2. Czerwca.
Żywot świętej Blandyny, panny i męczennicy
We wojnie cesarza Marka Aureliusza przeciwko Markomanom (164 r.) wojska jego zupełnie nieprzyjaciel otoczył i naraził je na wyczerpanie sił z powodu wielkiego braku wody wśród okropnych upałów. Żołnierze chrześcijańscy w wojsku cesarskiem błagali na klęczkach Boga o zmiłowanie i ratunek. W tem spadł deszcz rzęsisty po stronie Rzymian, a burza rozsrożyła się nad wojskiem Markomanów i ponieśli klęskę w bitwie. Skutkiem tego zwycięztwa niespodzianego nakazał cesarz, aby chrześcijan nie prześladowano. Za to tem zaciętszymi stali się kapłani bogów pogańskich, że rozkaz cesarski pozbawiał ich radości i widoku męczonych chrześcijan i krwi ich rozlewanej po miejscach tracenia. Z tego powodu podburzali lud niegodziwemi oszczerstwami miotanemi na chrześcijan. W Lugdunie i Vienne we Francyi najwięcej lud się dał obałamucić. Żył tam naówczas biskup święty Pontinus, który wielce się starał o rozwój gminy chrześcijańskiej.
Zdarzyło się, że w nieobecności namiestnika cesarskiego podburzony przez kapłanów pogańskich lud napadł na chrześcijan, zburzył ich mieszkania, kobiety i mężczyzn wlókł po ulicach, tak samo dzieci i starców, najokropniej znęcał się nad wszystkiemi a więzienia zapełniał męczonymi w ten sposób. Kiedy namiestnik powrócił, spotwarzano chrześcijan przed nim, zarzucając im, że popełniali niegodziwości. Namiestnik, i tak już będąc nieprzyjacielem chrześcijan, kazał uwięzionych zaprowadzić na plac publiczny i tam ich jeszcze obrzucał obelgami, co lud jeszcze więcej przeciwko nim wzburzało. Vettius Egapatus, znakomity młody Rzymianin, przerwał obelżywe słowa namiestnika zapytaniem: ,.Cóż ci chrześcijanie takiego uczynili, że się tak srożysz przeciwko nim? Wymień ich wykroczenia, a ja ci dowiodę, że są niewinnym i najwierniejszymi poddanymi cesarza." Lud oburzony tą mową odpowiedział okrzykami złości, a namiestnik zapytał groźnie: ,,Czy jesteś chrześcijaninem" Vettius odpowiedział z zapałem: ,,Tak, jestem nim!" Wtedy namiestnik zaczął znów chrześcijanom grozić, a lud zaczął skłaniać namiestnika, aby groźby w czyn zamienił. Nagle nastało milczenie: kilku uwięzionych chrześcijan zastraszonych temi groźbami wystąpiło zwolna przed namiestnikiem i wyparło się wiary świętej. Reszta oddała się wielkiemu smutkowi z tego powodu. Zaprowadzeni znów do więzienia, tem więcej zachęcali się wzajemnie do wytrwałości i stałości. Razem z nimi kazał ów namiestnik wziąć także do więzienia pogańskich sług i dziewczyny i brać ich na tortury, aby od nich uzyskać wszelkie pożądane świadectwa przeciwko chrześcijanom.
Pomiędzy tymi chrześcijanami uwięzionymi razem z biskupem znajdowała się i Blandyna, młoda służąca, bardzo piękna z twarzy i postawy, ale drobna i słabowita. Pani jej i inni chrześcijanie drżeli z obawy, aby ona przy pierwszych torturach nie uległa; poganie nawet nie wątpili, że Blandyna zaprze się Chrystusa na pierwszy widok narzędzi do tortur używanych. Z tego powodu zaprowadzono ją pierwszą na plac wzięto ją tam na tortury coraz boleśniejsze. Atoli potęga łaski Bozkiej zajaśniała w całym blasku. Słaba ta służebnica stała się bohaterką, znosiła cierpliwie wszelkie tortury od rana do późnego wieczoru; zmęczeni siepacze kilkakrotnie się zmieniali, ale ona była silną. Przypatrujący się katuszom lud wołał: ,,nie pojmujemy, jak ona jeszcze żyć może po tych wszystkich mękach, kiedy każda z nich była już tak silną, że ją zabić była powinna." Blandyna przez cały dzień na wszystkie zapytania odpowiadała ,,jestem chrześcijanką, a my nic podłego nie czynimy." Poraniona na całym ciele, mając poprzekręcane członki, zawleczoną została po tych mękach do jak najbrudniejszego więzienia, gdzie jej wsunięto nogi, ramiona i szyję we wyżłobione otwory przyrządu torturowego i tam ją pozostawiono na całą noc.
