ŻYWOT Ś. REMIGIUSZA BISKUPA REMEŃSKIEGO, pierwszego Apostoła
królów Francuzkich, pisany od Hinkmara następnika jego,
i Ś. Grzegorza Turoiiskiego, lib. 2, cap. 30. Urodził
się Roku Pańskiego 449. Umarł 545.
Byli we Francyi w Laudunie mieście ludzie zacni między swymi, i bogobojni, Emilius i Cylinia żona jego, którym P. Bóg dał dwóch synów w młodości ich: Pryncypiusza, który był biskupem Swezyońskim, i drugiego, który był ojcem ś. Lupusa, biskupa tegoż miasta. A gdy w lata dobre podeszli, nad ich nadzieję za zwiastowaniem jednego pustelnika Montana niejakiego, dał im P. Bóg syna tego Remigiusza; który gdy podrósł, tak prędkie i tak wielkie miał w cnotach i naukach postępki, iż we dwudziestu i dwuleciech za przyzwoleniem ludu wszystkiego, na Remeńskie arcybiskupstwo, po Bennadyusie wstąpił. Biskupi na młodość jego nie pomniąc, na on go stan choć poniewolnego poświęcili; i nie omylili się na onem Boskiem jego powołaniu; bo się takim na początku pokazał, jakoby się już był na tym urzędzie zestarzał, na żadnej mu biskupskiej i kapłańskiej cnocie nie schodziło. Nie umiał próżnować, pracy pragnął, od rozkoszy każdej uciekał, w wzgardzie się kochał, czci swej nie rad widział, w pieniądze ubogi, w sumienie dobre bogaty, w cnotach pokorny, na grzechy hardy był. Tak wszystkie w nim cnoty kwitnęły, iż mało było tych, którzy mu i w jednej zrównali. Zawżdy ducha nabożeństwa i skruchy zachowując, albo się modlitwą, albo czytaniem, albo rozmowami świętemi bawił; postami ciało swoje tak ujął, iż nic zuchwałego poczynać nie mogło; większy pokarm we łzach poczytał, mówiąc z Dawidem: Łzy moje były mi miasto chleba we dnie i w nocy; pragnęła do ciebie dusza moja do źródła wody żywej, czy rychło, przyjdę, a ukażę się przed tobą? tam nasycony będę, gdy mi się zjawi chwała twoja.
Wiele chorych znakiem krzyża świętego leczył, i choroby niezleczone od ludzi oddalał. Pannę jedną rodu wielkiego z Tolossy miasta od czarta opętaną, i do Rzymu na zleczenie posłaną, potem do ś. Benedykta przywiedzioną, a z jego rozkazania do siebie odesłaną, od czarta wybawił; która gdy zmorzona targaniem szatańskiem, tejże godziny umarła, modlitwą swoją mocną wskrzesił ją. Ogień także wielki w Remis, który miasto pożerał, krzyżem świętym ugasił; ślepych wiele i głuchych uzdrowił, tak, iż jego sława i między pogaństwem szerzyła się.
Za jego czasów bardzo przemożny i waleczny był król Francuzki Klodoweusz, poganin i bałwochwalca, ten wiele okolicznych królestw i miast, które Rzymianom były podległe, pod moc swą podbijał. Powiadają, iż Francuzi z Troi onej sławnej wyszli, gdy się ich część do Włoch, a część za morze Czarne około jeziora Meotys, albo jako nasi zowią Widowego, puścili; tych było dwanaście tysięcy, którzy się tam osadziwszy, dalej ku Pannonii postępowali, a szerząc się, państwa osiadali. Pierwiej je zwano Merowingi, a potem za Walentyniana cesarza zwano je Frankami. Ci potem zaszli tam, gdzie Niemcy niżsi, posiedli tamże kraje około Tornaku i Kameraku. Potem się szerząc, opanowali Kolno, i Trewierz, i inne tam te strony; aż gdy mieli króla tego to Klodowea, za jego szczęściem wielkiem, bardzo się rozszerzyli i wsławili. Ten król opanował te ziemie, gdzie dziś Francya, Rzymskim cesarzom wszystkie one wielkie miasta, w których wiele bardzo było chrześcian i kościołów odbierając, i pod władzę swoją podbijając.
