Bł. Isnard, W, OP (22 marca)


Bł. Isnard, W, OP

Święto 22 marca

Urodzony: w Chiampo, Diecezja Vicenza

Zmarł: 1244

Beatyfikacja: 1919 (Kult potwierdzony)


Błogosławiony Isnard jest kolejnym bardzo wybitnym i świętym pierwszym uczniem św. Dominika, którego ojciec Touron jakoś przeoczył. O życiu Isnarda do czasu wstąpienia do Zakonu praktycznie nic nie wiadomo na pewno; podczas gdy niektóre stwierdzenia dotyczące jego początku jako Brata Kaznodziei są nie do pogodzenia ze sobą i sprzeczne z faktami, które zostały ustalone w późniejszych latach. Chiampo, małe miasteczko niedaleko Vicenzy we Włoszech, było najprawdopodobniej miejscem jego urodzenia; jednak są tacy, którzy oddają temu ostatniemu miastu ten zaszczyt. Niektórzy uważają, że urodził się z biednych rodziców i spędził młodość w ubóstwie. Inni sugerują, że należał do bogatej rodziny o nazwisku Isnardi, która dawno wymarła.(1)

Nie ulega wątpliwości, że przyszły cudotwórca otrzymał habit w Bolonii od św. Dominika w 1219 r.; jest to bowiem punkt, co do którego zgadzają się niemal wszyscy wcześniejsi autorzy. Ta prawda wydaje się z pewnością dowodzić, że był studentem na tamtejszym uniwersytecie i był bardzo pogłębiony w swoich studiach. W tamtym czasie przyjmowano tylko takich kandydatów; i fakt ten jest silnym dowodem, że jego rodzice byli zamożni, ponieważ tylko synowie tego rodzaju otrzymywali wyższe wykształcenie. Bez wyjątku pisarze mówią nam o jego wyjątkowej czystości serca i religijnym usposobieniu. Jego umysł był starannie chroniony przed złem dnia, a w Bolonii okazał się wierny naukom swojej wczesnej młodości. Związek ze świętym człowiekiem z Caleruega przyspieszył jego wysiłki na rzecz świętości życia i zbawienia dusz.

Przez dziesięć lat po wstąpieniu do Zakonu Świętego Dominika nie mamy żadnej konkretnej wiedzy o tym, gdzie Isnard miał swój dom. A jednak wszystko wskazuje na to, że spędził ten czas między Bolonią a Mediolanem. W takim przypadku, oczywiście, pracował energicznie w tych częściach Włoch. Chociaż był dość otyłym mężczyzną, obdarzony był niezwykłą energią i był bardzo uprzejmy zarówno w czynach, jak i w słowach. San Eustorgio w Mediolanie było najprawdopodobniej jego klasztorem przez większą część tej dekady. Tak przynajmniej myśli Rudolph Majocchi, najnowszy hagiograf błogosławionego Isnarda.(2)

W więcej niż jednym z naszych szkiców, ale szczególnie w szkicu św. Piotra z Werony, widzieliśmy, jak albigensi i pokrewne sekty zalały północne Włochy w tym czasie. Mediolan był jednym z centrów działalności dominikanów przeciwko nim; i to właśnie z Mediolanu został założony klasztor kaznodziei w Pawii. W Pawii heretycy od dawna byli u władzy. Miasto było również twierdzą Fryderyka II, którego gibelinowie, zawsze przeciwni Stolicy Apostolskiej, nieustannie prześladowali tych, którzy sprzyjali autorytetowi Kościoła. Kiedy w 1230 r. gorliwy Rodobald Cipolla został biskupem Pawii, zastał religię w opłakanym stanie w swojej diecezji i natychmiast zaczął szukać środków na reformę.

