ŻYWOT Ś. WULFRANA SENONEŃSKIEGO BISKUPA, pisany od Jony
opata, w leciecli jemu równego, Sur. Tomo 2 . Żył około Roku
Pańskiego 700. Trithemius de yiris ilłustr. Ordinis S.
Benedict, lib. 3. cap. 16.
Wulfran z powiatu Wastyńskiego, ojca miał Wulberta żołnierza na dworze króla Francuzkiego Dagoberta i Klodowea; ten z młodych lat do szkoły dany, w naukach, w katolickiem wychowaniu wyćwiczony był; a na naukach Pisma ś. czas wszystek młodości swej trawiąc, gdy ku męzkim latom przyszedł, po stopniach służby Bożej na kapłaństwo wstąpił. A myśląc zawżdy o końcu swym i o onym sądzie, na którym tylko z dobremi uczynkami ukazać się musiemy, i mienie i role swoje oddał klasztorowi, Fontanella nazwanemu. Potem za wielkich cnót swoich i pobożności jasnością, na biskupstwo Senoneńskie obrany był po Lambercie. Na tem biskupstwie według innych śś. Ojców przykładów, poruczone owce modlitwami i nauką opatrował; a co nade wszystko jest czego uczył, to sam pierwej uczynkiem wypełnił. Był człowiek ogniem miłości Bożej pałający, cierpliwy i skromny, wszystkim ludzki i rozmowny, na m odlitwie czynny, z czego lud pociechę wielką w Bogu miał. Kilka lat rządziwszy biskupstwem, wzbudzony Boskiem natchnieniem i objawieniem, udał się na rozsiewanie wiary między pogaństwo do ziemi Niemieckiej, Fryzyi nazwanej, aby przykładem Apostołów śś. więcej dusz pozyskować P. Bogu mógł; z tem przedsięwzięciem pierwej szedł do ś. Anzberta biskupa Rotomageńskiego, oznajmując mu tę wolę swoją i prosząc o towarzysze kapłany, ku takiej posłudze sposobne, które z klasztoru Fontanelle wziąwszy, po rzece Sekwanie puścił się na morze i przypłynął do Fryzyi, gdzie za panowania książęcia Radboda, począł siać nasienie Ewangelii, oznajmując im Boga prawego, a próżność i fałsz uczynionych bogów ukazując.
W tej jego świętej pracy Pan Bóg błogosławić raczył, bo wiele tak zacnych jako i nizkich ludzi Chrystusowi się Bogu prawem u pokłonili, chrzest św. przyjąwszy: Radbodus też pan onej ziemi, kazania im nie zakazował, ale wolność im wszędzie dał, zaczem też i syn jego własny, światłość świętej Ewangelii przyjął, który skoro po chrzcie jeszcze w białej szacie do wiecznej ojczyzny wstąpił. W tej ziemi takie były sprośne na djabelską służbę zwyczaje, iż gdy przyszło ich święto, jednego człowieka, na którego los padł, ofiarować i zabić albo obwiesieniem albo utopieniem mieli. Trafiło się tedy iż jedno małe pacholę, na ofiary, przyczem też i pan ich Radbodus był, nieśli. Zastąpił św. Wulfran ksiąźęciu na onej drodze, prosząc, aby onego okrucieństwa nad niewinną krwią nie czynił, a tej czci czartu nie wyrządzał, ani takiego grzechu ku woli jego popełniał. Nie dał się w tem użyć Radbodus, powiadając, iż taki jest zwyczaj i prawo, którego się przestąpić nie godzi; a do tego lud, choćby sam książę chciał tego nie dopuścić, mówiąc biskupowi: Jeżeli go twój Chrystus od śmierci wyzwolić chce, tedyć go darujemy twemu Bogu wiecznie; na to biskup rzekł: Niechże się jego święta wola, a nie ludzka dzieje; zatem obwiesili ono pacholę, które przez 2 godziny na powrozie wisiało, na co poganie i chrześcianie pilne oczy mieli.
