15-go Listopada.
ŚWIĘTEJ GERTRUDY,
OPATKI KLASZTORU RODARDEŃSKIEGO.
Żyła około roku Pańskiego 1292.
(Żywot jej był napisany przez Jana Lanspergiusza, Kartuza).
Święta Gertruda hrabianka na Haubornie, urodziła się w Saksonii w mieście Eizleben około roku Pańskiego 1222, z zamożnych i znakomitych rodziców, blizkiem pokrewieństwem z cesarzem Fryderykiem 11-gim połączonych. Miała lat pięć, kiedy na usilne jej samej żądanie, rodzice umieścili ją w Rodardeńskim klasztorze Benedyktynek, w którym już wtedy, a jeszcze tak małem będąc dziecięciem, zadziwiła wszystkich wysoką pobożnością, zamiłowaniem modlitwy, umartwieniami ciała, a obok tego nadzwyczajną w naukach zdolnością i pilnością. Szczególnie w rzeczach tyczących się religii i najgłębszych tajemnic wiary, okazywała pojęcie nie tylko wiek jej przechodzące, lecz które byłoby nadzwyczajnem nawet w osobach dorosłych, a wyłącznie nauce Teologii oddanych. W krótkim też czasie taki uczyniła w naukach postęp, napotkawszy przytem bardzo biegłych mistrzów, a którzy jej nadzwyczajną bystrość umysłu podziwiali, że stała się biegłą w Filozolii i Retoryce i doskonale po łacinie mówiła i pisała. Następnie uczyła się Teologii scholastycznej według wyższych akademickich wykładów, i Teologii mistycznej której przedmiotem są tajemne duszy z Bogiem stosunki i w tej-to ostatniej nauce, stała się wielką i sławną w całym kościele mistrzynią na równi ze świętą Teresą stawianą.
Oddając się tak głębokim badaniom, to jedynie miała na celu, aby genialnemi zdolnościami będąc obdarzoną, lepiej poznając Boga, tem większą przejmowała się ku Niemu miłością, a z tej znowu miłości najdoskonalej Mu służyła. Wszakże, i z tego korzystał zły duch, wieczny zawistnik każdej duszy gorliwej o doskonałość starającej się zamierzał odwrócić Gertrudę od ściślejszego zjednoczenia się z Bogiem, a to właśnie tymże środkiem, przez który ona chciała rączej do Niego zdążać. W tym celu rozbudził w jej sercu ludzkie, a więc zbyt silnej jakby namiętne usposobienie w naukach, co mu tem łatwiej było, że jej one z nadzwyczajną przychodziły łatwością. Wskutek więc tego, święta zaczęła stygnąć w nabożeństwie, jak to zwykle bywa, gdy kto, chociażby chwalebne zkądinąd sprawy z ludzkiem zbytecznie w jego sercu przemagającem upodobaniem, spełnia. Skoro bowiem takowemu dusza się poddaje i niem głównie się powoduje, odbiera już swoję doczesną za dobry czyn nagrodę, a nadprzyrodzonej albo całkiem, albo w wielkiej mierze się pozbawia. Co zaś najzgubniejszem dla niej jest wtedy to, że traci niejako z oczu Boga i w miarę takowego poddawania się pobudkom ludzkiego tylko zamiłowania w spełnianiu swoich czynów, pozbawia się coraz bardziej światła Ducha Świętego, bez którego postępując jakby wśród ciemności, może nieznacznie zejść zupełnie z właściwej drogi.
