ŻYWOT Ś. DOMINIKA PANCERZNIKA, pisany od Piotra Damiana do
papieża Aleksandra II. Żył około Roku Pańskiego 1060.
Dwo prześwięty ojcze, gdy posła, któryby niósł do ciebie żywot Rudolfa odemnie napisany, szukam, a nie znajduję, inny mi się święty trafił, którego żywot wielce ku zbudowaniu służyć będzie. Mąż Boży Dominik, ojciec i pan mój, przed rokiem umarł; którego wypisując żywot, boję się, aby się niektórej braci nie zdał nie podobny Ale nie daj Boże, abym fałsz jaki pisać miał, bo pamiętam, co mówi Apostoł: Jeżeli powiada, twierdzimy, iż Chrystus zmartwychwstał, a. on nie zmartwychwstał, znajdujemy się być świadkami fałszywymi, iż mówimy świadectwo przeciw Bogu. Ztąd się rozumieć może, iż ten kto o Bogu, albo o słudze Bożym co zmyśla, nie tylko za swe matactwo zapłaty nie godny, ale karania godzien, iż na samego Boga fałsz świadczy. Dominik będąc klerykiem, iż naonczas kwitnęło świętokupskie kacerstwo, (które Boże daj, aby i teraz do końca zginęło), za to, aby go biskup kapłanem poświęcił, jego rodzice dali biskupowi zamszu skórę kozłową, aż iż tym którzy Boga miłują, wszystko się w dobre obraca, ta jedna męża św. wina, wielu dobrego w nim była przyczyną bo tern przestraszony, światem wzgardził, stał się mnichem, i jako mężny wojownik, pustelniczy na się żywot wziął. Że zaś źle był poświęcony, póki żyw był, nigdy służby przeświętej u ołtarza sprawować nie śmiał. Dziewictwo aż do śmierci zachował, a pod nauką Jana z góry Ferenno, męża świętego, wiele lat pustelnikiem przeżył.
Było tam ośm komórek dla braci, w których żyli pod taką regułą: Wina nigdy nie pili, żadną tłustością potraw nie krasili, w niedzielę tylko i we czwartek warzonego co jedli, a pięć dni przez tydzień na chlebie i wodzie pościli, wszystek zaś czas na modlitwie, albo ręcznej robocie trawili. Nie bawili się żadnem gospodarstwem, tylko jednego osła wszyscy mieli, na którym jeden sługa nosił im żywność; jeden on Jan o wszystkich się starał. Zachowali się przez cały tydzień w pilnem milczeniu, tylko w niedzielę po Nieszporze i wieczerzy, wolno było jednemu z drugim rozmawiać aż do Komplety. Boso wszyscy chodzili; a jako mi sam powiadał Dominik, gdy mieszkał pospołu z Ansem bratem, mówiąc godziny, jeden drugiego rózgami siekł. Ten Anso raz się uskarżał, iż 9 dni chleb, który tylko jadł, w żywocie nosił; tak się bardzo postem trudzili. Mieli raz jednego brata, który z celi wychodził i tułał się po stronach; pierwiej go Jan słowy zgromił, a gdy się nie poprawił, bić go przed sobą kazał. Gdy ubierając się, coś jeszcze pysznego rzekł, kazał go drugi raz zewlec i siec; a gdy jeszcze coś hardego powiedział, trzeci raz go także bito; że jeszcze coś niepokornego wymówił, czwarty, piąty i szósty kroć, ile razy mruczał, sieczono go. Aż gdy do siódmego przyszło, dopiero zawołał: owo djabeł wyszedł odemnie, oto już ucieka, a wolnego mię czyni; już panu i mistrzowi swemu powolny będę i jemu się wszystek podaję. I tak się on brat poprawił i bez przygany w komórce żył.
