O Świętym bracie kwestarzu: Św. Ignacy da Laconi (11 maja)


O Świętym bracie kwestarzu

(Św. Ignacy da Laconi)

Utrzymuje się przekonanie, że święci się nie powtarzają, tak jak niepowtarzalni są i ludzie w ogóle. Możemy jednak przyjąć, iż jedni drugich bardzo przypominają. Każde wielkie światło wywołuje liczne odblaski. Od czasu do czasu powstają nowi święci, którzy ukształtowali się pod wpływem promieniowania jakiegoś innego wielkiego Świętego. Jeśli to są zakonnicy, stają się podwójnie dziećmi tych samych duchowych rodziców, świętych zakonodawców. Dnia 21 października ub. roku kanonizowany został braciszek kapucyn, fra Ignazio da Laconi, który uderzająco przypomina Biedaczynę z Asyżu. Sw. Ignacy z Laconi to nowe wydanie kwiateczków świętego Franciszka z Asyżu. Prostota przy pewnym nimbie cudowności okala jego skroń. Pokorne było jego urodzenie, pokorne będzie cale jego życie.

Nieznana miejscowość Laconi na Sycylii była miejscem jego urodzenia. Jeszcze dziś oglądać można w tej miejscowości liche domki rolników, w których ciasnym pomieszczeniu żyją tuż obok siebie bydlątka i ludzie. Ignacy bvł drugim z dziewięciorga dzieci Macieja Peis Cadelo i Anny Marii Sanna Casu. Dzień jego urodzenia przypada na 17. XI. 1701 roku. Chrzest przyjął w dzień następny wraz 2 trzema imionami, Franciszka, Ignacego i Wincentego. Wychowanie jego przychodziło rodzicom nader łatwo, gdyż mały Ignaś wykazywał wrodzoną dobroć. Sąsiedzi nazywali go „Santarello* tj. „świętym chłopczykiem'. Matki wskazywały na hiego swoim dzieciom jako na przykład. Do 20 foku życia Ignacy pozostawał w rodzinie pomagając przy pracy na roli. Zapomniano go nauczyć czytać i pisać czy też nie pozwalało na to niskie ówczesne szkolnictwo. Młodzieniec

czul jednak w duszy swojej wyższe aspiracje i marzył o poświęceniu się Bogu w zakonie kapucynów. Przy wrodzonym dobrotliwym usposobieniu miał jednak pewną słabość i zbyt był powolny w słuchaniu natchnień wewnętrznych. Przy tym czuł się dobrze na łonie rodziny, do której był przywiązany. Również rodzice, choć nie byli przeciwni jego prośbie o -pozwolenie wstąpienia do zakonu, pragnęli go zatrzymać jak najdłużej przy sobie. Trzeba było dopiero wypadku, aby młodzieńca popchnąć do zdecydowanego kroku.

Pan Bóg upominając się o swoje prawa zesłał na niego chorobę. Widząc się w ciężkim stanie Ignacy przyrzekł Bogu wstąpić do zakonu, ale ozdrowiawszy nie miał odwagi opuścić swych rodziców. Bóg innym wstrząsem decyduje o życiu Ignacego. Razu pewnego wracając konno z pola, koń jego, zawsze zresztą spokojny, tym razem puścił się w oszalałym pędzie po drodze wąskiej a górzystej, tak iż Ignacemu groziła niechybna śmierć. W żaden sposób nie mógł powstrzymać konia. W tej krytycznej chwili przypominając sobie niewierność Bogu, czyni ślub, iż niezwłocznie wstąpi do ojców kapucynów. Gdy tylko zdecydował się na tę obietnice, koń w tej chwili zwolnił. Wróciwszy do domu opowiedział rodzicom całe zdarzenie. Oni również uznali, że dłużej nie można Bogu odmawiać.

