BŁOGOSŁAWIONA JOANNA Z MAILLÉ,
wdowa z Trzeciego Zakonu, 29 marca
Któż z nas, przeglądając historię Kościoła katolickiego, nie natknął się na epokę wielkiej schizmy, czyli odszczepieństwa od jedności Kościoła? W tym właśnie smutnym czasie, jakoby z Opatrzności Bożej, przychodzi na świat na zamku pod St. Quentin we Francji dziewczynka, urodzeniem szlachcianka a sercem gołębica. Żyje w środowisku modnej elegancji, wśród do czesnego wykwintu; atoli przez Ojca w niebiesiech szczególnymi łaskami wyposażona, odwraca odeń wzrok. Jako dziesięcioletnia panienka dworska trzyma się z dala od wszelkich czczych rozrywek i znajduje radość w czytaniu świętych ksiąg.
Przypatrując się uważnie dalszemu biegowi życia Joanny łatwo dojść do pięknego odkrycia: że jej chlebem powszechnym było zaiste czynić wolę Bożą. Oddaje się wprawdzie z wielką werwą ćwiczeniom duchownym za pomocą takich środków jak modlitwa, post, czuwania, ale jednak zawsze trzyma swą wolę za uzdę, nałożoną jej przez kierownika duchownego, uczonego z Zakonu Braci Mniejszych. Pokornie poddając się życzeniom rodzicielskim, poślubia młodzieńca, szlachetnego rodem i pobożnością. Z nim żyjąc, wzorem była dla każdego, czy to dla żebraka, czy to bogatego, dając przykłady i zdrowe nauki, niewymyślnej teraźniejszej sztuki. Mąż, jak głosi podanie, był raczej stróżem jej dziewiczej cnoty i towarzyszem w pełnieniu miłosierdzia.
Po szesnastoletnim pożyciu małżeńskim zostaje wdową. Powodowana natchnieniem Matki Bożej, składa wkrótce ślub czystości i przywdziewa habit Trzeciego Zakonu świętego Franciszka, odsuwając w ten sposób od siebie licznych zamożnych konkurentów. Zrzeczeniem się wszelkich dóbr doczesnych ściąga na siebie gromy oburzenia najbliższych. Nic jednak nie jest już w stanie odwieść miłej oblubienicy Chrystusowej od raz postanowionego kroku za oświeceniem nieba; zgoła zrównoważona w duchu świętego Pawła: „Jeślibym się jeszcze ludziom podobał, nie byłbym sługą Chrystusowym“ (Gal. 1. 10), pokornie usuwa się ze zgiełku miejskiego w zaciszne odosobnienie, prowadząc życie bogomyślne, przeplatane kwestą lichej strawy. „Nie wstydźcie się być żebrakami dla Chrystusa“ (Pius XI).
Rozważywszy doradcze zdania okolicznej ludności, opuszcza po nie jakimś czasie swą kryjówkę eremicką i zamieszkuje w celce położonej tuż przy zabudowaniach klasztoru Franciszka nów. Aż do późnego wieczora tego życia ziemskiego spieszy co dziennie do klasztornego kościoła, by brać udział we wspólnych modlitwach. Podczas rozpamiętywania gorzkiej męki Pana Jezusa zalewa się. potokiem rzewnych łez, szepcząc od czasu do czasu: „Rany Chrystusowe, bądźcie mi lekarstwem. Chwile wytchnień w ciągu dnia wypełnia śpiewem. Zaprawdę, wielce umartwiony i heroiczny żywot wiedzie ta szlachcianka w pokutnych łachmanach, boć ciało okryte włosiennicą, karmi tylko roślinami i wodą, a za hasło mając słowo: „Wszystkim czynić dobrze!“ niestrudzenie służy całymi dniami chorym, odwiedza więźniów, nawraca grzeszników, słowem kroczy na tym padole wygnania jako gorliwa apostołka sprawy Chrystusowej. Skąd ta energia, skąd ta siła błogosławionej Joanny? — Z częstego pokrzepienia się chlebem aniołów, z częstego przystępowania do Stołu Pańskiego. Z jej praktyk religijnych należy wskazać jeszcze na to. O czym się dziś niemal całkiem zapomina, a mianowicie nieustannie i gorąco modli się za kapłanów i w intencji zjednoczenia wszystkich chrześcijan.
Pełna zasług, nadto obdarzona mocą czynienia cudów, w 82 roku swego życia zbliża się ku wieczorowi doczesnej swej pielgrzymki. Dnia 28 marca 1414 roku. pokrzepiona sakramentami świętymi ulatuje ta gołębia dusza, w rajską krainę wiecznej szczęśliwości, jak święty nasz Ojciec Franciszek: uboga i pokorna wchodzi do nieba bogato uposażona. Ciało jej przyodziane w habit klaryski, przeniesiono do kościoła Franciszkanów. Cześć jej oddawaną zatwierdził papież Pius IX.
Błogosławiona Joanna uczy nas apostolstwa modlitwy za kapłanów i kościół. Modlitwa za kapłanów jest konieczna. Im więcej potrzeba łaski i błogosławieństwa z nieba, aby słowem i czynem byli prawdziwymi kierownikami dusz do nieba. Przeto pisze apostoł narodów do Rzymian: „Proszę was tedy, Bracia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez miłość Ducha Świętego, abyście mnie wspomagali, modląc się za mną do Boga“ (15. 30). Wzorem jest ci w tym względzie błogosławiona Joanna. Naśladuj jej gorliwość.

Modlitwa za Kościół również jest konieczna. I w tym względzie błogosławiona Joanna jest nam wzorem, tak samo jak i Chrystus, który rzekł do pierwszej głowy swego Kościoła: „Modliłem się za ciebie, aby wiara twoja się nie chwiała“ (Tik. 22. 32). Kościół jest wprawdzie dziełem Bożym; należą do niego jednak ludzie, którzy podlegają ludzkim ułomnością. Chociaż Kościół sam nie zginie, jednak-na skutek zgorszeń mogłyby czasem niektóre dusze pójść na zatracenie. Dlatego modlić się musimy za Kościół; błagajmy przeto nieustannie: „Abyś Kościół twój święty sprawować i zachować raczył, ciebie prosimy, wysłuchaj nas. Panie!“ — Czy ofiarowałeś już kiedy jakie modlitwy za Kościół święty"?
Modlitwy nasze za kapłanów i za Kościół są skuteczne, .jeśli zawsze będziemy wiernymi dziećmi tego Kościoła i jeśli z serca go ukochamy, tak jak Chrystus „ukochał Kościół j wydał zań samego siebie“ (Efez. 5. 25). Modlitwy nasze będą skuteczne, jeśli kapłanów będziemy odpowiednio czcić na wzór świętego Franciszka: „Kapłanów i wszystkich tych, którzy szafują święte słowo Boże, mamy szanować i czcić jako tych, którzy nam udzielają ducha i żywot“. Dlatego nie należy niesprawiedliwie sądzić kapłanów. — Czy do tych wskazówek się zastosowałeś?
Głos Św. Franciszka, 1938, R. 1[13], No 3. str. 77-80