8-go Listopada.
ŚWIĘTYCH KORONATÓW
I INNYCH MĘCZENNIKÓW, ORAZ
ŚWIĘTEGO GODFRYDA
WYZNAWCY I BISKUPA.
Żyli około roku Pańskiego 300 i 1118.
(Żywoty ich wyjęte z Brewiarza rzymskiego i dzieł ojca Saryusza).
Święci czterej Koronaci, to jest ukoronowani, pod tem imieniem czczeni byli w Kościele Bożym, zanim znane były ich właściwe imiona. Byli-to zaś czterej rodzeni bracia: Sewer, Sewerynus, Karpoforiusz i Wiktorynus. Żyli w wieku, kiedy cesarz Dyoklecyan srodze Kościół prześladował. Z jego rozkazu, uwięzieni, pomimo wszelkich gróźb, wiary chrześcijańskiej wyrzec się nie chcieli. Poganie zaprowadzili ich przed ołtarz jednego ze swych bożyszcz, domagając się koniecznie aby mu cześć oddali. Gdy odpowiedzieli, że tego w żaden sposób uczynić im się nie godzi, skazani zostali na biczowanie knutami ołowianymi. Katowano ich z takiem okrucieństwem, że wśród tej męki ducha Panu Bogu oddali. Ciała ich wyrzucono psom na pożarcie, lecz Pan Bóg nie dopuścił aby się ich to zwierzęta tknęły. Chrześcijanie unieśli je potajemnie i pochowali przy drodze Lawikańskiej. Ponieważ imiona ich nie były znane, Papież święty Melchlades, kazał im oddawać cześć pod wezwaniem czterech ukoronowanych. Później, gdy Pan Bóg objawił mu imiona tych świętych Męczenników, wybudował na ich część wspaniały kościół i ciała ich w nim umieścił.
* * *
Dziś także obchodzi Kościół Boży pamiątkę świętego Gotfryda Wyznawcy i Biskupa. Ten przyszedł na świat we Francyi w mieście Sessonie (Soisson), przy końcu XI wieku z zamożnych, ze znakomitego rodu i bogobojnych rodziców. Kiedy miał pięć lat, oddali go na wychowanie do Gotfryda Opata klasztoru świętego Kwintyniana, który już wtedy ubrał go w suknie zakonną i zajął się nim najtroskliwiej. Nasz święty od samego dzieciństwa oddzielony od zepsutego świata, wielki uczynił postęp jak w naukach tak i w cnotach chrześcijańskich. Dnie całe poświęcał nauce, ćwicząc się szczególnie w znajomości Pisma świętego i ojców Kościoła, a większą część nocy spędzał na modlitwie. Przy tem wiódł życie bardzo umartwione, kilka dni w każdym tygodniu, poszcząc o chlebie i wodzie. Młodym był jeszcze gdy go bracia zakonni wybrali na Prokuratora klasztornego, to jest zarządzającego klasztornem gospodarstwem. Miał lat dwadzieścia pięć kiedy został księdzem, pomimo, iż się od tego usilnie wymawiał, a w krótce potem Opatem klasztoru przenajświętszej Maryi Panny Nowideńskiej (Nauyent). W przyjęciu tej godności sprzeciwiał się znowu całą siłą Gotfryd, aż na koniec uledz musiał wyraźnej woli Arcybiskupa Rejmskiego, kilku innych okolicznych Biskupów, samego króla Filipa i nareszcie Opata Gotfryda, przy którym się wychowywał i którego zawsze słuchał jak ojca.
