ŻYWOT Ś. ARNULFA BISKUPA Z MECU, pisany od jego towarzysza,
który wspomina Paulus diaconus in Gestis Mongobardoruin lib.
6. r. 5. i u W. Bedy tomo 3. Żył około R. P. 630.
Arnulfus zacnego i przedniejszego domu we Francyi, był człowiek w stan świecki i majętność wielki, ale w wierze Chrystusowej większy. Jego żywota rzeczy znaczniejsze wypiszę, których sam świadomy jestem, a inne mam od jego innych towarzyszów. Pustelnik niejaki człowiek Bogu oddany, Stefan, który był z Włoch do Francyi na żywot spokojny zaszedł, gdy Arnulfa jeszcze niemowlęciem ujrzał, Duchem św. o nim rzekł: Iż to dziecię na wielkie urzędy i zacność przyjdzie, a u Boga i ludzi wielkiem będzie. Młodzieniec potem z niego był do dobrego skłonny, dowcipny i uczony, a wszystkim bardzo miły. Lat dorósłszy, dany był Gundelfowi królewskiemu namiestnikowi i sprawcy królestwa wszystkiego; który dobrze doznawszy cnót jego, oddał go ku posłudze królowi Teodobertowi. Zalecił się Arnulfus najprzód męztwem wielkiem, biegłością w rzeczach rycerskich i sławą, tak, iż wiele nieprzyjaciół od królestwa odganiając, i wiernie Rzeczypospolitej służąc, stał się najwyższym u króla, ten, co był za najmniejszego oddany. Sześć państw i prowincyi, z których teraz każda ma swego rządcę, on sam sprawował, i wedle zdania swego rządził, a w tem wszystkiem Boskich rzeczy nigdy nie opuścił; na modlitwie i postach przebywał, jałmużny wielkie czynił i podług pism a dawał, co cesarzowi to cesarzowi, co Bogu to Bogu.
Za przymuszeniem rodziców i przyjaciół, wziął żonę z wielkiego domu, panienkę dobrych obyczajów, z którą mu Pan Bóg dał dwóch synów. Gdy tedy tak na świecie kwitnął, o końcu swym i rzeczach wiecznych myśląc, serce się jego wszystko do klasztoru i opuszczenia, a wzgardzenia próżnością świeckiej obracało. Był na dworze królewskim znaczny i sławny pan, niejaki Romerykus, temu się Arnulfus zwierzył z przedsięwzięcia swego; a on mu zaraz obiecał pomoc onego towarzystwa, i zmówili się na pewny czas, którego mieli one słowa Pańskie wypełnić: Idź, przedaj wszystko, co masz i pójdź, naśladuj mię, a skarb w Niebie mieć będziesz. I już się byli do klasztoru Liryńskiego iść, tam kapicę wziąść i mnichami zostać, zmówili, aby dla Chrystusa wszystkie dostojności i świecką sławę wzgardzić mogli. Ale P. Bóg na woli ich nie przestając, a do innego czegoś je wiodąc, wykonać im tego nie dopuścił, aby one świece lepiej świeciły na lichtarzu. Bo tym czasem umarł Mecki biskup, i głosem jednym wszyscy wołali, aby im Arnulfa rządzącego królestwo za biskupa dano. On widząc wolę Bożą, a chcąc dobrem sercem służyć Panu Bogu, z płaczem biskupstw o przyjął; przy którem z urzędów się świeckich i sprawowania wszystkiego królestwa wymówić nie mógł. Na biskupstwie przyczynił mu P . Bóg cnót kapłańskich i duchownych wiele. Tak się stał jałmużnikiem wielkim, iż zdaleka do niego ubodzy biegli, i we wszystkich dobrych uczynkach kwitnął. W przyjmowaniu pielgrzymów, a zwłaszcza zakonnych ludzi, wielkie miał miłosierdzie sam im nogi umywał, sam je karmił i odziewał. Posty też długie i ciężkie czynił, czasem trzeciego dnia chleb tylko jęczmienny jadł, a wodę pił; tajemnie włosiennicę nosząc, ciało swe trudził, a czujności i niespania na modlitwy obracając, trapił ciało swoje. W stanie onym żył, jako który mnich, ten, który już był sercem dawno wszystko opuścił; miłować nic na świecie nie mógł, jedno to, co go z Panem Bogiem jednoczyło i w nabożeństwie ku niemu bogaciło.
