Błogosławiony Andrzej z Spello.
Wyznawca z Pierwszego Zakonu.
W jednej z najpiękniejszych krain włoskich, gdzie również święty Franciszek się urodził, wzeszła pod koniec dwunastego wieku świetlista gwiazda. Tą gwiazdą był kapłan i syn świętego Franciszka, błogosławiony Andrzej z Spello. Pochodził z rodziny szlacheckiej, cnotliwej i pobożnej. Matka pobożna młodego Andrzeja dobrym przykładem uczyła. Najprzyjemniejszem zajęciem młodego Andrzeja było, ołtarzyk Matki Boskiej w domu przyozdabiać kwiatami, złożyć rączki do modlitwy, modlić się ze serca dziecięcego i niewinnego. W atmosferze pobożnej wzrastało dziecko na niewnnego młodzieńca. Oddał się w latach młodzieńczych z zapałem studjom, zwłaszcza studjom nauk teologicznych. Jego najgorętszem pragnieniem było, Bogu jedynie służyć i dusze nieśmiertelne ratować. Został kapłanem. Jako duszpasterz spełniał swe obowiązki duszpasterskie z cudowną i nadzwyczajną cierpliwością.
W owym czasie rosła gromadka uczniów około świętego Franciszka. Opinja świętości Serafickiego Ojca, ubogi i pokorny sposób życia pierwszych braci, niepowstrzymanie pociągały Andrzeja. Pośpieszył więc do świętego Zakonodawcy i został przyjęty jako pierwszy kapłan. Przez świętego Franciszka był szczególniej ceniony, jako jedyny kapłan był przy ostatniej chorobie Świętego obecny. W błogosławieństwie pożegnalnem prorokował mu Franciszek umierający bardzo owocną działalność kaznodziejską To proroctwo wnet się spełniło. Na skutek kazania, wygłoszonego na kapitule generalnej w Hiszpanji, został jednogłośnie mianowany kaznodzieją. Przekonywująca była siła jego słowa. Pan potwierdził jego słowa cudami. Sam przyświecał innym heroicznym przykładem. Od Ojca Serafickiego oddziedziczył miłość do ubóstwa. W postach naśladował świętego Ojca. W umartwieniach prawie nie znał granic. Nader heroiczne było jego posłuszeństwo. Bogaty w zasługi, sterany w służbie Bożej i bliźniego, zakończył swój żywot doczesny 3 czerwca 1254 r. Przy jego po grzebie działy się liczne cuda. Papież Urban VIII rozpoczął jego proces beatyfikacyjny, który został ukończony za Papieża Klemensa XII.
N A U K A.
Błogosławiony Andrzej był mistrzem na ambonie; większym jednak mistrzem był przez swój dobry przykład; szeroko znany był u Braci ze swej obowiązkowości, ze swej wierności w posłuszeństwie.
Raz, po dłuższej pracy misyjnej schronił się w Asyżu w klasztorze Career i. Tu cały czas poświęcał swej duszy i modlił się od rana do wieczora, tylko na obiady 1 wspólne modlitwy w chórze przychodził do Braci.
Oto razu pewnego, Dziecię Jezus w całej swej niebieskiej piękności zjawiło się w jego celi. Usiadło przy nim i gawędziło z nim. Przy każdem słowie Zbawiciela serce Świętego coraz większą zapalało się miłością do Zbawiciela. Nagle zadźwięczał głos dzwonka, zwołujący Braci na wspólną modlitwę. Tak prędko przeminęły godziny, przepędzone z Dzieciątkiem Jezus.
Co miał zrobićf Miał pozostać? Nie; Bracia mogliby powiedzieć: Andrzej raz nic spełnił swego obowiązku. Jakkolwiek ciężko mu było, ale oderwał się i pobiegł do kościoła. Jak zwykle modlił się w chórze ze skupieniem i poszedł razem z Braćmi na obiad. Po upływie godziny wrócił do swej celi. Lecz o dziwo! Dziecię Jezus pozotało. Przyjęło go słowami: „Andrzeju, dobrze uczyniłeś, iż byłeś posłuszny. Ja będę ci łaskawy.“ Pozostało z nim jeszcze całe popołudnie.
Ja będę ci łaskawy, powiedział Jezus do posłusznego Andrzeja, a słowom jego dał siłę cudowną. Dzisiaj jeszcze modli się Kościół w jego święto: „Przez zasługi Twego sługi Andrzeja stosownie do życzenia dałeś pogodę lub deszcz...“ To była zapłata za posłuszeństwo. Poświęcił duszę swą Bogu przez posłuszeństwo a Bóg za to jemu a przez niego nam był łaskawy.
Bóg i dla ciebie będzie łaskawy, jeśli mimo wieku i przy wyknienia mimo stanu i stanowiska będziesz posłusznym i wiór nym twej regule, jeśli ochotnie poddasz się postanowieniom przełożonych, jeśli posłusznym będziesz wobec Wizytatora, jak to przy profesji przyobiecałeś.
Idź i poświęć duszę swą Bogu w dziełach posłuszeństwa. Wtenczas Jesus będzie ci łaskawy, jako był łaskawy dla błogosławionego Andrzeja, który dla swego posłuszeństwa jeszcze dzisiaj cuda czyni.
Szkoła Seraficka, Czerwiec 1934, str. 165-166