Dnia 3. XI. 1721 r. z płaczem opuszcza rodziców, wybiera się w pieszą podróż do Cagliari, odległego o 70 km. Ponieważ był słabego zdrowia oo. kapucyni przyjęli go z wahaniem. W nowicjacie, który zaczął w kilka dni po przyjęciu, przeszedł ciężkie próby. Początkowo przechodził pokusy wewnętrzne na tle swego powołania. Dopiero magister uspokoił jego wątpliwości. Ale gdy ustały pokusy wewnętrzne, zmienił się magister. Następca ojca Alojzego da Nurecci począł boleśnie doświadczać nowicjusza i obciążać go różnymi przykrymi obowiązkami. Ignacy przetrwał wszystkie próby i złożył śluby zakonne 10. XI. 1722 roku

Na uciążliwej drodze.

Brat Ignacy był mocno zaprawiony do życia cnotliwego, ale cnoty jego nie były jeszcze solidne i trwale. Po profesjj zaczyna się dla niego prawdziwy nowicjat upokorzeń, w których Pan Bóg uczy go wiedzy o jego nicości. Zanim komuś Bóg da poznać, że jest istotą wybraną, wpierw go pogrąża w uniżeniu. Brat Ignacy w pierwszych latach zaznał wiele goryczy, ale po nich wszedł na droge heroizmu i wysokiej bogomyślności. Najpierw został oddany do kuchni za pomocnika. W dwa lata później jest w konwencie Iglesias w charakterze kwestarza. Stąd przełożeni przerzucają go znowu do Gagliari, gdzie przebywa w charakterze pomocnika w klasztornej przędzalni. Choć wykazywał wiele dobrej woli, nic się nie nauczył z tego rzemiosła. Stał się kłopotem dla przełożonych. Zdawało się, że z powodu jego nieprzydatności będzie trzeba odesłać go do domu. Gdy mu zaczęto radzić, aby sam poszedł. począł błagać: „Róbcie ze mną co chcecie ale mię z klasztoru nie wyrzucajcie'. Ale co z nim robić — pytali sami siebie przełożeni. „Czytać ani pisać nie umie, przynajmniej chodzić potrafi, niech. więc kwestuje — zapadła decyzja. I tak Ignacy ,nieumiejętny braciszek“, drugi „brat Jałowiec" wchodzi na drogę szerokiego apostolstwa, by dokonywać dziwów świętości. „Bóg wybrał głupie i słabe tego Świata, aby zawstydzić mądre“ — parodoks ten sprawdza się i na św. bracie Ignacym.

Ignacy uświęcił się w kwestarstwie. Uświęcił nie tylko siebie, uświęcał także i innych. Głosił kazania ale nic nie mówiąc. Uczył nie nauczając. Przepowiadał Chrystusa i Ewangelię samym sobą. Sam jego wygląd pobudzał do dobrego. Wychudzony, wybladły na twarzy, bosy, zawsze z koronką Matki Boskiej w dłoni, chodził przez 40 lat po ulicach, zaułkach, schodach domów w Cagliari zbierając jałmużnę a dając każdemu Boga. Takich jak brat Ignacy Bóg często wybiera, aby przez nich dawać ludziom rozmaite łaski. Za życia Ignacego rozgłaszano wieść o. przywróceniu wzroku oślepłej zakonnicy, siostrze Gracji. Podawano sobie również nieco zabawną historię z olejem w worku. Przybił właśnie do portu okręt z ładunkiem oliwy. Ignacy jak zwykle poszedł prosić właściciela o jałmużnę. Ten uśmiechając się pozwolił mu zabrać nieco ale od razu, widząc, że brat Ignacy nie posiada ze sobą żadnego naczynia. Jakież było jego zdziwienie, kiedy brat Ignacy kazał sobie nalać oliwy do płóciennego worka i tak nie uroniwszy ani kropelki poniósł do klasztoru.

