Podwyższenie świętego Krzyża


14-go Września.

PODWYŻSZENIE
ŚWIĘTEGO KRZYŻA

Nastąpiło około roku Pańskiego 629.

(Szczegóły to wyjęte są z dziejów kościelnych).

Podwyższenie Krzyża świętego jest uroczystością postanowioną na pamiątkę tego dnia, w którym przenajświętsze Drzewo Krzyżowe, na którem Pan Jezus dokonał sprawy naszego zbawienia, zostało uroczyście napowrót przeniesione do Jerozolimy, z którego to miasta, czternaście lat przedtem, zabrane zostało przez Chozroesa króla Perskiego. Dzieje kościelne tak nam to opowiadają:

Chozroes II, syn Hormidasa króla Perskiego, wyniesiony na tron roku Pańskiego 591, był tak okrutnym, iż własnego ojca zamordował. Z tego powodu tak go znienawidzili poddani, iż ucieczką ratował się od śmierci, którą chcieli mu zadać. Znalazł schronienie w Carogrodzie u cesarza Maurycego, który mu tron przywrócił. Gdy wkrótce potem, Fokas z prostego żołnierza zostawszy wodzem i ogłosiwszy się cesarzem, zamordował cesarza Maurycego wraz z czterema jego synami, wtedy Chozroes postanowił pomścić śmierć swojego dobroczyńcy, i wydał wojnę Fokasowi, a pobiwszy go w wielu miejscach, obiegł Carogród. Herakliusz syn Wielkorządcy Afrykańskiego, wstąpiwszy na tron po Fokasie w roku 610, starał się zawrzeć pokój z Persyą, lecz król Perski wbity w pychę swojemi zwycięztwami, żadnych nie przyjął warunków. Wszedł nawet do Palestyny w roku 615, obiegł Jerozolimę, zdobył ją, wymordował około ośmdziesiąt tysięcy ludzi, i wziął do niewoli wielu mieszkańców, a między innymi Zacharyasza Patryarchę Jerozolimskiego.

Lecz co najdotkliwszą było dla całego chrześcijaństwa klęską, zagrabiając wszystkie naczynia święte z kościołów, porwał nawet i Drzewo Krzyża świętego, które święta Helena, matka cesarza Konstantyna, wyszukała była i w Jerozolimie zostawiła. Poganie z wielkim tryumfem zanieśli te święte Relikwie do miasta Krezyfonu nad Tygrem, gdzie zamierzali spalić je na ofiarę, przy swoich obrządkach zabobonnych. Lecz Drzewo Krzyża świętego chociaż znajdowało się w rękach swoich nieprzyjaciół, zmusiło ich do obchodzenia się z niem z takiem uszanowaniem, jak niegdyś Filistyni z Arką Pańską. Żaden z Persów nie śmiał dotknąć tych świętości, które pozostały zamknięte w srebrnej pochwie, w której umieszczone zostały przez cesarza Konstantyna, i sam Chozroes chociaż chciwy zawsze na srebro, tajemną jakąś silą wstrzymany zostawał, aby tego skarbu nie tknąć. Patryarcha zaś Zacharyasz, wzięty także w niewolę, nie spuszczał z oczu świętych Relikwii, do których go tam Opatrzność Boska jakby na stróża przeznaczała.

Tymczasem Herakliusz powtórnie prosił króla Perskiego o pokój, przyjmując nawet bardzo upokarzające warunki. Chozroes tem bardziej uzuchwalony, że jeden z jego wodzów zdobył twierdzę od której zależało wzięcie i Carogrodu, posłom Herakliusza, proszącym o pokój, odpowiedział, że się zgodzi na to, ale pod warunkiem aby cesarz i jego poddani, wyrzekli się Chrystusa, a oddali cześć słońcu, które Persowie czcili jak Boga. Tak bezbożne wymaganie oburzyło wszystkich chrześcijan, a cesarz Herakliusz oświadczył, że do ostatniej kropli krew swoją gotów jest przelać dla ukarania pogan, za takie bluźnierstwo. Cały naród poszedł za nim, duchowieństwo świeckie, zakony i najmożniejsi mieszkańcy, złożyli cesarzowi ogromne skarby na prowadzenie wojny, którą za wojnę świętą słusznie poczytywali, i Herakliusz na czele wojsk swoich wyruszył do Persyi, pełen nadziei że Pan Bóg pobłogosławi mu w wyprawie, w której zamierzał pomścić zbluźnione przenajświętsze Imię Jego.