Reputacja błogosławionego Isnarda, który był świętym człowiekiem, gorliwym, elokwentnym, miał władzę nad duszami innych i był nieustraszony, była szeroko rozgłaszana. Najprawdopodobniej głosił już kazania w diecezji Pawii — być może wiele razy; ponieważ bracia kaznodzieje z Mediolanu prowadzili swoją pracę w każdym kierunku. Możliwe też, że on i biskup Cipolla, sam będący energiczną postacią, zostali przyjaciółmi już wcześniej. W każdym razie jednym z pierwszych kroków nowego prałata w celu duchowego polepszenia swojej trzody było zaproszenie z Mediolanu, aby mógł założyć dom Zakonu w Pawii. Było to w 1231 r.; a przed końcem roku znajdujemy ojców aktywnie zaangażowanych w swój apostolat pod przewodnictwem człowieka Bożego z Chiampo.

Klasztor, który Rodobald Cipolla hojnie pomógł wznieść, stał w małej wiosce Ticino, niedaleko murów Pawii, i otrzymał imię Świętej Marii z Nazaretu. W całych Włoszech Bracia Kaznodzieje byli znani jako skuteczna pomoc dla hierarchii w walce ze złem dnia. Dlatego biskup Cipolla czuł, że przynajmniej pod Isnardem będą dla niego ogromną pomocą w powstrzymaniu najazdów wroga i uwolnieniu jego diecezji od wielu nieszczęść, w które była uwikłana. Nie musiał długo czekać, aby przekonać się, że jego wybór oddziałów pomocniczych nie był błędem.

Jednakże zadanie okazało się trudne, męczące i pełne niebezpieczeństw. Z jednej strony wierni, przez długie złe przyzwyczajenia, stali się tak zimni, niedbali i kapryśni w praktykowaniu swoich religijnych obowiązków, że było niezwykle trudno obudzić w nich poczucie ich zobowiązań. Z drugiej strony gibelinowie i sekciarze, zawsze uparci, a także brutalni w swoich metodach, byli jeszcze mniej podatni na zarządzanie. Posiadali oni mało wiary lub nie posiadali jej wcale. Poza tym niechętnie zmieniali swoje poglądy, poprawiali swoje życie lub rozstawali się z dobrami ziemskimi, które zdobyli przez rozbój lub nieuczciwość.

Jak to zwykle bywa w takich warunkach, sukcesy Brata Kaznodziei zaczęły się od biednych i klas robotniczych. Do nich miał szczególną miłość. Gromadził ich wokół siebie w kościele klasztornym, nauczał ich religii i inspirował ich miłością do jej praktykowania. Chociaż początkowo spotkał się z dużym sprzeciwem, wkrótce całkowicie odmienił ich życie. Wieści o tym, co dobrego w ten sposób uczyniono, wkrótce rozeszły się blisko i daleko. Tymczasem on i jego współbracia głosili kazania w całym mieście Pawii i jego okolicach — w kościołach, na placach publicznych, targowiskach lub gdziekolwiek mogli znaleźć wystarczająco dużą przestrzeń dla publiczności. Stopniowo bogatsi Gwelfowie, a nawet niemało Gibelinów, zaczęli przyjmować natchnienia łaski i przyjmować sakramenty.

Wśród małej grupy misjonarzy Isnard świecił szczególnym blaskiem swojej świętości, gorliwości i elokwencji. Wpływ, jaki wkrótce zaczął wywierać na ludzi, sprawił, że przywódcy heretyków wyróżnili go ze względu na swoją nienawiść. Wyśmiewali go i ośmieszali, publicznie go odrzucali, śmiali się z jego otyłej sylwetki, zniesławiali go, grozili mu, robili wszystko, co w ich mocy, aby go zdyskredytować lub zmusić do zaniechania jego niestrudzonego apostolatu. Wszystko było daremne. Jego kazania były nieustanne. Wyzywał swoich wrogów, gdziekolwiek ich spotykał. Jeśli podejmowali się mu odpowiedzieć, jego nieubłagana logika zawstydzała ich lub zmuszała do milczenia. Nigdy nie był znany z złośliwej natury lub utraty cierpliwości; mimo to okazywał ogień boskiej miłości, który płonął w jego piersi.