Świątobliwość jego cudam i niektóremi P. Bóg wsławić raczył; bo czarty po wielekroć z ludzkich ciał wyganiał. Baz już za króla Dagoberta, gdy był na dworze jego jeden trędowaty, zawołał na niego, prosząc o suknię i żywność a on go kazał do domu swego prowadzić, aby mu sam wedle zwyczaju służył. A gdy go spytał, jeżeliby ochrzczony był? (bo w idział człowieka postronnego) powiedział, a kto ze mną wzgardzonym tę łaskę uczynić miał? i gdy go nauczywszy wiary w Jezusa Chrystusa, ochrzcił swoją ręką wnetże dwojakiego zdrowia dostał, a trąd z niego opadł. Miał niektórego obmówcę, który uwłoczył sławie jego, niejakiego Nodda, człowieka złego, który mówił: Co to za sługa Boży, ten rozkoszny i rozpustny biskup, wszak przy jego łóżku nie tylko król, ale królowa siada, w nocy do niego w rzeczy nad radę chodząc. Cierpiał to skromnie mąż święty, ale P. Bóg zemścił się w sprawiedliwości swej krzywdy jego; bo z towarzyszem swym, który mu onej obmowy pomagał, gdy się jednej nocy układli, ogień się w pościeli i w szatach ich zajął; rzucili się do wody, ale przecię koszule na nich gorzały, a nic nie pomogła woda. Uciekali w wodę, i w błocie się walali, ale i to nie pomogło, a najwięcej członki ich wstydliwe on ogień żarł. Słusznem karaniem Boskiem tern karani, w czem niesłusznie świętego obwiniali; i gdy on ogień ucichł, krótko potem na grzechu pojmany, gardło dał on obmówca z synem własnym.
Gdy już Arnulfus wszystkie skarby swoje na ubogie wydał, a nic mu nie zostawało, tylko jedna misa wielka srebrna, kupił ją u niego Hugo wojewoda, dając ubogim tyle, ile misa warta była; którą gdy poznał, iż biskupa była, przydawszy 100 złotych, odesłał ją do biskupa; tak i ubodzy mieli, i misa się na jałmużnę dana, wróciła. Przyszedł czas, gdy się Arnulfus św. na pierwsze myśli swoje wrócił, i opuściwszy do końca wszystko, jako był pierwiej chciał, niżeli biskupem został, pragnął jakiej komórki, w której by się zamknąwszy od świata oddalił, a samej bogomyślności i potrzebom duszy swej, złożywszy wszystkie czci, dostojeństwa i zabawy, służył. Już się często schraniał od króla i ludzi innych, na wsi w komórce zamykając się, a żywota onego tak pożądanego kosztując; ale pokoju przecie
nie miał. Przetoż począł króla pilno bardzo prosić, aby go od wszystkich spraw i rady swej wolnym uczynił, a biskupstwo komu innemu takiemu dał, któryby ludowi Bożemu pożyteczniejszy był, czując się niegodnym i grzesznym.
Król Klotaryusz, (albo Lotaryusz) przywieść się do tego nie nadał, i gdy mu raz o to list napisał, wpadł król w wielki smutek, bo wiedział, jaką mądrą i uprzejmą, a życzliwą radę i pomoc do sprawowania królestw a z niego miał; i odpisał mu w te słowa: Co piszesz panie i ojcze, abym innego biskupa na twe miejsce dał, tego my żadną miarą uczynić nie śmiemy; ale się z nabożeństwa twego, które rozumiemy, iż z upodobaniem Boskiem jest, kochamy; i frasowalibyśmy się, gdybyśmy nad nadzieję naszę, na obecności twej osierocieć mieli; owszem panie i ojcze, jeżelibyś za jakiem nabożeństwem, dla czynienia dobrych uczynków, gdzie jechać myślił; prosim dla Boga, abyś tego bez przyzwolenia naszego nie czynił, a n as nie opuszczał. Bo go tak ten król miłował, iż gdy syna swego Dagoberta na państwo wsadził, jemu wszystkiego królestw a sprawę i samego syna w naukę dał. I wychował go Arnulfus tak przystojnie, iż między Francuzkimi królami ledwie mu który równy był. Gdy tedy król Arnulfowi ś. jego myśli, aby nie szedł na żywot pustelniczy, odradzić nie mógł, jako był król mądry, odstraszyć go chciał; i rozmawiając raz z nim, mówił z gniewem: Jeżeli zemną nie zostaniesz, synowi twemu za oddaleniem się two jem głowę uciąć każę. A święty Arnulfus rzekł: Żywot syna mego w ręku jest Boskich, ale ty żywot stracisz, jeżeli niewinnego zabijesz. Tedy król zapalony gniewem, do miecza się porwał; a biskup mężny, miecza się królewskiego nie przeląkłszy, rzekł: Co czynisz nędzniku, takli za dobre złem płacisz? otom gotów! utop ten miecz we mnie! jako głęboko chcesz; ja z woli Boskiej i dla tego, który mi żywot dał i dla mnie umarł, umrzeć się nie boję. W tern jeden pan króla upamiętywał, mówiąc, nie czyń tego czem, sam sobie więcej zaszkodzisz, nie widzisz, jako ten męczeństwa pragnie? bój się słudze Chrystusowemu krzywdy czynić.