Poganie oni słysząc o św. Remigiusie, i o cudach jego, ważyli go sobie bardzo, lubo przy swem bałwochwalstwie zostawali. I Klodoweusz król takie na niego miał baczenie, iż inne miasta dając na korzyść żołnierzom, do Remis puścić ich nie chciał, i ono miasto wojsku mijać kazał, tylko dla ś. Remigiusza. A gdy potem ten Klodoweusz Turyngią zawojował, tam Gunebalda króla Burgundyjskiego
wnuczkę, na imię Krotyldę, piękną i mądrą pannę, a co więcej w wierze chrześciańskiej gorącą, i bardzo nabożną, za żonę wziął; i przy niej państwo swoje aż do Sekwany, a potem aż do Ligery rzeki rozszerzył. Urodził mu się syn z tej to Krotyldy, którego gdy matka chrzcić chciała, bronił jej tego Klodoweusz, jako ciemnością pogańską zarażony pan. Żadnej pogody nie opuściła święta ona królowa,
gdy mu powiadać o Chrystusie, zalecając wiarę chrześciańską, i brzydzić bałwochwalstwo mogła; ale nic nie pomagało. Jednak to na nim przewiodła, iż syna onego ochrzcić dopuścił; który na chrzcie Ingomirem nazwany, w kilka dni umarł. Gniewał się Klodoweusz na królowę swoją, i mówił: Gdyby był przy moich bogach zostawiony, i im oddany, zostałby był przy żywocie; a Krotylda mówiła: Chwała Bogu, iż mię tem P . Bóg uczcił, że pierwszy owoc żywota mego, syna pierworodnego, do królestw a swego wziąść raczył. Urodziłam króla Niebu, będzieli Boga mego wola, urodzę drugiego, który na twe państwo wstąpi na ziemi, ja się o niego najmniej nie trasuję. I dał jej potem P. Bóg syna drugiego Klodomira, którego także matka do Chrztu ś. oddała; a gdy także zachorowało po chrzcie dziecię, trasował się Klodoweusz, i strofował żonę, mówiąc: Ten Chrystus wasz, i chrzest umorzy także tego, jako i pierwszego. A królowa się bojąc, aby się tem nie odraził od wiary świętej, do której go wiodła, prosiła pilnie P. Boga o zdrowie synaczka onego, i wysłuchał ją Pan Bóg; wszakże męża jeszcze do wiary św. twardego i nieużytego miała.
Aż czasu jednego, gdy się Klodoweusz na wojnę wielką przeciw Niemcom wyprawił, w bitwie już wojsko jego przegrywało, i trochę co tyłu nie podało, gdy Aurelianus niejaki radny pan jego, widząc króla w wielkiej trwodze, krzyknął na niego: Królu! uwierz w Boga na Niebie, któregoć królowa żona twoja opowiada; a wnet jako od Króla nad królami zwycięztwo mieć będziesz. A Klodoweusz to usłyszawszy i podniósłszy oczy w Niebo, płacząc rzekł: Jezu Chryste, o którym moja Krotylda opowiada, żeś jest syn Boga żywego, i dajesz pomoc każdemu, który cię w swej ciężkości wzywa, i w tobie nadzieję mam; jeśli dasz mi zwycięztwo, uwierzę w cię, i chrzest twój przyjmę; bo widzę, iż próżna w moich bogach nadzieja. Gdy tak wołał, wnet Niemcy tył podali, a ostatek wojska do miłosierdzia się uciekło; które on przyjmując, dannikami swemi uczynił.
Z weselem się wracając do swej królowej, to wszystko jej, co się działo, opowiedział, a do wiary i chrztu Chrystusowego gotowym się być pokazał. Działo się to piętnastego roku panowania jego. Wielkie wesele z tego mając Krotylda, przyzwała biskupa ś. Remigiusza, prosząc, aby królowi drogę zbawienną ukazał. I gdy króla nauczał, a do chrztu przyprawował, powolnym mu się stawił; jedno mówił: Lud mój i żołnierze, bogów swych opuścić nie chcą; pójdę ich na to, co ty mnie ukazujesz, namawiać. I zwoławszy lud wszystek, oznajmił im, jako onego zwycięztwa dostał, ażeby w tego Boga wierzyli, który w potrzebie może pomoc. Krzyknęli wszyscy z daru Boskiego: Opuszczamy i odstępujemy śmiertelnych bogów; a do tego, którego sławi Remigiusz, przystajemy, i wierzyć w niego gotowi jesteśmy. Ż wielkiem tedy weselem Remigiusz, do chrztu je gotował, a iż post wielki wtenczas był, pościć wszystkim kazał.
