Ks. Piotr Skarga: Żywot św. Jana Ewangelisty



ŻYWOT Ś. JANA EWANGELISTY, wybrany z Pisma św. i kościelnych
pisarzów, którzy się na brzegach mianują.

Iż człowiek mało co różny jest od Anioła, a iż nic nie podobnego nie jest, iż z Anioły przebywać, i blisko ich stać ma; a co więcej, iż Boga naśladować, i synem jego być, i miłość ku sobie Boską obrócić może; na tym się wielkim Janie pokazało, który się godnym stał wielkiej miłości Pańskiej, i opiekunem być a synem najmilszej matki jego. Ojczyzna jego podłe było miasteczko Nazareth wzgardzone, o którem pospolicie mówili: iżali co dobrego z Nazareth być może? ojca miał rybitwa ubogiego Zebedeusza, od którego rzemiosło wziął z ubóstwem i cnotą, jako dziedzictwo. Ćwiczenia żadnego w naukach nie miał, tak iż o nim Łukasz św. pisze: widzieli, prawi, ludzie patrząc na Piotra i na Jana, iż byli prostaczkowie, około sieci ryb łowienia się bawiący.

Gdy takich szukał Chrystus, któremi by rozumy świeckie potępił, i zacność świecką, a górne dumy panów świeckich poniżył: ujrzał tego młodzieńca przy wodzie, a on z ojcem i z bratem wysiadłszy z łódki oprawuje sieci stare, bo przez ubóstwo nowych mieć nie mogli: i zawołał nań aby szedł za nim, to jest, aby opuściwszy świat, do jego się nauki i naśladowania obrócił. On się nic nie wymówił; miłość ojcowska i starość jego, i dom, w którym się rodził, i nadzieja do świata, i wolność świecka jego, zwyciężyć go nie mogła, żeby się miał ociągać, albo kiedy nazad obracać.

Na przyjęciu dał mu imię Zbawiciel nasz, Syn gromu, iż wszystek świat kazanie jego jako grom jaki usłyszeć miał, nie tylko w przepowiadaniu, ale i w onem głębokiem Ewangelii św. pisaniu. A jako na błyskanie z gromu oko ludzkie tępieje, tak na wysokie tajemnice pisania jego Ewangelii wszystkie rozumy ludzkie tępić i dziwić się musiały. W ćwiczeniu onem i szkole Chrystusowej wielki brał cnót wszystkich pochop, i był Panu Jezusowi tak miły, iż go Ewangelia jakoby nad inne jemu milszego zowie; bo do innych doskonałych obyczajów zachował panieńską czystość na ciele, i wiódł on Anielski żywot w wielkiej ku sobie przyjaźni Pana i Mistrza swego. Poczytał go też Pan między dwanaście przedniejszych Apostołów, i między onych trzech, których do tajemnic swoich używał. On z Piotrem i Jakóbem bratem swoim, patrzył na ono przedziwne przemienienie Pańskie na górze Tabor; on do wskrzeszenia córki Jairowej, on do modlitwy w Ogrójcu wzięty był. Był Panu naszemu nad inne towarzyski, i jemu miękką a łagodną nad inne pokazował Pan miłość; bo na wieczerzy ostatniej na piersiach jego odpoczywał, i wielkie z nich tajemnice wyczerpał. A gdy Piotr, acz pierwszy między dwunastą, spytać nie śmiał Pana o onę przymówkę około zdrady na kogoby służyła: prosił Jana, aby on sam jako z Panem bezpieczniejszy, i który ulegał na Boskich piersiach jego, o to spytały.

Pokazował też Jan święty wielką miłość ku Panu Bogu swemu, nagradzając jako mógł onę niezmienną jego łaskę ku sobie; bo w pojmaniu Pańskiem i męce, opuścić i uciekać od Mistrza swego nie chciał, ale za nim szedł i w dom nieprzyjaciół jego, i Piotra w dwór biskupa wprowadził. Mężną ten miłość miał ku Panu, na żadne się niebezpieczeństwo nie oglądając, choć był znajomy onym, którzy Pana zabijali. Z oną jaką żałością patrzył na mękę swego Jezusa, a kto wymówić może?

A widząc Matkę Jego przenajmilszą, która miecz boleści cierpiała, patrząc na Syna i Boga swego, w ręku nieprzyjacielskich okrutnie udręczonego, jej jako mógł Jan św. pociechę czynił, i stróżem jej był, i z nią pod Krzyżem już zawieszonego Pana stał; i tam był godnym onego testamentu i spuszczenia słowa w smutny czas, który mu umierający Pan Jezus polecił najmilszą Matkę swoję, i dał jej go za syna. Wielka a nie oszacowana dostojność, nad inne wszystkie ludzie na świecie, którą tego Apostoła Bóg ilasz uczcił, iż mu dał w straż i opiekę Matkę swoję, pokazując jakie miał o niej staranie w onej ostatniej godzinie; iż Dziewicę Przeczystą, dziewicy zlecił, iż go sobie jako bratem uczynił, tęż mu za Matkę dając którą, sobie jako prawdziwą swoję Rodzicielkę czcił. Z jakim płaczem przyjął Jan św. on testament, z jaką serca swego pociechą, łacno się domyślić. A nie odchodził, aż Pan jest do grobu złożony, pilnując wszędzie Przeczystej Dziewicy, która na to, co czynił Józef i Nikodem patrzyć chciała.