Groziło to świętej Gertrudzie: lecz że Pan Bóg miał na nią szczególniejsze Swojego Miłosierdzia widoki i w sercu jej bądź co bądź panował przeważnie, więc zesłał jej widzenie, w którem Sam Pan Jezus objawiwszy się tej Swojej wybranej oblubienicy, upomniał ją silnie i ostrzegł najmiłościwiej o zasadzkach szatańskich. Święta najżywszą skruchą za takowe zapomnienie się przejęta, postanowiła najszczerzej hamować odtąd zbytnią swoję w naukach gorliwość, a Pan Jezus aby jej to ułatwić, a jeszcze więcej przysporzyć zasługi, takie jej zesłał usposobienie, że odtąd do ćwiczeń naukowych doznawała wielkiego wstrętu, i wśród nich goryczy i znudzenia przedtem dla niej zupełnie nieznanych. Później zaś przez całe życie wyrzucała sobie, że były chwile, w których w czem innem niż w Bogu mogła szukać pociechy, i gdy z czasem w coraz wyższe łaski i dary niebieskie obfitowała, jedno krótkie wspomnienie tego co się jej zdawało przeniewierzeniem się Bogu, przywodziło ją do uczucia najgłębszej pokory, i do gardzenia sobą, jako istotą na żadne ani u Boga ani u ludzi nie zasługującą względy. Takto bowiem według słów Pisma Bożego: Tym, którzy miłują Boga wszystko dopomaga ku dobremu, Po łasce takowej, której jak najwierniej odpowiedziała Gertruda, zsyłał już na nią Pan Jezus, coraz obfitsze i nadzwyczajne dary. Miała lat dwadzieścia, a po ślubach zakonnych wysoki już była uczyniła postęp w doskonałości, kiedy objawił się jej znowu Zbawiciel i oświadczył, iż odtąd Sam raczy być jej mistrzem w życiu duchownem, i uczyć ją będzie prawd i tajemnic, o którychby się nigdy z żadnych ksiąg nie dowiedziała. Razu pewnego w wigilią Oczyszczenia Matki Bożej, kiedy wśród nocy trwała na modlitwie, przygotowując się do tej uroczystości, którą jak wszystkie Święta przenajświętszej Panny, z wielkiem nabożeństwem obchodziła, napełnił Duch Święty duszę jej światłem nadprzyrodzonem w takiej obfitości, że wszystkie tajemnice wiary i rzeczy tyczących się najściślejszego zjednoczenia duszy z Bogiem odkryte sobie miała w sposób nadzwyczajny i obdarzona została pojęciem ich tak cudownem, jak tego dostąpił był święty Paweł, kiedy uniesiony został do siódmego Nieba i niektórzy inni wielcy słudzy Boży, którzy przypuszczeni bywali do podobnych tajemnic. Od tej też chwili, jak to sama pisze, w jednem z dzieł swoich o zjednoczeniu duszy z Bogiem, to jej zjednoczenie się z niebieskim Oblubieńcem było tak ścisłem i ciągiem, że bezustannie cieszyła się najwyższem uczuciem obecności, wyjąwszy dni jedenastu, podczas których dla wypróbowania jej wierności, pozbawił ją był Pan Bóg tego uczucia bezustannego patrzenia na Niego oczami duszy i serca.
Przez lat czterdzieści swego zakonnego życia była Przełożoną już-to w klasztorze Rodardeńskim już w Eifeńskim; w obydwóch przewodziła siostrom nie tylko władzą, lecz szczególnemi cnotami. Odznaczała się w pożyciu wspólnem głównie: wielką słodyczą i głęboką pokorą. Odbierając cudowne oświecenie, o których wyżej wspomnieliśmy, pomimo tego nic nie przedsiębrała bez porady drugich, szczególnie udawała się w tym celu do świętej Matyldy, zakonnicy w tym że klasztorze mieszkającej.
Ulubionem jej ćwiczeniem duchownem było rozmyślanie Męki Pańskiej i wtedy rzewnemi zalewała się łzami. .Kiedy rozmawiała o Panu Jezusie i tajemnicach Jego przenajświętszego życia, czyniła to z takiem namaszczeniem i z takiem uczuciem miłości, że wszystkich w zachwycenie wprawiała. Pewna zakonnica wielkiej świątobliwości, miała objawienie, że podówczas nie było w świecie serca, gdzieby z równem upodobaniem jak w sercu Gertrudy, przebywał Pan Jezus. A święta Matylda w widzeniu, które miała, ujrzała ją przy samym Tronie Syna Bożego, klęczącą z oczyma w Jego Boskie oblicze tak wlepionemi, że ich ani na chwilę nie odwracała. Razu pewnego gdy w chórze słyszała śpiewane te słowa Pisma świętego: „widziałem Pana twarzą w twarz. Gertruda ujrzała w górze nad sobą oblicze przecudnej piękności, z którego wychodzące promienie przeszyły jej serce, napełniając je niebieską pociechą, której jak sama pisze o tem, żaden ludzki język wysłowić niezdolny. Niekiedy ukazywał się jej Pan Jezus ubogim, jakim był w stajence Betleemskiej, co sprawiało na niej takie wrażenie, że według jej własnego wyrażenia, zdawało się jej, iż jakby tylko co sama w życiu duchownem urodziła się i wskutek tego z nowym zapałem na tej drodze postępowała. Albo znowu w jej rękach i w nogach wyciskał Zbawiciel Swoje rany, z których tak cierpiała, jakby je odebrała w istocie, i tern żywiej w tedy pojmowała co wycierpiał dla nas Pan Jezus. Niekiedy wkładał na jej palec pierścień kosztowny, na znak, iż ją chce mieć Swoją szczególną oblubienicą. Stawał przed nią z przenajświętszą Maryą Panną, upewniając iż Matka Boża i jej najprzywiązańszą matką być raczy. Lecz co najcudowniejsze to, że w jednem z widzeń takowych, zamienił z nią własne serce swoje, i odtąd Święta nie czuła w sobie innej woli, innych skłonności i innych upodobań jak Samego Jezusa, i miłowała Go uczuciem od wszelkich uczuć ziemskich najdoskonalej oczyszczonem. Długi szereg innych tego rodzaju łask cudownych, jaki wyżej wspomniane, opisuje święta Gertruda w jednem z dzieł swoich, przez najpoważniejszych w Kościele mężów wysoko cenionem. Zostawiła także zbiór różnych modlitw przez nią ułożonych, pełnych najgorętszych aktów miłości Pana Jezusa, a szczególnie w tajemnicy ołtarza utajonego.
