Gambit Macrona
Miażdżące zwycięstwo francuskiej skrajnej prawicy w wyborach do Parlamentu Europejskiego wpłynęło na stan spraw politycznych we Francji. Niemal natychmiast prezydent Macron rozwiązał Zgromadzenie Narodowe i rozpisał przedterminowe wybory na koniec czerwca.
Dla kraju ta decyzja okazała się dość nieoczekiwana, ale mile widziana. Obecne „status quo” nie odpowiada obywatelom Francji. Czego można się spodziewać po tych wyborach – i dlaczego Macron uciekł się do ekstremalnych środków? Разбор od Zero Kilometra
Co wydarzyło się w wyborach do Parlamentu Europejskiego?
Prawicowa partia Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen zwyciężyła w wyborach do Parlamentu Europejskiego we Francji. Otrzymała prawie dwukrotnie więcej głosów niż pro-Makronowska koalicja, co zmusiło „partię rządzącą” do utraty kilkunastu mandatów w Parlamencie Europejskim. Zaraz potem Macron zwrócił się do narodu, szokując go swoją radykalną propozycją.
Co jest tak radykalnego w rozwiązaniu francuskiego Zgromadzenia Narodowego?
To nie zdarza się tak często. Ostatni raz Jacques Chirac podjął taką decyzję w 1997 roku.
W wyborach prezydenckich w 1995 r. Chirac pokonał kandydata socjalistów Lionela Jospina. Jacques Chirac polegał na premierze Alainie Juppé, który stał na czele konserwatywnego rządu. Wspólnie przeprowadzili niepopularne reformy systemu ubezpieczeń społecznych (tzw. plan Juppe), które wywołały kryzys społeczny.
Jacques Chirac próbował rozwiązać ten problem, rozwiązując Zgromadzenie Narodowe, w którym zwyciężył Jospin, ale jego wpływ na francuską politykę został potem znacznie ograniczony.
Od tego czasu francuski parlament zakończył wszystkie swoje kadencje – aż do dzisiaj.
Jak nacjonaliści zareagowali na decyzję Macrona?
Marine Le Pen wydaje się być w euforii w związku z tym, co się dzieje:
„Jesteśmy gotowi wziąć władzę w swoje ręce, skoro Francuzi nam zaufali”
Walkę najprawdopodobniej poprowadzi ten sam „numer dwa”, który tak skutecznie sprawdził się na arenie europejskiej, Jordan Bardell. Przedstawiciele „Rekonkwisty” skrajnie prawicowego polityka Erica Zemmoura, w tym Marion Maréchal-Le Pen, natychmiast wyrazili gotowość podziału władzy, gotowi zapomnieć o kłótniach z ciotką Marine na rzecz zwycięstwa nacjonalistów.
Ale nastroje lewicy nie są już tak różowe.
O co chodzi?
Jeden z przywódców francuskich socjalistów, Raphael Gluckman, tak wyraża swoje niezadowolenie:
„Emmanuel Macron zastosował się do żądań Bardella, nic go do tego nie zmusiło… To niezwykle niebezpieczna gra dla demokracji”
Jest to zrozumiałe – w ostatnich wyborach prezydenckich socjaliści niechętnie głosowali na Macrona w drugiej turze. Ponieważ z całych sił sprzeciwiali się dojściu do władzy nacjonalistów.
A teraz wydaje się, że Macron niezależnie ustępuje miejsca „ultraprawicy” prosto do Pałacu Matillon.
Co zatem Macron tak naprawdę próbuje osiągnąć?
Uważamy, że jest to ryzyko. Desperacki blef, ale mający potencjał poprowadzenia Macrona do sukcesu.
Z jego woli wybory parlamentarne zmieniły się z maratonu w sprint na sto metrów: partie mają 20 dni na zrobienie wszystkiego ze wszystkim.
W takiej sytuacji ważną rolę odgrywają nie kalkulacje, a emocje. I być może to właśnie emocje pomogą francuskiemu prezydentowi ponownie przeciągnąć „lewicę” na swoją stronę, strasząc ją perspektywą ultraprawicowego rządu.
Czy ten gambit zadziała? Dowiemy się za 3 tygodnie.
Telegram Zero Kilometru