Potem ten Dominik mąż ś. za dozwoleniem mistrza swego, mnie nędznemu i niegodnemu z wielką się pokorą poddał, jako starszemu; z którym ja mieszkałem tak, i on przeciw mnie komórkę miał, kościół tylko między nami w pośrodku był, którego ja cnót wyliczyć nie mogę. Dominik doktor i pan mój, grubą miał mowę, ale żywot rozumny i wdzięczny, który lepsze żywemi uczynkami kazanie czyni, niżeli drugich niezgodny język i słowa ozdobne. Po wielu latach pancerz żelazny na gołe ciało swoje włożył, i z dusznemi nieprzyjaciołami nieprzestanną wojnę wiódł, nie tylko sercem, alei ciałem. Na każdy dzień dwakroć psałterz śpiewał, a miotłami gołe swe ciato obiema rękoma bijał, to zaś pospolicie i codziennie tylko. Lecz w wielki post, albo gdy pokutę czynił, często sto lat pokuty odprawował. Sto zaś lat pokuty liczymy, to jest mówienia psałterza, w którym jest 150 Psalmów, dwadzieściakroć z dyscyplinami, albo z biczowaniem licząc, sto zacięcia na każdy Psalm, a trzy tysiące zacinania na rok jeden pokuty.
Pomnę, iż raz na początku postu wielkiego prosił mię, abym mu naznaczył tysiąc lat pokuty na on post; i wypełnił ją, nim się post skończył. Teraz już stary będąc, dziwna rzecz, jako się co dalej, tern więcej do takich pokut zapala, bo jakom z niego rozumiał, dwakroć odprawi Psałterz z dyscyplinami stojąc, ani się ruszając. Czasem w onym pancerzu, tysiąckroć przez jeden Psałterz przyklękał. Czasu jednego trochę dalej odemnie mieszkając, gdy do mnie przyszedł, spytałem go, jako się sprawuje? A on rzekł: Cieleśnie żyję, we czwartek i w niedzielę sobie ugadzam, a nie poszczę; pytałem go, jeżeli w te dni pożywa jajec albo sera, rzekł: Nie; spytałem, jeśli ryby je, albo jabłka? Powiedział: Byby i jabłka jeżeli kiedy są, dawam je chorym ubogim, których żal mi bardzo, iż ich tak wiele w naszych stronach leży. I gdy mu się przykrzyłem, mówiąc: Zkądźe w te dni sobie ugadzasz, gdy nic nie jesz, do czegoby ognia potrzeba, i to co się na drzewie rodzi? A odpowiedział: Kopr włoski bardzo rad jem z chlebem; i pomyśliłem sobie: O jako ten cieleśnie używa, który rozkoszy się w samem koprowem ziółku boi.
Miał wielki dar łez nabożnych, ale nie zawżdy; bo gdy się zamykał, a ostro milczenia postrzegał, tyle płakał, ile chciał. Lecz gdy często z kim rozmawiał, narzekał, iż płakanie utracił; a ja mu często moję suchość wymawiałem, mówiąc: Ach mię, miły ojcze! twoje łzy niepłodne są, które drugim łez rodzić nie chcą; jabym sobie życzył, aby tak, jakoś ty mnie jest ojcem, łzy też twoje moich łez były matką. Nie tylko on pancerz na gołem ciele nosił, ale i dwie obręczy żelazne na biodrach, i dwie drugie na ramionach. Trafiło się, iż dwanaściekroć Psałterz z śpiewaniem, a rózgami się bijąc, przebiegał nocą i dniem bez przestanku. Jego przykładem wiele się innych takiego biczowania i czyśca nauczyło, a nie tylko mężowie, ale i białogłowy; bo Tekbalda ona wysoko urodzona i stanu wielkiego, zwierzyła mi się tego, iż pokutę onę za sto lat wypełniła.
Czasem ten Dominik, podniósłszy ręce na modlitwę, przez cały Psałterz je tak w górę trzymał, chyba co pięćdziesiąt Psalmów spuszczał, i wnet podnosił. Modląc się za żywe i za umarłe, z onem podniesieniem ręku w nocy i we dnie, nie wiedział, której części roku noc krótka była, albo długa. A kilka lat przed śmiercią, co miał sobie dla starości ulżyć to przyczynił biczowania; miasto rózg, wziął rzemienne bicze; i doświadczywszy, iż bicz twardszy jest, jego na dyscypliny używał, i zawżdy go z sobą, gdy mu się gdzie iść trafiło, nosił. A gdy nie miał takiego miejsca, gdzieby nagim na ono biczowanie stanąć mógł, po nogach, po szyi, i po głowie się dyscyplinował. Do czterech onych obręczy żelaznych, jeszcze na starość drugie cztery przyczynił. Pancerz on swój i włosiennicę, co miesiąc, aby się rdza otarła, płókał.