Przy ciągłym stykaniu się z ludźmi Ignacemu nie schodziła nigdy z myśli pamięć na obecność Boga. Czynił przecież wszystko dla Niego. Przed wyjściem z konwentu nabierał skupienia przed Najświętszym Sakramentem. Powracając z uciążliwej drogi klękał znowu przed tabernakulum, a gdy mu zwracano uwagę na potrzebę odpoczynku, odpowiadał, że tutaj jest jego najlepszy -odpoczynek. Obok nabożeństwa do Męki Pańskiej, które praktykował łącząc je z uczynkami pokutnymi, żywił także gorące nabożeństwo do Matki Bożej. Codziennie odmawiał koronkę a w podróży trzymał ją w ręce. Zamiast laski była mu ona jedyną podporą.

Przy wielkiej surowości, jaką odznaczał się względem samego siebie, cechowała go wielka delikatność względem bliźnich. Jest sprawdzone, że w jakim kto stopniu jest wymagający od siebie samego, w takim stopniu jest łagodny dla drugich. Ignacy miał zawsze uśmiech dla dzieci. Toteż gdy się ukazał. szła za nim cała chmara dzieci. Nosił dla nich miłe podarunki i znajdywał słowa zachęty do dobrego. Umiał z nimi i żartować a nawet bawić jak małe dziecko.

Mądrość świętych.

Oznaką prawdziwych mędrców jest to, że gdy wiele myślą mało mówią. Brat Ignacy, mąż prawdziwie boży, który nieustannie zapatrzony był na Boga i z nim rozmawiał w skrytości serca, był małomówny, lecz gdy coś powiedział, choćby to były słowa najprostsze, chwytano je chciwie i rozkoszowano się ich głębokim sensem. Gdy mu za co dziękowano, mawiał: „Ja nic nie czynię, Pan Bóg czyni wszystko". W ten sposób chciał wdzięczność ludzką odwrócić ku Bogu, pierwszemu dobroczyńcy. Na pochwały jego świętości odpowiadał: „Sam z siebie jestem grzesznikiem; zasługi moje są zasługami Chrystusa". Współczującym z jego upokorzeniami mawiał: „Pan Jezus więcej ucierpiał dla mnie“. Gdy chciał pogodzić skłóconych, przemawiał do nich w te słowa: „Jakże możesz prosić o przebaczenie Pana Boga za twoje grzechy, jeśli sam nie przebaczasz?' Rozpaczających podnosił zachętą: „Pan Bóg jest sprawiedliwy, lecz także i miłosierny''.

Życie brata Ignacego dostarcza nam jeszcze wielu przykładów umiejętności świętych, na którą składają się poznanie siebie a stąd i pokora, poznanie brzydoty grzechu a stąd i zamiłowanie czystości, a w końcu umiejętność radowania się przy praktyce umartwienia. Nasz święty Kwestarz uważa! zię zawsze za kwestarza, i pokornie myślał o sobie. Nie rozpaczał gdy nim gardzono albo nawet łajano, co się często zdarza kwestarzom. Pewnego razu, gdy miał wejść do kościoła, zastąpił mu drogę proboszcz i począł wymyślać na niego różne rzeczy, począwszy od włóczęgostwa. Gdy skończył, brat Ignacy odrzekł: „Wasza Wielebność mało mię zna, bo inaczej jeszczeby więcej o mnie powiedział“.

Kiedy brat Ignacy pokazał się na zewnątrz, wszyscy okazywali mu szacunek, oblicze jego bowiem biło blaskiem anielskim. On sam zresztą mówił, że tylko z Woli Bożej chodzi po tej ziemi. Życie jego należało zaliczyć raczej do niebiańskiego niż ziemskiego. Toteż z twarzy jego odczytywano wielką czystość obyczajów a w obecności jego liczono się z każdym słowem. Bawiący się chłopcy upominali się nawzajem na jego widok: „Halo, uważać, brat Ignacy idzie!“

Brat Ignacy nie był wszakże istotą nadziemską i unoszącą się w obłokach. Czuł on na sobie ciężar natury kapryśnej, zmysłowej. Dlatego „karcił i w niewolę podbijał“ zmysły swoje. Cnota jego, delikatność i niewinność były kwiatem umartwienia. W podróżach swoich nie używał laski. Odmawiał sobie stale spoczynku w drodze. Raz tylko sobie dogodził, lecz nie naturze ale swojej żądzy umartwienia ciała. Był właśnie mocno zmęczony uciążliwą drogą, a nogi i wszystkie strudzone członki prosiły: przystań, usiądnij.