Tedy mąż Boży gorąco modlitwę czynił, żeby Pan Bóg na oświecenie ciemności pogańskiej wyzwolił dziecię ono a moc swoją świętą niewiernym wsławił. Skoro skończył modlitwy, wnet się powróz na szyi pacholęcia spadał, a ono padło na ziemią bez obrazy żadnej, którego porwał biskup bardzo dobrze zdrowego. Powiadało pacholę ono, iż mu się zdało, jakoby był zasnął, a pasem biskupim u piersi przewiązanym był, zaczem tak bez szkody wisiał. Na to cudo wiele onych poganów uwierzyło i do trzody Bożej przyłączeni są. Temu pacholęciu imię było Owo, którego nauczywszy wiary świętej biskup i dobrze wychowawszy, na służbę Bożą ofiarował, które potem kapłanem zostało. Drugich także dwóch synaczków jednej wdowy, gdy je czartom na ofiarę topie poganie mieli, cudownie wybawił od śmierci; bo gdy je położyli na tem miejscu, gdzie odchodzące morze przystąpić i zatopić je miało, gdy już morze pomału przychodziło, starszy, któremu było 7 lat, młodszego, który 5 lat miał, na swoje ramionka podniósł; niechcąc, aby tak prędko umarł; biskup św. wielce ich żałując, modlitwę pilną od Pana Boga czynił, a pogaństwo żadnego nad nimi Politowania nie miało. Tedy morze na modlitwę świętego, trochę polawszy dziatki one, w górę poszło żadnej im szkody nie uczyniwszy; a iż do nich przez odnogę morską przystęp był, biskup krzyżem ś. przeżegnawszy, poszedł po nie w morze, gdzie ani pogrąznąwszy, ani sukni zmaczawszy, one dziatki wyprowadził i smutnej a płaczącej wdowie oddał, z których potem pochrzczonych i od biskupa wyćwiczonych, wielcy słudzy Boży zostali.
Tym cudem apostolskim wielka się liczba dusz Panu Bogu przyczyniła, gdy uwierzyli wszyscy do żywota wiecznego przejrzani. Wiele i innych cudów ten święty na nawrócenie pogaństwa czynił. Raz na morzu na zapuszczonych kotwicach, w okręcie Mszę chwalebną mając, gdy mu dyakon po pacierzu patynę podawać miał, w morze ją upuścił, co gdy powiedział ś. Wulfranowi, on modląc się do Pana swego, kazał rękę dyakonowi w morze ściągnąć; gdy tak dyakon uczynił, patyna ona ze dna do ręku jego przypłynęła, którą wziąwszy, służbę św. i ofiarę dopiero skończył. Wiele tedy pogaństwa nauką, żywotem i cudami onemi w Fryzyi P. Bogu pozyskawszy s. Wulfran, kusił się często o samo książę Rodboda, wiele mu przywodząc ku jego upamiętaniu, a zwłaszcza strasząc go onem potępieniem wiecznem, towarzystwem djabelskiem i prędką śmiercią, jeśliby nie uwierzył; a jeśliby uwierzył, obiecował mu królestwo nieustające i rozkoszy nieprzebrane. Tedy się już zdał być zmiękczonym, bo się już do chrztu św. gotował Badbodus, który przyszedłszy już blizkowodyna to zgotowanej, spytał ś. Wulfrana, poprzysięgając go na jego Boga, aby mu powiedział prawdę: Gdzie jest powiada, więcej panów i książąt i szlachty narodu mego Fryzońskiego, którzy byli przed nami a pomarli; czy tam w niebieskiej krainie, którą ty mnie jeżeli uwierzę a ochrzczę się, obiecujesz, czyli też tam, gdzie o wiecznych mękach i ogniu powiadasz ? Biskup odpowiedział: Wszyscy co bez chrztu ś. z tego świata i bez wiary w Pana naszego Jezusa zeszli, na wieczne potępienie zdani są; ale teraz kto uwierzy a ochrzci się, potępienia onego ujdzie, a królestwa wiecznego dostąpi. Zatem Radbodus powiedział: Wolęż ja być w towarzystwie przodków moich książąt Fryzońskich, niżeli z trochą ubogich w onym niebieskiem królestwie siedzieć: to mówiąc, uciekł od chrztu ś. syn zatracenia niewierny. Wołał nań biskup, aby się zwodzić czartom nie dał a państwa bez końca sobie nie tracił, ale nic nie pomogło bo nie był z owiec Chrystusowych: innego zaś ludu wiele szło do chrztu ś. wierząc i Chrystusa chwaląc.
