Ks. Piotr Skarga: Żywot św. Efrema, Diakona i Doktora Kościoła (18 czerwca)


ŻYWOT Ś. EFREMA DYAKONA I STAREGO DOKTORA, a w leciech
Bazylemu Wielkiemu równego, pisany od Metafrasta i innych.
Żył około Roku Pańskiego 168.

Urodził się ś. Efrem w mieście Nizybie, z rodziców chrześciańskich od których na naukę dany, wielce się w Piśmie ś. i czytaniu jego kochać począł z młodości, i z niem zaraz we wszystkich cnotach chrześciańskich rósł. Uczniem był i wychowańcem onego wielkiego Jakóba biskupa Nizybu, i nie tylko nauki jego, ale i świątobliwości dziedzicem został. Przywykł z lat młodych wielkim postem, niespaniu, na ziemi leganiu, ubóstwu, tak, iż nigdy własnego mieć nic nie chciał; w miłosierdziu łaskawości i w innych doskonałych chrześciańskich kwitnął. Między innemi darami Bożemi, miał wielką naukę Pisma ś., z której hojnie bliźnim pożytek zbawienny czynił. Powiadał sam o sobie, iż będąc małym w leciech, widział takie widzenie. Z języka jego wyrosło drzewo winne, a na niem wiele słodkich jagód, których wszyscy ptacy pożywali. A im więcej ich zbierali, tem więcej jagód przybywało; to się na nim znacznie wypełniło; bo mu Pan Bóg w Piśmie ś. takie oświadczenie i pomnożenie rozumu dawał, iż więcej do głowy przychodziło, niźli usty wymówić mógł; chociaż był języka wymownego bardzo, a słowa mu jako z rzeki woda z ust jego płynęły. I przeto czasem do P. Boga mawiał, gdy mu bardzo hojne rozumienia i rozrywki przychodziły: Pohamuj Panie źródła łaski twojej. Bo onej głębokości nauki, i hojnego płynienia jej, język już zdołać nie mógł; wszakże w piśmie swem, które zostawił, częstokroć zaniechywając głębokości rozumienia, więcej się bawił na pokazaniu srogości sądu Bożego, wielkości grzechów naszych prawej i potrzebnej skrusze, sam od siebie poczynając, grzechy swoje żałośnie wszędzie w piśmie swem opłakiwał, i drugim do tego przykład dając, to najwięcej w serce wraża. Jakoż był wielce sam u siebie nizkim i prawie pokornym a ku bliźniemu bardzo miłosiernym i łaskawym.

A bojąc się, aby sobie ludzkiem towarzystwem bogomyślności nie ujął, większą część żywota swego na puszczy strawił ludzką czcią, i tem, czego świat pragnie, gardząc, i sobie to za nic mając; wszakże natchniony Duchem ś. często do miasta dla nauki ludzkiej wychodził, sam się też chcąc z towarzystwa i rozmowy ludzi pobożnych, i w duchu Bożym pomnożonych, w cnotach większych ubogacić. Czasu jednego- chcąc wynijść z pustyni do miasta Edessy, prosił P. Boga, aby trafił na takiego człowieka, z którymby mógł rozmowie się o rzeczach duchownych, ku zbudowaniu duszy swojej; i skoro w miasto wszedł, spotkał niewiastę; a zdumiawszy się na to, iż go P. Bóg nie wysłuchał, ale mu coś przeciwnego podał, pocznie na onę niewiastę patrzyć; a ona też oczy swe weń tak wlepiła, iż ich spuścić z niego nie chciała. Tedy Efrem chcąc do wstydu niewiastę onę przystojnego przywieść, rzecze jej: Czy nie wstyd ci na męża tak bezpiecznie patrzyć? A ona mu odpowie: Mnie nie dziw, iż ja z męża uczyniona na męża patrzę; ale tobie przystojniej, w ziemię raczej, z którejś uczyniony, a niźli na mię patrzyć. To usłyszawszy Efrem, dziwi się sprawie Bożej, i dziękować onej białogłowie za naukę pocznie; a serce do Pana Boga obróciwszy, wychwalał mądrość Bożą, iż ze złego, a tam gdzie się nie spodziewał, duchowny mu pożytek uczynił.

