9. Marca.
Żywot świętej Franciszki Rzymianki.
Franciszka urodziła się w Rzymie roku 1384 ze znakomitych rodziców. W kolebce leżąc, podobna raczej była do anioła z nieba, aniżeli do dziecka ziemskiego. Jeszcze dziecięciem będąc, okazywała wielkie zamiłowanie wstydliwości, i płakała, kiedy ją matka w przytomności ojca kąpała lub powijała. Mając rok życia, odmawiała już z matką godzinki do Najświętszej Panny. Od szóstego roku nie jadła już mięsa, piła tylko wodę, a za popełnione drobne błędy sama sobie surową zadawała pokutę i często się spowiadała. W dwunastym roku chciała wstąpić do klasztoru, ale na to ojciec nie zezwolił, owszem powiedział, że ją zaręczył z bogatym szlachcicem, Lorenzo Spanzianim. Franciszka upadła ojcu do nóg, ale to nic nie pomogło, bo ojciec odrzekł sucho: ,,Sprawa już załatwiona, tobie posłuszną być należy."
Małżeństwo to trwało czterdzieści lat i było wzorem czułej miłości i słodkiego pokoju. Franciszka szanowała męża, stosując się całkiem do jego życzeń, a on nawzajem szanował Franciszkę, pochwalał jej
pobożność, i pozwalał, że się trzymała z dala od teatrów, balów, hucznych zabaw, że się nie stroiła modnie, lecz chodziła w skromnem ubraniu, jako też bywała dwa razy na tydzień u spowiedzi, a w każdą Niedzielę i święto u Komunii świętej.
Ale ów przymus, z jakim starała się przypodobać mężowi, a zwalczać tęsknotę za życiem
klasztornem , nabawił ją choroby. Lekarze uznali jej chorobę za nieuleczoną. W tem w zachwyceniu ukazał jej się św. Aleksy, i uleczył ją natychmiast. Od tego czasu prawie zupełnie od świata się usunęła i przeznaczała każdą wolną chwilę na rozważanie rzeczy Bozkich. Sługi swoje liczne kochała, jak własne dzieci, co wieczór odprawiała z nimi modlitwy, zachęcała do uczęszczania do Sakramentów ściętych, do bojaźni Bożej i do moralności. Lubo jej dochody były wielkie, jednakże nie starczyły dla ubogich i chorych; często sama chodziła zbierać dla nich jałmużnę, zimową porą zbierała na swej włości drzewo, wkładała na osła, i sama go popędzając, nawet przez najwięcej ożywione ulice miasta, zawoziła potrzebującym. Podczas wielkiej drożyzny rozdała już wszelkie zapasy zboża, ale jeszcze wielu stało proszących. Pełna litości poszła na spichlerz, i zaczęła przesiewać plewy, aby i ostatnie ziarnko dać ubogim. A w tem, o cudo! ziarna pod rzeszotem zaczęły się mnożyć, i niezadługo urósł wielki stos pięknej pszenicy. Płacząc z radości, kazała napełnić miechy i rozdać pomiędzy ubogich cudownie rozmnożone zboże. Wzięła sobie za zadanie wykorzenić zbytek w strojach, dla tego nieraz własnoręcznie zdejmowała strojnisiom z głowy pukle i błyskotki, a plotła im warkocze. Z czasem udało się jej zebrać stowarzyszenie kilku pań, które się zobowiązały wyrzec się świata, żyć według świętego Benedykta, mieszkać wspólnie, lub jeźli to niemożebnem, pozostawać przy rodzinach. Franciszka sama nie mogła jeszcze zamieszkać w budynku zakonnym.
Małżeństwo jej Bóg pobłogosławił czworgiem dzieci; dwoje umarło już w rychłej młodości. Boleść po stracie drogich dziatek wynagrodził Bóg Franciszce przez liczne zachwycenia w modlitwie, a mianowicie, że Anioł Stróż chodził przy niej we widzialnej postaci. Był to piękny młodzieniec, w odzieniu biało-niebieskiem, mający oczy wzniesione w niebo, a ręce skrzyżowane na piersiach. Ten w pokusach ją pokrzepiał, i w zachodzących wątpliwościach objaśniał. Jeźli kto przy niej, albo ona sama dopuściła się błędu, natenczas zaciemniała się twarz Anioła, albo nawet zupełnie znikał; ukazywał się dopiero wtedy, kiedy ze skruchą prosiła Boga o przebaczenie.
