Święty Gerard, opat.



3-go Października.

ŚWIĘTEGO GERARDA OPATA.

Żył około roku Pańskiego 959.
(Żywot jego był napisany przez świętego Odona, Opata-Kluniaceńskiego).

Święty Gerard syn Stancyusza spokrewnionego z panującymi książętami niższej południowej Asturyi i Plektrudy, siostry Stefana Biskupa Tygreńskiego, przyszedł na świat przy końcu wieku IX. Urodził się w małej wiosce Staves, w hrabstwie Namur we Francyi. Wychowany odpowiednio do zamożnego stanu, z jakiego pochodził, wykształcony starannie w świeckich naukach, od lat najmłodszych odznaczał się wielką pobożnością. Szczególnie jaśniała w nim cnota świętej czystości, z której tak był znanym, że najlekkomyślniejsi młodzieńcy w obecności jego najskromniej się zachowywali; a jeśli który z nich ośmielił się wyrzec jakie słowo byle trochę obrażające skromność, rumieniec, jak i wtedy okrywał twarz młodego Gerarda, powstrzymał tego rodzaju żarty lub rozmowy.

Młodym był jeszcze, gdy z woli rodziców rozpoczął zawód wojskowy, którem u podówczas synowie wszystkich znakomitych rodzin się oddawali. Dwór Beranżera hrabiego udzielnego Flandryi, uchodził wtedy za najświetniejszy w całej Europie. Tam posłano Gerarda dla, nabrania jak najwykwintniejszej ogłady światowej. Przebywanie na takowym jak go nazywają wielkim świecie, który jest zwykle burzliwem polem, na którem skromność młodzieńca szwank odnosi, dla Gerarda silnie utwierdzonego w cnocie, nie stało się niebezpiecznem. Na dworze tym odznaczył się jako wzorowy młodzieniec chrześcijański, i tak umiał godzić obowiązki swojego świeckiego zawodu, z obowiązkiem doskonałego chrześcijanina, że podczas całego we Flandryi pobytu w pobożności wcale nie ostygł. Owszem bliżej przypatrując się ułudnym wielkościom ziemskim i lepiej poznając niebezpieczeństwa, jakie dusze wśród gwaru światowego spotykają, już wtedy postanowił poświęcić się na wyłączną służbę Panu Bogu.

Wracając razu pewnego z polowania w okolicach miasta Namur stolicy Flandryi, napotkał przy drodze w miejscu zwanem Brogne, małą kapliczkę, wybudowaną przez króla Pepina. Wszedł do niej aby się pomodlić. Strudzony długą drogą, którą dopiero co odbył, usnął, a we śnie ukazał mu się Piotr, nakazując, aby na tem miejscu zbudował kościół, i postarał się umieścić w nim relikwie świętego Eugeniusza Męczennika, a księcia Apostołów ucznia. Przebudziwszy się, tem bardziej zdziwiony był widzeniem takowem, że o świętym Eugeniuszu nigdy nic nie słyszał, i nie wiedział gdzie jego są zwłoki. Lecz spełniając wiernie rozkaz świętego Piotra, niezwłocznie nabył tę miejscowość, wybudował tam wspaniały kościół i uposażył hojnie, dla utrzymania przy nim duchownych, którzy go obsługiwać mieli. W kościele tym, co tylko miał wolnego czasu, najchętniej przebywał na modlitwie, a że był bardzo miłosierny a przytem bogaty, wszystkich ubogich w całej okolicy z wielką wspaniałomyślnością wspierał.

Hrabiemu Flandryi wypadła potrzeba wyprawienia posła do Roberta, księcia Paryża, dla załatwienia z nim pewnych spraw wielkiej wagi. Ze wszystkich dworzan w największych łaskach był u niego Gerard, który i do przybocznej rady jako panującego należał: jego więc do tego użył. Chcąc zaś, aby on świetnie w Paryżu pana swego przedstawiał, wysłał go tam z licznym pocztem sług i bogatych zaprzęgów.

