Żywot św. Malachiasza, arcyb. Armageńskiego.


3. Listopada,

Żywot św. Malachiasza, arcyb. Armageńskiego.

Święty Malachiasz zawsze litował się nad duszami w czyścu zostającemi i niczego więcej nie pragnął, jak umrzeć w dzień zaduszny z powodu, że w tym dniu odprawiają się liczne msze za dusze zmarłych. Dziecięce lata przeżył pod okiem pobożnych i bogobojnych rodziców. Św. Bernard, jego biograf, pisze, że Duch św. przemieszkiwał w jego sercu, kierował krokami jego, i nauczył go pamiętać o wszechobecności Boga, pościć i miłować samotność. Jako chłopiec nie lubił podzielać dziecięcych za baw, przenosząc nad nie naukę, w której rychło wielkie czynił postępy. W nabożeństwie unikał wszelkiego popisywania się. Modlitwie i pokucie oddawał się w ukryciu. Gdy czasem w kościele ogarnęła go żarliwość pobożności, chronił się w kącik, aby go nikt nie widział, gdy szedł z rówiennikami na przechadzkę, przystawał i pozostawał umyślnie w tyle, aby się pogrążyć w pobożnem rozmyślaniu. Tak doszedł lat młodzieńczych i chwil, w których należy się zastanowić, czy się chce należeć do świata, czy do Boga. Malachiasz postanowił umrzeć dla świata.

W pobliżu katedry Armageńskiej żył w ciasnej celce św. pustelnik Imar. Do niego poszedł Malachiasz, aby słuchać nauk jego i dowiedzieć się, czego potrzeba do życia świątobliwego. Wyszydzony od znajomych i przyjaciół, którzy pojąć nie mogli, jak może młodzieniec tak zacnego rodu wzgardzić życiem światowem, Malachiasz nie zachwiał się w postanowieniu i nie dbał o ich zdanie. Lepsi jednak podziwiali jego stałość a nawet przyłączyli się do niego, aby pójść za jego przykładem. Tym sposobem zebrała się gromadka pobożnych młodzieńców, których wzorem był Malachiasz, lubo sam uważał się za najniższego w tem gronie. Arcybiskup Armageński Celsus upodobał go sobie i w porozumieniu z Imarem postanowił go wyświęcić na księdza. Jako dyakon szedł w ślady św. Wawrzyńca, pełnił czyny miłosierdzia i grzebał umarłych. Nie podobało się to jego siostrze, ale Malachiasz nie dbał o jej nagany i czynił to, co uważał za dobre.

Odebrawszy święcenia kapłańskie został pomocnikiem Arcybiskupa. W tym urzędzie zdziałał wiele dobrego, usunął wiele zgorszeń i nadużyć, wykorzenił zabobony, przywrócił karność kościelną i przywyczaił lud do przystępowania do Sakramentów św. Odżyła na nowo wiara, ocknęło życie kościelne, a ziarno Ewangielii św. bujne wydało owoce. Szczerze i gorąco przywiązany do Kościoła katolickiego, obrzędów, przepisów i ustaw Jego, chciał się gruntowniej obeznać z Jego urządzeniem i instytucyami Za zezwoleniem przeto Arcybiskupa udał się do Lismoru, aby uzupełnić swoje studya pod sterem biskupa tamecznego Malchusa i zasięgnąć jego rady. Po krótkim tam że pobycie wrócił do Armagu.

Tymczasem umarła była jego siostra. Gdy zapomniał za nią odbyć zwykle trzydzieści mszy żałobnych, ukazała mu się w nocy zgłodniała stojąca pod drzwiami kościelnemi. Malachiasz domyślił się, jakiego jej dusza łaknie pokarmu i odprawił za nią Mszą św. Zmarła ukazała się w progu świątyni w szacie żałobnej, ale nie śmiała wejść. Po wznowieniu Ofiary św. przez brata, pojawiła się w ubraniu na pół białem, ale nie zbliżyła się do ołtarza. Dopiero po usilnych i gorących modłach Malachiasza podczas następnych eksekwii ukazała się w bieli, wolna od zmazy, z rozpromienionem radością obliczem.

Jeszcze więcej cieszyło Malachiasza wstąpienie wuja do klasztoru w Bangorze. Gmach klasztorny był w ruinie, zakonnicy żyli w rozproszeniu. Malachiasz odbudował klasztór, odzyskał stracone dobra i zapełnił cele mnichami, których było wraz z jego wujem jedenastu. Licząc lat 30 został biskupem Konnoru, lecz przyjął tę godność z niechęcią tylko i wskutek silnej namowy Celsai Imara. Dyecezyanie Konnorscy wiedli życie dzikich zwierząt, a pogrążeni w zdrożnościach i nieprawościach, byli tylko z imienia chrześcijanami. Nowy biskup zamienił te wilki na łagodne baranki, odwiedzał ich, nauczał, błagał ze łzami o poprawę, modlił się całemi nocami o ich nawrócenie i znosił cierpliwie opór i zniewagi dopóty, póki mu się za pomocą gorliwych kapłanów nie udało pozyskać ten lud dla Boga. — Niezadługo zachorował Celsus i wszystko zapowiadało śmierć jego blizką. Haniebne panowały nadużycia w tej dyecezyi. Familia bowiem Celsa uważała stolicę arcybiskupią za swą własność i obsadzała ją od dwóchset lat ludźmi swego rodu. Przyszło nawet do tego, że żonaci zarządzali archidyecezyą i pobierali jej dochody. Umierający Celsus chciał usunąć zgorszenie i zamianował Malachiasza swym następcą. Ten przyjął godność dopiero wtedy, gdy mu Bóg cudownem widzeniem objawił, że tego żąda. Zanim jednak objął zarząd archidyecezyi, zastrzegł sobie, że po skasowaniu nadużyć i zaprowadzeniu ładu i kościelnej karności będzie mu wolno wrócić na dawniejsze miejsce. W Armagu doznawał od familii Celsa największych przykrości. Niektórzy jej członkowie sprzysięgli się nawet na jego życie, i byliby się dopuścili na nim zabójstwa, gdyby Bóg nie był w czasie burzy spuścił gromu na herszta spisku i trzech towarzyszy jego.

