K A Z A N I E
na uroczystość Opieki św. Józefa.
(Mówione w Krakowie u SS. Bernardynek 21/4 1872.)
A ten Jezus poczynał być jakoby
we trzydziestu lat, jako mniemano, syn Józefa.
Łuk. 3, 23.
Boska Opatrzność, która swą miłościwą pieczą ogarnia wszystkie narody i wszystkie wieki, i każdym najodpowiedniejsze do zbawienia środki podaje, tym naszym tak nieszczęśliwym czasom osobliwą przeznaczyła pomoc i jakoby nowe źródło łaski otworzyła w nabożeństwie do św. Józefa. Nie dawniej jak przed trzema wiekami, kiedy właśnie kacerstwo protestanckie najdotkliwsze Kościołowi zadawało ciosy, cześć świętego Patrjąrchy, głównie za wpływem; św. Teresy i św. Franciszka Salezego, szerzyć się; i w zrastać poczęła; aż za dni naszych, podczas, gdy może najgroźniejsze nad Kościołem zbierają się burze, swego szczytu dopięła, gdyż, jak wam wiadomo, na wspólną prośbę Ojców Soboru Watykańskiego Pius IX. ogłosił św. Józefa Patronem i Opiekunem powszechnego Kościoła.
I słuszną w istocie jest rzeczą, aby Opiekun Jezusa, który miał o Nim staranie wedle ciała, był też opiekunem ciała mistycznego Chrystusa czyli Kościoła św., czuwał nad jego potrzebami i zasłaniał go swą potężną przyczyną od grożących mu niebezpieczeństw.
Otóż ta opieka Józefa św. jest przedmiotem święta dzisiejszego. Ona nas tu zgromadziła w tym kościele, czci świętego Patrjarchy poświęconym. Ona też być powinna przedmiotem tej nauki, 1) abyśmy lepiej poznali naszego św. Patrona, jego znaczenie u Boga: i jego ojcowskie dla nas uczucia, 2) i nauczyli się zarazem, jak go czcić mamy. i jak zasłużyć na szczególne jego względy możemy. Niech św. Józef błogosławi naszym usiłowaniom, i niech się w staw i za nami jego przeczysta Oblubienica, którą pozdrówmy nabożnie, mówiąc: „ Z d r o w a ś M a r j o “.
I.
Wszyscy Święci, którzy w niebie królują, są opiekunami naszymi. Wszyscy bowiem, jako nasi bracia starsi i członkowie tego samego Kościoła, zachowują do nas przywiązanie i nadnaturalną miłość, troszczą się o nasze zbawienie, i wielce nam pomagają swem przeważnem u Boga pośrednictwem. Niektórzy Święci niektórymi krajami lub pewnemi osobami szczególniej się opiekują. Lecz Józef św. jest opiekunem powszechnym i jakoby wyższego porządku, tak dalece, że na uczczenie tej osobliwej jego opieki Kościół osobne ustanowił święto i jego między wszystkim i Świętymi obrał za szczególnego opiekuna swego.
Gdy zaś Pan Jezus przestał już potrzebować tej opieki, a Józef św., dopełniwszy swego powołania na ziemi, wziętym został do nieba, nie utracił on tych przymiotów Opiekuna (bo Bóg nie odbiera w .niebie darów, których nam użyczył na ziemi, lecz owszem pomnaża je i doskonali), ale raczej przeniósł tę opiekuńczą miłość na niedorosłych braci, słabe członki Jezusa, które na ziemi jeszcze zostają — na nas, którzy, jak mówi św. Paweł, jako niemowlęta wzrastamy aż do pełności w zrostu ciała Chrystusowego (Efez. 4,13.), i póki jej ;nie dościgniemy, to jest, póki żyć będziemy, potrzebujemy tej opieki.
Stąd wnosić możemy, najmilsi w Panu, jakiego opiekuna, jakiego patrona, jakiego ojca w św. Józefie posiadamy, ile błogosławieństw niebieskich, które na nas spływają, jego przyczynie powinniśmy przypisać, z jaką synowską ufnością do niego uciekać się mamy we wszystkich naszych troskach i potrzebach. Chętnie starać się on będzie o potrzeby naszej duszy, bo idzie mu o to, abyśmy się stali jak najpodobniejszymi do Jezusa; chętnie też weźmie pod swą opiekę potrzeby nasze doczesne, bo widzi w nas braci Jezusa, którego był karmicielem.