Wszakże, gdy Gerard przybył do Paryża, rozłączył się z tym swoim dworem i pilnie zająwszy się przeprowadzeniem powierzonej mu sprawy, objął mieszkanie w Opactwie świętego Dyonizego, aby przez ten czas nacieszyć się samotnością, za którą i na dworze hrabiego Flandryi ciągle wzdychał. Uczęszczając tam w raz z zakonnikami na pacierze do chóru tak dzienne jako i nocne, zauważył iż w modlitwach wtedy odmawianych, wspominano o świętym Plugeniuszu Męczenniku, o którym jak to wyżej wspomnieliśmy, w widzeniu jakie miał niegdyś, święty Piotr mu był powiedział. To mu przypomniało także i polecenie, jakie odebrał wtedy od tegoż Apostoła, co się tyczy relikwii świętego Eugeniusza! Pytał więc zakonników, w których był opactwie, kto był święty Eugeniusz i gdzieby można znaleźć jego zwłoki. Dowiedział się, że był on jednym z uczniów świętego Piotra, że wkrótce po nim za wiarę świętą umęczony został, i że Relikwie jego znajdują się także w opactwie świętego Dyonizego. Uradowany Gerard z tej wiadomości, która go i o prawdziwości widzenia, jakie miał, tem bardziej upewniła, że ze szczególnego rozporządzenia Boskiego, najniespodziewaniej dostał się do miejsca, gdzie zwłoki świętego Eugeniusza były przechowywane — opowiedział zakonnikom, jakie miał objawienie, i oświadczył, iż pragnąłby przenieść te relikwie do kościoła w Brogne, który głównie na ten cel wystawił. Wszakże Opat świętego Dyonizego i wszyscy zakonnicy przystać na to nie mogli, nie chcąc pozbawiać się tak drogiego dla nich zabytku. Gerard zaś po załatwieniu z księciem Paryża sprawy, w której był wysłany, wrócił do Flandryi, nie tracąc jednak nadziei! że prędzej czy później Relikwie świętego Eugeniusza dostaną się kościołowi, który dla niego wybudował.

Lecz z pobytu swojego w Opactwie świętego Dyonizego, chociaż nie otrzymał świętości, jakich sobie życzył, odniósł jednak inną wielką korzyść. Wyszedł ztamtąd ze stałem postanowieniem wstąpienia do zakonu. A że przypatrując się zblizka życiu, jakie prowadzili zakonnicy Opactwa świętego Dyonizego, znalazł w tem zgromadzeniu najściślejszą karność zakonną, wielką ostrość życia, i najzupełniejsze od świata odosobnienie, więc umyślił w tymże klasztorze przyjąć suknię zakonną. Powróciwszy tedy na dwór hrabiego Beranżera, postanowił niezwłocznie zamiar swój doprowadzić do skutku, w którego spełnieniu stawać mu mogło na przeszkodzie tylko wielkie do niego tegoż hrabiego przywiązanie. Od początku swojego na tym dworze pobytu, stał się on nie tylko największym hrabiego ulubieńcem, lecz najbliższym przyjacielem. Był to bowiem pań wielkiej pobożności, który wysokie cnoty Gerarda umiał jak należy ocenić i serdecznie go pokochał. Wszakże, skoro się dowiedział, że ten jego najulubieńszy dworzanin miał zamiar poświęcić się na wyłączną służbę Bogu w zakonie, nietylko mu żadnych w tej mierze nie stawił trudności, nie tylko go od tego nie odwodził, lecz jak to na człowieka żywej wiary przystało, utwierdził go w jego świętych zamiarach i ze łzami wprawdzie w oczach, lecz co prędzej sam do klasztoru wyprawił. Gerard udał się tam bez zwłoki, zboczywszy tylko na chwilę do wuja swojego Biskupa Tygrieriskiego, aby na nowy zawód, jak i rozpoczynał, otrzymał od niego błogosławieństwo.

Zgromadzenie ojców w Opactwie świętego Dyonizego, przyjęło z otwartemi rękami męża ze wszech miar tak znakomitego, a już słynącego z wielkiej świątobliwości. On zaś przywdziewając suknię świętego Benedykta, od samego nowicyatu, jakby go już dawno był przebył, zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika. Wiedząc, iż jako pochodzącemu ze znakomitego i zamożnego rodu, przedewszystkiem trzeba ćwiczyć się w cnocie pokory, w tej cnocie głównie celował, a i we wszystkich innych, których ona jest podstawą wysoko zajaśniał. Wyświęcenie na kapłaństwo, jeszcze więcej rozżywiło w nim pobożność, ducha umartwienia i doskonałego zaparcia. Codziennie sprawując przenajświętszą ofiarę, zalewał się wśród niej słodkiemi łzami i z takiem ją odprawiał skupieniem, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby najwymowniejszą nauką, z jaką czcią dla tej tajemnicy każdy być powinien.

