ŻYWOT BŁOGOSŁ: MARKA DE MONTE CALLO KAPŁANA 1. ZAKONU S. FRANCISZKA BRACI MNIEJSZYCH OBSERWANTÓW (20 marca)
M a r c a 28 d n i a.
ŻYWOT BŁOGOSŁ: MARKA DE MONTE CALLO KAPŁANA 1. ZAKONU S. FRANCISZKA BRACI MNIEJSZYCH OBSERWANTÓW (Lucas Wadingus in Annal. Tom. 15 et Chron. ord. Tomo 2. par . 5.) ŻYŁ OKOŁO ROKU PAŃSKIEGO 1497.
Błogosławiony Marek urodził się w miasteczku S. Maryi Monte Galio, w Diecezyi Askulańskiej, w Prowincyi Marchii Ankońskiej, z rodziców szlachetnych i pobożnych. Dziecinne lata przyozdobił tak wybornemi cnotami, iż się stały pewną rękojmią dla wszystkich przyszłej jego świętobliwości. Ćwicząc się w naukach wyzwolonych w Perugii i w Bononii, trzymał stopień Doktora Mediycny, a tą sztuką czas niejaki się zajmował. Skłaniając się do woli swego Rodzica, przyjął stan małżeński, lecz po śmierci jego, Duchem świętym natchniony, począł myśleć o udoskonaleniu swej duszy. Wzgardził przeto światem, i wstąpił do zakonu S Franciszka Braci Mniejszych Obserwantów, w Prowincii Ankonitańskiej. Żona też jego w pobożności naśladowała go, wstępując do zakonu S. Klary w miesicie Askulo.
Toż tedy Marek zamieszkał w klasztorze pustelniczym za Fabriano, a z zapałem ducha, jął się modlitwy i bogomyślności. A mając wyborne dary do chwalebnych prac Apostolskich, i usposobiwszy się już dobrze w duchownem życiu, z woli Przełożonych, zaczął zbawiennie opowiadać słowo Boże ludziom. Gdy był Gwardianem klasztoru S. Sewerina, na modlitwie rannej, usłyszał głos z Nieba doń mówiący: „Bracie Marku, opowiadaj miłość.: Czem zagrzany, na rozmaitych miejscach rospostrzeniał , słowem i uczynkiem, zaleconą sobie głosem niebieskim cnotę miłości Boskiej i bliźniego. Pielgrzymując po całej prawie ziemi Włoskiej, zapalony gorliwością Apostolską, zalecał wielce uczynki miłosierne, cielesne i duchowne. Na wsparcie ubogich, nowe wynajdywał źrzódła i tworzył zakłady zabespieczenia. W mieście Kamerino, gdy od zarazy powietrznej mnóstwo ginęło ludzi, litując się nad ich smutnym losem, wybrał się do strapionych obywateli, i wszystkich nabożnemi kazaniami przywiódł do rzewnego płaczu, upewniając, że jeżeli za grzechy pokutę czynie będą, ustanie owa morowa plaga. Ze się więc jęli tego zbawiennego środka, otrzymali pożądane duchowne i cielesne zdrowie.
Pożytecznie przez lat czterdzieści opowiadając po różnych krajach Włoskich słowo zbawienia, roku 1496. przywiódł Wincentynów do polepszenia skażonych obyczajów, i do pilniejszego chowania Przykazań Boskich. Albowiem na początku postu wielkiego, przez dni piętnaście uczenie i zbawiennie wykładając im dziesięć Przykazań Boskich i pięć Kościelnych, nauczał ich przez stosowne i przekonywające uwagi, ile są obowiązani do zachowania praw Boskich i Kościelnych. Przy tych jednak pracach Apostolskich, nie zaniedbał wielorakiego umartwienia ciała; posty bowiem przez zakon przepisane, ściśle zachowywał, wigilie i dni piątkowe, pościł o chlebie i wodzie. Dyscyplin używał często. Ubóstwo ściśle zachowywał, według przepisu Reguły świętej. Posłuszeństwo i czystość, miał w poważeniu.
Przczywszy lat nie mało w zakonie jako wielki przykład pobożności i ostrości życia, I jednego wieczora, począł układać książki i pisma swoje, jakby się rano miał wybrać w drogę, a w nocy o godzinie ósmej, zachorował ciężko. Przewidując koniec życia swego, powiedział przytomnym, iż miał w następującą sobotę rozstać się z tym światem, i przenieść się do wieczności. Gdy już czuł się słabszym i bliskim śmierci, przyjął z pobożnością Chrześcijańską święte Sakramenta. Braci zaś obecnych prosił, aby mu czytali mękę Chrystusa Pana, której słuchał z wielkiem nabożeństwem i z oczyma ku Niebu wzniesionemi; a gdy czytelnik doszedł do tych słów: „ a skłoniwszy głowę wypuścił Ducha“ wnet skonał, dnia 19 Marca 1496. roku, wieku swego 70. w sobotę w dzień S. Józefa.
Odgłos śmierci sławnego Kaznodziei, zgromadził tłumy pobożnego ludu, a świętość jego życia, skłaniała wiernych do okazywania mu oznak czci, Błogosławionym należnej; ubogi jego habit sztukami za Relikwije rozebrali. Lubo dokończył dni życia u Ojców Konwentuałów w mieście Wincencii, jednak ciało jego (jak tego sam przed śmiercią zadał) w obecności urzędu i mnogiego ludu, przeniesiono do kościoła S. Błażeja Ojców Obserwantów za miastem będącego, i tam zaległo grób wspaniały. Wraz po śmierci Błogosławionego Marka, dla cudownych znaków, któremi Bóg chciał okazać światu godność jego przed oblicznością swoją, zaczęli liczne tłumy ludzi różnego stanu, nawiedzać grób jego i czcić go jako świętego. Albowiem przez zasługi tego wyznawcy Chrystusowego, w rozlicznych chorobach tak duchownych, jako i cielesnych, otrzymywali doświadczoną pomoc. Gdy z czasem klasztor Obserwantów przeniesiono do miasta, temu słudze Bożemu, wystawiono kaplicę wspaniałą z grobem marmurowym, około którego dają się widzieć liczne Vota zawieszone, na wieczną i miłą pamiątkę, otrzymanych od Boga dobrodziejstw, za jego przyczyną i zasługami. Powszednie czczenie ludu, aż do dziś dnia trwające prawnie badane, zgromadzenie świętych obrzędów potwierdziło, i uroczystość jego Grzegorz XVI. Papież, całemu zakonowi Braci Mniejszych Obserwantów, pozwolił obchodzić.