Na nowinę o zmartwychwstaniu Pańskiem Jan św. najprzód się z Piotrem do grobu porwali i bieżeli: oba, i z innymi patrzyli na wierne zmartwychwstanie jego, używając niewymownej radości. A gdy drugiego czasu Pan się im w nieznajomej osobie przy łowieniu ryb ukazał: ten Jan, jako miłośnik Pański, pierwiej go poznał, i do Piotra rzekł: Pan to jest. Z którym gdy jedli ryby ułowione: a Pan oznajmił Piotrowi koniec jego: iż miał także na krzyżu w starości dla imienia jego umrzeć: pytał Piotr o Jana, jakimby też końcem zejść miał. Pan mu rzekł: bym go dobrze tak zostawił: a co tobie do tego, ty mnie naśladuj. I była ta wieść między uczniami, iżby Jan św. umierać nie miał, lecz sam Jan św. tego nie śmie twierdzić, mówiąc: nie rzekł Pan Jezus, nie umrze: ale jeżeli chcę aby tak został, a co tobie na tem?

A po wzięciu Ducha św. puścił się Jan św. z kazaniem Ewangelii, i najwięcej w Efezie około dusz ludzkich, z błędu je pogańskiego wywodząc, robił. Tam kościół bałwochwalski, Amazonum nazwany, samą modlitwą obalił, i cudy, a nauką wiele dusz oświecił, i kapłany a wodze im postawił. Dobrym onym postępkom czart zajrząc, Domicyana cesarza wzbudził, który prześladując Kościół Boży, Jana między Chrześciany pierwszego przywieść do siebie do Rzymu rozkazał, którego gdy żadnemi pogróżkami odstraszyć od Chrystusa Boga prawego nie mógł; na śmierć go skazał, aby w kotle i ognistym oleju usmażony i umorzony był. W ogniu onym żadnej szkody na zdrowiu Jan św. nie odniósł; jako stary Tertullianus i inni. Zaczem niewinny Apostoł na wygnanie do Patmos wyspu potępiony jest. Tam obywatele ziemi onej do wiary świętej nawrócił, a Imię tam Chrystusowe wszczepił. Tam i objawienie, z którem księgi napisał, miał, o tajemnych przyszłych rzeczach.

A gdy Nerwa na państwo Rzymskie wstąpił po Domicyanie, wyroki jego jako okrutne skaził, i te, które on był potępił, a na wygnanie posłał, wyzwolił. Między innymi też będąc onem prawem Jan ś. wyzwolony, wracał się znowu do Efezu, gdzie niż przyszedł, słysząc o kacerstwach Cherynta i Ebjona, którzy psowali przedwieczność i prawdziwe Bóstwo P. naszego Jezusa, najpóźniej po wszystkich Ewangelistach, napisał przedziwną Ewangelią, którą jako orzeł wysoko podniesiony, najwięcej Bóstwo Chrystusowe utwierdził, mówiąc: Na początku było Słowo, etc. Znowu w Efezie nauką, i cudy, i wielką czujnością, i pracą Kościół Chrystusów rozmnożył. A nie przestając na mieście onem wielkiem, często inne mniejsze w okolicy obchodził nauczając, i biskupy im stawiając.

Między innemi zamilczeć się jednego jego postępku, o którym świadczy Klemens Aleksandryjski, nie godzi. Obchodząc miasta inne w Azyi, w jednem ujrzał młodzieńca jednego podobnego i ku dobremu sposobnego, i dając mu swe błogosławieństwo, iż miał dalej iść z Ewangelią i kazaniem swoim, polecił go przed wszystkiemi chrześciany biskupowi miejsca onego, aby mu dał dobre wychowanie. Ochrzczony jest i nauczony: ale nie tak pilnie nań oko miał biskup, jako było młodemu potrzeba; bo gdy mu dał wolność, pomału się on młodzieniec psować począł, i ukradając po kęsu, przyszedł do takiej rozpaczy i rozpustności, iż się towarzyszył z rozbójniki, i starszym był między nimi, w lesiech i w górach rozbijając. Gdy się potem wrócił Jan ś. do onegoż miasta, wspomniał na młodzieńca zleconego, i rzekł biskupowi: wróć mi to comci dał do wiernych ręku i schowania. Czego gdy nie zrozumiał, mniemając aby się o jakich pieniądzach pytał: wróć mi rzekł Jan ś. młodzieńca, któregom ci dał przed wszystkimi na wychowanie.

