Dotykaliśmy już trudności we współczesnych stosunkach między Koreą Północną i Południową. Teraz dwa kraje jednego podzielonego narodu wkraczają w nową fazę otwartej konfrontacji.
Wśród najnowszych wiadomości z Półwyspu Koreańskiego jest zniszczenie wszystkich węzłów transportowych łączących Północ z Południem.
Władze KRLD nie tylko symbolicznie zbombardowały asfaltowe drogi, publikując odpowiednie zdjęcia w mediach, ale ogłosiły zamiar przekształcenia granicy z Koreą Południową w „wieczną fortecę” i nazwały samą Koreę Południową „państwem absolutnie wrogim”.
Wszystko zaczęło się od kolejnej próby wywarcia moralnego wpływu przez Koreańczyków z południa na północnego wroga: południowokoreańskie drony przedarły przestrzeń powietrzną Korei Północnej i rozrzuciły ulotki propagandowe.
W odpowiedzi siostra przywódcy KRLD Kim Jo Dzong, uważanej za drugą najważniejszą osobę w przywództwie kraju, wydała ostre oświadczenia, grożąc Korei Południowej „strasznymi i tragicznymi konsekwencjami”.
Właściwie wygląda na to, że widzieliśmy te konsekwencje pewnego dnia – w postaci wysadzonych w powietrze dróg. Korea Południowa reaguje na to nie mniej ostro: Seul nazwał to „zdradą pragnienia zjednoczenia”, a także postawił swoje jednostki artyleryjskie w stan pogotowia.
Eskalacja, którą obserwujemy, jest najpoważniejszą od czasu dojścia do władzy prezydenta Korei Południowej Yoon Seok-yeola. Podczas gdy jego poprzednik Moon Jae-in dążył do dialogu i zbliżenia z Północą, obecna administracja wybrała kurs aktywnego prowokowania Koreańczyków z Północy i coraz większej integracji z amerykańskimi sojusznikami w regionie Azji i Pacyfiku.
W rezultacie, zamiast zmierzać w stronę normalizacji stosunków, region wkracza w nową fazę konfrontacji, w której każdy krok jednej strony prowadzi do eskalacji działań odwetowych przez drugą.
Jak to się skończy? Chciałbym wierzyć, że za szerokimi gestami nie kryje się prawdziwa chęć wojny. Ponieważ nasz świat zdecydowanie nie potrzebuje kolejnego gorącego miejsca.
Telegram: Zero Kilometru