A w wielki piątek gdy lud był całą noc w kościele na modlitwie nocy onej wedle zwyczaju szedł Remigiusz na pokój królewski, i wziąwszy go do kaplicy Piotra ś. gdzie królowa swoje nabożeństwa miała, i tam się wtenczas modliła, gdy tam że króla nauczał, światłość z Nieba onę kaplicą napełniła; którą król i królowa przestraszeni, padli do nóg Remigiusza, i słyszeli głos: Pokój wam, jam jest, nie bójcie sią, trwajcie w zmiłowaniu mojem. I wnet ona światłość zniknąła, a biskup ś. cieszył je, i nauczał króla, i wtenczas mu wiele przyszłych rzeczy opowiedział: jako P. Bóg błogosławić i szczęścić mu, i potomstwu jego, a dać w moc jego Rzymskie państwo miał. Potem do chrztu z wielką pompą wszystko gotowano, i ulice, któremi miał iść, słano; wziąwszy zaś króla za rąką Remigiusz biskup, do chrztu go prowadził, do kościoła wielkiego z pałacu. Tam poświęcając wodę, gdy dla wielkości i ciśnienia się ludzi zatrzymany był kleryk, który niósł krzyżmo, a przecisnąć się z nim nie mógł; widząc święty biskup, iż krzyżma nie masz, zafrasowany, modlitwę do Pana Boga uczynił, aż oto gołębica mu cudownie do chrzcielnicy ampułkę z krzyżmem, latając, przyniosła.
Tym cudem jeszcze więcej król potwierdzony, zarzekając się szatana, chrzest św. przyjął i bierzmowanie wziął Dnia tegoż z nim dwie siostry jego, i trzy tysiące ludzi jego ochrzciło się, a potem za czasem wszyscy Francuzi chrześcianami zostali. Wiele majętności nadał kościołowi, które św. Remigiusz na inne kościoły obracał. Z tych dóbr od króla danych uczynił drugie biskupstwo w swej dyecezyi w Laudunie, tam gdzie się urodził, i postawił na niem Genebalda zacnego rodem i nauką świeckiego i Boskiego Pisma, który z żoną do czystości zmówiwszy się, a była wnuczka świętego Remigiusza biskupa, zakonny był żywot z nią przyjął.
Będąc na biskupstwie Genebaldus, ubezpieczył się, dufając cnocie swej; przeto dopuścił do siebie żonie swej w nabożny obyczaj przychodzić, i często ją w dom swój jako siostrę przyjmował; tak iż w domu jego przemieszkiwała. Nie bawiąc wkradła się chytra rozkoszy cielesnej pokusa, z towarzystwa bezpieczność, i z niej zapalenie złej żądzy urosło. Doznał, co to jest węgiel żarzysty na sukni trzymać, a z tak się okrutną bestyą, to jest z rozkoszą, zamykać; upadł i żył z nią w nieczystości, ślubów swoich i jej zapomniawszy, a już sam siebie i onę Bogu na czystość oddawszy. Potem zaś żona wskazała do niego tajemnie, iźem syna powiła, jakie mu imie dać każe; a on powiedział z wielką żałością i skruchą: Iż się jako łotr kryjomo urodził, a przed ludźmi kryliśmy się, nie mogąc się przed Bogiem skryć; niechże go łotrem nazowie. I pokutował w grzechu onym biskup. Ale znowu żonę śmiał do towarzystwa przypuszczać, i także drugi raz zwyciężony cielesnością, z nią upadł; a po chwili wskazała do niego, iżem córkę powiła, jakie jej dać imię każe. A on wzdychając rzekł: Zdradzeni jesteśmy, i samiśmy siebie zdradzili, niechajże ją lisicą nazwie. Wejrzał P. Bóg na Piotra, płakać i wielkie łzy wylewać za grzech swój począł Genebaldus; a widząc, iż na pokusy nie był potężny, bojąc się znowu upaść, umyślił opuścić biskupstwo, a na srogość się pokuty jakiej udać. I wskazał do św. Remigiusza, aby do niego co najrychlej przyjechał, o rzeczy mu i przygodzie jednej wielkiej, która jego obecności potrzebuje, opowiadając. I skoro przyjechał, padł do nóg Remigiuszowych, a płacząc i rycząc, rokietę biskupią z siebie zdzierał. A on mu jej zdzierać nie dopuścił. Gdy tedy grzechu się onego przed nim spowiadał z wielką żałością, i na pół z rozpaczą, cieszył go ś. biskup; a gdy pilnie wielkiej jakiej pokuty prosił, zamknął