Lecz gdy tak w tem cichem ustroniu święty Gerard szedł drogą coraz wyższej doskonałości zakonnej, i w klasztorze spędził już był lat kilka,, odżywiła się w jego myśli pamięć widzenia, jakie miał w kaplicy w Brogne, równie jak i silne pragnienie spełnienia koniecznie danego mu wtedy przez świętego Piotra polecenia. Na jednej więc z kapituł zakonnych, za pozwoleniem Opata, zabrawszy głos, wobec wszystkich ojców, opowiedział to swoje widzenie, objawiając przytem chęć spełnienia rozkazu, jak i wtedy odebrał. Wszystko to przedstawił tak żywo i oraz Pan Bóg taką moc dał słowom jego, że zakonnicy jednogłośnie zgodzili się, aby jego żądaniu zadość uczynić, gdyż żaden nie miał serca odmówić prośbie brata, którego wszyscy dla jego wysokiej świątobliwości w szczególnem mieli poważaniu. Pan Bóg zaś, w którego ręku są serca wszystkich, w ten sposób pokierował wolą tych ojców, gdyż miał w tem na celu większą chwałę Swoję i pożytek dusz wiernych, przez umieszczenie zakonników świętego Benedykta przy kościele w Brogne, a następnie i w wielu innych miejscowościach w ojczyźnie Gerarda.

Jakoż święty Gerard, otrzymawszy to, czego od tak dawna calem sercem pragnął, przeniósł Relikwie świętego Eugeniusza do swojego kościoła w Brogne. Cuda, jakie tam niezwłocznie zaszły, ściągały do tego kościoła wielkie tłumy ludu, a gdy umieszczeni przy nim pierwotnie przez świętego Gerarda duchowni okazali się temu niechętni, Gerard za upoważnieniem Biskupa miejscowego, wydalił ich ztamtąd, Benedyktynów sprowadził, co dało początek sławnemu z czasem Opactwu Brogmeńskiemu. Nasz święty został jego pierwszym Opatem, chociaż długo się temu opierał, a gdy zewsząd zaczęli garnąć się do niego, już-to Prałaci okoliczni, już najznakomitsi panowie, poddający się pod jego przewodnictwo duchowne, urządził sobie w osobnem miejscu, w lasach, do klasztoru należących pustelnię, i tam, o ile mu obowiązki opackie dozwalały, wiódł życie ostrej pokucie i bogomyślności tylko oddane.

Wszakże niedługo mógł tej ciszy zażywać. Biskupi okoliczni wzywali go z jednej dyecezyi do drugiej, już-to dla zakładania nowych klasztorów Benedyktyńskich, już dla zaprowadzenia w dawnych upadłej karności zakonnej. Przez lat dwadzieścia poświęcał się temu Gerard, jak z niewymownym dla zakonów pożytkiem, tak z tem większą dla siebie zasługą, gdyż wiadomo, że trudniej jest w rozwolnionem zgromadzeniu klasztornem wprowadzić na nowo zachwianą karność, niż założyć nowy zakon z całą jej ścisłością. W końcu jednak nasz Święty nietylko założył kilka klasztorów nowych, lecz w przeszło dwudziestu przywrócił najściślejsze zachowanie ustaw, także cała ówczesna Flandrya poczytuje go za odnowiciela w zakonach ducha świętego Benedykta i jakby za drugiego z tychże zgromadzeń Patryarchę.

Znękany ciężkimi trudami i ostrą przez całe życie pokutą, w podeszłym będąc już wieku, Gerard przedsięwziął podróż do Rzymu, dla otrzymania ostatecznego zatwierdzenia tak świeżo założonych przez niego klasztorów, jak i zreformowanych. Po powrocie zwiedził raz jeszcze wszystkie, a złożywszy godność opacką, zamknął się w swojej pustelni przy klasztorze w Brogne. Tam już w nąjściślejszem żyjąc odosobnieniu, gotował się tylko na śmierć. Gdy ostatnia jego godzina nadeszła, zawołał braci, dał im najzbawienniejsze upomnienia, pobłogosławił i śmiercią sprawiedliwych zszedł z tego świata. Umarł 3 października roku Pańskiego 959.

POŻYTEK DUCHOWNY.

Rumieniec, jakim okrywała się twarz świętego Gerarda, gdy w jego obecności ośmielał się kto nieskromnem wyrażeniem obrażać cnotę świętej czystości, powstrzymywaj od tego i najlekkomyślniejszych. Staraj się i ty w takich razach tak się zachować, abyś tego rodzaju obrazy Bożej nie był uczestnikiem.

MODLITWA.

Boże, któryś błogosławionego Gerarda Opata,
cnotą świętej czystości od lat najmłodszych
przyozdobić raczył; daj nam za jego
przykładem i pośrednictwem, czystem sercem
i nieskażonem ciałem wiernie Ci służyć.
Przez Pana naszego i t. d.
Na tę intencyę: Zdrowaś Marya


Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 624-626