BŁOGOSŁAWIENI AGATANGELUS I KASJAN,
Męczennicy Pierwszego Zakonu, 8 sierpnia
Ku wschodnim rubieżom świata, w żyzną dolinę asyryjską i w górzystą połać syryjską zdąża dwuch zapaleńców Bożych, odzianych w grube habity franciszkańskie, idą bosi, ubodzy, lecz pełni szczerej niebiańskiej radości, idą między ponury, podstępny i chciwy bogactw lud niewierny.
Pierwszy, to Agatangelus, urodzony w Francji 1598 roku, drugi Kasjan, o dziewięć lat młodszy. Otrzymawszy od rodziców swych staranne wychowanie, sami zaś gorliwi od samego dzieciństwa w spełnianiu tego, co miło Bogu, postanowili uczynić z siebie całkowitą ofiarę, poświęcając się zupełnie życiu doskonałemu. Idąc za wskazaniem Bożym, wstąpili do Zakonu Braci Mniejszych.
„Posłał ich Pan do winnicy swojej“ (Mat. 20. 2). Nie zakopali swych talentów, ale zabrali się najpierw do gorliwej pracy nad sobą. Z pośród licznych ćwiczeń praktykowanych codziennie dla zahartowania ducha, szczególnie baczne oko mieli na umartwienie swego ciała, wiedząc, że „jak lżejsze okręty szybko żeglują po morzu, gdy przeciwnie okręty mnogimi ciężarami przyciążono toną, tak i post, lżejszą czyniąc niejako duszę naszą, sprawuje, że łatwiej morze tego żywota przebywamy“ (św. Jan Chryzostom).
Po bogobojnie odbytym nowicjacie przykładają się błogosławieni pilnie do studiów. Wyświęceni zaś na kapłanów oczekują z świętą niecierpliwością rozkazu wstąpienia na arenę, by bronić publicznie wiary Chrystusowej i nawracać błądzących na właściwą drogę. Pragną sformować silne kadry świeckich wyznawców Jezusa, by w czasie prześladowań gotowe były wyrzec: „Wolę raczej w tej chwili ponieść śmierć na chwałę Boga, niż od katolickiej wiary słowem lub czynem oddalić się choćby na włos“ (św. Mikołaj z Gorkum).
I przyszła to błoga, sposobna chwila do urzeczywistnienia pięknych zamiarów. Wyruszają świeci mężowie z wielką radością apostołować wśród wiernych i niewiernych, gorliwie wyrywają chwasty i obficie pełnymi dłońmi sieją ziarno słowa Bożego. Agatangelus coprawda skierował swe kroki do Syrii, a Kasjan do Asyrii; atoli dziwnym zbiegiem okoliczności zeszli się znowu w Kairze. Zdarzenie to poczytali jako znak Boży, jako życzenie Pana, aby razem pracowali w winnicy Pańskiej. Poświęcają się przede wszystkim ewangelizacji błądzących koptów, chrześcijańskich potomków starożytnych Egipcjan. Na tym polu misyjnym wyróżnił się szczególnie Kasjan, który doskonalej władał wschodnimi językami, aniżeli jego współbrat. Niezwykle intensywna praca apostolska, podjęta z miłości ku Chrystusowi i biednym duszom ludzkim, wydała piękne owoce. Prócz potężnej armii nowonawróconycli schyzrnatyków zdołali błogosławieni misjonarze pozyskać zapewnienie porzucenia schyzmy nawet od samego patriarchy koptów, który tego na razie publicznie nie uczynił z naturalnej obawy ludzkiej.
Całkiem odmiennie powiodło się mężom Bożym w Abisynii. Nienawistny, a może więcej zazdrosny metropolita schizmatycki, wszczyna prześladowanie, a schwytawszy błogosławionych szermierzy sprawy Chrystusowej, skutych w kajdany wtrąca do więzienia. Później wśród lipcowego skwaru słonecznego wlecze ich do domiar przed oblicze negusa Etiopii. Nie ulękli się dwaj franciszkańscy nieustraszeni bojownicy Chrystusowi katuszy, nie struchleli przed obliczem władcy Etiopii, lecz spokojnie i pewnie wyznali swoje „Wierzę “. Takie były słowa Kasjana przed królem: „Pragniemy żyć i umierać jako dzieci katolickiego, apostolskiego, rzymskiego Kościoła, poza którym nie ma zbawienia. Nie chcemy wykupić życia haniebnym odstępstwem. Nie chcemy honorów i bogactw, jakie nam ofiarujecie za cenę naszej duszy nie śmiertelnej “. Odważni wyznawcy zostali skazani na śmierć przez powieszenie. Kat, wykonujący wyrok, oglądając się za powrozami, usłyszał równocześnie obu misjonarzy: „Jeśli potrzebujecie powrozów, to weźcie nasze paski“. Tak się stało. Dusze ich uwolnione z więzienia tego ciała, poszły w krotce do Chrystusa. Działo się to dnia 7 sierpnia 1638 r. Pius X zaliczył ich do Błogosławionych.
Zastanawiając się nad odważnym wyznaniem naszych misjonarzy błogosławionych i nad ich przywiązaniem do Kościoła katolickiego, nasuwają mi się myśli o tym tak jedynym stanowisku naszego rzymsko-katolickiego Kościoła. Nasz Kościół katolicki jest jedynie zbawiający, ponieważ Chrystus założył tylko ten Kościół, by przezeń doprowadzić wszystkich ludzi do szczęśliwości wiecznej. Zawsze Chrystus mówi o jednym tylko Kościele: „Na tej opoce zbuduję Kościół mój“, „kto nie słucha Kościoła...“; „będzie jedna owczarnia i jeden pasterz...“ Kościół sam siebie by zdradził, gdyby uznał jeszcze obok siebie inne kościoły. Słusznie więc ci dwaj błogosławieni męczennicy tak gorliwie walczyli dla Kościoła. — Idź i czyń podobnie.
Kościół katolicki jest jodynie zbawiający jako ciało Chrystusowe. On jest mistycznym ciałem Chrystusa, wcielonej drugiej osoby Trójcy świętej. Czy do jednej głowy można sobie pomyśleć więcej ciał'? Byłoby to nie bardzo możliwe. Ponadto celem Kościoła jest doprowadzić ludzi do Boga. Jest tylko jeden cel, więc nie może być dróg, które, jak kościoły niekatolickie, w różnych kierunkach się rozchodzą a jednak chcą prowadzić do tego samego celu. Za Chrystusem powtarza Kościół katolicki: „Jam jest dorga!“ (Jan 14. 6). — Idź wiernie tą drogą!
Kościół katolicki jest jedynie zbawiający dla wszystkich. Do niego odnoszą się słowa: „W żadnym innym nie ma zbawienia“ (Dz. ap. 4. 12). To znaczy: Kto osiągnie szczęśliwość, osiągnie ją przez Kościół, będąc członkiem Kościoła albo należąc doduszy jogo. Kto bez winy nie należy do widzialnego Kościoła, jak innowiercy i poganie, osiągnie zbawienie przez Kościół, jeśli żyje według swego sumienia. — Wesel się z przynależności do Kościoła, a módl się za nienależących do niego!
Szkoła Seraficka, 1937, R. 12. Z.8. str. 237-240