go w jednej komórce, tak, jako w grobie ciasnej, z maluczkiem okienkiem, i pieczęcią swoją zapieczętował; sam zaś za niego biskupie urzędy w Laudunie odprawował, jedną niedzielę w Remis, a drugą tam, Boską służbę czyniąc. I tak mu przez siedm lat pokutę czynić kazał; czyniło ją ochotnie, i przyjmowało jej sobie ono prawie skruszone serce. A gdy siódmy rok przyszedł, a przychodził wielki czwartek, wspomniał sobie Genebaldus narzekając na grzech swój, i mówiąc: W ten dzień, pókim był nie upadł, innych złoczyńców rozgrzeszałem jawnie, i pokutę im dawałem; a teraz sam takiego rozgrzeszenia potrzebuję. I płakał rzewno bardzo; a owo głos Anielski usłyszał: Genebaldzie wstań, już modlitwa Remigiusza za cię, i pokuta twoja przyjęta, i grzech twój odpuszczony jest; wynijdź do kościoła, a jako biskup rozgrzeszaj pokutujące. Przeląkł się głosu onego, i nic nie mówił; a Anioł drugi raz rzekł: Na znak woli Bożej, oto masz drzwi otworzone, a pieczęć Remigiuszową nienaszoną. Co widząc Genebaldus, położył się w progu na krzyż, i rzekł: Choćby sam Jezus Chrystus do mnie przyszedł, nie wynijdę ztąd, aż ten przyjdzie, który mię tu imieniem świętem jego posadził i zamknął. Odszedł Anioł; a św. Remigiuszowi Pan Bóg wszystko, co się działo, przez sen objawił, który wnet jechał do Laudunu, i znalazł Genebalda na progu krzyżem leżącego; z wielkiem go weselem i płaczem podniósł a do kościoła w prowadził, i przy sobie urzędy ni u biskupie,
i rozgrzeszenia pokutujących odprawować kazał. W wielkiej żywota świątobliwości dokonał Genebaldus, wszystkim oznajmując, jaką mu łaskę Pan Bóg pokazał. A Remigiusz długi wiek żywota mając (bo na biskupstwie 74 lata siedział), innemi wielkiemi cudami sławny, w pokoju wiele kościołów fundowawszy, i od króla na danych majętności im przypisawszy, a na Mszy swoje owce pożegnawszy, Sakramentami kościelnymi opatrzony, na żywot lepszy poszedł. Stracił był wzrok z starości, ale przed śmiercią był mu przywrócony, do lepszej światłości; gdzie chwali Trójcę św. ze wszystkimi świętymi na wieki, Amen.
Obrok
Duchowny.
Mądrze ten pokutujący Genebaldus ducha i Anioła dobrego doświadczał; bo to dobry Aniół który się z posłuszeństwem starszych, i z wierzchnością daną od Boga zgadza. A iż rzekł, by sam Chrystus przyszedł, bez tego, który mię jego imieniem tu posadził, nie wynijdę; rozumiał iż to miał być fałszywy Chrystus, który się z urzędem swoim zgadzać nie miał. Wiedział też, iż Chrystus prawdziwy, w starszych kościelnych mówi i rządzi, i bez nich nierozgrzesza. Tak Pan Bóg chciał tym postępkiem, wiary i posłuszeństwa tego biskupa doświadczyć. By na to pamiętali ci, którzy Chrystusa bez kościoła i urzędników kościelnych znaleźć chcą; a ono prawdziwy Duch Chrystusowy do urzędników swoich kościelnych odsyła, jako Korneliusza do Piotra, i Pawła do Ananiasza. Między cudami któremi ten święty po śmierci słynął, ten był, iż na tych karanie u Boga jednał, którzy się na one majętności, które król Klodoweusz kościołom nadał, a święty Remigiusz przypisał, targali, Nie prędko po jego śmierci Pipinus ojciec wielkiego Karola od biskupstw a Lauduńskiego wieś Anizyak odjąć chciał, i tam przyjechawszy nocował; a gdy zasnął, przyszedł do niego święty Remigiusz, i rzekł: Co tu czynisz, czemuś wszedł do tej wsi, którą nabożniejszy dał, niżeli ty, i którąm ja kościołowi Pan i mojej Bogarodzicy przydał? zatem ubiczował go srodze, tak, iż ocknąwszy się, znalazł sinizny na ciele, i z bólu w gorączkę wpadł, która go długo trapiła; od onego tedy czasu żaden tam król przebywać nie śmiał. I innych takich wiele cudownych rzeczy po jego się śmierci pokazywało.