Bez wątpienia, zarówno po to, by zademonstrować świętość swego wiernego sługi, jak i dla dobra tych, którym głosił, Bóg pobłogosławił Isnarda darem cudów. Wcześni pisarze wspominają o wielu cudach dokonanych przez niego zarówno przed, jak i po jego śmierci. Te, całkiem naturalnie, ożywiły i wzmocniły wiarę katolików. Stopniowo podkopywały również wpływy i łamały ducha heretyków, z których wielu zostało nawróconych do Kościoła. W chwili śmierci świętego człowieka diecezja Pawii była wolna od ataków albigensów, katarów i podobnych sekt. Udali się oni w inne strony, nawrócili się lub zachowali spokój. Nie można było znaleźć nikogo, kto wyznawałby ich zasady. Był to chwalebny apostolat doprowadzony do pomyślnego zakończenia.

Gibellini, czyli zwolennicy cesarza Fryderyka II, przysporzyli wikariuszowi Chrystusa niekończących się zmartwień i kłopotów. Byli to bogaci, którzy nie kierowali się sumieniem w zdobywaniu bogactwa; politycy bez skrupułów; i żołnierze fortuny, których niespokojne duchy zawsze prowadziły ich do służby, w której mogli oczekiwać największych łupów, swobody i emocji. Machinacje niemieckiego monarchy pomogły utrzymać ich w ostrym antagonizmie do władzy kościelnej i interesów religii; co oczywiście uczyniło ich mniej wrażliwymi na porywającą elokwencję naszego błogosławionego lub silny wpływ jego świętości i cudów. Możemy sądzić o pogardzie tych przyjaciół Fryderyka dla Stolicy Apostolskiej z faktu, że ich czyny nie raz doprowadziły do ​​papieskiego interdyktu w Pawii.

Mimo to ci ludzie, którzy mogli śmiać się z ekskomuniki i interdyktu od najwyższego autorytetu w Kościele, siłą rzeczy kochali i podziwiali ojca Isnarda. Jego miłosierdzie, gorliwość, łagodna dobroć, czystość serca, nieustanne wysiłki na rzecz dobra, których byli świadkami dzień po dniu, po prostu wymusiły na nich szacunek. Jego postępowanie z Fryderykiem II musiało być bardzo podobne do postępowania Jana z Wildeshausen. Nawet gdy biskup Cipolla został zmuszony do wygnania, Isnard i jego grupa misjonarzy mogli kontynuować owocną pracę. Pod nieobecność ordynariusza duchowieństwo, które nadal pozostało w diecezji. Być może święty zakonnik w chwili swojego odejścia powierzył mu pieczę nad swoją duchową winnicą.

Pomimo turbulencji i antykościelnego ducha tamtych dni, święty Brat Kaznodzieja z Chiampo dokonał niewypowiedzianego dobra nawet wśród tej klasy obywateli. Dokumenty, które uniknęły spustoszenia czasu, pokazują, że niektórzy, którzy odkładali nawrócenie aż do łoża śmierci, uczynili go narzędziem swojej restytucji. Inni powierzali mu swoją dobroczynność i dobrodziejstwa. Historycy nazywają go apostołem Pawii i w dużej mierze przypisują zachowanie wiary w mieście jego gorliwości.

Innym dowodem szacunku i zaufania, jakim cieszył się Isnard wśród wszystkich klas, a także jego reputacji za granicą, jest incydent, o którym mamy teraz opowiedzieć. Od wczesnych czasów diecezja Tours we Francji posiadała majątki ziemskie w Pawii i jej okolicach. Z powodu zamieszek politycznych i ducha gibelinów, o którym wspomnieliśmy, kanonicy katedry w Tours nie mogli pobierać czynszów. W tym dylemacie mianowali naszego Brata Kaznodzieję swoim agentem; czuli bowiem, że był on jedynym człowiekiem w północnych Włoszech, który albo mógł uzyskać dla nich należności, albo odważył się podjąć tego zadania. Było to w 1240 roku, rok po historycznej ekskomunice Fryderyka VII przez Grzegorza IX. Sprawa pokazuje, jak mądrze Isnard obrał swój kurs, jak wszyscy czcili go w domu i jak dobrze jego odwaga i roztropność były znane nawet we Francji.

