laurach. Martwił się o wpływ przyszłej produkcji ropy naftowej na lokalne plemiona indiańskie, dlatego założył specjalną kolonię szkolną dla rdzennej ludności kraju, „Bartolome de Las Casas”, i został jej dyrektorem. Szkoła ta istnieje do dziś.

Chciałbym zakończyć opowieść o naszym wybitnym rodaku jeszcze jednym charakterystycznym faktem: podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej generał Bielajew, pomimo własnych monarchistycznych poglądów, bez wahania poparł ZSRR w walce z nazizmem.

Cóż to za wspaniała lekcja dla wielu naszych współczesnych.



Zero Kilometer