Potem po kilku dniach, warzył sobie jeść w gospodzie swej: a podle mieszkająca druga niewiasta (okienko na on plac, gdzie sobie warzył ś. Efrem, mając) pocznie nań bez wstydu onem oknem patrzyć. Szatan ją jako swoje naczynie na świętego, jako drugą na Adama naprawił; a patrząc długo, rzecze niewstydliwa na śmiech: Błogosław mi ojcze ś. A Efrem obróciwszy się do niej, z oną nabożną i czci godną postawą i osobą rzecze: Niech błogosławi ci P. Bóg. I mniemał, żeby ją już zbył; lecz ona jeszcze w okienku trwając, a niewstydliwie się śmiejąc, rzecze: Czegoć tam nie dostaje do twego obiadu? Odpowie święty: Kamienia a gliny, żebym to okienko, którem patrzysz, zalepił. A ona tem się nic nie wzruszając, większej jeszcze wszeteczności swej używać poczęła. Święty się wielce zawstydziwszy, pomyślił sobie: Jeśli djabeł ma na mię tak wiele wszeteczeństwa, najdę ja też nań z tąż duchowieństwa. I rzecze niewieście: Jeśli chcesz co mieć pójdźże tam, gdzie ja chcę; gdy ona ochotnie to obiecała, ś. Efrem rzecze: Pójdź na rynek wśród dnia. Ona to usłyszawszy, rzecze: Ale to sromota, gdyby ludzie patrzali. Z tego słowa jej, wziął święty przyczynę ukazować jej bojaźń Bożą, mówiąc: Patrz jaki jest rozum twój, oczy cię ludzkie od sprośności i grzechu twego, i wstyd ludzki odwodzi; a ono oko P. Boga twego, Aniołów i śś. Jego czystsze niźli ludzkie, a które wszędzie przez ściany widzi, a srodzej niźli ludzie karze, ukrócić cię i zawstydzić nie może, abyś takich złości przestała, o które i twoje sumienie ustawicznie na cię woła, i wiecznem ci potępieniem grozi? Na te słowa jako na jakiego piorunu trzaśnienie oczy swoje niewiasta spuściła; a w kąt do komory swej pobiegłszy, hojnie łzy wylewała, wstydząc się złości swoich; a widząc szkaradność swoją, i srogość kary Bożej nad sobą, wkrótce do świętego pokornie jako Magdalena do nóg jego przyszła prosząc, aby jej drogę do pokuty ś. ukazał. A Efrem nauczywszy ją bojaźni Bożej, do klasztoru ją między pokutnice wprawił. Tak mu się powiodło, gdy te dwie wszetecznice w mieście znalazł; z jednej wziął duchowny pożytek, a druga przezeń zbawienie odniosła; co sprawiwszy, poszedł znowu na pustynię.

Gdzie słysząc o ś. Bazylim Wielkim nazwanym, myślił sobie, coby to był za człowiek taki? i ujrzy w widzeniu słup ognisty od ziemi aż do Nieba, a głos wołający: To jest Bazyli; i gdy ku sobie przyszedł, szedł do Kapadocyi oglądać ś. Bazylego; gdzie trafiwszy do Cezarei na święto 3 Królów, ujrzy ś. Bazylego w kościele między wielkim pocztem kapłanów, ja-ko biskupa ubranego i uczczonego; i gdy zdał mu się być człowiekiem świeckim, a pompę miłującym, pomyślił sobie, próżnom się zatłukł; tenby to miał być słupem onym ognistym? Ale gdy kazać począł ś. Bazyli ujrzy z ust jego jako ogień wychodzący, i dopiero pomyśli, iż inaksze w nim jest serce a niźli się powierzchownie zda. Po kazaniu Bazyli święty z objawienia Bożego o nim w kościele wiedząc, wołać go do siebie dyakonowi, i imieniem mianować u drzwi stojącego, kazał. Na co się zdziwi Efrem. A widząc, iż Bazyli ma Ducha Bożego, szedł i z jego ręku ciało Boże wziął. Potem go Bazyli ś. puścić nie chciał od siebie, aż go dyakonem i potem kapłanem poświęcił. Jednak kapłaństwa dla wielkiej pokory swojej i uczciwości ku straszliwej ofierze nigdy sprawować nie chciał, jedno kazania z wielkim pożytkiem ludzkim czynił i pisał.

