Świętej Katarzyny Bonońskiej, Klaryski (9 marca)


11 - go Marca

SWIĘTEJ KATARZYNY BONOŃSKIEJ

KLARYSSKI.

Żyła około roku Pańskiego 1463.

(Żywot jej wyjęty jest z kronik klasztoru, w którym była Przełożoną i z Bulli jej kanonizacyi).

Święta Katarzyna, rodem z miasta Bononii we Włoszech, pochodziła z bardzo znakomitej rodziny miasta Ferary. Ojciec jej nazywał się Jan Vigri, matka Benvenuta z domu Mamolini. Przyszła na świat w sam dzień narodzenia przenajświętszej Maryi Panny roku Pańskiego 1413. Ojcu jej który był wtedy w Padwie, objawiła się matka Boża, i przepowiedziała wielką świątobliwość, do jakiej dojść miała nowonarodzona jego córeczka. Jakoż, od samej kolebki najobfitszemi błogosławieństwami łaskami niebieskiemi obdarzona, niewinność nieskalaną zachowała. Od lat najmłodszych oddawała się ćwiczeniom wyższej pobożności, chociaż otoczoną była blaskiem i zbytkami świetnego dworu, gdyż wychowywała się razem z córką udzielnego książęcia panującego w Ferarze. Na swoje szczęście, znalazłszy i w tej młodej księżniczce, osobę podobnież jak ona wysokiej świętobliwości, Katarzyna, wśród wielkiego świata żyjąc, zamknięte miała oczy i serce na jego złudne uciechy, a w modlitwie, uczęszczaniu do Sakramentów świętych, umartwieniu ciała i wszelkiego rodzaju uczynkach miłosierdzia chrześcijańskiego, jedyną znajdowała pociechę. Na tej też drodze, już wtedy, wielki w doskonałości chrześcijańskiej uczyniła postęp, a przykładem własnym, nie tylko na swoje rówienniczki, lecz i na wszystkie panie dwór książęcy składające, najzbawienniejszy wpływ wywarła.

Doszedłszy do dwudziestego roku życia, kiedy o świetnym dla niej związku zamyślali rodzice, Katarzyna oświadczyła im, iż ma zamiar poślubienia się Panu Jezusowi, i wstąpienia do Zakonu. Pobożni rodzice przedewszystkiem dobro je j duszy i wolę Bożą mający na względzie, widząc, iż to jej i doczesne i wieczne szczęście jedynie zapewnić może, chętnie się na to zgodzili, dla prawdziwej miłości ukochanego dziecięcia, i dla miłości Boga, czyniąc ze swojego do niej przywiązania, ofiarę. Katarzyna przyjęła ubogi habit córek świętej Klary Assyzkiej, w ich klasztorze w. mieście Ferarze.

Tam od pierwszego dnia nowicyatu, całkiem oddała się Bogu, o świecie i rodzinie zapomniawszy; a lubo znalazła się w gronie bardzo świątobliwych dziewic, wszystkie jednak wkrótce wyprzedziła w cnotach zakonnych. Świetnością rodu i wykwintnością wychowania przewyższająca inne, również i w cnocie pokory, nie dała się przewyższyć żadnej. O ile to od niej zależało, starała się zawsze mieć najlichszy habit, najpośledniejszą celkę, i za najszczęśliwszą się poczytywała, gdy ją do najniższych w klasztorze posług używano. Miłością najserdeczniejszą zjednała sobie wszystkie siostry, starając się każdej słuchać, każdą wyręczać, każdej służyć, a szczególnie chorym, które otaczała troskliwością, na jaką tylko zdobyć się można. Zdarzyło się, iż doglądała jednę z nich, mającą na głowie kilka bolesnych wrzodów, obrzydliwą ropę wydających. Gdy takową zakrzepłą we włosach, bez bólu chorej oczyścić inaczej nie mogła, często językiem ją wylizywała.

O ile sama, unikając najlżejszej niedoskonałości, na cień grzechu powszedniego drżała, o tyle tak niezmierną była przejęta litością nad grzesznikami, że w zapale modlitw swoich na ziemi, nieraz prosiła Boga, aby raczej ją samę na piekielne ognie w skazał, byle nieszczęsne dusze w grzechach brodzące i tak straszną zadające Mu krzywdę, nawrócić raczył. Bardzo też wiele dusz modlitwami swojemi, pozyskała Panu Jezusowi, a w tej liczbie i brata i ojca swojego, których szczególnie miała na sercu, a którym po ich życiu bardzo światowem, szczerą pokutę i świątobliwą śmierć uprosiła u Boga.

Posłuszeństwo do tego stopnia posuwała, że gdy razu pewnego na wypróbowanie w niej tej zasadniczej cnoty życia zakonnego, przełożona kazała jej rzucić się w ogień, bez wahania się miała już to uczynić, kiedy ją od tego wstrzymano.

Po pewnym przeciągu czasu jej pobytu w Zakonie, przyszła jej myśl, prosić przełożonych, aby jej dozwolili opuścić klasztor i zamieszkać na puszczy, gdzieby jak najsamotniejsze życie wieść mogła. Ńie ufając jednak pociągowi, który j ą zniechęcał do zwykłych obowiązków i ćwiczeń wspólnego zakonnego życia, poczęła gorąco modlić się, aby jej Pan Bóg w tej mierze wolę Swoję objawić raczył. Jakoż, oświecił ją Duch Święty i w skutek tego poznała, iż to była pokusa szatana, zamierzającego odwieść ją od drogi, na której się uświęcała. Pan Jezus zaś dał jej wtedy wyraźnie poznać, iż chcieć opuszczać stan, który sam z siebie jest stanem dążących do doskonałości, pod pozorem szukania jeszcze właściwszego, jest-to zwykle złudzenie złego ducha.