Wszystkiete niebieskie dary rozbudzały w jej sercu pragnienie stawania się podobną Jezusowi cierpiącemu i wzgardzonemu. Ztąd coraz większe zadawała ciału umartwienia i wszelkie zkądkolwiek spadłe na nią przykrości, upokorzenia, cierpienia, nie tylko cierpliwie znosiła, lecz z największą pociechą i weselem duszy. Pobudzało to ją także do wielkiej nad grzesznikami litości i pragnienia ich nawrócenia. Całe noce spędzała na modlitwie, za nich najcięższe zadawała sobie w tym celu pokuty, i wielką, ich liczbę tym sposobem pozyskała Panu Bogu.
Mając lat siedemdziesiąt zapadła w ciężką i nader bolesną chorobę, trwającą blisko pół roku, a którą przeniosła z nie zachwianą cierpliwością. Owszem im więcej wzmagały się cierpienia, tem ją weselszą widziano. W ciągu tej słabości straciła była mowę, z tego powodu zdarzało się, że wprost przeciwne rzeczy jej dawano, niż te, o które prosiła, nigdy jednak tego poznać nie dała, jeśli która z sióstr sama się tego nie domyśliła. Wśród największych boleści, znakami objawiała siostrom, że serce jej zalewają niepojęte pociechy niebieskie. Zakonnice odprawiły nowennę do świętego Lebuina, dla uproszenia za pośrednictwem jego zdrowia dla swojej ukochanej Opatki. Lecz ten Święty objawił się im i rzekł: „Gdy król chce ukoronować obok siebie królowę, mnie prostemu Jego żołnierzowi nie godzi się powstrzymywać go od tego.“ Nakoniec gdy dzień jej śmierci nadszedł, ujrzała zstępującego do niej z nieba swego Boskiego Oblubieńca, a przy nim Matkę Bożą, świętego Jana Ewangelistę i wielu innych duchów błogosławionych, przychodzących po jej dusze, aby ją wprowadzić do chwały przygotowanej dla niej w wieczności. A także ujrzała przy łóżku swojem wielu szatanów, lecz wszyszkich w kajdany okutych dla większego tryumfu tej świętej duszy, która ich tyle razy zwyciężała za życia. W chwili gdy skonała, jedna z zakonnic widziała duszę jej wchodzącą w serce Jezusowe, które było głównym celem całego jej życia. Umarła 15 listopada roku Pańskiego 1292. Kilka osób wysokiej świątobliwości miało objawienie, że w chwili gdy skonała, kilka dusz z czyśća wybawionych zostało za jej zasługami i razem z nią do Nieba wstąpiły.
POŻYTEK DUCHOWNY.
Dusza świętej Gertrudy, według widzenia, jakie miała zaraz po jej śmierci pewna świątobliwa zakonnica, poszła prosto do Serca Jezusowego, bo to przenajświętsze serce Jego, było przez całe jej życie celem, do którego zdążała. Staraj się i ty z miłości -Boga, to jest dla najsłodszego Serca Jezusowego, wszystkie twoje spełniać sprawy, a przygarnie cię Ono do siebie i tu na ziemi i na wieki w Niebie.
MODLITWA (Kościelna).
Boże, któryś w sercu błogosławionej Gertrudy
Dziewicy, miły dla Siebie przybytek
zgotował, za jej za sługami i wstawieniem
się, nasze serce ze wszelkich plam oczyść miłościwie
i z nią w Niebie daj nam wspólnie
cieszyć się na wieki. Przez Pana naszego
i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.