Wiele się potem do niego uczniów zeszło którym duchownych skarbów użyczał, jako dobry szafarz darów Bożych. Sama nauka rozrywała jego modlitwę, w której miał wielki dar skruszenia i płakania. Mało sypiając czuł we dnie i w nocy, na sąd się Boży w którym miał częste rozmyślania oglądając, w ubóstwie się wiele kochał, tak, samo sobie w swym testamencie mówi: Efrem nigdy nie miał ani złota, ani srebra, ani kalety, bo dobrego mistrza słuchał, tak mówiącego: Nic nie osięgiwajcie na ziemi. W pokorze był doskonały. Gdy go kto chwalił, nie tylko tego nie przypuszczał, ale się też oto gniewał, jako drudzy się gniewają, gdy się z nich kto śmieje; wnet oczy w ziemię obracał, a twarz wstydem mienił, mieniąc się zawżdy być grzesznym bardzo człowiekiem. Na testamencie swym polecał, aby go nie grzebli w kościele, ani jego ciała czem drogiem nie pokrywali.

Heretykami wielce się brzydził i mawiał o nich, iż jako wściekłe psy na swe się gospodarze targają, tak oni na swego Pana i na Matkę Kościół ś. z której się urodzili. A powiadał: Jako drzewo stare ze pnia wycięte, trudno mu zakwitnąć, tak kacermistrz trudno się nawrócić ma do katolickiej wiary; rychlej, powiada, czarta zaklniesz, niźli syna złości i apostatę na dobre namówisz. Na on czas Apolinarius heretyk, bardzo uczony, kościelną jedność targał, swój rozum i wiek aż do starości i wszystką pracę na to obracając, aby kościół Boży psował. I napisał był wiele ksiąg szkodliwych przeciw prawdzie katolickiej; a zwłaszcza dwie miał, jako skarb przeciw wszystkim katolików wojnom, o których gdy się ś. Efrem dowiedział, iż się ich swojej nierządnicy zwierzył, biegł do miasta i mądrze a ostrożnie znajomość z oną jego niewiastą zawziął: chcąc onę liszkę rozumem ułowić. I gdy pomału mu dufać ona niewiasta pocznie, on ksiąg od niej onych na przepisanie prosił; mniemając niewiasta żeby był uczniem Apollinarowym, dała mu ku przepisaniu, prosząc, aby je prędko wrócił. A on wziąwszy księgi, karty wszystkie w jedną do drugiej pokleił tak, iż się żadna otworzyć osobnie nie mogła. I gdy czas przyszedł, oddał księgi. Niewiasta w nie nie patrząc, na swe miejsce położyła. I trafiło się, że Apollinara już starego, katolicy na dysputę powabili. Gdy mu rzeczy i pamięci jako staremu nie stało, chciał na dyspucie z onych ksiąg na dowody się zdobywać; aż gdy otworzył, a jako drewno jedno tak zlepione karty znalazł, zawstydziwszy się wstał, i z sromotą swoją, a z katolicką sławą poszedł. Potem od wstydu i frasunku rychło zdechł. A Efrem ś., chwalebny i dziwny testament napisawszy, i w nim wielkie nauki, godne pilnego przeczytania, uczniom swym zostawiwszy, na ich ręku dobrze stary w leciech świata tego dokonywając, P . Bogu ducha oddał; z wielkiej a niewymownej świątobliwości żywota i nauki światu wszystkiemu znajomy, którego modlitwami, daj nam Jezu Chryste przez mękę twoją, cnót jego naśladowanie, który z Ojcem i Duchem ś. królujesz na wieki, Amen

Nauka ś. Efrema, kacerstwom dzisiejszym przeciwna

Tak dawny, tak ś. Doktor ten, katolicką naukę, i tę, którą podaje Kościół Rzymski po wszystkich pismach swoich rozsiał; które lubo nas nie wszystkie doszły, wszakże z tego, co jest z Syryjskiego i Greckiego języka przełożone, dosyć się dostatecznie pokazuje starowieczność Apostolska i powszechność nauki Kościoła Rzymskiego.

1. Bóstwa Chrystusowego, i w Trójcy s. jedynego nieogarnionego Boga, wielkim jest i nabożnym wszędzie wyznawcą, a zwłaszcza: Horn. de transfigurat. Dom. Et in ferm. de laudibus Sanctissimae Dei Matris.

