Żywot błogosławionego Piotra Claver, jezuity. (9 września)

 7. Września.

Żywot błogosławionego Piotra Claver, jezuity.

Dnia 21. Września r. 1851 papież Pius IX. ogłosił uroczyście światu katolickiemu: ,,Stanowimy, iż Piotr Claver, apostoł murzynów, sługa niewolników murzyńskich, jest błogosławionym w niebie i orędownikiem u Ojca wszystkich, a nade wszystko tych, o których się tak troszczył, t. j. najbiedniejszych z ludzi niewolników murzyńskich."

Błogosławionym owym jest Piotr, rodzony w r 1571 w Verdu w Hiszpanii. Był on uzdolnionym synem pobożnych rodziców, potomków znakomitego rodu. Skończywszy z odznaczeniem szkoły Jezuickie w Barcellonie, został przyjęty do zakonu w r. 1602. Uradowany z przyjęcia westchnął do Boga temi słowy: ,,Panie, jak nieskończoną jest łaskawość Twoja! Obym z wdzięczności za Twą łaskę zdołał się całkowicie Tobie swą istność poświęcić! Maryo, najdroższa matko, podziękuj Ty za mnie ukochanemu synaczkowi Twemu, i spraw, abym ja wyłącznie był ną Jego usługi, tak jak On się dla mnie poświęcił."
Po ukończeniu nowicyatu uczył się filozofii na wyspie Majorce i był uczniem Alfonsa Rodriguera, którego Leon XII. policzył d. 12. Czerwca do błogosławionych.

Za zezwoleniem zwierzchności zakonnej udał się Piotr w r. 1610 jako misyonarz do Ameryki i wylądował w Katargenie, mieście leżącym nad zatoką meksykańską, liczącym przeszło 200,000 mieszkańców. Zawiodła go tam Opatrzność Boża, aby został opiekuńczym aniołem murzynów, sprowadzanych z Afryki i zaprzedanych w niewolę.

Ukończywszy studya teologiczne i otrzymawszy święcenia kapłańskie, rozpoczął mozolną i pełną utrapień pracę. Skoro tylko przybił do lądu statek, przywożący murzynów okutych w kajdany i na pół żywych, chuda i blada twarz jego natychmiast się ożywiała. Z miechem na plecach, napełnionym chlebem, owocami, tytuniem, winem i t. d., co wyżebrał chodząc od drzwi do drzwi, biegł do statku, aby pokrzepić biedaków, ukoić ich gniew i pozyskać ich zaufanie; potem prosił ich, aby mu wskazali chorych niewolników niedoli którym niósł pociechę duchowną i cielesną i starannie pielęgnował. Pozdrowiwszy ich, towarzyszył tym, którzy mogli jeszcze jako tako chodzić, do lochów ciemnych i wilgotnych, w których nie było ani ław, ani stołów, ani sienników, ani podłogi, lecz tylko proste sklepiska. Tam umieszczano mężczyzn i niewiasty, młodych i starych i dawano im lichą strawę w brudnych naczyniach, dopóki ich na targowisku nie sprzedano. Niechlujstwo, smród, upał, krzyki jednych, jęki drugich, choroby, wrzody, ospa przedstawiały obraz prawdziwego piekła. Rok rocznie dowożono przeciętnie 12000 murzynów i prowadzono ich na targowisko.

W czasie krótkiego pobytu ich w tych lochach odwiedzał ich Piotr codziennie, mył ich i pocieszał z troskliwością matki, wyżebrał dla nich odzież i żywność, uczył ich wiary i modlił się pospołu z nimi. Na ścianie zawieszał wielki obraz, przedstawiający w żywych barwach obraz ukrzyżowanego, z którego pięciu ran krew obficie sączyła. Krew tę zbierał na wielkiej miednicy kapłan, aby nią chrzcić klęczącego obok siebie murzyna. Na przodzie obrazu stało z rozjaśnioną twarzą kilku murzynów, którzy już odebrali chrzest św.; w tyle widać było innych murzynów, nie chcących chrztu, z ponurą twarzą, otaczały ich złe duchy. Piotr uczył ich przed tym obrazem, jak się żegnać należy, jak mają mówić ,Ojcze nasze i Zdrowaś  i opisywał im w prostych słowach dobroć Bożą, miłosierdzie ukrzyżowanego za nas Zbawiciela, miłość Ducha św., sposobił ich do chrztu i udzielał im go z jak największą uroczystością. Aby w takich jamach usposobiać niezdolnych i na pół zezwierzęconych ludzi do chrztu, na to trzeba było niezwykłej odwagi, cierpliwości, poświęcenia i bohaterstwa, które mogło tylko być darem łaski Bożej.

