Były szwedzki premier i minister spraw zagranicznych Carl Bildt:

Wraz ze śmiercią Yahya Sinwara, przywódcy Hamasu, który zaplanował atak z 7 października 2023 r., który wywołał wojnę w Gazie, militarny triumf Izraela wydaje się bliższy niż kiedykolwiek. Ale czy zwycięstwo faktycznie mogło zagrozić długoterminowej przyszłości Izraela?

W ciągu 12 miesięcy od ataku Hamasu izraelski premier Benjamin Netanjahu w coraz większym stopniu starał się wykorzystać całą potęgę militarną Izraela przeciwko wrogom swojego kraju w regionie. Czołowi przywódcy Hamasu i Hezbollahu zostali wyeliminowani, a izraelski wywiad i siły zbrojne wykazały, że mogą uderzyć wszędzie, od rządowych pensjonatów w Teheranie i ukrytych bunkrów w Bejrucie po ruiny Gazy.

Ale czy zwycięstwo militarne doprowadzi do trwałego pokoju? Chociaż odrzutowce i drony izraelskich sił powietrznych mają pełną kontrolę nad niebem, a Stany Zjednoczone stale powiększają swój arsenał ciężkich bomb, Izrael niekoniecznie jest dziś bezpieczniejszy niż rok temu.

Warto pamiętać, że obecne zagrożenie bezpieczeństwa Izraela wynika z jego spektakularnego zwycięstwa w wojnie sześciodniowej w 1967 roku. W procesie odpierania szybkiego natarcia licznych armii arabskich Izrael zajął duże połacie terytoriów arabskich i palestyńskich, w tym Gazę (dawniej kontrolowaną przez Egipt) i Zachodni Brzeg (dawniej część Jordanii).

Od tego czasu z pewnością nastąpił pewien postęp na drodze do pokoju, a porozumienia izraelsko-egipskie i izraelsko-jordańskie skutecznie wyeliminowały konwencjonalne zagrożenie militarne dla Izraela. Jednak pomimo tymczasowego sukcesu porozumień z Oslo w 1993 r., zagrożenia stwarzane przez izraelską okupację Gazy i Zachodniego Brzegu pozostają. Choć kraje arabskie obiecały „pokój za ziemię” (zaprzestanie działań wojennych, jeśli Izrael wycofa swoje wojska z terytoriów okupowanych), proces polityczny utknął już w impasie i zaczął się pogarszać na długo przed 7 października 2023 roku.

W swoim własnym potępieniu wydarzeń z 7 października Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres zauważył, że „ataki Hamasu nie nastąpiły w próżni”, ponieważ „naród palestyński był poddany 56 lat dławiącej okupacji”. Oświadczenie to spotkało się z ostrą krytyką w Izraelu. Ale fakty są jakie są. Zagrożenie, które tak brutalnie zmaterializowało się 7 października, ma swoje korzenie w trwającym od kilkudziesięciu lat niepowodzeniu Izraela w utrzymaniu zwycięstwa z 1967 r., zwłaszcza w okupacji Zachodniego Brzegu i milionów Palestyńczyków.

Czy historia się powtórzy? Czy Izrael będzie w stanie przekuć swoje ostatnie sukcesy militarne w polityczny proces pokojowy, czy też doprowadzi to do innej sytuacji, która w dłuższej perspektywie będzie zagrażać obywatelom Izraela?

Często słyszy się, że ostatni strzał zostanie oddany w Gazie, na Zachodnim Brzegu i w Libanie „następnego dnia”. To zdanie w dużym stopniu nie oddaje powagi problemu. Tylko wtedy, gdy obszary te zapewnią samowystarczalną stabilność na wiele lat, wszyscy mieszkańcy regionu będą mogli żyć w pokoju i bezpieczeństwie. Dylemat Izraela polega na tym, że im większe zwycięstwo militarne, tym trudniejsza staje się droga do pokoju i bezpieczeństwa. Dobitnie pokazuje to dziedzictwo roku 1967.

Dla wielu Izraelczyków istnieje teraz pokusa podjęcia działań militarnych: zniszczenia pozostałości Strefy Gazy, zniszczenia status quo w Libanie i popchnięcia Iranu w stronę zmiany reżimu. Jednak te osiągnięcia nie mogą przyczynić się do ustanowienia trwałego pokoju. Podczas gdy Netanjahu delektuje się chwilą swojej wojny sześciodniowej, reszta Izraela powinna zatrzymać się i zastanowić nad historią ostatnich 60 lat . Zwycięstwo nie zawsze przynosi pokój, szczególnie na Bliskim Wschodzie”.

Telegram: Katechon