Po małym czasie zachorował on Radbodus, którego chcąc czart do końca usidlić, ukazał mu się przez sen w wielkim majestacie, w złotych szatach, z koroną drogich kamieni pełną, na którego patrzyło ono książę z bojaźnią; rzecze on czart do niego: Nie daj się zwodzić, mocny mężu, ani od przodków twoich wiary odstępuj, bo ja jako im, tak i tobie dziwnie bogate i rozkoszy pełne pałace i mieszkanie zgotowałem; na dowód tej prawdy jutro przyzwiej do siebie Wulfrana, który niechaj da swego wiernego posła, a ty też daj drugiego swego, a ja im ukażę ten pałac i to mieszkanie, którem ja tobie po śmierci zgotował. Z tern zniknął; gdy on Radbodus wezwawszy Wulfrana, pilnie się tego domagał, aby swego posła na oglądanie tego domu posłał, Wulfranus ś. wiedział o tern i mówił, iż to są zdrady szatana, który za dopuszczeniem Bożem czyni się dobrym Aniołem i tai potępienia swe i sług swoich; wszakże dla tego, aby pogaństwo potem rzeczami jakiem i pletliwemi i zmyślonemi omamione od wiary się świętej nie odwodziło, posłał z sługą jego swego dyakona, których skoro wyszli przed miasto, spotka jeden w osobie ludzkiej, modląc: Pójdźcie prędzej, ukażę wam mieszkanie zgotowane książęciu Radbodowi. Idąc tedy za nim w drogę niewiadomą, przyszli na szeroką drogę, pięknemi marmurami sadzoną i ujrzeli zdaleka dom złoty, a do ulicy, która do onego domu wiodła, przyszedłszy, obaczyli, iż złotem i drogiemi kamieniami usłana i ozdobiona była. Gdy w on dom weszli, a ujrzeli dziwną piękność, złote ściany i obicia niewymownej ozdobności; tamże i złotą stolicę postawioną; rzecze on wódz ich: Tenci jest dom i ta jest stolica tak piękna, która książęciu Radbodowi da Bóg po jego śmierci. Tedy dyakon bardzo się temu zadziwowawszy, rzecze: Jeżeli to jest Wszechmocnego Boga sprawa i dzieło, niech trwa na wieki, a jeżeli djabelskie, niech wnetże zginie; to mówiąc gdy się przeżegnał krzyżem świętym, wnetże on wódz ich djabłem się pokazał, a dom on wszystek przepadł i w błoto się obrócił, a oni obadwa zostali w błocie wielkiem i trzcinie, z którego ledwie wylazłszy i trzy dni błądziwszy po pustyniach, wrócili się do miasta, gdzie powiedzieli im, że już Radbodus umarł, a posłów onych nie doczekał się, bo nie był z owiec Chrystusowych.
Gdy oni posłańcy ono djabelskie matactwo i omamienie ludziom wszystkim powiedzieli, wiele ich do wiary ś. przystąpiło, najpierwej bowiem ten, którego był posłał książę, nazwany Ingomarus, w Jezusa Chrystusa uwierzył i potem za ś. Wulfranem na żywot doskonały do klasztoru Fontanelle poszedł, do którego ten ś. Wulfranus zdawszy biskupstwo, wstąpił, i w posłuszeństwie a chowaniu zakonnych ustaw żywota świętego dokonał R. P. 720. Nigdy jednak powiadają, słowa Bożego i nauki nie opuszczał, czyniąc to sam pierwiej, czego drugich uczył. Był wielki świata tego i rzeczy na nim wzgardziciel. Co mu królowie i panowie dawali, to wnet ubogim rozdawał; nigdy ani wielkiemu, ani bogatemu dla jakiej bojaźni, albo łaski jego pragnienia nic nie zamilczał; a o to, co godnego było upomnienia i karania, bezpiecznie i ostro je gromiąc, do czynienia jałmużny i dobrych uczynków przywodził. Cudami wielkiemi i apostolskiemi nie tylko za życia, ale i po śmierci słynął; którego się modlitwie świętej zalecając, chwalmy Stworzyciela Nieba i ziemi, królującego na wieki, Amen.
Obrok
Duchowny.
Jako czart przeklęty sidlić umie i przez sny zwodzić tych, którzy kazaniu i cudom Chrystusowych sług, do światłości wiary świętej prowadzących, iść i wierzyć obietnicom Bożym nie chcą.
2. O! jako głupia i nędzna pociecha tego sprośnego poganina, który wolał być z panami i królami w towarzystwie piekielnem, niżeli z ubogimi w uczestnictwie niebieskiem! Mniemał nędznik, aby tam który pan chwałę, państwo i dobre mienie swe ponieść z sobą mógł, a ono Pismo ś. mówi: Zasnęli, a nic nie znaleźli bogaci w ręku swoich, a chwała ich nie pójdzie za nimi; lecz inaksze są sądy Boże, bo na onym świecie ubodzy i dla Chrystusa wzgardzeni wielkimi królami będą, a światowi panowie, którzy ubogimi Chrystusowymi gardzili, dziwując się szczęściu ich rzekną: Ci są, z którycheśmy się niegdy naśmiewali, my głupi mniemaliśmy, aby żywot ich bezrozumny, na niepoczciwy koniec przyjść miał, a ono patrz, jako teraz między syny Boże poczytani są, a cząstka ich między świętymi. Żywot ten jest jako komedya, w której suffleta królem, a skoro po komedyi, suffleta zostanie suffletą; podobnym sposobem gdy ten krótki żywot minie, ten, który tu jest królem, na onym świecie, jeżeli tu zły żywot wiódł, a na sercu przynajmniej ubogim i u siebie wzgardzonym nie był, żebrakiem będzie, a żebrak w cnoty nieubogi królem.
3. Z piekielnego towarzystwa żadnej pociechy nie będzie tam, gdyż do najmniejszej pociechy wszystkie wrota zawarte są, co ztąd dojść można, iż on bogacz w piekle nie prosiłby, aby bracia jego tam się, gdzie on był, nie dostali, ponieważ z nich większą mękę i żałość mieć miał.