Wszyscy, którzy w komórkach na puszczy mieszkamy, w zimie dla zimna szatę aż do ziemi długą nosimy; ale on nie mając trzewików ani butów, i w zimie krótką suknię do pół goleni miał. A gdy się w kapitule na dyscypliny zwłóczył (bo tego zwyczaju opuścić nie chciał) patrzyliśmy na skórę jego, i członki postem zmorzone,, iż była czarna jako u murzyna; suknia jego prawie była zgniła. Mawiał to często: iż śpiewanie Psalmów prędko się odprawić może, gdy to serce myśli, co język mówi; ale gdy serce myśli ma błąkające się, język się oszukiwa, tępieje, i nie rychło się obraca. Mawiał też: sen snem się, a uczucie uczuciem rodzi się; bo ciało ludzkie w czem się pomału wychowa, tem się karmi chętnie, i w tem się umacnia.
Ale mi tu kto rzecze: Chcemy też jego cuda słyszeć. Takiemu tak odpowiadam: Przenajświętsza Panna Marya i Jan Chrzciciel żadnego cudu nie czynili, a wszakże żywot ich nie lada pismem, ale świętem pismem opisany jest. To mówiąc, większy pożytek idzie słuchaczom z dziwnego świętych żywota, niżeli z cudów czytania; bo żywot wyciąga naśladowania, a cuda tylko dziwowania. Cuda pokazują, jacy święci byli; ale żywot ukazuje, jacy my też hyć mamy. Ty, co cudów pragniesz, uważ: iżali to nie cud jest, iż człowiek w ułomnem ciele żywot anielski wiedzie? tak, iż między wielą tysiącami ludzi, ledwie takiego jednego znaleźć możesz. Wiele jest dziś podlejszego żywota, przez które P. Bóg cuda czynić raczy.
Panem Jezusem świadczę, iż nie kłamam; gdym mieszkał na puszczy Samugni nie masz trzech miesięcy, gdzie przyszli do mnie dwa młodzieńcy, jeden ze Spoletańskiego, drugi z Weneckiego państwa. Ten Wenet imięniem Michał, dał mi sprawę, iż się obręczą żelazną, pokutując za grzechy swoje, okował, z taką prośbą do P. Boga, i z taką z nim umową: aby się ta obręcz rozpadła wtenczas, kiedy takie miejsce znajdzie, któreby zbawieniu jego służyło. Dnia tego, którego na puszczę przyszedł, ledwie trzy godziny tam będąc, gdy regułę tego ś. Dominika, będąc nie uczonym, sylabizował, taki się mu skruszony płacz przytrafił, iż tejże godziny ona się obręcz na nim rozpadła. Potem poszedł za mem rozkazaniem do Rawenny, aby tam zabrał rzeczy swoje pozostałe; tam się znowu okować dał rozmaitemi żelazami, sam się winił, sam się sądził; dwie obręczy od szyi spuszczone na ramiona, a dwie na lędźwiach ciasno ukowane, i tak z niemi do nas przyszedł. Zwierzył mi się tego wszystkiego tajemnie, prosząc, abym mu tego składać nie kazał, i ledwie to uprosił. Lecz gdy ona męka jego siłę przemagała, i ciało od żelaza obżarte śmierdziało, a co go więcej trapiło, iż się o tem inni ludzie dowiedzieli; prosił miłosierdzia Boskiego, aby mu w tej mierze wolę swoją oznajmił. I gdy o to prosił P. Boga, dwakroć przez sen słyszał: iż już łańcuchy one P. Bóg zdjąć z niego miał. Gdy tedy był z bracią na Jutrzni św. Symeona i Judy, wnet się one dwie obręczy na wierzchu popadały, jedna na dwoje, druga na troje, a drugie dwie tak osłabiały, że się jako wosk zginać mogły, i choćby chciał był nosić ich dalej, nie mógł. Tak sam P. Bóg gorące ono nabożeństwo cnotliwego brata pochwalił, i z onych go oków sam wypuścić cudownie raczył.