Znalazł Opactwo swoje pod każdym względem óard.zo zaniedbane: kościół rozwalający się, cele zakonne w gruzach, ogród i wewnętrzny dziedziniec chwastem zarośnięte, a pola do klasztoru należące, albo odłogiem leżały, albo pozostawały w ręku nie prawych posiadaczy. W samym zaś na wpół rozwalającym się klasztorze za stał kilku tylko zakonników, którzy z zaniedbaniem obowiązków zakonnych, dla utrzymania życia prowadzili szkółkę. Święty Gotfryd objąwszy w tak niepomyślnym sianie swoje Opactwo, we krótkim czasie zmienił pod każdym względem jego postać. W lat kilka kościół, klasztor i wszystkie jego części odbudował, a rozgłosem świątobliwości ściągając zewsząd coraz większą liczbę zakonników, miał kilkudziesięciu pod swoim zarządem, a w ich liczbie kilku Opatów i kilku Prałatów,, którzy złożywszy swoje godności zostali jego uczniami, przez co on w klasztorze tym najściślejszą karność wprowadził i ustalił.
Podczas gdy tak święcie rządził swojem Opactwem, dyecezyą Sesonską, do której Ono należało, dotknął Pan Bóg straszną suszą. W źródłach zabrakło wody; nie tylko zboża lecz wszelkie rośliny poniszczone były. Przytem panowało straszne morowe powietrze, tak ludzi jak i zwierzęta zabijające. Hugo, Biskup Sesoński, widząc w tej klęsce wyraźną karę Bożą, zawezwał świętego Gotfryda, aby przybył do Sessonu z kazaniami i pobudził lud do pokuty, a modlitwami swemi uprosił zmiłowanie się Boże nad nim. Sługa Boży przybył do Sessonu, a gdy pierwsze miał kazanie i przy końcu niego modlił się prosząc Boga o odwrócenie klęsk nad tym krajem ciążących, jeszcze nie zszedł był z kazalnicy kiedy puścił się deszcz rzęsisty, i odtąd susza ustała i morowe powietrze.
Ta okoliczność rozniosła jeszcze dalej sławę świętego Gotfryda. Arcybiskup Remiński, przewodniczący Soborowi prowincyonalnemu, wraz z innymi Biskupami wysłał do niego z usilną prośbą, aby zrzekł się swojego Opactwa, został Opatem klasztoru świętego Remigiego, który był jednym z najbogatszych we Francyi klasztorów, i pod każdym względem od Opactwa, którem zawiadował święty Gotfryd, swietniejszem. „Niech mnie Bóg od tego uchowa, odpowiedział Gotfryd, abym dla bogatej oblubienicy, miał porzucić ubogą", i pomimo najusilniejszych nalegań, ubogiego Opactwa swego opuścić nie chciał.
Wkrótce potem, gdy umarł Biskup w Amiens, duchowieństwo i lud cały zwrócili oczy swoje na Gotfryda; lecz przewidując trudności, jakie czynie będzie, poradzili sobie w ten sposób. Pod tę parę Ryszard, Legat Stolicy Apostolskiej przewodniczył Soborowi w Trewirze odbywającemu się. Udano się więc do niego, aby on świętemu Gotfrydowi Biskupstwo to przyjąć rozkazał. Cały Sobór zgodził się na to i zawiadomił o tem świętego Gotfryda, który jako Opat sam na nim zasiadał. Lecz gdy się o tem sługa Boży dowiedział, uszedł potajemnie i skrył się w górach okolicznych. Wysłani jednak za nim w pogoń księża znaleźli go, stawili przed Sobór, który zawyrokował iż on jest Biskupem Amieńskim i Święty, rzewne łzy wylewając musiał woli Bożej tak wyraźnie mu objawionej poddać się.
Zasiadłszy na swojej stolicy Biskupiej, im więcej się od tego wysokiego urzędu wymawiał, tem się godniejszym go okazał. W sposobie umartwionego życia, jakie wiódł zawsze, nic zgoła nie zmienił, przydając tylko do cnót zakonnych, któremi tak wysoko jaśniał, niezmordowaną o dobro dusz mu powierzonych gorliwość i jak największą dla biednych hojność. Codziennie trzynastu ubogich żywił u własnego stołu, sam im usługując. Chorych biednych odwiedzał po szpitalach i po ich mieszkaniach, oddając im podobnież ostatnie usługi, a szczególnie trędowatym, lub innemi jakiemi wstręt obudzającemi chorobami dotkniętym. Opiekunem był wdów i sierot pocieszycielem wszystkich strapionych. Niezmordowanie pracował nad wykorzenieniem złych nałogów, jakie w ludzie powierzonym jego opiece mógł dopatrzyć, i nad poprawą obyczajowo tak wiernych jak i duchowieństwa.