Olbrzymią tę pracę podejmował Piotr przez lat czterdzieści, t. j. ilekroć tylko zawitały do Mexyku transpoty niewolników a zawsze dokonywał jej z jak największą ochoczością i ofiarnością. Niepodejrzani wiarogodni świadkowie podają liczbę ochrzczonych i pozyskanych przez niego Jezusowi murzynów na 350,000. W zamian za jego poświęcenie kochali i szanowali go wdzięczni murzyni i okazywali mu bezwarunkowo posłuszeństwo. Opuszczając Kartagenę, żegnali się z nim tak czule, że świadkowie tego rozstania od łez się wstrzymać nie mogli. Ponieważ miasto to ma klimat bardzo niezdrowy, liczba chorych bywała zawsze nader wielką. Choroba murzynów jest rodzaj trądu, tworzą im się rany najprzód na dziąsłach i wargach a potem rozpościerają się po wszystkich stawach i członkach tak szybko, iż całe ciało tworzy jednę tylko wielką pełną robactwa ranę. Claver nie wzdrygał się zajmować chorymi. Z początku wydało mu się to zajęcie wstrętnem, ale wkrótce się z niem oswoił. Pewnego razu słuchał trędowatego murzyna spowiedzi i zemdlał. Odzyskawszy po omdleniu przytomność, począł się łajać temi słowy: ,,A więc przykrzy ci się, nędzniku, nieść pomoc bliźniemu? Czyż on nie jest równie, jak ty, krwią Zbawiciela okupionym? Tę odrazę winieneś odpokutować, c Poszedłszy na bok począł się biczować. potem ukląkł przed chorym i całował rany jego. Gdy szedł wśród ulewy przez błotniste ulice miasta, aby po chatach odwiedzać chorych, tym, którzy go prosili, aby się ochraniał, zwykł był odpowiadać, że kto się chce wyuczyć rybołóstwa, nie powinien się lękać wody.

Skoro nadeszła chwila wielkiego postu, wysilał się po nad możności, aby tylko swym kochanym murzynom w mieście i okolicy ułatwić sposobność odbycia spowiedzi i przystąpienia do Komunii św. Całemi tygodniam i siadywał po 15 godzin w konfesyonale. Nierzadko się zdarzyło, że murzyni musieli go zanosić omdlałego i na pół żywego do domu. Po Wielkanocy korzystał z każdego dnia, aby odbywać misye pomiędzy odleglejszymi murzynami; często udawało mu się cudownie ich uleczyć. Gdy zdrowi wieczorem wracali od pracy, powitał ich i ściskał, obdarzył ich obrazkami i książeczkami do nabożeństwa, kazał im jeść i wypocząć i potem modlił się z niemi, udzielał im nauki, załatwiał ich spory i udzielał im Sakramentów świętych. Jeśli zaś wrócili o północy do swych chat na spoczynek, starał się przebłagać sprawiedliwość Boga za ich grzechy rzewną modlitwą i smaganiem ciała. Potem dopiero układał się do spoczynku na gołej podłodze. Będąc w drodze, zawsze się zatapiał w modlitwie,
w nocy klęczał często przed ołtarzem i popadał w zachwyty, a głowę jego otaczał wieniec światła niebieskiego. Ustawicznie nosił ostrą włosiennicę, sypiał na gołej ziemi z kawałem drzewa pod głową, a pościł bardzo surowo.