Nazajutrz upokorzył się przed Malachiaszem krewny Celsa i sprawca niecnego zamachu na jego życie, oddał mu księgę Ewangielii św. Patrycego, którą sobie bezprawnie przywłaszczył i laskę, którą nazywano laską P. Jezusa.

Zaprowadziwszy ład i porządek i uiściwszy się z ciążących na sobie obowiązków, wrócił Malachiasz do swej dawnićjszej dyecezyi, którą jako zbyt obszerną podzielił na dwie części, po czem wybrał się w drogę do Rzymu, aby u progów apostolskich uzyskać zatwierdzenie tego podziału.

Przejeżdżając przez Francyą, zabawił kilka dni u św. Bernarda w klastorze Clairvaux. Zakonne życie tak bardzo mu przypadło do smaku, że gorąco zapragnął przyjąć habit i nie wracać do Irlandyi. Ale papież Innocenty II. zamianował go swym legatem i kazał mu wracać na miejsce. W powrocie wstąpił znowu do klasztoru Clairvaux i pozostawił w nim czterech towarzyszy z nakazem, ażeby przywdziali habit i wyświęciwszy się założyli podobny klasztór w Irlandyi.

Wracającego witali Irlandczycy z uniesieniem. Błagali go o błogosławieństwo i oddawali mu cześć jakby Świętemu. Ale Malachiasz nie spoczął ani na chwilę, zwołał kilka synodów, na których stanęły uchwały nader zbawienne, które wprowadzone w życie, obfite przyniosły owoce. Przykład świętego Biskupa podziałał na duchowieństwo i lud. Św. Bernard pisze, że od chwili przyjęcia święceń aż do zgonu nie miał nic własnego, ani sług, ani służebnic, ani domu. Jadał byle co. Pieszo odwiedzał parafie, ciągle prawił kazania, dbał o ład i porządek, a zawsze był wesół, uprzejmy i łagodny. Bóg przez niego czynił niezliczone cuda.

Krótko przed śmiercią pojechał do Francyi, aby się rozmówić w sprawach dyecezalnych z bawiącym tam podówczas papieżem Eugenim III. Tymczasem Papież już był wyjechał. Malachiasz nie mógł tego na sobie przenieść, aby nie miał zboczyć do Clairvaux i uściskać św. Bernarda. Po kilku dniach zachorował, odprawiwszy Mszą świętą, przyjął Komunią świętą i umarł w dzień zaduszny, czego od początku życia tak serdecznie pragnął, d. 2. Listopada 1148. Pochowano go w kaplicy Matki Bozkiej. Przy jego pogrzebie odzyskał zdrowie młodzieniec, mający ramię sparaliżowane, skoro się tylko dotknął ciała Świętego. Papież Klemens IV. zaliczył Malachiasza do Świętych i wyznaczył obchód pamiątki jego na 3. Listopada.

Nauka moralna.
N i e   o d k ł a d a j m y    o s t a t n i e g o    n a m a s z c z e n i a    O l e j e m    ś w i ę t y m, lecz w razie ciężkiej niemocy sposóbmy się wcześnie na drogę wieczności, gdyż

1) Sakrament ten pomnaża łaskę uświęcającą;

2) wyjednywa nam odpuszczenie grzechów powszednich, a nawet śmiertelnych, z których chory lub umierający nie mógł lub zapomniał się wyspowiadać;

3) umarza i niweczy pozostałości grzechów już przebaczonych, przez co rozumiemy np. pewną skłonność do złego, stronienie od dobrego, ociężałość we wznoszeniu myśli do Boga, niepokój sumienia i wszystkie inne niedoskonałości i utrapienia, które pozostają w duszy i wtedy, gdy się z grzechów oczyściła;

4) pociesza i krzepi duszę chorego, dodaje mu siły do znoszenia bólów, oparcia się pokusom szatana i uwalnia go od obawy śmierci;

5) niejednokrotnie przywraca choremu zdrowie, jeżeli to wyzdrowienie z dopuszczenia Boga ma wyjść choremu na korzyść. Jeśli ostatnie Olejem św. namaszczenie nie zawsze przywraca zdrowie, nie winien temu Sakrament, lecz małowierność chorego i niedbalstwo otaczających, którzy zwlekają przywołanie kapłana aż do ostatniej chwili.

Nie odkładajmy przeto namaszczenia Olejem św. aż do ostatniej chwili, jeśli dbamy o własne dobro, zdrowie ciała i duszy, i zbawienie duszy.

Modlitwa.

Za przyczyną św. Malachiasza błagamy Cię, 
Boże, o szczęśliwy zgon.
Daj nam tę łaskę, abyśmy pamiętając
o Twych świętych słowach: ,,Czuwajcie,
bo nie wiecie ani dnia, ani godziny,"
zawsze byli na śmierć przysposobieni,
a umierając w nadziei Twego
miłosierdzia dostali się do królestwa, które
przygotowałeś dla tych, co Cię wiernie
i stale wyznawają i serdecznie miłują. A.


ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 965-968