11 Wrzesień.
ŚŚ. Prot i Jacek, męczennicy.
SŚ. Prot i Jacek byli około roku dwóch setnego po narodzeniu Chrystusa Pana sługami w jednym zamożnym domu pogańskim w Aleksandry i, w wielkiem mieście w Egipcie, gdzie zaszczepił wiarę św. Marek Ewangelista. W onym czasie wielu tu już było chrześcian; atoli poganie wypędzili ich z miasta podczas prześladowania. Chrześcianie więc mieszkali na przedmieściach i po wsiach, i mieli biskupa Helena, który w jednym klasztorze odprawiał dla dla nich nabożeństwo. Prot i Jacek już się zestarzeli a jeszcze byli poganami. Znali jednakże wiarę chrześciańską i uważali, że mianowicie ich pani Eugenia bardzo była przychylną dla chrześcian. Zkąd ta przychylność pochodziła, dowiedzieli się, gdy razu jednego wyjechała z nimi na przechadzkę w okolicę zamieszkałą przez chrześcian. Na tej przechadzce bowiem przekonali się, że ich pani już w sercu jest chrześcianką. Powziąwszy święty zamiar przyjęcia chrztu św. zaczęła ona im przekładać, jakiem to wielkiem szczęściem byłoby dla nich, gdyby razem z nią przyjęli wiarę chrześciańską i namawiała ich do chrztu św. Starzy słudzy chętnie przystali na przedstawienia swej zacnej i kochanej pani, i razem z nią wstąpili do klasztoru, gdzie się znajdował biskup Helen i dali się ochrzcić.
Kiedy później Eugenia przeniosła się na mieszkanie do Rzymu, Prot i Jacek podążyli za swą panią do tego miasta. Tu miała ich spotkać korona męczeńska. Sroźyło się w tem mieście wtenczas straszne prześladowanie chrześcian. Prota i Jacka pojmali także poganie i zawlekli do bóżnicy pogańskiej, żądając od nich, aby się wyrzekli wiary chrześciańskiej, a pokłonili się bałwanom. Posiwiali ci słudzy na służbie musieli słuchać i wykonywać rozkazy pańskie, ale takie bezbożne żądanie odepchli ze zgrozą od siebie, chociaż wiedzieli, co ich czeka. Byli oni wprawdzie prostaczkami, nie posiadali nauki wielkiej, ale o tem wiedzieli, że każdy chrześcianin, czy on pan, czy sługa, czy uczony, czy prostaczek powinien mieć stałą wiarę, tj. wiarę słowem i uczynkiem wyznać przed ludźmi, chociażby wskutek tego utracił mienie, stanowisko a nawet życie. Na taką stratę byli przygotowani ci dwaj bracia i dla tego nie pokłonili się bałwanom. Wszedłszy do bóżnicy, podnieśli ręce i oczy ku niebu, a na ich modlitwę bałwany pospadały i pokruszyły się. Taką bronią tylko zawsze walczyli chrześcianie ze swymi prześladowcami. Groźby, zemsty, przekleństw, złorzeczeń nie znali, ani też nie rzucali się na swych prześladowców celem obrony, ani ich nie napadali, ani naprzeciw nim nie podnosili buntu. Bronili się spokojnie albo słowem, odpierając niesprawiedliwe zarzuty pogan i niecne ich oskarżenia, albo jak tu w tym razie modlitwą gorącą, którą u Pana Boga upraszali zawstydzenie i upokorzenie pogan.
Poganie rozjątrzeni tą mocą bożą okazaną nad ich bałwanami, zbili okrutnie te święte sługi i toporem pościnali im głowy około roku Pańskiego 268. Dziś Kościół św. czci śś. Prota i Jacka jako swych męczenników, czci ich obrazy, i poleca się ich modłom przed tronem Boga Wszechmocnego. Nie tak świat, bo ten o sługach i prostaczkach zapomina i im posągów nie stawia. Lepiej więc Panu Bogu służyć aniżeli światu, bo od P. Boga i najniższy człowiek może otrzymać koronę chwały niebieskiej.
1. Słuchaj chętnie namowy swego pana do cnoty;
2. Ze świętą zgrozą odepchnij od siebie żądanie sprzeciwiające się wierze św.
Modlitwa kościelna.
Niechże nas, o Panie, ożywia drogie wyznanie wiary śś. Męczenników Twoich, Prota i Jacka, a ich pobożna przyczyna niech nas broni. Przez Pana naszego itd.