Wtem spostrzegł przy drodze wspaniały wysoki oset. Na co też Pan Bóg dał mu te wspaniałe złote kolce? Już wiem. Brat Ignacy kazał się na nim położyć „Bratu osłowi". To twoje loże, powiada do niego. Cieszył się także i miał z tego prawdziwe uradowanie, gdy w refektarzu lampka słabo świeciła, gdyż wtedy mógł przez nikogo niewidziany umartwiać się przy jedzeniu odsuwając jakieś potrawy lub dosypując do nich popiołu.

Duch franciszkańskiej pokuty nie czynił Ignacego człowiekiem chmurnym. Umartwienie, jeśli się je praktykuje dla Boga jedynie, wyzwala z duszy uśmiech. Cóż milszego, jak cierpieć dla Istoty najukochańszej?! Ignacy kwestarz miał zawsze oblicze jasne, Inaczej nie byłby synem świętego Patryarchy z Asyżu. Podkreślił tę cechę Świętego Pius XII w homilii kanonizacyjnej: „Gdy tylko przywdział suknię kapucyńską, taką przejął się* radością, iż odtąd widziano go zawsze radosnym. Wzniosłe jego wesele było odpromienieniem wewnętrznego odpocznienia duszy, pokoju i pogody, jakie zwyczajnie utrzymują się dzięki łasce i z nią najściślej łączą”.

Pocałunek wieczności.

Życie Ignacego spędzone na wyłącznej służbie Bogu musiało mieć także piękny zachód. Św. Franciszek uśmiechał się do „siostry śmierci". Brat Ignacy nie tylko pragnął śmierci, ale ją nawet przewidział. Dzień ten był dla niego uroczystością. Brała w niej udział cała natura. Dzień 11 maja 1781 r. w którym dusza świętego brata kwestarza z Cagliari miała odetchnąć po raz pierwszy powiewem wieczności, przybrał wygląd świąteczny. Ignacy służył Bogu i bliźnim radośnie, radośnie też umierał. Miał za sobą 80 lat życia, z tego w zakonie 60. Z wielkim nabożeństwem przyjął Sakramenta św. w obecności współbraci. Pogrzeb zgromadził przy jego trumnie całe miasto. Pochowany został tam gdzie najczęściej się modlił, przed obrazem Matki Boskiej. Tu spoczywał przez 150 lat i wyczekiwał swej chwały w Kościele. Beatyfikowany został 16 czerwca 1940 roku, a kanonizowany 21 października 1951 r. Na płycie grobowej wyryto między innymi słowa „obiit laetus“ — umarł z radością.

Święty brat Ignacy to jeszcze jeden wzór dla braci konwersów po nie tak dawnym wyniesieniu na ołtarze innego brata z zakonu kapucynów, św. Konrada z Parzham, furtiana klasztornego z Altcetting kanonizowanego w 1934 roku. Stanowią oni razem chlubę brackiego stanu zakonnego. Dziś kiedy stan ten podupada, maleje liczba: powołań do niego a i te które doszły do skutku niekiedy załamują się, wskazuje im wzniosłe powołanie do świętości, Bracia zakonni, którzy. pragną prowadzić życie tak pogodnie i szczęśliwie jak Ignacy z Laconi czy Konrad z Parzham, muszą się zdobyć na ambicję świętych. Ta szlachetna aspiracja jest jedyną gwarancją trwałości i. owocowania ich powołań.


O. Emil Karmelita Bos



Głos Karmelu : miesięcznik poświęcony głębszym zagadnieniom życia wewnętrznego. R.21, 1952, nr 5, str. 153-156