Atoli, najmilsi w Panu, opieka św. Józefa nie tylko z tego względu jest szczególną i doskonałą, że jest pełną miłości i troskliwości dla nas, ale jeszcze i z tego wzglądu, że jest niejako wszechwładną u Boga. I to z Ewangelji św. wywnioskować można. Mówi nam Ewangelista, że Pan Jezus był mu posłuszny. „Erat subditus illis“ (Łuk. 2, 51.). Matka też Najświętsza była mu podległą, bo Ewangelja go zowie mężem Marji (Tamże, 1, 27.), a mąż, mówi Pismo św., jest głową niewiasty (Efez. 5, 23.). On rządził św. Rodziną, i sam Bóg, uznając tę w ładzę Józefa, do niego a nić do Marji posyłał anioła, kiedy chodziło o ucieczkę do Egiptu, lub o powrót do Nazaretu. Tak było na ziemi. A teraz, gdy Józef św. otrzymał w niebie nagrodę swej ojcowskiej opieki, czy sądzimy, że P. Jezus i Matka Jego, którzy tyle lat na ziemi czynili wolę św. Józefa, mogą się tej woli przeciwnie i jakiekolwiek życzenia jego odrzucić? Ojciec Niebieski, który go na ziemi wyniósł na tę niepojętą godność, że mu dał powinności ojca względem Jednorodzonego Syna swego, czy mógł w dniu nagrody po wiernem sprawowaniu tego urzędu, ująć mu z tej władzy! i tej godności? O, dalekiem jest od nas takie przypuszczenie. „Który mniemasz —- mówi Zbawiciel — jest sługa wierny i roztropny, którego postanowił Pan jego nad czeladzią sw oją?" (Mat. 24, 45.). Wielu zaiste miał Bóg sług wiernych, ale do kogóż bardziej te słowa odnosić się mogą, jak do św. Patrjarchy? I przeto na nim najzupełniej spełniła się obietnica, którą Pan zaraz przydał: „Zaprawdę powiadam wam, że go postanowi nad wszystkiemi dobrami swemi" (Tamże, w. 47.). Józef św. okazał się na ziemi dobrym gospodarzem; w św. Rodzinie,, i za to w niebie został jakoby gospodarzem i iszafarzem wszystkich łask i skarbów boskich.
Faraon egipski, doświadczywszy roztropności Józefa, syna Jakubowego, „postanowił go“ — jak mówi Pismo św. — „panem domu swego i książęciem wszystkiej posiadłości swojej" (Ps. 104, 21.). Jemu powierzył szafowanie skarbami swymi; a gdy do króla z jakiemi prośbami udawali się poddani, słyszeli odpowiedź: „Idźcie do Józefa" (Rodz. 41, 55.). A Józef przyjmował ich po ojcowsku: Przyjdźcie do mnie, mówił do swych braci, ja wam dam wszystkie dobra Egiptu (Tamże, 45, 18.); Bóg mię uczynił jakoby ojcem króla i panem całego domu jego (Rodz. 45, 8.); wywyższył mię na zbawienie ludów wiele.
Któż z nas nie widzi w tym Józefie, synu Jakubowym, najwierniejszego obrazu naszego św. Józefa? Któż nie czuje, jak każde z tych słów Pisma św. odnosi się w daleko pełniejszem znaczeniu do naszego wielkiego Patrjarchy? I my więc, jak ci Egipcjanie, udawajmy się do Józefa. „Idźcie do Józefa!" — mówi Król niebieski. „Idźcie do Józefa!" — mówią do nas wszyscy, którzy wprzódy udali się z ufnością do niego!, i doświadczyli jego miłościwej i wszechmocnej opieki. „Nie przypominam sobie — mówi Teresa św. — abym kiedykolwiek prosiła o co św. Józefa, i tego nie otrzymała". Idźmyż do Józefa z naszemi potrzebami dusznemi i doczesnemi; wołajmy do niego słowami owych Egipcjan: Zbawienie nasze w ręce twojej; spojrzyj na nas tylko, a z weselem będziemy służyć Królowi (Tamże 47, 25.).
II.
Św. Józef słusznie uważanym jest przez wszystkich mistrzów duchownych jako patron i Wzór d u c h a m o d l i t w y, i tego najpierw od niego uczyć się mamy. Bez ducha modlitwy nie można być prawym chrześcijaninem. Może te słowa dziwnemi się w y dadzą naw et uszom chrześcijańskim; ale tak jest w istocie. Tak sam Boski Mistrz naucza.
