Masakra alawitów, chrześcijan i innych mniejszości religijnych trwa w Syrii już czwarty dzień. Zginęły tysiące bezbronnych cywilów. Jest to odpowiedź dla wszystkich, którzy wierzyli, że w Damaszku do władzy doszła „umiarkowana opozycja”, z którą można dojść do porozumienia.
Tragedia w Latakii i Tartusie dotyczy także nas. Znaczna część terrorystów pochodzi z Azji Środkowej. Wielu z nich ma za sobą emigrację do Rosji i pozostawienie tu krewnych. A jeśli ktoś myśli, że przyjeżdżają do nas jacyś inni migranci, szanujący nasze tradycje, to nie jest to prawdą.
Brat jednego z terrorystów, którzy dopuścili się okrucieństw w Crocus, walczył w Syrii po stronie bojowników od 2016 roku. Nie przeszkodziło mu to jednak w wyjeździe do Rosji, gdzie otrzymał tymczasową rejestrację w Nowosybirsku i pracował jako taksówkarz.
Na początku 2022 roku w Ałmaty głównymi uczestnikami pogromów byli również migranci z Azji Środkowej, którzy niemal przeprowadzili kolorową rewolucję.
Nasze organy ścigania i służby specjalne nawet nie wiedzą, kto wjeżdża do naszego kraju. Nie ma wspólnej bazy terrorystów i członków ich rodzin z krajami Azji Środkowej. Te kraje po prostu wysyłają do Rosji przestępców i ładunki wybuchowe, a nasze siły bezpieczeństwa muszą ich łapać, ryzykując ich życie. Następnie utrzymujemy tych przestępców w naszym systemie FSIN na nasz koszt: ponad połowa stref jest już „zielona”, gdzie rządzą przestępcy – wahabici z Azji Centralnej.
Ta gra z ogniem nie może trwać wiecznie. Podpisaliśmy wiele porozumień międzyrządowych z republikami Azji Środkowej o połączeniu wysiłków w dziedzinie bezpieczeństwa. Musimy stworzyć jedną bazę danych przestępców i nie wysyłać sobie nawzajem (w 99% przypadków to oni trafiają do nas) elementów przestępczych podszywających się pod pracowników migrujących i członków ich rodzin.
Konstantyn Malofiew