Św. Anioł, Męczennik, Karmelita (5 maja)


KWIATY BOŻE W KARMELU.

Św. Anioł, Męczennik, 1186 — 1226).

(5 maja).

Rodzice naszego Męczennika, Jesse i Marja z rodu Dawidowego, byli Izraelitami, odznaczali się jednak wielką bogobojnością i szczerem pragnieniem poznania Prawdy. Mieszkając w Jerozolimie objawiła im się razu jednego Najświętsza Panna i pouczywszy ich o prawdziwości Wiary katolickiej, poleciła im udać się do Nikodema, Patrjarchy Jerozolimskiego, celem głębszego obznajomienia się z zasadami nauki chrześcijańskiej. Powolni tej przestrodze, po krótkim czasie zaliczeni zostali w poczet katechumenów 1 we Wielką Sobotę otrzymali z rąk samego Patrjarchy sakrament chrztu św.

Niebawem, około r. 1186, obdarzył ich Pan dwoma synami bliźniętami, które, z polecenia Matki Najświętszej, nazwali jednego Aniołem, drugiego Janem. Dziatki te wychowywali w wielkiej pobożności, a dowodem jak niepospolitem w przyszłości odznaczać się mieli umartwieniem, była niezwykła wstrzemięźliwość w przyjmowaniu pokarmu, którą się już od kołyski odznaczali. Po czterech latach zawezwał Bóg do siebie zacnych rodziców, a opiekę nad sierotami objął Patrjarcha Nikodem, ćwicząc w dalszym ciągu pacholęta tak w cnocie, jak iw naukach. Ale i ta opieka nie długo trwać miała. Minęło zaledwie lat kilka, a Patrjarcha, czując nadchodzącą chwilę swej śmierci, zawezwał młodzieniaszków do siebie i żegnając się z nimi, zachęcił ich do całkowitego oddania się Bogu na wyłączną Jego służbę. Z płaczem obaj bracia prosili opiekuna swego o ojcowskie błogosławieństwo, przyrzekając wierność jego przestrogom. Już od dawna zamierzali obrać sobie tę drogę. Pociągała ich bardzo reguła św. Razylego, jednak, ponieważ Karmel osobliwym tytułem jest zakonem Najświętszej Marji Panny — ten, a nie inny zakon sobie obierają. 

W uroczystość tedy Narodzenia Matki Najświętszej obaj młodzieńcy obleczeni zostali sukienką Królowej Karmelu i rozpoczęli swój nowicjat, odznaczając się wielką gorliwością i umartwieniern tak niezwykłem, że w podziw wprawiali swoich współbraci. Pobożności ich trudno było dorównać; nie zadawalniali się bowiem obowiązującemi wszystkich mnichów modlitwami, ale, po skończonej powinności, cały jeszcze psałterz Dawidowy klęcząc codziennie ofiarowiali, „rozmyślając, jak nam przykazuje Reguła Nasza święta „we dnie i w nocy zakon Pański.“ — Wszystkie te jednak dodatkowe pokuty i nabożeństwa czynili za wyraźnem pozwoleniem przełożonych.

Jak miłą była Bogu służba tych serc niewinnych, świadczyły nieprzeliczone cuda, któremi, już w samej młodości życia zakonnego obaj słynąć poczęli. Niewidomi odzyskiwali wzrok, głusi słuch, trędowaci bywali oczyszczeni. Jednym z najgłośniejszych, był cud nad Jordanem, który tu w krótkości przytoczymy:

Dnia pewnego nasz Anioł wraz z towarzyszami wysłany został przez przeora do Jerozolimy, dla otrzymania tamże święceń kapłańskich. Mając się przedostać przez Jordan, zastali rzekę tak wezbraną, że niepodobna było bez narażenia życia myśleć o przeprawie. Tedy sługa Boży, powołując się na św. posłuszeństwo, którego do tej podróży zniewoliło, padł na kolana wraz z towarzyszami i w gorącej modlitwie błagał Boga o pomoc. Następnie wstawszy, rozkazał wodom, by w Imię Trójcy Przenajświętszej i przez zasługi św. Proroków Eljasza i Elizeusza, natychmiast się rozstąpiły i przepuściły podróżnych na drugi brzeg w dalszą drogę. Na te słowa wody Jordanu, wobec licznie zebranych świadków, wstrzymały swój bieg, i piętrząc się na kształt góry kryształowej, bezpiecznie przepuściły pielgrzymów.