Podobnie jak wielu wczesnych uczniów św. Dominika, których życie opisaliśmy, apostoł i reformator z Pawii nie uważał, że zrobił wszystko dla dobra religii, dopóki nie założył wspólnoty Sióstr Dominikanek. Umieścił je w bezpośrednim sąsiedztwie swojego klasztoru, aby mógł lepiej zadbać o ich duchowe dobro. Ich dom nosił tę samą nazwę, co dom ojców — Święta Maria z Nazaretu. Chociaż prawdopodobnie nigdy nie widział Prouille, jego podwójna instytucja w Pawii musiała być bardzo podobna do tej, od której Zakon zaczynał w południowej Francji. Posagi wielu z tych sióstr wskazują, że założył je częściowo po to, aby bogate damy świata, które nawrócił, miały miejsce, w którym mogłyby całkowicie oddać się służbie Bogu. Święty Dominik, jak przypomnimy, założył wspólnotę Prouille głównie z kobietami nawróconymi z albigensów. Kiedy kilka lat po śmierci naszego błogosławionego ojcowie przenieśli się do miasta, pierwotny kościół Świętej Marii z Nazaretu został przekazany siostrom.

Isnard miał głębokie nabożeństwo do Matki Bożej. Nieustannie głosił Jej opiekę nad wiernymi. Na wszelkie sposoby propagował miłość i cześć dla Niej. Ojciec Majocchi uważa, że ​​ten apostolat był dla niego ogromną pomocą w jego pracy reformatorskiej; żadna inna pobożność nie wydaje się być bardziej wrodzona dla uczuciowego włoskiego charakteru. Pracował gorliwie niemal do samego końca. Przynajmniej Żywoty Braci (Vitae Fratrum) mówią, że jego ostatnia choroba była kwestią zaledwie kilku dni. Rękopisy annałów, lub kroniki, starego klasztoru Braci Kaznodziejów w Pawii mówią nam, że oddał swoją czystą duszę Bogu 19 marca 1244 r. Wiedział, że koniec jest bliski, przygotował się na niego i umarł tak święcie, jak żył.

Nie mamy żadnych zapisów o pogrzebie męża Bożego. Jednak wielka miłość i podziw, którymi go otaczano, uzasadniają przekonanie, że Pawianie uczestniczyli w nim w ogromnej liczbie. Być może to smutne wydarzenie pogrążyło miasto w nie mniejszym smutku niż jego własna społeczność. Został pochowany w kościele św. Marii z Nazaretu, gdzie jego grób stał się od razu miejscem pielgrzymek dla miasta i prowincji Pawii. Niemało cudów dokonało się w odpowiedzi na modlitwy do niego. Imię Isnard często nadawano dzieciom podczas ich chrztu.

Później, z różnych powodów, ojcowie przenieśli się do właściwego miasta. Najpierw (1281) objęli w posiadanie San Marino, ale w następnym roku oddali to miejsce na rzecz kościoła św. Andrzeja. Pozostali tam do 1302 roku, kiedy to zamienili kościół św. Andrzeja na kościół św. Tomasza, który lepiej odpowiadał ich celom. W tym ostatnim miejscu od razu rozpoczęli budowę wspaniałej świątyni modlitwy, którą ukończono w latach 1320-1330. Ciało błogosławionego Isnarda, które zostało przeniesione z pozamiejskiego kościoła św. Marii z Nazaretu do kościoła św. Andrzeja, podczas gdy ojcowie mieszkali w tym ostatnim klasztorze, zostało ponownie przeniesione i umieszczone w marmurowym sarkofagu zbudowanym w tym celu w kaplicy nowego kościoła św. Tomasza. Pobożność ludu podążała za jego powiernikami do obu tych miejsc spoczynku. Nie jest też żadnym naciąganiem fantazji wyobrażanie sobie, że te dwa przeniesienia były czasami wielkiej gorliwości dla całej Pawii.