Nazajutrz zawleczono ją znów na plac i kazano jej się przypatrywać, jak kilku chrześcijan na śmierć było męczonych, ale jej odwaga nie znikła. Wtedy przywiązano ją z rozciągniętemi ramionami do słupa i wypuszczono trzy głodne i dzikie lwy, aby się nad nią pastwiły; ale dzikie zwierzęta okazały się o wiele łagodniejszemi od ludzi i nie ruszyły jej, nawet pokładły się u nóg jej. Następnego dnia znów ją wywiedziono na plac, gdzie tracono chrześcijan; po każdem zamęczeniu chrześcijanina zaprowadzono ją przed posąg bożka i kazano jej cześć oddać bałwanowi, ale ona zawsze była niewzruszoną, dodawała otuchy współwięźniom, a błogosławiła umęczonych. Dnia szóstego, kiedy ostatniego więźnia zamęczono, a Blandyna tylko jeszcze pozostała, zabrano się i do niej; nasamprzód ją biczowano, dopóki nie zemdlała, potem ją osadzono na żelaznem rozpalonem krześle, a potem na pół upieczoną obwinięto siecią i rzucono przed rozjuszonego byka dzikiego, który ją rogami do góry podrzucał. Wszakże i tym wszystkim mękom Blandyna nie uległa, żyła, ale ani jęki nie wydała. Sędziowie, nie wiedząc sobie rady, kazali jej nareszcie głowę uciąć. Stało się to roku 177.
Blandyna święta w Kościele katolickim po wszystkie czasy czczoną będzie; Kościół św. daje tem dowód, że uznaje tylko prawdziwą zasługę i cnotę, a nie ma względu na to, czy człowiek jest wyższego czy niższego pochodzenia.
Nauka moralna.
O łasko Bożka! ty jesteś słodkiem, miłem i znaczenia pełnem słowem. Łaski! woła głodny żebrak, tak samo i znużony podróżą wędrowiec u drzwi człowieka miłosiernego. Łaski! odzywa się z westchnieniem opuszczona sierota, oraz wdowa ze sercem strapionem. Łaski! woła skruszony i w pokorze się udający syn do rozgniewanego ojca. Łaski! z jaką to radością słucha tego słowa winowajca na śmierć skazany, lub z ojczyzny wydalony, jeśli ułaskawienie od króla wychodzi. Wszystko to jest cennem dla człowieka — o ile zaś cenniejszem jest słowo: Łaski! keżeli Bóg dla nas staje się łaskawym.
Łaska Bożka jest wewnętrznem nadprzyrodzonem objawieniem się Boga wobec człowieka, która rozum jego oświeca i czyni zdolnym do pojmowania, czem jest właściwie Bóg, jako najwyższe dobro, a czem grzech, jako największe złe — która wzmacnia naszą wolę, że poznawszy złe, zdolni jesteśmy je zwalczać i tylko to miłować i tego tylko pożądać, co jest nadprzyrodzonem, czego oko nie widziało ani ucho nie słyszało, a czego serce nie doznało tu na świecie.
Jest ona Bozką siłą, uzdalniającą do czynienia tego, co jest dobrem, co się Bogu podoba i co jest godnem wiecznej szczęśliwości; — siłą Bozką taką, że za jej pomocą zdolni jesteśmy walczyć przeciwko sobie samym i pokonywać wszystkie przeszkody, odwodzące nas od zbawienia; — siłą Bozką, która nam pozwala chronić się przed pociskami, mieczami i wszelką bronią, zagrażającą nam śmiercią; — siłą Bozką, która nam pozwala stawać się panami wszelkich namiętności i chuci cielesnych. Boże, jakże drogą i wzniosłą jest łaska Twoja, która jest wypływem kochającego serca Twojego i dla tego porównaną być nie może z doczesnemi skarbami świata, ani nawet z doskonałością jaką posiadają aniołowie! Przyczyną, dla której Bóg najmiłosierniejszy ze szczodrobliwością bez granic rozdziela wśród nas te drogie dary łaski Swojej świętej, jest ofiara na krzyżu poniesiona przez Jezusa Chrystusa, albowiem grzech zamknął Niebo przed nami, a ani świętość, ani sprawiedliwość Stwórcy nie mogła się połączyć z człowiekiem grzechami obciążonym, aby mu udzielić tej miłości nadprzyrodzonej, czyli tej łaski Bozkiej; jedynie Jezus urodzony z Najczystszej Dziewicy Maryi otworzył nam znów Niebo, poniósłszy ofiarę krwawą za grzechy nasze. Tym sposobem pojednał nas znów z Bogiem, tak, że teraz za pomocą Chrztu św. staliśmy się znów godnym i łaski, która też obficie na nas spływa.
Szanujmy zatem tę łaskę Bozką nade wszystko i utrwalmy w duszy słowa biskupa pobożnego, Konrada
Marcina z Paderbornu, który tak mówi: ,,Wszystkie łaski Bozkie, są cenną za cierpienie i śmierć Jezusa Chrystusa, a do każdej łaski, jaką otrzymujemy od Boga przylega niejako kropla krwi Jego najdroższej."
Modlitwa.
Ciebie Boże błagamy, racz nam
za wstawieniem się Blandyny świętej
męczennicy dać wiernie wytrwać w nauce
naszej Wiary świętej, zgłębić
ją należycie, abyśmy czynami dowiedli,
że wiary tej godnymi jesteśmy.
Przez tegóż Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Amen.