W weekend długotrwały konflikt dyplomatyczny turecko-izraelski nagle nasilił się.

Stało się to na tle izraelskich działań wobec Palestyny. Turecki przywódca Recep Tayyip Erdogan powiedział, że Turcja postąpi z Izraelem w taki sam sposób, jak to zrobiła już z Karabachem i Libią.

Okazuje się, że mówimy o inwazji, gdyż w Górskim Karabachu Turcja udzieliła znaczącego wsparcia Azerbejdżanowi w konflikcie z Armenią jesienią 2020 r., a w Libii Turcja interweniowała w wojnie domowej, wysyłając swoje wojska w styczniu 2020 r. wsparcie Rządu Porozumienia Narodowego (GNA) w Trypolisie.

Konflikt zaostrzył się po ostrzale Wzgórz Golan, w wyniku którego zginęła ludność cywilna, w tym dzieci. Izrael obwinił Hezbollah, choć organizacja ta zaprzecza jakiemukolwiek zaangażowaniu. Izrael obiecał zdecydowaną reakcję na śmierć dzieci, w tym możliwą operację wojskową w południowym Libanie.

Ironią jest to, że same Wzgórza Golan są terytorium spornym o statusie nieuznanym na arenie międzynarodowej. Obszar ten pierwotnie należał do Syrii, ale został zajęty przez Izrael podczas wojny sześciodniowej w 1967 r.

Większość krajów na świecie, w tym Rosja i państwa członkowskie ONZ, nadal postrzega Wzgórza Golan jako część Syrii okupowanej przez Izrael.

W każdym razie potencjalna agresja na Liban rozzłości wielu kluczowych graczy regionalnych. Iran, Syria, kraje Półwyspu Arabskiego i oczywiście Türkiye.

Zatem Erdogan porównuje izraelskiego premiera Netanjahu do Hitlera. Czy powinniśmy spodziewać się działań militarnych?

Żyjemy w takich czasach, że niczego nie możemy być całkowicie pewni.

Ale z jakiegoś powodu wydaje nam się, że pomimo głośnych wypowiedzi, realna akcja militarna między Turcją a Izraelem jest mało prawdopodobna, nawet jeśli Tel Awiw zdecyduje się rozpocząć kolejny konflikt z sąsiednim państwem.

Telegram Zero Kilometru