Gdy wojska stanęły naprzeciwko siebie, cesarz nakazał modlitwy, potem wziąwszy w rękę obraz przenajświętszej Panny, który jak piszą, nie ludzką ręką był malowany, lecz zesłany z Nieba, obiegł wszystkie szeregi, dodając ducha żołnierzom, przypominając im że walczyć będą dla pomszczenia zniewagi uczynionej Chrystusowi, i upewniając że opieka Matki Boźej da im odnieść zwycięztwo, chociaż nieprzyjaciel był więcej jak dwa razy liczniejszy. Jakoż, po długiej walce, Persowie pobici zostali na głowę.

Lecz Chozroes i tem nieprzeparty, zebrał nowe a jeszcze liczniejsze szyki, i powierzywszy je najsławniejszemu swojemu dowódcy, powtórną stoczył z wojskiem Herakliusza bitwę. Od brzasku do południa, krwawa się toczyła walka: zwycięstwo się chwiało, gdy Persowie podwajając usilność, z nadzwyczajną ną natarczywością, a zawsze przemagając w sile, uderzyli na wojska cesarskie, które w końcu zachwiały się. Lecz gdy Heraklusz widząc to, wśród boju padł na kolana, i wezwał Matki Bożej, wszczęła się straszna burza, a grad i deszcz który bił w oczy Persów, tak im pomięszał szyki, że cesarscy odnieśli nad nimi stanowcze zwycięztwo.

Wszakże wielka potęga Chozroesa, pomimo takich dwóch przegranych, dozwalała mu nie zawierać jeszcze pokoju. Herakliusz więc ścigał go dalej, i znowu spotkał się z nim, już w środku samej Persyi. Chozroes zaś tak wielką liczbę zgromadził był przy sobie wojska, że widok nadzwyczaj przemagającej siły nieprzyjacielskiej, zatrwożył wojsko chrześcijańskie. Wtedy Herakliusz znowu ich zagrzał do męztwa, i znowu z tymże co pierwej obrazem Matki Boskiej obiegając szeregi, mówił do żołnierzy: „Bracia za Boga i Jego chwałę walczymy, pod opieką Matki przenajświętszej, każdy więc z was tysiąc Persów położy." I nie zawiodła go ta ufność w pośrednictwo Królowej niebieskiej: wojsko Chozroesa do szczętu zniesione zostało, i prawie wszyscy dowódcy jego w niewolę się dostali, gdy on sam nędznie m usiał uchodzić.

Porażka ta zgubiła ostatecznie Chozroesa, gdyż i starszy syn jego Syroes, podniósłszy rokosz przeciw niemu, zamordował go, i na tron po nim wstąpił. Pierwszym czynem jego, gdy został królem, było zawarcie pokoju z Herakliuszem, któremu przyrzekał zgodzić się na wszelkie podane przez niego warunki. Pierwszym było: aby Persowie oddali przenajświętsze Drzewo Krzyża Zbawicielowego, i wypuścili na wolność Patryarchę Zacharyasza i innych wziętych jeńców chrześcijańskich. Syroes zgodził się na wszystko, i te najdroższe Relikwie zawiezione najprzód zostały do Carogrodu. Wszystek lud, mając na czele swoim duchowieństwo, trzymając w rękach świece pozapalane i gałązki oliwne, wyszedł procesyonalnie, śpiewając hymny i pieśni pobożne, na przyjęcie tego nieoszacowanego skarbu.