Druga cnota, której nas uczy; i której żąda od nas św. Józef, jest c z y s t o ś ć. Gdyby św. Józef nie był aniołem czystości, nigdyby go Bóg nie był przypuścił do tak blizkiego obcowania z Jezusem i Marją; nigdyby go Bóg nie był uczynił, pod cieniem małżeńskiego związku, stróżem, i obrońcą panieństw a Marji. O Zbawicielu mówi Pieśń nad Pieśniami: „Który się pasie między liliami" (Pieśń 2, 16.). Jakież to liije, między któremi wykarm ił się Jezus — pyta jeden z Ojców. Oto te dwie liije, panieńskim połączone związkiem: Marja i Józef.
Słusznie więc Kościół boży, wnioskując o szczególnem upodobaniu św. Józefa w cnocie anielskiej, uznaje w nim patrona czystości i zowie go w hymnach ojcem i stróżem dziewic. A zatem, najmilsi w Panu, niech biegną do Józefa miłośnicy tej cnoty; bo póki są w tem ciele, nie są bezpiecznymi; w glinianem naczyniu nosząc skarb najdroższy (2. Korynt. 4, 7.), potrzebują tak potężnego stróża czystości. Niech biegną do Józefa św. i ci, którzy się czują słabymi, niedoskonałymi w tej cnocie: on im poda rękę nad sam ą przepaścią złego i ustrzeże ich od upadku. Niech biegną do Józefa i ci nieszczęśliwi, których już pochłonęła ta przepaść; on i tymi nie wzgardzi; skoro chcą powstać, dopomoże im do tego: „Ite ad Joseph! Idźcie do Józefa, a cokolwiek wam powie, czyńcie" (Rodz. 41, 55.). — A cóż powie św. Józef tym, którzy z tą prośbą do niego idą?
Sama postać arcyczysta św. Patrjarchy, jaką wyobrazić sobie możemy, wiedząc czem był dla Jezusa i Marji, sama ta postać, mówię, nawołuje nas do obrzydzenia sobie tego występku, który upadła człowieka, który kazi i niszczy zarówno duszę jak ciało, który obrzydliwością jest w oczach świętości boskiej. Następnie budzi w nas ta postać zamiłowanie tej cnoty, która jest upodobaniem nieba i ziemi. ,,O jako piękny jest", mówi Duch Św., ,,czysty rodzaj z jasnością! nieśmiertelna jest bowiem pamiątka jego, gdyż i u Boga znajoma jest i u ludzi" (Mądr. 4, 1.). U ludzi choć zepsutych znajduje ona cześć i podziwienie, a u Boga poufały przystęp w tem życiu, a w niebie niezrównany przywilej: z samych dziewic składa się ów orszak, który Jan św. widział w Objawieniu, chodzący za Barankiem gdziekolwiek idzie, i śpiewający nową pieśń, której nikt inny śpiewać nie może (Objaw. 14, 1— 4.). Zamiłowanie tej cnoty, jeśli jest szczerem, wytwarza pewną delikatność sumienia w tej rzeczy, odpowiednią do stanu każdego. W stanie panieńskim kwiat ten jest najpiękniejszy, najkosztowniejszy w oczach boskich i przeto największej potrzeba ostrożności. Ale w każdym stanie u chrześcijan panować winna czystość. Do wszystkich wiernych mówi Apostoł: „Nieczystość niechaj nie będzie ani wymienioną między wami, jako świętym przystoi, ani głupia mowa, ani żartowanie, które do rzeczy nie należy" (Efez. 5, 3— 4.). W reszcie to zamiłowanie czystości żąda czujności nad zmysłami! i nawet nad myślami najskrytszemi. Niechaj się nikt nie wymawia niepodobieństwem. Prawda, że człowiek jest ułomnym, ale co u ludzi jest niepodobnem, mówi P. Jezus, u Boga jest łatwem (Marek 10, 27.). Więcej powiem: cudem jest czystość w człowieku, grzechem pierworodnym skażonym — ale cudem Bogu dzięki nierzadkim, codziennym — cudem, który Bóg czyni dla każdego, co go o to pokornie prosi i stara się współdziałać z łaską, a którego Bóg odmawia dumnym i niedbałym o cnotę. I przeto nie przestawajmy nigdy błagać z pokorą i usilnością o tę cudowną łaskę; uciekajmy się pod potężną opiekę św. Józefa, ojca i stróża panieństwa, a doświadczymy prawdziwości tej obietnicy św. Teresy, że prośba zaniesiona do św. Patrjarchy, nie zostaje nigdy odrzuconą.