Lecz chcąc leczyć bardzo zadawnione rany, rozbudził wielkie na siebie krzyki i narzekania, a od możniejszych ściągnął na siebie prześladowanie. Wierność w spełnieniu obowiązków jego pasterskiej godności, narobiła mu wielu nieprzyjaciół. Czynili na niego różnego rodzaju zasadzki: kilka razy był w wielkiem niebezpieczeństwie, z którego Pan Bóg miłościwie a często i cudownie zawsze go wyswobadzał. azu pewnego do wina, które podano mu do stołu w mieszano truciznę. Święty przeżegnawszy napój, miał sobie objawionem iż jest zatruty i chociaż się o tem nawet przekonano, nie dozwolił dochodzić sprawcy tej zbrodni.
Wracając z miasta Arras, w towarzystwie wielkorządzcy tej prowincyi nazwiskiem Adama, a nie mając przy sobie żadnego oddziału wojska, z jakim zwykle wyżsi dostojnicy podówczas podróżowali, napadnięty został przez Germanda, możnego z tej okolicy pana, a zawziętego nieprzyjaciela Adama. Pomimo próśb i przedstawień, a nawet wyraźnego rozkazał świętego Gotfryda, którego obaj oni byli lennikami, Germund okuł Adama w kajdany i poprowadził do więzienia. Gotfryd rzucił na niego klątwę, równie jaki na tych, którzy w tym gwałcie uczestniczyli. Lecz nie tylko nie upamiętało to Germunda, ale jeszcze go uzuchwaliło. Mieczem i ogniem niszczył kraj pod wielkorządztwem Adama zostający, wioski popalił, kościoły poznieważał, wszystkie połą poniszczył. Święty Biskup zdjęty litością nad tylu nieszczęściami, uciekł się do innego środka, który mu jego wielka miłość i pokora nastręczyły. Boso, okryty worem pokutnym, z kapturem zakonnym na głowie, pieszo wśród zimy, udał się do Germunda, u padł mu do nóg i błagał na miłość Jezusa Chrystusa, aby oddał mu uwięzionego, zaprzestał okrucieństw, jakich się dopuszczał i dał wsparcie, a raczej wynagrodzenie dla tylu wdów i sierot, z jego przyczyny w ostatniej nędzy będących. Postępek ten Gotfryda wszystkich do głębi serca poruszył, sam Germund tylko okazał się i na to nieczułym i nie tylko odrzucił dum nie prośbę Biskupa, który był i jego książęciem udzielnym i jego Pasterzem, lecz mu nawet zagroził swoim gniewem, jeśli wnet nie ustąpi.
Wtedy mąż Boży wyczerpawszy wszystkie środki łagodne, zmienił swoje postępowanie. Całą noc spędził na modlitwie, a nazajutrz zgromadziwszy lud do kościoła, wszedł na kazalnicę i ogłosił klątwę na Germunda, którego wkrótce kara Boża dotknęła. Wszedłszy w zatargi z Wilhelmem, jednym z Panów okolicznych, wzięty do niewoli wtrącony został do więzienia. Lecz porażka takowa wyleczyła go z zuchwalstwa. Posiał do Gotfryda z prośbą aby zapomniał przeszłości i wyratował go z nieszczęścia, w jakie popadł, przyrzekając mu wynagrodzenie wszystkiego złego, jakiego się dopuścił. I nie zawiódł się rachując na litościwe serce świętego Biskupa. Ten wstawił się zanim, otrzymał jego oswobodzenie i sam go do dziedzicznego zamku odwiózł. Germund zaś zdjęty taką wspaniałomyślnością, wszystkie krzywdy przez siebie wyrządzone sowicie powynagradzał.