Nie był i Piotr wolny od krzyżów i strapień. Laik, którego powinnością było towarzyszyć mu na każdym kroku, człowiek krnąbrny i uporczywy, miał wstręt do Piotra. Jeśli ten chciał wyjść, z umysłu nie pokazywał mu się na oczy; jeśli Claverowi spiesznie było, braciszek wynajdywał zwłoki, jeśli kapłan chciał się modlić, laik wszczynał spory i szemrania, gdy Piotr wracał, szydził z jego świętoszkowatości i przesady. Claver znosił wszystko cierpliwie i obojętnie i dziękował jeszcze Bogu, że go karze za grzechy tak dokuczliwym towarzyszem. Handlarze niewolnikami nieraz go znieważali,
popychali i wypychali za drzwi. Piotr nie zrażał się się tem i łagodził ich gniew prośbami, póki mu pozwolili odwiedzić niewolników. Szarpano sławę jego, grożono mu śmiercią, ale to na niego nie czyniło wrażenia. Często spotwarzono go przed nieufającymi mu przełożonymi, że psuje murzynów, że ich chrzci po dwa razy i namówiono zwierzchność zakonną, aby mu zakazała udzielać Sakramentów. Mógłby był się łatwo obronić, ale wolał wszystko znieść w milczeniu i użalić się tylko przed Chrystusem.

W czasie zarazy srożącej się w r. 1650 Piotr zawsze chodził w miejsca najwięcej zagrożone i nie spoczął, aż póki sam na nią zapadł. Nie umarł na nią, ale taka ogarnęła go niemoc, że ani się mógł ruszać, ani Mszy odprawiać ani jeść. Co dzień kazał się nosić do kościoła dla wysłuchania mszy św., słuchał pilnie spowiedzi. Pielęgnujący go człowiek zaniedbywał go w sposób niesumienny, ale Piotr zdał się na wolą Bożą, nie żalił się na zaniedbanie, aż nareszcie śmierć go od dalszych cierpień zwolniła w dzień narodzenia Naiśw. Maryi Panny r. 1654.

Nauka moralna.

Piotr spisał nauki swego przewodnika w książeczce, którą zawsze przy sobie nosił i pobożnie całował. Otóż niektóre z nich:

1) Zbawienie człowieka polega na pełnieniu woli Bożej. To powinno być jedyną myślą i dążnością naszą. Im ściślej wykonywać będziemy tę wolę, tym większą będzie doskonałość nasza.

2) Aby pełnić świętą wolę Boga, trzeba się zrzec własnej, wyprzeć się miłości własnej osoby i we wszystkich myślach, słowach i czynach dbać jedynie o chwałę Bożą.

3) Aby korzystać ze wszystkiego, co nam się w życiu wydarzy błogiego lub przykrego, przyjemnego czy bolesnego, aby postępować w cnocie trzeba nam nade wszystko trzymać na wodzy język; mówmy mało z ludźmi, wiele z Bogiem. Gdy mówimy z ludźmi, niech mowa nasza tchnie prawdą, pokojem i niech będzie budującą. O innych mówmy dobrze, o sobie, o ile możności jak najmniej albo wcale nic.

4) Posłuszeństwo jest naszą powinnością względem każdego, który ma prawo rozkazywać nam; dla miłości Boga bądźmy uległymi i czyńmy, na co nam sił starczy. Jeśli coś przecho przechodzi siły nasze, mówmy: ,,tego uczynić nie możemy." Milczmy na wszystkie łajania i zarzuty i znośmy wszystko, co nie wykracza przeciw Bogu i czci Jemu winnej. Czynić to, znaczy to sam o, co odnieść zwycięztwo nad sobą samym.

5) Pochwały nam udzielane uważajmy za ubliżenie, gdyż wiemy, jak mało wobec Boga znaczymy. Milsze niech nam będzie lekceważenie. Ukórzmy się raczej wobec nagan i zniewag i powiedzmy sobie, że za grzechy nasze zasłużyliśmy na kaźń stokroć większą. Pamiętajmy raczej o czterech rzeczach ostatecznych, t . j. śmierci, sądzie ostatecznym, piekle i niebie i wzbudźmy tym sposobym w sobie ochotę do pracy i cierpień, pomni na to, że niezadługo nam zabraknie czasu do nabywania zasług.

Modlitwa.

Boże, któryś w błogosławionym
Piotrze Claverze stawił nam przed oczy
przykład prawdziwego kapłana i chrześcijanina,
racz nas natchnąć tym samym
duchem poświęcenia, ofiarności i pokory,
jakim on jaśniał, i pozwól nam udowodnić
tym sposobym, że szczerze pragniemy
wykonywać Twe przykazanie
miłości bliźniego.



ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 786-789