Amerykański pragmatyzm jest wszechstronną filozofią obejmującą kilka nurtów: filozofię czystą (klasyczny pragmatyk Pierce), romantyzm (Emerson, Thoreau), psychologię (James), socjologię (Mead, Dewey, Parsons), realizm w stosunkach międzynarodowych, behawioryzm, a nawet pragmatyczną interpretację fenomenologii i Heideggera u Huberta Dreyfusa lub w „słabej teologii” Caputo. To jest algorytm kultury północnoamerykańskiej, jej formuła. Każdy przeciętny Amerykanin jest pragmatykiem, często nieświadomie.

Podstawą pragmatyzmu jest zakaz przypisywania podmiotowi lub przedmiotowi jakiejkolwiek ontologii a priori. Tutaj panuje całkowita wolność – możesz być kimkolwiek chcesz i uważać, że rzeczywistość świata zewnętrznego jest taka, jak chcesz. Jednakże... interakcja pomiędzy dowolnym podmiotem i dowolnym obiektem (dwiema czarnymi skrzynkami, jak w eksperymencie z pokojem Searle'a) zawsze daje określony wynik: albo działa, albo nie. Działa albo nie działa. I to wszystko. Tutaj nie ma już wolności. Kto pracuje ten wygrywa. Jeśli to nie zadziała, to ich problem.

Sukces interakcji mierzy się najsurowszą miarą – pieniędzmi. Więc na górze są ci, którym się to udaje (bogaci), a na dole ci, którym się nie udaje (niebogaci). To jest kapitalizm w amerykańskim stylu. Nie jest to miara wartości podmiotu lub obiektu, ale miara skuteczności całkowicie arbitralnej praktyki, bez względu na to, kto i co robi. Równość możliwości i nierówność rzeczywistości (produkty działania, praxis w języku greckim, od którego pochodzi termin pragma, biznes). Jest kapitał, wszystko się zgadza. Nie ma kapitału, to się zdarza. Ale to nie jest niczyja wina, że ​​ktoś jest marginalizowany i przegrany. To jest pragmatyzm (=Dziki Zachód).

Liberałowie rządzący USA w ostatnich dekadach, pod wpływem lewicowej filozofii postmodernistycznej, freudomarksizmu, Lacana i Deleuze'a, niepostrzeżenie zastąpili pierwotny pragmatyzm normatywną totalitarną ideologią i filozofią, która ściśle definiowała, czym i kim powinien być podmiot (przebudzony, DEI, przyjazny LGBT*, zwolennik krytycznej teorii rasowej, ekologii i nielegalnych imigrantów) oraz czym jest rzeczywistość (określiła ją nauka – ugruntowana nauka). Zaproponowano redystrybucję kapitału między pracownikami i próżniakami, między tymi, którym się udaje, i tymi, którym się nie udaje. Wszystko to przerodziło się w prawdziwą dyktaturę, opartą na uzbrojeniu rządu i dzikiej propagandzie głównego nurtu mediów. Ci, którzy się z tym nie zgadzali, byli określani mianem „faszystów” lub „agentów Putina” i poddawani kulturze anulowania. Stopniowo w systemie nie było już nic amerykańskiego, czyli pragmatycznego. W istocie lewicowi liberałowie znieśli pragmatyzm. Liberalizm to zupełnie inna filozofia, oparta na absolutyzacji jednostki i jej wyzwoleniu od wszelkich form zbiorowej tożsamości. Jest tu jeszcze jedna zasada: nieważne, co działa, a co nie, postęp to wyzwolenie jednostki i to wszystko, bez względu na wszystko. Apostołem liberalizmu jest Soros, ale każdy globalista = liberał. I odwrotnie.

Rewolucja Trumpa jest krokiem w stronę pragmatyzmu. Uczyńmy Amerykę znów pragmatyczną (nie pragmatyczną! To o czymś innym).

Zrozumienie filozofii politycznej Trumpa i trumpizmu (który jest powrotem do pragmatyzmu) jest możliwe tylko wtedy, gdy posiadasz pewną minimalną wiedzę filozoficzną. W tym przypadku amerykański. Bez tego próby wyciągania jakichkolwiek wniosków bazujących na potocznym znaczeniu słowa (pragmatyk) wydają się śmieszne. Filozofia wymaga filozoficznego sposobu myślenia (i życia – bios theoreticos Arystotelesa, jak podkreślał w XX wieku Pierre Hadot). Nawet amerykańska filozofia. Albo liberalny. To jak kodowanie w programowaniu.

* Zakazana w Federacji Rosyjskiej jako organizacja terrorystyczna.

Aleksander Dugin