Tymczasem świętemu Gotfrydowi coraz bardziej ciążyła jego godność pasterska. Mieszkańcy podzielili się na kilka stronnictw, które często porywając się do broni, krwią zalewały miasta i wioski. Dopuszczano się tam i innych zdrożności: grabieży, pijaństwa, wszeteczności, które się również szerzyły pomimo nieustającej i gorliwej pracy około dobra dusz tego świętego Biskupa, który w głębokiej pokorze nie złości ludu swojego, lecz własnym grzechom wszystko to przypisywał. Powstawał na te zdrożności z wszelką gorliwością, w osobie własnej przedstawiał wzór wielkiego Świętego, modlił się, płakał, jęczał przed Bogiem, ciężkie zadawał ciału swemu umartwienia, a pomimo tego, złe nie odstępowało. Wtedy upadając pod ciężarem ciężkiego strapienia, jakiego ztąd doznawał, postanowił oddalić się od niewdzięcznej trzody swojej i zagrzebać się w samotności. Udał się do Kartuzy i Gracyan opolitańskiej (Grenoble) i w niej całe dwa lata spędził, modląc się tam za tych, którzy go pasterzem mieć nie chcieli. Mieszkańcy dyecezyi Amieneńskiej (Amiens) widząc iż Biskup ich długo nie powraca, wysłali posłów od siebie do miasta Bowe (Beauvais), gdzie Konon Legat Stolicy Apostolskiej przewodniczył zgromadzonemu tam Soborowi, ze skargą, iż Biskup ich opuścił i z prośbą aby mogli drugiego w jego miejsce obrać. Lecz Arcybiskup Rejmski, najstarszy z zasiadających na Soborze Biskupim, w imieniu ich wszystkich posłów Amieńskich groźnie upomniał, oświadczając im, że dopóki Gotfryd żyje, innego Biskupa mieć nie będą.
Współcześnie z przybyciem tych posłów Sobór odebrał listy od samego Gotfryda, w których błagał on aby mu pozwolono złożyć biskupstwo i wyznaczono na jego miejsce lepszego następcę, utrzymywał bowiem, iż sam nie godnym jest tego urzędu. Wszyscy ojcowie Soboru czytając list ten z rozrzewnieniem, postanowili nie uwzględnić żądania Gotfryda, a zniósłszy się i z królem, wysiali do niego polecenie, aby powrócił na swoję stolicę. Musiał się więc Gotfryd rozstać z ukochaną pustynią, i powrócił do dyecezyi, w której żył już bardzo niedługo. Udając się do Biskupa Rejniskiego w ważnej sprawie kościelnej, zachorował w drodze i w Opactwie świętego Kryspina pod Sessonem, poszedł po nagrodę za trudy i cnoty swoje do Nieba, 8 listopada roku Pańskiego 1118. Kościół pamiątkę jego w tymże dniu obchodzi.
POŻYTEK DUCHOWNY.
Widziałeś jak święty Gotfryd postąpił sobie z, Germundem, kiedy ten dostawszy się do niewoli wzywał jego pomocy, chociaż przedtem ciężko go znieważył. Każdego bowiem chrześcijanina jest obowiązkiem w ten sposób oddawać nie przyjaciołom dobro za złe od nich doznane. Czy tak postępujesz z tymi, którzy ci w czymkolwiek krzywdę wyrządzili?
MODLITWA.
Boże, któryś w sercu błogosławionego Gotfryda
Biskupa i Wyznawcy Twojego, obok
innych cnót, któremi jaśniał, i wielką miłość
nieprzyjaciół zaszczepił; spraw za jego
pośrednictwem i przez jego zasługi, abyśmy
ty m wszystkim, którzy nam w czemkolwiek
przykrość lub krzywdę zadali, dobrem za złe
odpłacali się zawsze. Przez Pana naszego
i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 711-713