Otrzymawszy święcenia kapłańskie udał się Anioł za zgodą przełożonych na puszczę, aby sam na sam z Bogiem zażyć w całej pełni życia pustelniczego. Pozostał tam pięć lat, poszukiwany bardzo przez brata, którego tymczasem wyniesiono na godność patrjarchy Jerozolimskiego.

Około r. 1216 Generał Zakonu, św. Cyryl, wysłał naszego Anioła do Rzymu z poselstwem do Papieża Honorjusza III, celem otrzymania zatwierdzenia reguły naszej świętej, danej przez błog. Alberta.

W Rzymie spotkał się Anioł ze św. Dominikiem i św. Franciszkiem z Assyżu. Choć się przedtem nigdy nie znali, oświeceni Duchem św., natychmiast serdecznie się powitali i spędzili razem noc całą na św. rozmowach, przepowiadając sobie wzajemnie łaski niezwykłe, któremi Bóg w przyszłości miał ich wsławić. Kroniki franciszkańskie, jak też i naszego Zakonu wspominają, że według podania, Anioł przepowiedział św. Franciszkowi Blizny św. czyli Stygmata, a św. Dominikowi zwycięstwo nad heretykami przez Różaniec Najświętszej Panny. Oni zaś obaj odpowiadając, zawołali: „A ciebie obdarzy Bóg większym jeszcze przywilejem, gdyż krew męczeńską przelejesz dla Jego Imienia." (W kościele Dominikańskim św. Sabiny w Rzymie stary obraz przedstawia tę wzruszającą, a tak pełną wdzięku scenę.)

 Spełniwszy w Wiecznym Mieście zlecenie swego Generała, upoważniony przez Ojca św., udał się Anioł z natchnienia Bożego na Sycylję, aby dla wiary św. pozyskać jej mieszkańców. I tu, jak w Palestynie, od pierwszej chwili zasłynął niezliczonemi cudami — zwłaszcza nawróceniami zaślepionych Żydów. Żył wtedy w Sycylji, w mieście Leokate, pewien magnat, głośny z życia występnego; Anioł rozmaitemi sposobami starał się go opamiętać — ale gdy wszystkie namowy daremnemi się okazały, skarcił go publicznie, grożąc karą zagniewanej sprawiedliwości Bożej. Słowa te wywarły tak głębokie wrażenie na całe otoczenie, zwłaszcza na jego wspólnikach, że przekonani o niegodziwości magnata, odstąpili od niego, a siostra jego, zalewając się łzami skruchy do Boga się nawróciła. Grzesznik zatwardziały, obrażony w swej pysze, zaprzysiągł zemstę. Dnia 5 maja 1226 r. mordercy, zaczajeni przy drzwiach kościoła św. Jakóba, znienacka napadli na Świętego, wychodzącego po odprawionej tamże mszy Św. i ugodziwszy go szpadami, zadali mu pięć krwawych ciosów. Gasnącym głosem zdołał jeszcze męczennik odmówić psalm 17 „Beatus vir qui non abiit“ i psalm 30 „Panie, nadzieję moją w Tobie pokładam" aż do słów „Panie, w ręce Twoje oddaję ducha mego" i dusza jego uleciała do Pana po nagrodę.


Karm. Bos



Głos Karmelu : miesięcznik szkaplerzny Zakonu OO. Karmelitów Bosych w Polsce pod patronatem świętego Józefa i świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. R.3, 1929, nr 5, str. 139-141