Gdy Jezus wyrósł na silnego młodzieńca, w najcięższych i najgrubszych pracach chętnie i z radością pomagał swemu opiekunowi, tak, że Mu to później nieprzyjaciele Jego wyrzucali i za złe mieli. (Skąd ten może co wiedzieć, ażali nie jest synem cieśli?) Przepiękny to przykład dla dzieci. Niech się nauczą od Jezusa rodziców swoich szanować i słuchać, nie wstydzić się ich i żadnej nie wyrządzać im przykrości, a przez chętne pomaganie w pracy oszczędzać ich wątłe siły i być im podporą w starości.
Jest to tak że nauką dla wszystkich, że przed Bogiem żaden stan nie jest podłym, że najcięższe i najpodlejsze prace, jeśli się je spełnia cierpliwie i z poddaniem się woli Bożej, są tak wielkim i i zasługującym i w oczach Bożych, jak i najzaszczytniejsze zajęcia i urzędy. Niechże nikt nie narzeka, że go O patrzność Boża powołała do niskiego stanu, bo ta sama Opatrzność kazała św. Rodzinie w pocie czoła na kawałek chleba zarabiać.
Aby się zaś nauczyć, jak pomimo niedostatku można być w esołym i zadowolonym, to dość rzucić znowu okiem na ten ubogi domek w Nazarecie. Wszystko tam ubogie. Ubogi Ojciec, uboga Matka, ubogi Syn, ubogie mieszkanie, ubogie sprzęty i szaty, ubogi pokarm. Godłem tej Rodziny: siekiera, piła i kołowrotek. A jednak ta uboga Rodzina, była najszczęśliwszą ze wszystkich rodzin, jakie były, są i będą na świecie. Bo prawdziwego spokoju i szczęścia nie znajduje się w dostatkach i bogactwach tego świata. K r ó l e s t w o B o ż e n i e j e s t p o k a r m i p i c i e, a l e s p r a w i e d l i w o ś ć i p o k ó j i w e s e l e w D u c h u ś w. (Rzym. 14, 17). A zatem i w ubóstwie można być szczęśliwym, jeśli się je uważa za zrządzenie Boże, jeśli się je znosi cierpliwie z poddaniem woli Bożej. Kto narzeka, szemrze, zawistnym okiem na bogatych spogląda, a nawet nieraz bluźni Bogu, ten wisi na krzyżu ubóstwa, jak łotr po lewej stronie, który z drzewa krzyża zstąpił nie do nieba ale do piekła.
Owszem tu jeszcze na ziemi można mieć pewien rodzaj raju, bylebyśmy tylko chcieli naśladować św. Rodzinę. Dobrze, zupełnie dobrze nigdy nam się nie będzie powodzić na tym świecie. Dobrze, zupełnie dobrze będzie nam dopiero w niebie, gdzie jest miłość bez cierpienia, życie bez śmierci a szczęśliwość bez końca. Pomimo tego jednak prawda to niezbita, że gdzie w domu, w rodzinie i w sercu każdego członka rodziny panuje duch jedności i miłości, duch pokoju i zgody, gdzie wszyscy się kochają i szanują wzajemnie, tam jest błogosławieństwo Boże, tam wszyscy są szczęśliwi, tam jest pewien rodzaj nieba.
Takie szczęście, takie niebo było w tym ubogim domku w Nazarecie. Co chciał ukochany ojciec św. Józef, tego pragnęła i Najświętsza Dziewica. Co chciała Najświętsza Marja Panna, tego pragnął i św. Józef, a co chcieli Marja i Józef, tego pragnął także i pokorny syn Jezus Chrystus. Ubogą, bardzo ubogą była św. Rodzina, ale przy całem tem ubóstwie, przy wszystkich cierpieniach i utrapieniach była niewymownie szczęśliwą, bo ogniwem i spójnią jej członków były niebieskie związki miłości.