Dopiero biskup płacząc rzekł: nędzny on człowiek umarł Bogu, w tych w tych górach i lasach rozbija. Żałował Jan święty upadku jego, mówiąc: nie takimeś miał być stróżem duszy brata twego: ale dajcie mi konia a przewodnika, pójdę po tego, któregoś ty utracił. I gdy trafił na rozbójniki one, prosił ich, aby go wiedli do Pana swego. Skoro on młodzieniec ujrzał Jana męża Bożego, przez wstyd i bojaźń uciekać począł. A święty Jan zapomniawszy starości swej, konia bódł, bieżąc za nim i goniąc go, a wołając: nie uciekaj synu przed ojcem, uczcij starość moję i młodość twoję: nie rozpaczaj w złości twojej, ja grzechy twoje biorę na się: poczekaj Chrystus mię do ciebie posłał. I stanął on młodzieniec, i z wielkim wstydem i bojaźnią upadłszy do nóg Jana świętego, przepraszał go, nie śmiejąc i wejrzeć nań. Lecz mu on wszystkę łaskę i miłość pokazując, i jego całując prowadził go do miasta, i nauczywszy, na pokucie go postawił, na której szczęśliwie wieku tego dokonał.

Tegoż czasu był jeden chrześcianin, który wpadłszy w wielkie ubóstwo, długi, i frasunki, z rozpaczy wielkiej a niecierpliwości, zabić się sam umyślił. I prosił czarnoksiężnika jednego żyda, aby mu dał truciznę. On jako nieprzyjaciel chrześciański, i sługa szatański uczynił to, wziął on napój śmierci, a długo doma z sobą trwożąc, nakoniec wedle zwyczaju chrześciańskiego, przeżegnał krzyżem świętym onę truciznę, i wypił ją. Lecz żadnej szkody na zdrowiu po niej nie odniósł; bo moc krzyża ś. jad wszystek z trucizny wypędziła. Czego on nie bacząc, a dziwując się, iż przyzwana śmierć nie idzie, gdy oneź nań kłopoty padły, a długi go i pożyczalnicy bardzo ściskali, tak iż śmierć przecię sobie obierać wolał: szedł do onegoż żyda, i powiedział mu co się dzieje, prosząc o inną mocniejszą truciznę: on się zdumiewał, iż był żyw, jednak jakiej mocnej naturze, albo innej przyczytając zdrowie ono, dał mu okrutniejszy napój. Nad którym także długo się on nędznik doma rozmyślając, gdy się umyślił zgubić, przeżegnał truciznę krzyżem ś. i wypił. Czekał śmierci, nie przyszła, jeszcze nie bacząc mocy przemożnego znaku męki Pańskiej; i będąc zdrów, gdy mu oneż długi nędzę i cięższy żywot aniżeli śmierć czyniły: pobieżał znowu do żyda, oznajmując mu o zdrowiu swem, a słabej i niepewnej nauce jego. Bardzo się przeląkł żyd on, i pytać począł, jako wypił i co czynił. I gdy mu powiedział, iż krzyżem żegnał truciznę onę, wnetże żyd się domyślił, iż ta była przyczyna a moc krzyża uczynionego nad trucizną. A chcąc się pewniej sprawić, dał psu onej trucizny, który zaraz przed nim zdechł. Żyd to widząc, bieżał do Jana ś. z onym chrześcianinem, i opowiadając co się działo, do wiary się świętej obrócił, i od Jana ś. nauczony i ochrzczony był. I na wyzwolenie onego chrześcianina z długów i nędzy onej, kazał mu Jan ś. trawy bliskiej nabrać, i Imieniem Chrystusowem modląc się, a krzyżem świętym żegnając obrócił mu ziele ono w złoto; i kazał mu długi wypłacić, a ostatkiem się i dom swój żywić. D ługo żyjąc Jan św. a robiąc około dusz ludzkich, gdy już zejść z świata tego miał, wyszedłszy z uczniami z Efezu miasta, na górze jednej, na której potem kościół wielki chrześcianie postawili, kazał sobie grób kopać, na którym stojąc, a żegnając się, rzekł: bądź ze mną Panie Jezu Chryste; i mówił braci: pokój wam bracia, i wrzucił płaszcz w on dół, i sam weń wszedł, i kazał odejść uczniom, którzy gdy nazajutrz do grobu onego przyszli, nic w nim nie znaleźli, jedno trzewiki, i rozumieli iż jako Enoch i Eliasz wzięty jest, roku po umęczeniu Pańskiem 69, żył lat wedle Epifaniusza 93. Znać iż młodo był wezwany od P. Jezusa. Przy śmierci jego mógł mieć lat 25. Najdłużej żył niżeli wszyscy Apostołowie. Na cześć Bogu nieogarnionej światłości na wieki wieków, Amen.

Obrok
Duchowny.


Pisze Hieronim ś. in Commentariis ad Galatas: Gdy Jan ś. był bardzo stary, tak iż go do kościoła uczniowie na ręku nosili, już więcej mawiać w kościele nie mógł, jedno te słowa: Synaczkowie, miłujcie się spoinie. Ono słowo, tak go często słuchając, sprzykrzyło się uczniom, i spytali go mówiąc: Mistrzu, czemu jedno zawżdy mówisz? a on odpowiedział godne swej osobie słowo: to jest rozkazanie Pańskie: kto to pełni, może mieć na tem dosyć.



Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.II", str. 620-623