Temi się słowami ujął król i postrzegł, a w tem królowa przyszła, i oboje znając przewinienie swoje, upadli do nóg św. Arnulfa, z płaczem go prosząc, aby im odpuścił, a zmiłował się nad nimi; i mówił król: Już idź panie na puszczę, gdzie chcesz, tylko niech cię łaskawego mamy, bośmy cię bez przyczyny ukrzywdzili. A święty z wielką chęcią królowi odpuścił, i mile się rozstając, gdy z placu wychodził, znalazł wielką liczbę ubogich, chorych, ułomnych, wołających na się: A gdzie idziesz ojcze i dobrodzieju nasz, komu nas zostawiasz, kto nas karmić będzie; od głodu i zimna poumieramy; prosimy, nie opuszczaj nas. A on łagodnie im mówił, iż mieć opiekę Boską nad sobą będą, i pasterza takiego, z którego pocieszeni zostaną; tylko żeby pierwiej królestwa Bożego szukali, a onego wiecznego głodu i nędzy uszli, i za jego prośbą, od króla dane jest biskupstwo tego świętego, człowiekowi Goerykowi Abbowi.
Gdy się on Romerykus, który z nim zaraz do klasztoru Liryńskiego wnijść miał, o Arnulfowem odjechaniu dowiedział, przyjechał do niego i tegoż mu towarzystwa mąż u świata wielki i bogaty, pomoc obiecał, aby na puszczy z nim został. Nocy onej, po której wyjechać mieli, gdy ś. Arnulfus Psalmy odprawował i modlitwy, królewski się pałac zagorzał, i z niego ogień na miasto rzucił się. Trwoga wielka, niebezpieczeństwo i wołanie po wszystkiem mieście było; my to słysząc, rzuciliśmy się w dom biskupi; a Romerykus wziąwszy biskupa za rękę, mówił: Owo konie gotowe, jedźmy w drogę naszę, aby tu nas co nie spotkało złego w tym ogniu. A biskup rzekł. Nie tak synu miły, wiedźcie mię do tego ognia i postawcie mię blizko; jeżeli chce Pan Bóg, abym zgorzał, oto mię w ręku ma. I takieśmy uczynili; skoro do ognia onego straszliwego przyszedł, upadł na modlitwę i my z nim, a wstawszy krzyż św. uczynił nad ogniem i wnet ogień się wracał, i prędko ucichł. A my już bezpiecznie Jutrznię odprawiwszy, układaliśmy się, chwaląc P. Boga. A jeden z braci naszych, nocy onej widział na Niebie krzyż ognisty, i głos słyszał: Nocy tej tym krzyżem Arnulfus miasto od ognia wybawił.
Tedy biskup święty pięknie rozdawszy wszystko na ubogie, i w ubóstwie prawie nagi zostając, puścił się na pustynię z niektórymi mnichami i z Romerykiem. Nabrał też nieco trędowatych i ubogich z sobą. Tam on wolny od świata i Anielski żywot wiodąc, a na bogomyślności duszę pociechami Niebieskiemi tucząc, i pokuty rozmaite, a trudzenia cielesne czyniąc, kończył ostatek dni swoich. Ubogim onym sam służył, sam czasem jeść warzył, sam je obmywał i łóżka ich słał. A gdy się przybliżył czas jego przeniesienia, i już chorobą ściśniony, koniec swój widząc, rzekł do Romeryka człowieka bardzo nabożnego: Najmilszy i Bogu miły towarzyszu, módl się za mnie do Chrystusa, bo jestem człowiek grzechami obciążony, i przy zakonnikach onych, a śpiewaniu i czytaniu Ewangelii, z ciałem się tem rozwiązał, R. P. 640.