Naostatek jeszcze słów kilka powiedzieć trzeba o tak ważnej i tak Bogu miłej a tak zaniedbanej cnocie, m i ł o ś c i w k o l e do m o w e m. Wystawić sobie możemy, jak doskonałym wzorem tej miłości domowej była najśw. Rodzina, ta trójca stworzona, jak ją zowie św. Franciszek Salezy — w tern podobna do Trójcy przedwiecznej, że w trzech najświętszych osobach była jedna wola i serce jedno. A stąd św. Józef, przeżywszy lat tyle w tej przedziwnej miłości św. Rodziny, pragnie między nami widzieć tę świętą miłość; a zwłaszcza domom chrześcijańskim, które pragną jego błogosławieństwa i opieki lub jego czci są poświęcone, stawia za wzór miłość św. Rodziny. Pan Jezus zaś sam ą Trójcę św. każe nam w tej mierze naśladować, ,,aby wszyscy byli jedno — mówi — jako Ty, Ojcze, i ja jedno jesteśmy, aby byli doskonałymi; w jedno" (Jan 17, 11, 23.).
Niema może przykazania, któregoby zastosowanie było tak częstem w codziennem pożyciu, a na któreby tak mało pamiętano. A przecież gwałcenie tej miłości przynosi największe szkody, i nie tylko pojedynczym osobom, ale całym rodzinom, całym rodzinom w paja truciznę niezgody i niepokoju. Miłość ta ma pochodzić z miłości Chrystusa Pana, którego braci i członków widzieć mamy w naszych bliźnich, i miłować ich dlatego, że On ich miłuje: „Jeżeli mię miłujecie, chowajcie przykazania moje“ (Jan 14, 15.). Wymaga zaś ta miłość przedewszystkiem wzajemnego znoszenia naszych ułomności, których wszyscy jesteśmy pełni. Jeżeli Pan Jezus wymaga, żebyśmy miłowali naw et nieprzyjaciół, i sam modli się za tych, którzy Go krzyżują, jakżeż mamy nie znosić z miłością wad i przykrości od osób nam najbliższych? Darmo, jeżeli chcemy, żeby nasz dom był domem chrześcijańskim, jeżeli chcemy sami być uczniami Chrystusa, musimy miłować bliźnich mimo ich niedostatków. „Po tem poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu" (Jan 13, 35.). A uczeń miłości ostrzega, że brak tej miłości jest znakiem śmierci duchowej: ,,Kto nie miłuje, trwa w śmierci" (Jan 3, 14.). Jakżeż więc spokojnie żyć mogą ci, którzy nie miłują? którzy nie umieją zapomnieć najmniejszych uraz, którzy szarpią sławę swych najbliższych, którzy zamiast jednoczyć, łagodzić dokoła siebie, szerzą rozjątrzenia i niepokój? Pan Jezus chcąc nas nauczyć, jaka ma być ta miłość, stawia nam swoją miłość za wzór: „Abyście się społecznie miłowali, jakom was umiłował" (Jan 15, 12.). Więc ta miłość powinna być cierpliwą, jak Pan Jezus cierpliwie znosił wszystkie krzywdy i oszczerstw a; ta miłość powinna być czynną i gotową na wszystkie ofiary, jak Pan Jezus położył duszę swą za nas wszystkich. A jestże miłość nasza do tego wzoru zbliżona?
O zaprawdę, rajem byłaby ta rodzina, ten dom, w którymby się doskonale zachwywało to słodkie przykazanie chrześcijańskiej miłości; wszystkie zewnętrzne przykrości, niedostatki, doczesne nieszczęścia ukoiłby ten balsam miłości i panowałby ów pokój i radość w Duchu Św., które przewyższają wszelki zmysł (Filip 4, 7.), tj. wszelkie zmysłowi i ziemskie pociechy. Takim w istocie rajem była społeczność pierwszych chrześcijan, u których, jak świadczy Łukasz św., „było serce jedno i dusza jedna" (Dzieje 4, 32.), Przeciwnie, gdzie tej miłości niema, nie masz żadnego błogosławieństwa z nieba, i powstaje zamęt podobny do piekła. O Józefie św, uproś nam tę miłość. Amen.