Nacoż się tedy w Dominiku o cudach pytać chcemy, gdyż i przez tego młodego nowicyusza takie dwa cuda P. Bóg pokazać raczył. Przetoż Dawid mówiąc: Dziwny P. Bóg w świętych swoich; wnetże przydał: On da moc i siłę ludowi swemu; nie rzekł: Da cuda, ale moc i wytrwanie. Gdy w Auksymie mieście Rzymian jeden, na imię Stefan, na przełożeństwie od papieża jako sędzia siedział, przyszedł do niego Dominik, prosząc go o jedno miejsce na puszczy, które za daniem stolicy apostolskiej już miał. On widząc odartego człowieka, wzgardził nim, i nic nie uczynił. Mówili mu inni: Nie gardź nim, święty to człowiek; a on rzekł: Niech będzie święty, jako chce, przecię ś. Piotr, którego ja rzeczy przestrzegam, świętszy jest. Poszedł Dominik nic nie sprawiwszy. Pojechał Stefan do Rzymu, zostawując na miejscu swem, i dając mu moc na wszystko jednemu słudze swemu, który wszystko uczynił, o co Dominik prosił; a sędzia on nim się do domu wrócił, na drodze zabity, bez potomka wiele bogactw obcym zostawił.
Był też Dominik bardzo ostrożny w słowach, tak, iż gdy go kto spytał: Która teraz godzina? nigdy rzec nie śmiał, ta albo owa; ale około tej, albo owej. Gdym go spytał, czemu tak mówi? Rzekł: Boję się kłamać, bo chociaż minie, albo nie dojdzie godzina, jednak będzie prawda, co rzekę. Raz będąc w komórce u klasztoru Conjunctulae, w wigilią Bożego Narodzenia, przez cały post nie wychodząc, strapiony postem i pracą, wyszedł z komórki na dzień on tak chwalebny, aby się trochę ochłodził; i to mając sobie za grzech, starszemu upadł do nóg, odpuszczenia prosił, i z płaczem się winił. A starszy nieroztropny, i nieświadomy, mogąc mu tylko jeden Psalm, albo co małego za pokutę dać, kazał mu, aby za to, do czego się znał, trzydzieści Psałterzów zmówił. A on wyrokiem onym, jako strzałą postrzelony, sądowi Boskiemu ono skazanie na się przyczytając, wrócił się do komórki, i nigdy z niej nie wychodził, aż onę pokutę z pilnością wielką wypełnił.
Pił czasem trochę wina, ale długo przed śmiercią, nigdy go już bynajmniej nie używał; a mając wielką chorobę, w głowie i w żołądku, wziąść miał lekarstwo. Tedy w piątek cały dzień Psałterz śpiewając, biczem się onym siekąc, w nocy lekarstwo ono wziął, i gorzej się miec począł; a po Jutrzni na pancerzu, na którym zawżdy będąc i zdrowy legał, umarłym znaleziony jest.
Cóż czynić będą pi, co się w rozkoszy cielesnej kochają, a na wieczny się ogień tuczą? pyszno, drogo i miękko tu członki ubierają, ale twardo i w smrodzie leżeć będą; jako szkapy po łąkach, tak po rozpustach i rozkoszach biegają, ale wiecznego potępienia pancerzem ściśnieni będą. Nasz Dominik rany Jezusowe, i chorągiew krzyża jego na ciele swem nosił, i na wszystkich ją członkach swoich wyrażał; tu w żelaznym pancerzu chodził, ale teraz w szaty anielskiej chwały obleczony jest. Tu łoże miał twarde, ale teraz miękko na łonie patryarchów odpoczywa; żywot tu jego był zawżdy jako wielki piątek, ale teraz zawsze Wielkanoc święci, w onem niebieskiem mieście Jeruzalem, gdzie zwycięztwa swego tytułami ozdobiony, w towarzystwie sąsiad niebieskich, wieczną chwałę i wygraną pieśń śpiewa. Umarł 14 dnia oktobra, za królowania Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i z Duchem ś. króluje na wieki wieków, Amen.