2. O prawdziwem Ciele Bożem w Sakramencie tak mówi, jakoby właśnie na Zwingliany pisał: lib. de eis, qui naturam Filii Dei scrutari volunt, c. 4. Oko, powiada, wiary gdy się w sercu czyjem jaśnie oświeci, na Baranka Bożego szczerze patrzy, który za nas zabity jest, i darował nam Ciało swe ś. i niepokalane, abyśmy go ustawicznie używali, a jego uczestnictwo, stawało się nam grzechów odpuszczenie. I niżej capite 5. Czemu się badasz o rzeczach niewybadanych? Jeśli to dwornie rozbierać chcesz, już nie będziesz zwany wierzącym, ale wszystko wiedzieć chcącym. Bądź wiernym a nie niewiernym. Używaj Niepokalanego Ciała Pana twego w wierze zupełnej, pewien będąc, iż samego Baranka zupełnie pożywasz. Ogniem nieśmiertelnym tajemnice są Chrystusowe. Nie szperajże w nich upornie, abyś się w ich używaniu nie spalił. Abraham patryarcha niebieski Aniołom ziemskie dał potrawy, i jedli je; wielki to cud zaprawdę, gdy patrzał, iż oni Duchowie, nie cieleśni, mięsnych potraw na ziemi używali. Ale daleko wszystko podziwienie, wszystką mowę i myśl naszą przechodzi, co nam Jednorodny Syn, Jezus Zbawiciel nasz uczynił, ogień i ducha nam dając ku pożywaniu napoju, nam ciałem obleczonym: to jest Ciało i Krew swoją.

3. Iż święci królują w Niebie, i my ich słusznie o przyczynę wzywamy, tak mówi: Serm. de laudibus śś.
Mart. Prosimy was, prawi, Błogosławieni Męczennicy, którzyście dla Pana Zbawiciela naszego, i miłości jego, dobrowolnie i ochotnie męki podjęli, i przeto teraz jako domownicy jego, złączeni z nim jesteście, abyście się za nami nędznymi i grzesznym i do Pana wstawili, aby przyszła na nas łaska Chrystusowa, któraby serca nasze promieniem miłości oświeciła, abyśmy go z całego serca miłować mogli. Wy jesteście, prawie, szczęśliwi i przechwalebni, których Aniołowie i ludzie zgodnie wysławiają.

4. O pannie Przeczystej Matce Bożej, toż i jeszcze daleko więcej trzyma, gdy jej takie nazwiska daje, in
oratione de laudib. 9. banctissimae Virginis: Zdrowa bądź, nawróconych ucieczko, męzkiej i niewieściej płci Opiekunko, Pośredniczko przenajchwalebniejsza, i wszystkiego świata jednaczko. I na drugiem miejscu tak mówi: in Orat. ad Sanctis. Dei Genitricem: Niepokalana, nieskażona, przeczysta Dziewico, mnie złośliwego grzesznika nie oddalaj, proszę, ale tak, jakoś jest Matką Najłaskawszego Pana mego, mnie grzesznego łaskawie i moją plugawą z nieczystych ust m odlitwę przyjmij, a twego Syna, Pana mego, z łaskawej twej macierzyńskiej szczodrobliwości za mną racz prosić, aby mi też on łaskawie swego miłosierdzia wnętrzności otworzył, a mnie, nie pomnąc na grzechy moje, do upamiętania się przywieść raczył.

5. O świętach, iż się na pamiątkę świętych, obchodziły: Lib. de vera poenitentia c. 2 tak mówi: Gdy obchodzimy pamiątkę śś. wspominamy na chore i wdowy, etc

6. O czczeniu kości ich tak wspomina: Serm. de laud. Martyrum: Owo lud sławi tego, który was śś. Męczennicy ukoronował, i z wielkiem weselem stoi, około kości waszych, chcąc otrzymać błogosławieństwo, i odnieść duszne i cielesne lekarstwo. I niżej: Ja, powiada, nieudolny wziąwszy siłą z waszej usługi i modlitwy, śpiewałem wszelkiem nabożeństwem serca mego, przed świątemi kościami waszemi, pieśni i sławy waszej.

