Święty Konrad z Parzham, wyznawca, kapucyn (21 kwietnia)



 Błogosławiony Konrad z Parzham.

(Wyznawca z Pierwszego Zakonu, 21-go kwietnia).

„Jeśli Jan nie będzie świętym, z nas nikt nim nie będzie.“ Tak mawiali ludzie z Parzham, miejscowości rodzinnej Błogosła­wionego, o Konradzie, kreśląc tern samem świetny obraz tego młodego syna gospodarskiego, którego Kościół dzisiaj czci jako Błogosławionego. Aż do 31 roku swego życia przebywał na wsi, oddany modlitwie, pracy i dobroczynności. Jego zachowanie się w kościele robiło na wszystkich takie wrażenie, że powszechnie mówiono: „Od Jana winniśmy się uczyć pobożności.“ Wstąpił do Zakonu O.O. Kapucynów w Allotting, zaraz po złożeniu profesji przydzielono mu urząd furtjana przy tamtejszym klasztorze świętej Anny. Na tem stanowisku był 40 lat apostołem miłości Bożej i bliźniego. Z szczególniejszą uprzejmością podawał jał­mużnę takim, których dusza zdawała się być więcej zaniedbana, niż ich zewnętrzny wygląd. Niewyczerpana była cierpliwość z wszystkimi. Allotting jest miejscem cudownem. Do furty klasz­tornej przybywa wiele gości z różnemi sprawami. Nieraz padały na głowę Brata Konrada słowa nieuprzejme, wybuchy niecierpli­wości. Pewien braciszek, który przydany był Konradowi do po­mocy, powiedział, że w ciągu 19 lat nigdy nie widział Brata Kon­rada rozgniewanego. Postawiony pomiędzy ludzi, codziennie stykając się z nimi, nigdy Brat Konrad nie tracił skupienia du­cha. W każdej wolnej chwili można go było znaleść przed Jezusem w tabernakulum. Przy furcie, pod schodami, znajduje się mała cela, zwana celą św. Aleksego. Z tej celki przez otwór w ścianie można patrzeć wprost na tabernakulum w kościele. Ściany tej celki mogłyby opowiadać o .Bracie Konradzie, o chwilach skupienia, jakie tam spędził. Różaniec w lewej ręce był jego nieodstępnym towarzyszem. Brat Konrad stał się świętym, sam nie wiedząc o tom. Umarł 21 kwietnia 1894 r. Papież Pius XI za­ liczył go w poczet Błogosławionych. W krótkim czasie nawet Konrad ma być zaliczony w poczet Świętych. Na półotwartym konsystorzu papieskim dnia 12 marca b.r. sprawa Jego kanoni­zacji była omawiana.


NAUKA.

Z uprzejmym uśmiechem na twarzy przyniósł pewnego ra­zu Brat Konrad żebrakowi talerz dobrej zupy klasztornej. Lecz żebraka czoło się zachmurzyło, za licha zdawała mu się jałmużna dana z ochotnego serca. Z wybuchem gniewu rzuca zupę z miską Bratu Konradowi pod nogi. Cóż na to Brat Konrad? Czy także wybucha gniewem? Czy gromi tego nieokrzesanego żebraka? Czy wyrzuca go za drzwi ? Nie. Brat Konrad tylko się uśmiecha. Schyla się spokojnie po łyżkę i talerz i dobrotliwie odpowiada: „Prawda, że ta ci nie jest dobra, przyniosę ci zatem inną.“ Tak postępuje nie przedstawiciel cichego i cierpliwego średniowiecza, kiedy ludzie jeszcze nie byli nerwowi, kiedy In dzie jeszcze czas mieli, kiedy miłość jeszcze była żywotniejsza. Brat Konrad należy do naszych czasów. To człowiek z epoki maszyn, z świata kominów dymiących i nowoczesnego życia wielko­miejskiego. Pokorny brat klasztorny wprawdzie, jednak człowiek dzisiejszy, człowiek wielki, chociaż przed światem nieznany. Tak postępuje święty.

Cyż my nie możemy tak- samo postąpić! Nawet wobec tego który w nieodpowiednim tonie do nas się zwraca! A dzisiaj nie­ jeden biedak do ciebie o jałmużnę przystąpi. Nie unoś się, gdy za często przychodzą do ciebie po jałmużnę. Nasze czasy nędzy potrzebują twojej pomocy. Nie unoś się, gdy przystąpi do ciebie człowiek rozdrażniony. Nie wiesz przecież, ile już ma poza sobą zawodów, nie wiesz ile przezwyciężenia kosztowała go może ta ostatnia droga do ciebie. Nie wiesz nic o walce, jaką jeden albo drugi bezrobotny staczał ze sobą, aż wreszcie wyjął stare skrzyp­ce, by od podwórza do podwórza za kilka marnych groszy wy­grywać pieśń wielkiej nędzy. Nie pytaj tyle o godność proszącego, jak raczej o jego położenie i nastawienie duchowe. Nie możesz znać wszystkich powodów, całej krzyczącej nędzy, fałszywego oświecenia, świadomego podburzania, grożącego zwąt­pienia, które tych najbiedniejszych, którzy przed tobą stoją, za­pędziły do bezbożnego obozu komunistycznego. Pamiętaj, że nawet w tych najbiedniejszych i najnędzniejszych służysz two­jemu Zbawicielowi, który dobrowolnie stał się ubogim. Patrz tylko na wielką i gorzką nędzę biednego. Pomóż mu według możności.

Chociażby się twoje zapasy wyczerpały, jeszcze ci pozo­stanie obowiązek wspomagania. Twoja miłość nie śmie się wy­czerpać. Dla wszystkich musisz być dobrym, jak Chrystus i jak święty Franciszek tego od ciebie wymaga. Dla wszystkich musisz być dobry, także dla tych, którym nędza nie jest wypisana na czole. Postępuj tak: Wszystkich ludzi traktuj tak, jakgdyby świat był wielką salą chorych. Gdzie panuje ostatnia miłość, wzgląd i litość. Tak nawet odnoś się do tych, którzy pod tobą stoją, a nie tylko do tych, od których jesteś zależny. W wielkiej sali chorych każdy jest ostrożny, delikatny, uprzejmy, do pomocy skory. Tam się nie wyzywa, nie napomina bezwzględnie, nie wy­ bucha gwałtownie: tam się nikim nie gardzi, nikogo nie wyróżnia

Tam zna się tylko miłość, wielką, mocną, ofiarną miłość. Miłość jaka gorzała w sercach Świętych, jaką posiadał Brat Konrad. Gdybyśmy posiadali taką miłość, gorejącą miłość naszego sera­fickiego Ojca, uzdrowilibyśmy świat biedny i ubogi.


Szkoła Seraficka, 1934, R. 9, Z. 4, str. 106-109