Niestety, w duchu gorliwości i przyjaźni ojcowie oddali do użytku Kaplicę Błogosławionego Isnarda, jak ją nazywano, Uniwersytetowi w Pawii na cele religijne. Chociaż jej ściany zostały później ozdobione malowidłami upamiętniającymi najważniejsze wydarzenia w jego życiu, te stowarzyszenia akademickie raczej zmniejszyły cześć dla świętego Brata Kaznodziei. Nieszczęścia Pawii podczas hiszpańsko-austriackich rządów Karola V i Filipa III, które trwały niemal przez cały XVI wiek, sprawiły, że o nim (a raczej o jego miejscu wiecznego spoczynku) zapomnieli nawet niektórzy członkowie jego własnego Zakonu, a jego szczątki rozproszyły się po wiatrach. Na szczęście badania historyków z Pawii pomogły zapobiec takiej katastrofie.

Mimo najdokładniejszej identyfikacji, ku wielkiemu smutkowi ojców, rektor i senat uniwersytetu, choć bez upoważnienia w tej sprawie, później zmusili do zabrania sarkofagu naszego błogosławionego z kaplicy i zniszczenia go. Stało się to w 1763 roku. Jednak przed jego usunięciem wspólnota z szacunkiem zebrała jego relikwie i umieściła je w drewnianej skrzyni. Wszystko to odbyło się w obecności kardynała Charlesa Franciszka Duriniego, który następnie zamknął skrzynię i zabezpieczył ją swoją pieczęcią. Odtąd aż do kasaty klasztoru św. Tomasza przez cesarza Józefa II w 1785 roku, relikwie Isnarda były starannie przechowywane w archiwach. Ojcowie zabrali następnie skrzynię z jej cenną zawartością do Bazyliki św. Piotra. Kiedy w 1799 roku zostali zmuszeni do opuszczenia tego miejsca, oddali swój duchowy skarb biskupowi Josephowi Bertieriemu, OSA. Ten prałat, po oficjalnym zbadaniu sprawy, nie tylko powierzył relikwie Isnarda Kościołowi Świętych Gerwazego i Protazego, ale nawet nakazał wystawić je do publicznej czci.

Wygląda na to, że mimo wszystkich tych zmian i trudności, ludowe nabożeństwo do wczesnego ucznia św. Dominika nie wymarło całkowicie. To, że istniało nadal, pokazuje niezmienną miłość, jaką pawianie go żywili. Czyn biskupa Bertieriego dał mu nowe życie. W 1850 roku części jego relikwii zostały przekazane Chiampo i Vicenzie. Stare obrazy przedstawiające go tu i ówdzie, które przedstawiały go jako świętego, również pomogły sprawie. W 1907 roku władze diecezjalne Pawii zatwierdziły jego kult i zwróciły się do Stolicy Apostolskiej o zaakceptowanie ich decyzji. Zmarły Benedykt XV, szczęśliwej pamięci, po gruntownym dochodzeniu przeprowadzonym przez Świętą Kongregację Obrzędów (tj. w 1919 roku), przyznał własne officium i mszę Braciom Kaznodziejom i Diecezji Pawii. 22 marca został ustanowiony jego świętem.

Isnard jest ostatnim z pierwotnych uczniów Dominika, któremu przyznano zaszczyty ołtarza. Późna data jego beatyfikacji daje nadzieję, że wielu innych z nich może jeszcze zostać podobnie uhonorowanych przez Kościół.


Przedruk (przetłumaczony):
https://sacredheart-op.com/bl-isnard-c-o-p/