7. O jedności Kościoła Bożego tak naucza, Lib. de vera poeniten. c. 3. Krzyż powiada, Pański od wschodu słońca i zachodu, od południa i północy, zgromadził narody w jeden Kościół, w jedną wiarą, i jedną głową w miłości jej spoił

8. O Piotrze ś. trzymał. Serm. de transfigur. Domini: iż na nim jest zbudowany Kościół, gdy tak mówi, Imieniem Chrystusowem: Jeśli tu na tej górze zostaniemy, a jako się to spełni, com rzekł? a jako na tobie Kościół zbudowany będzie?

9. O znaku Krzyża ś. tak naucza: Lib. de vera poenit. c. 3. Malujmy na drzwiach i czyńmy na czołach naszych, na uściech i na piersiach, i na wszystkich członkach, ożywiając znamię Krzyża ś. bo jest Zwyciężca śmierci, wiernych nadzieja, światłość świata, wrotny rajski, zburzyciel kacerstwa. To uzbrojenie noś chrześcianinie we dnie i w nocy, na każdy czas i godziną, na wszelkiem miejscu nic bez niego nie czyń, śpiąc, i czując, jedząc, sprawując, etc. Tern członki sobie uzbrój, a złe sią do ciebie nie przybliży. Gdy ten znak mocy piekielne ujrzą drżą, i przestraszone uciekają.

10. O czystości cielesnej, i chowaniu dziewictwa, napisał kazanie: Serm: de Virginitate, w którem najpierwej, nad małżeństwo przekłada dziewictwo, z nauki Apostoła ś. Pawła. O dziewictwie, powiada, i poświęceniu duszy Paweł Apostoł, wyborny Doktor, nas upomina wszystkich, i rozumie, iż dziewiczy stan wszelkie ludzkie wysługi przechodzi, i nad świat sią wynosi; bo kto ma żonę, mówi, stara się, aby się podobał żonie; ale kto w dziewictwie trwa, stara sią, jakoby sią Bogu podobał. Staranie ono wiedzie do karania, a to dowiedzie do żywota. Błogosławiony który pilnie chce się podobać P. Bogu, a ciało swe bez skazy a zmazania zachowa, aby było czystym kościołem Chrystusowi.

11. O zarzekaniu się szatana i grzechów jego na chrzcie, tak mówi: Lib. de extremo judicio, cap. 5.  Spytają, powiada, na sądzie Bożym, o królewskim znaku (Krzyża ś.) od tego czasu jakoś katolicki Kościół, prawą wiarą naszą przez chrzest przyjął, pytać będą, jeśliś wiarą niepokalaną zachował, i pieczęć nienaruszoną, i suknią niezmazaną, według onego pięknego wyznania, w któremeś mówił: Zarzekam się ciebie szatanie, i wszystkich spraw twoich. To zarzekanie się piszą Aniołowie przy chrzcie, i upominać sią go u nas będą.

12. O kacerstwie tak mówi: Lib. de vera poenitentia: Biada tym, którzy ś. wiarą kacerstwem zmazali.

Obrok
Duchowny.