Na modlitwie, której dar w wysokim posiadała stopniu, obdarzał ją Pan Bóg szczególnemi łaskami. W wigilią Bożego Narodzenia, mając pozwolenie opatki, aby całą noc w kościele przepędziła, gdzie postanowiła tysiąc razy odmówić Pozdrowienie Anielskie, nad rankiem, okazała się jej Matka Boża, trzymająca na ręku Pana Jezusa: długo z nią rozmawiała, i dała jej na ręce Boskie dzieciątko, co ją wprawiło w zachwycenie kilka godzin trwające.

Inną znowu razą, odebrała podczas modlitwy zbawienną, i dla wielu dusz pobożnych potrzebną naukę. Zdarzyło się, iż przeciągając zanadto czas trwania na modlitwie, utrudzona nad siły, usnęła. Wtedy stanął przed nią święty Tomasz Męczennik i Biskup Kantorberyjski, do którego miała wielkie nabożeństwo, i upomniał, że i w świętem ćwiczeniu się w modlitwie, należy właściwą zachowywać miarę: że trzeba właśnie dla utrzymania czerstwości głowy potrzebnej do modlitwy, starać się niezbędnego do tego snu nie odmawiać sobie, a wypocząwszy dostatecznie wiernie i pilnie trwać na bogomyślności. Mszy świętej słuchała z takiem skupieniem, a szczególnie od chwili Podniesienia że zdawało się, iż za każdą razą, widzi tam oczami ciało Pana Jezusa na ołtarzu obecnego. Także przyśpiewaniu Prefacyi, rozpływała się w najżywszych uczuciach wdzięczności i miłości Boga. Dnia pewnego, gdy Kapłan wymawiał te słowa: Sanctus, Sanctus, Sanctus, Święty, Święty, Święty, usłyszała śpiewy anielskie też wyrazy powtarzające, z czego doznała tak niezmiernej wewnętrznej uciechy, że zaledwie od niej dusza jej nie rozłączyła się z ciałem.

Mieszkańcy Bononii, do których sława wielkiej świątobliwości Katarzyny dochodziła, zapragnęli, aby jako będcą rodem ztamtąd mogli ją posiadać w swojem mieście. W tym celu zbudowali klasztor dla Klarysek, domagając się, aby z niemi przysłano i świętą Katarzynę. Jakoż, z piętnastu siostrami zakonnemi, zajęła ten nowy dom, dla Sióstr ubogich świętej Klary wzniesiony. Gdy na to miejsce nowego swego pobytu wybierała się z posłuszeństwa tak już była chorą, że gdy wyjeżdżała, dano jej Gromnicę, przypuszczając, że w drodze umrze. Przybyła jednak szczęśliwie do Bononii, i Opatką zamianowaną została. Mieszkańcy przyjęli ją z oznakami czci najgłębszej, uszczęśliwieni, iż ją wraz ze świątobliwemi dziewicami, w najwyższem ubóstwie i ostrej pokucie Bogu służącemi, posiadają.

Katarzyna, chociaż odtąd już ciągle nędznego była zdrowia, i najdotkliwszemi cierpieniami skarbiła sobie coraz większe w niebie nagrody, jeszcze jednak żyła w tym klasztorze lat dwadzieścia ośm, przyświecając miastu całemu, wzorami cnót najwyższych. Liczba sióstr pod jej przewodnictwem uświęcających się, wkrótce więcej jak podwoiła się, a ścisłość zachowania ostrej Reguły, w czem pomimo chorób, jakich doznawała, była im zachętą i wzorem święta Opatka, w klasztorze tym zakwitła.

W roku 1463, Święta zapadła już ciężko na zdrowiu, a widząc, iż śmierć się zbliża, przyjęła z największą gorącością ducha ostatnie Sakramenta święte, i udzieliła siostrom najzbawienniejszych przestróg, pocieszając je gdy ujrzała płaczące. Po czem w ciągu modlitw, wspólnie z niemi odmawianych, słodko zasnęła w Panu, dnia 9 marca roku Pańskiego 1463, mając lat pięćdziesiąt. Ciało jej w kościele przy klasztorze Klarysek, przez nią w Bononii założonych, dotąd się przechowuje i wielkimi cudami słynie.

W poczet świętych, zaliczoną została przez Papieża Klemensa XI

POŻYTEK DUCHOWNY

Iluż grzeszników, tak jak to w życiu świętej Katarzyny czytałeś, winno zbawienie wieczne, modlitwom, które za nich drudzy zanosili. Módl się przeto za nawrócenie grzeszników, bo jeśli jest to uczynkiem wielkiego miłosierdzia chrześcijanskiego, gdy modląc się za dusze w Czyscu zatrzymane, wyzwala się je z tej męki czasowej, czyż nie jeszcze większym będzie, gdy modląc się za tych, których piekło czeka, uchroni się ich od te go największego wiecznego nieszczęścia.

MODLITWA.

Boże! nieprzebranego miłosierdzia, któryś
Sam powiedział, że nie chcesz śmierci grzesznika,
lecz aby się nawrócił i żył; prosimy Cię, 
przez zasługi świętej Katarzyny i za
jej pośrednictwem, nas grzesznych i wszystkich
w grzechach pogrążonych, łaską Twoją 
miłościwie dotknij, i szczerze nawróconych do
chwały doprowadź wiekuistej. Przez Pana
naszego i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya


Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 154-156