Nastały czasy ciężkiego doświadczenia dla Franciszki. Król Władysław neapolitański nienawidził papieża Jana XXIII, i zdobył Rzym. We walce został Lorenzo ciężko rannym, ale przy pielęgnowaniu Franciszki przyszedł do zdrowia. Wtedy król skazał go na wygnanie, cały majątek zabrał, syna najstarszego wziął jako zakładnika, a Franciszkę pozostawił bez sposobu do utrzymania. Franciszka jednakże nie rozpaczała.
Po soborze konstanceńskim opuścili Neapolitańczycy Rzym, powrócili zrabowane majątki, wygnańcy wrócili, a z nimi Lorenzo i syn Franciszki. Lorenzo żył jeszcze lat 12, poczem roku 1436 przeniósł się do wieczności.
Natychmiast Franciszka uregulowała swe doczesne sprawy, opuściła dzieci i pałac, w którym 40 lat przeżyła, a obwinąwszy szyję powrozem, udała się boso do stowarzyszonych niewiast, i na klęczkach prosiła o przyjęcie. Tylko rozkaz spowiednika zmusił ją do przyjęcia kierownictwa zakładu. Życie jej w klasztorze było jednem pasmem najwznioślejszych cnót i wspaniałych cudów. Umarła 9. Marca 1440. Przedziwny zapach, jakby róż i fijołków napełnił pokój, w którym spoczywało ciało, a twarz zmarłej zajaśniała świeżą młodością i pięknością. Mimo licznych cudów, została dopiero przez papieża Piusa V, roku 1608 uznaną za Świętą.
Nauka moralna.
Szczególniejszem zjawiskiem w życiu świętej Franciszki jest to, że miała przy swym boku we widzialnej postaci Anioła Stróża, który ją pocieszał, pouczał, a nawet karał przez odjęcie jej widoku swej postaci, jeźli co przewiniła, dopóki błędu swego nie poznała, i za niego nie odpokutowała. Lubo my nie mamy tej nadzwyczajnej łaski, abyśmy naszego Anioła Stróża widzieć mogli, to jednak z nauki naszej wiary świętej wiemy, że Bóg każdemu człowiekowi dodaje Anioła do pomocy, i że ten Anioł bezustannie znajduje się przy boku człowieka, broniąc go w niebezpieczeństwach duszy i ciała przez zbawienne natchnienia, strzeże od złego, a zachęca do dobrego. Ta niewidzialna obecność Anioła Stróża powinna nam wystarczyć, abyśmy jak święta Franciszka, starali się naszego lubego, niebieskiego przyjaciela nigdy grzechem nie zasmucać, raczej przez dobre zachowanie się i cnotliwe życie zawsze mu sprawiać radość. Sprawiajmy mu więc tę radość i nie zasmucajmy naszego dobrego przyjaciela. Niestety nadto znaną jest prawda, że wiele, wiele za mało mieliśmy o obecności naszego Anioła Stróża. Zaprawdę, nie popełnialibyśmy mnóztwa grzechów, gdybyśmy o jego obecności myśleli: ,,Oto posyłam A nioła przed Tobą, aby cię strzegł w drodze i wprowadził cię na miejsce, którem ci zgotował; ostrożnym bądź przed oblicznością jego, słuchaj głosu jego, a nie drażnij go." (2.
Mojż. 23, 20— 21.)
Modlitwa.
Panie i Ojcze niebieski, któryś Twej
wiernej służebnicy, świętej Franciszce,
udzielił szczególnej łaski poufnego obcowania
z jej Aniołem Stróżem, spraw,
prosimy Cię, abyśmy za przyczyną
świętćj Franciszki i za jej pomocą w towarzystwo
świętych Aniołów przyjętymi
być mogli; przez Jezusa Chrystusa,
Pana naszego. Amen.