Następnego roku to jest 629, cesarz Herakliusz wsiadł na okręt,—aby Drzewo Krzyża świętego zawieść napowrót do Jerozolimy, i złożyć tam Panu Bogu dzięki, za odniesione nad Persami zwycięztwo. Łatwo wystawić sobie, z jak świętą radością, ludność tego znowu miasta, przyjęła to Drzewo przenajświętsze, które było jego własnością a do której najwyższą przywiązywała cenę. I tu całe duchowieństwo w raz z ludem wyszło na spotkanie Relikwii świętych, które odebrano na koniec od nieprzyjaciół wiary chrześcijańskiej, po tylu krwawych a cudownych zwycięztwach. Cesarz przybrany w najbogatsze swoje szaty, chciał sam zanieść na Kalwaryę to Życiodawcze Drzewo. Poprzedzony duchowieństwem, mając przy boku Patryarchę i najwyższych panów dworu, wśród niezliczonego tłum u ludu, wziął Krzyż święty na barki. Lecz przybywszy do bramy miasta wiodącej na Kalwaryą, ani kroku dalej postąpić nie mógł. Zdziwiło to wszystkich, a Patryarcha Zacharyasz odgadując co było tego powodem: „Cesarzu, rzekł do Herakliusza, racz zwrócić na to uwagę, że w tym przepysznym stroju jaki masz na sobie, niosąc Krzyż święty, nie jesteś podobny do ubogiego i pokornego Chrystusa, gdy przez tę bramę szedł z tymże Krzyżem na Kalwaryę." Pobożny cesarz rozumiejąc co to znaczy, złożył monarsze szaty, zrzucił szyszak i koronę, zdjął nawet obuwie, i przywdziawszy bardzo skromne odzienie, zaszedł bez żadnej trudności na świętą Górę, i złożywszy tam Drzewo Krzyżowe, poprosił Patryarchę, aby otworzył futerał i okazał Relikwie ludowi. Zacharyasz przejrzał pieczęcie, przekonał się że były nienaruszone, otworzył pochwę srebrną kluczami które przechowane zostały w skarbcu kościoła Jerozolimskiego, i gdy lud z pobożnym jękiem padał na ziemię, umieścił Krzyż święty na temże miejscu, zkąd go przed laty czternastu, porwali byli Persowie.

Dnia to 14 września, roku Pańskiego 629, raczył Pan Bóg Podwyższyć to Swoje narzędzie ludzkiego zbawienia, tak świetnym obchodem, przy którym i wielu cudami niezwłocznie zasłynęła i objawiła się moc Krzyża świętego. Jeden umarły został wskrzeszony, czterech paralityków odzyskało zdrowie, piętnastu ślepych przewidziało, i dziesięciu trędowatych było oczyszczonych. Z wielu opętanych wyszedł szatan, i mnóstwo chorych wróciło uzdrowionych. Cesarz zaś, hojnemi jałmużnami dzień ten odznaczył: bogate dary i zapisy poczynił dla kościoła Jerozolimskiego, przywrócił na stolicę Patryarchę Zacharyasza, i innych Prałatów i duchownych do ich godności, wznosząc przytem i po cesarsku uposażając wiele dobroczynnych zakładów.

Na doroczną więc pamiątkę tej chwili, ustanowiona została dzisiejsza uroczystość, zwana uroczystością Podwyższenia Krzyża świętego, a na którą w dawnych wiekach, z całego świata chrześcijańskiego zgromadzały się do Jerozolimy wielkie tłumy pobożnych pielgrzymów wszelkiego stanu, płci i wieku. Wszelako i przed tym już czasem w Kościele Bożym, podobneż święto obchodzono, a to i na uczczenie tych słów Pana Jezusa: „A Ja jeśli będę podwyższon od ziemi, pociągnę wszystko do Siebie“, i na pamiątkę swobodnego oddawania czci znamieniowi Krzyża świętego, od czasów, gdy za cesarza Konstantyna Wielkiego, obrzędy chrześcijańskie jawnie i publicznie odprawiać się zaczęły.

POŻYTEK DUCHOWNY.

Niech opis i krwawych wojen prowadzonych przez gorliwych o cześć Krzyża świętego chrześcijan, i świetnej uroczystości z jaką obchodzili oni odzyskanie z rąk pogańskich tej najświętszej Relikwii, rozbudzi w sercu twojem szczególne nabożeństwo, do każdego wizerunku Krzyża Chrystusowego. Ile razy na niego rzucisz okiem, przypominaj sobie że na nim Pan Bóg odkupił nas śmiercią Swoją, dając przez to najwyższy, jaki być może, dowód miłości Swojej ku ludziom.

MODLITWA (Kościelna).

Boże! który nas w dniu dzisiejszym doroczną
uroczystością Podwyższenia Krzyża
świętego rozweselasz; daj prosimy, abyśmy
wielbiąc tu na ziemi tajemnice jakie się na
Nim odbyły, owoców odkupienia na Nim przez
Syna Twojego dokonanego, w Niebie dostąpili.
Przez tegoż Pana naszego i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.



Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 576-578