Za obrok przywiodą słowa jego o sądzie Bożym straszliwym, bo są bardzo ku zbudowaniu służące, i z wielkiem nabożeństwem pisane. Płakanie swoje o dniu sądnym takie napisał: De die judicii lamentatio. Pilny i ścisły sąd, prawi, i sprawiedliwy Sądzia, a straszliwa stolica jego przed nami. Duszo moja! pozwani do prawa, staniemy nadzy i odkryci, tam pieniądze nie pomogą, ani moc Królestwa obroni, ale wszystko sprawiedliwemi dowodami uznano będzie. O, jako to dzień ten będzie przewinionym straszliwy, gdy Bóg na sprawą zasiądzie! Staną ci, co na nas żałować będą, ukazując nam uczynki nasze, i tajemnych pilnie szukając. O jaki tam strach! Przeto upamiętaj sią duszo moja, a opłakuj złości swe póki z świata nie zejdziesz, aby cię śmierć z nagła nie zaszła. Już po śmierci pokuty nie masz, uschną łzy, a język zaniemieje, jako pisano jest: Nie masz w piekle pokucie miejsca. Czemużeś tak skłonny do ziemi człowiecze? Obróć się, a w górą sią podnieś, podejmie cię łaskawy i ludzki Chrystus. Panie Boże miłosierny i dobrotliwy, pokaż tą łaską na mnie, bądź miłościw, a broń duszą moją, dla którejś na Krzyżu wisieć raczył. Amen. I na drugiem miejscu: Lib. de judicio extremo, cap. 1. Nikt nam na on czas nic nie pomoże, jedno żywot święty, a uczynki dobre, które ztąd poniesiemy; wzdryga sią serce moje, i drżą lędźwie moje, gdy wspomną, iż się myśli nasze, słowa i uczynki, na on dzień sądny, odkryć mają. I indziej: c. 4. de vera poenitentia. O jakie będzie łkanie i nędzne płakanie, gdy na oczy widzieć będziemy z jednej strony niewymowne Królestwo Niebieskie, a z drugiej wieczne męki, piekło, a we środku ludzi narodu wszystkiego od Adama aż do ostatniego człowieka, gdy wszyscy padną na twarze swe kłaniając się, a jeszcze nie wiedząc, gdzie się kto dostanie, wszyscy oczy na ziemią spuszczą, dla wielkiej bojaźni i oczekiwania troskliwego. I niżej: cap. 8. Tedy się rozdzielą, i pójdą na drogą, z której się już na wieki nie będą oglądać; biskupi od biskupów, towarzysze od towarzyszów, etc. Królowie jako dzieci płakać będą, iż popędzą ich jako niewolników. Wzdychać będą książęta, bogaci i niemiłosierni, nago idąc, zewsząd opuszczeni, tam i sam się oglądając, ztroszczą się szukając pomocy, ale próżno; a krótko mówiąc, srodzy czarci popychać ich będą, bijąc je i biczując, wyjąc i zgrzytając zębami nad nimi. A oni się nazad obracać będą, żeby jako ujrzeć mogli ono miejsce, i radość, od której je w yganiają; i ujrzą światłość oną niewymowną, rajskie rozkoszy, i wielkie państwa, i upominki, które święci od Króla chwały odnieśli. Między którymi ujrzą swoich powinowatych i towarzyszów, i będą nędznie narzekać, i płakać, aż pomału idąc odłączeni będą od swoich znajomych i od Boga; a tani zajdą, gdzie sią już nazad obrócić, i patrzyć na oną szczerą światłość świętych nie będą mogli, i przybliżą się na ono miejsce smutku i boleści, gdzie im wieczne mąki zgotowane są. Tam ich znowu odłączą, i jednego rozsadzą od drugiego, naznaczając i ukazując każdemu rozmaite męki według zasługi jego. Etc. 7. ibid. Tam jako który zgrzeszył, tak karany będzie; inaczej cudzołożnik, inaczej poróbnik, inaczej złodziej, inaczej mężobójca, inaczej pijanica, inaczej matacz, inaczej krzywoprzysięzca. A kto nienawidzi brata swego, z czarownikiem i mężobójcą karany będzie. A kto się kacerstwem pomazał, usłyszy: Porwij niezbożnika, aby nie patrzał na chwałą Bożą. Toć są słowa tego ś. z których daj nam P. Jezu Chryste, pojąć przyszłą srogość twoją, abyśmy nie niedbale do niniejszej łaski w pokucie się uciekali.

Jeszczem i tego nakoniec zamilczeć nie chciał, co o tym ś. Efremie napisał Sosomenus w Kościelnej swej Historyi; bo rzecz jest ucieszna, i ku dobremu przykładu walczenia z namiętnościami naszemi służy. Był powiada, ten ś. Efrem, z przyrodzenia gniewliwy, i dla tego na pustynię wychodził, aby go kto gniewliwym nie widział, a przyczyny do gniewu nie miał. Jednego dnia (gdy kilka dni pościł nie jedząc), kazał sobie słudze albo uczniowi swemu jeść zgotować, a on uwarzywszy niosąc do niego, potrawą na ziemię upuścił i garnek stłukł; co gdy obaczył ś. Efrem, w gniewie się tak ujął i zwyciężył, iż rzekł śmiesznie do sługi onego: Nie chciał ten garnek przyjść do nas, więc my do niego pójdźmy; i siadłszy nad onemi krupami, jadł to z ziemi, co sią uwarzyło. Tom dlatego przywiódł, abyśmy wiedzieli, jako mówi ś. Ambroży, iż się święci nie rodzili z cnotami, ale na nie także robili, a złe skłonności swe pilnością i pracą z siebie wykorzeniali i ogród serca swego także z Adama zarażony w pocie czoła swego czyścili.


Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.I", str. 118-123