Święta Rodzina.
A jeśli w reszcie chcemy nauczyć się szczęśliwie po chrześcijańsku umierać, to jeszcze raz zaglądnijmy do wnętrza św. domku w Nazarecie i popatrzmy na św. Familję. O to zbliżał się już 30 rok życia Chrystusa Pana a zarazem i czas, w którym podług woli Ojca Przedwiecznego miał Chrystus Pan rozpocząć swe wielkie posłannictwo, publiczny urząd nauczycielski. Wielkie zadanie św. Józefa miało się już ku końcowi a wedle wyroków Bożych nadeszła chwila, w której ten św. staruszek miał zakończyć swój ziemski, świątobliwy żywot i pójść do ojców swych, Patriarchów, po nagrodę swych prac i trudów. Lecz któż potrafi opisać ową miłość i troskliwość z jaką Jezus i Marja przy umierającym stali? O stańże w duchu i bracie przy łożu umierającego Józefa św. i popatrz jak spokojnie zasypia w pośrodku Jezusa i Marji! Oto tam leży na śmiertelnej pościeli, w skupieniu ducha i z modlitwą w sercu gotuje się do ciężkiej walki ze śmiercią. Nie strach a się jednak i nie lęka. Jego oblicze jest pogodne i wesołe, oczy jego tylko zwracają się miłośnie na Jezusa i Marję, których ma za chwilę pożegnać. A ta Matka Najśw. podaje spalonym ustom jego ostatnie orzeźwienie a Jezus ociera zimny pot z jego czoła. Marja poleca Bogu wychodzącą duszę a Jezus zapala ją doskonałą miłością Bożą. Marja pociesza go troskliwie a Jezus podnosi rękę, aby mu dać ostatnie błogosławieństwo. I nie trzeba tam podawać do ręki umierającego za palonej gromnicy, bo dwa największe światła Jezus i Marja stoją przy nim.
O szczęśliwy Ojcze, św. Józefie, któż może iść z tobą w porównanie, któż m oże być podobnym tobie przy śmierci? A jednak tak jak św. Józef umiera każdy sprawiedliwy, każdy dobry chrześcijanin, który tutaj na ziemi w ubóstwie Bogu służył i krzyżza Chrystusem pokornie i cierpliwie dźwigał. I do niego przyjdzie Pan Jezus w Najśw. Sakramencie Ołtarza i Matka Najśw. przybędzie mu z pomocą a tem przyjściem swojem rozproszą cienie śmierci, nadzieją przyszłego żywota ukrzepią i bramy wiecznej szczęśliwości otworzą.
Święta Rodzina jest więc dla nas wszystkich wzorem — wzorem w życiu i przy śmierci. Zbawienie świata całego, święte życie rodzinne, zbiór wszystkich cnót, słowem najdoskonalsza szkoła życia chrześcijańskiego mieści się w tych trzech imionach: Jezus, Marja i Józef.
Dlatego to Ojciec św. Leon XIII. zwrócił się w osobnej encyklice (14 czerwca 1892) do całego chrześcijaństw a i w najżywszych wyrazach zachęca i prosi aby cześć Najświętszej Rodzinie zakwitła w każdej familji, by wszędzie zawiązywały się stowarzyszenia Najśw. Rodziny, by zawsze a przynajmniej wieczorem cała rodzina modliła się razem co także rozumieć należy o modlitwie przed i po jedzeniu.
O słuchajmyż najlepszego Ojca i Najwyższego Namiestnika Bożego na ziemi, korzystajmyż z tych świętych naszych wzorów naśladujmy о ile możemy cnoty i życie Najśw. Rodziny a wtenczas i nasze domy i nasze życie na lepsze się odmienią i sam a śmierć nasza nie będzie straszną lecz słodką, bo Pan Bóg da nam tę łaskę, że ostatniem naszem tchnieniem będą te święte słowa: Jezus, Marja i Józef.