W rok potem Goerykus, który na jego biskupstwo nastąpił, z księżą i ludem do miasta przenieść chciał z wielką czcią ciało jego. Czuli wszyscy woń dziwną z ciała, a gdy przyszli w drodze z ciałem do jednej wsi i kościoła, (w którym już umarły leżał Kunita niejaki, człowiek kazirodztwem pomazany, którego ś. Arnulfus często upominał, aby z grzechu onego powstał) ciała w on kościół wnieść żadną miarą nie mogli, a iż już był wieczór, nie wiedzieli, co za przyczyna, i gdzie się z niem obrócić; lecz domyślił się Noddo książę przyczyny, i rzekł: Nie chce z tym kazirodem ś. biskup nocować; jest bliska wieś tu moja, nie mam czem tak wiele gości przyjąć, piwa tylko jest beczułka, wszakże jedźmy tam; i wszystek się tam lud obrócił, dokąd prędko przeszli. A Noddo rzekł z wiary wielkiej: Już św. Arnulfus częstować swych gości będzie; i pili ono piwo wszyscy, a wypić go nie mogli, i nazajutrz go jeszcze zostało. Z wielką czcią miasto Metys przyjęło biskupa swego; gdzie ślepa jedna u ciała jego w ten dzień oświecona jest, i inni potrzebni biorą tam u jego grobu pociechę, przez Jezusa Chrystusa Pana naszego, któremu służy chwała na wieki, z Ojcem i Duchem ś., Amen.
Obrok
Duchowny.
W dziejach biskupich kościołach Meteńskiego taka się historya pisana, jako mniema ich wiele, od Pawła dyakona, o tym ś. znajduje. Gdy w leciech młodszych pokutę za grzechy czynił, jadąc przez rzekę Mozellę, z natchnienia Boskiego wrzucił w nie pierścień, mówiąc: Po tem poznam, iż mi Pan Bóg grzechy moje odpuścił, gdy ten pierścień do ręku moich przyjdzie. I gdy już był biskupem, rybę mu przyniesiono, w której sługa on pierścień znalazł. Dziękował P. Bogu biskup, a jednak pokuty przyczyniał, więcej daleko niż pierwiej. Z czego jest nauka, jako P. Bóg swych cieszy, którym takie przywileje za osobnym darem daje. Acz w pospolitem nabożeństwie, pragnąć nam takich cudów nie potrzeba; gdyż pożyteczniej nam jest o tem wierzyć, niźli wiedzieć. Bo jako o jednym piszą, który się też tego upominał, i prosił usilnie u P. Boga, aby mu oznajmił, jeżeli on jest między wybranymi; ten usłyszał głos: A cobyś czynił, gdybyś to wiedział? Rzekł: Czyniłbym wielką pokutę. Odpowiedziano mu: Czyńże teraz, o term nie wiedząc, a poleć to Bogu i skrytym sądom jego, w których on tobie krzywdy nie uczyni, ale gdy czynić będziesz co on kazał, pewnie on uiści, co tobie obiecał; bo choćbyś i wiedział, pokutę jednak powinieneś czynić, tak, jako Dawid, Paweł święty i Magdalena wiedząc o odpuszczeniu grzechów swoich, wielkie pokuty czynili
2. Tamże o tym świętym piszą, iż gdy się stał wielkim jałmużnikiem, a majętności swoje co do świata nieco utracał, ale Bogu zyskował; wezwawszy synów swoich, upominał ich, aby mu odpuścili, iż im nic nie zostawi, a ubogim, kościołom i klasztorom wszystko dla odpuszczenia swoich grzechów rozda, obiecując im od Chrystusa nagrodę. Jeden z nich Klodulfus zezwolić na to nie chciał, części swej od ojca czekając. A drugi Anchizus, mając w obietnicy ojcowskiej i w Chrystusie nadzieję, rad na to zezwolił. Za co mu ojciec bardzo dziękował i rzekł: Ty będziesz miał więcej, niżelim ja tobie zostawić mógł i niżeliś opuścił; i dał mu błogosławieństwo, i na wszystko potomstwo jego, co się potem ziściło. Anchizus stał się nie tylko bogatszym, ale tak wielkim, iż się na jego potomstwo królestwo Francuzkie obróciło. Bo Anchizus syna miał Pipina ojca Wielkiego Karola. I tak ś. Arnulfa Bóg uczcił jako Abraham a, iż z potomstwa jego królowie wyszli; nie tylko wieczne na Niebie, ale i świeckie mu błogosławieństwo zostawując na ziemi. Przetoż wiele królów Francuzkich przy grobie się jego jako przodka swego kłaść kazali. Masz temu rzecz podobną wyżej, przy Janie św. jałmużniku.
