ŻYWOT MOJŻESZA ZAKONODAWCY, z Pisma świętego, to jest z ksiąg
jego wybrany, który też Pliilo żyd zacny pisał. Żył po stworzeniu
świata około Roku 1800.
Po śmierci Józefa w ziemi Egipskiej, naród Jakóba ojca jego, w kilka set lat tak sią rozmnożył, iż ziemią prawie wszystką napełnił i do boju mogło być z nich mężów samych po sześć kroć sto tysięcy. Tedy królowie Egipscy, bojąc sią, aby kiedy z ich nieprzyjaciołami zmówiwszy się, wygubić Egipcyan nie chcieli, najprzód podatkami wielkiemi, potem robotami nieznośnemi dręczyć je i ściskać, i ku nędzy a ubóstwu i wielkiej niewoli przywodzić poczęli. Z ich też potu budowali królowie pałace i zamki, nie ku potrzebie, ale dla chwały swojej i rozkoszy, a podziwieniu świata wszystkiego, zwłaszcza Fiton i Ramesses, czem jednak zniszczyć ich i umniejszyć niemogli; bo kogo P. Bóg rozszerzyć chce, człowiek nie skróci; im ich więcej dręczono, tem się ich więcej mnożyło. A że nakoniec dzieci płci męzkiej zabijać babom, Zeforze i Fui, król rozkazał, gdy je przy porodzeniu brały, lecz one bojąc sią Boga, nie chciały tego czynić. Za co gdy je król karał, mówiły: Nie takieć są niewiasty Hebrajskie jako Egiptskie; umiejąc one same rodzących pilnować, a niżli przychodziemy do nich, rodzą. I przeto niewiastom onym Pan Bóg, którego sią bały, budował domy, to jest, potomstwo ich rozmnożył i ubogacił. Tedy król obwołał na lud on Boży, srogi bardzo a niesłychany wyrok po wszystkiem królestwie, aby każdemu Egipcyaninowi wolno było od każdego żyda dziecią płci męzkiej, skoroby sią urodziło, z rąku wydrzeć, a w rzeką wrzucić i żeby sami żydowie synów swych pod gardłem wydawali. O, jaka była żałość rodzicom, gdy po ich komórkach, piwnicach i wszystkich ciemnych kątach szukano i brano dzieci niewinne na zgubą! Czart to nasienie, z którego miał sią urodzić Chrystus i głową jego zetrzeć, wygubić chciał.
W ten czas Amram (który był syn Kaatów, a wnuk Lewiego, a prawnuk Jakóbów ) z żoną swoją Jokabet powił synaczka bardzo pięknego, nad którym płacząc, iż wnet miał być porwany i w wodę wrzucony, skryli go rodzice pilnie i chowali przez trzy miesiące. A gdy go kryć dłużej nie mogli, nie chcąc go swą ręką zabijać, bojąc się też, aby sami z domem swym od okrutnika dla przestąpienia przykazania jego nie zginęli, z żałością wielką upletli z rogoży czółnek i obleli go smołą i klejem, i włożyli w niego z wielkim smutkiem swym pięknego synaczka i puścili na rzekę, a siostrę jego posłali, aby zdaleka patrzała, co się dziać z dziecięciem będzie. Król Faraon miał jedną córkę za mężem niepłodną, która dawno pragnęła rodzaju. Ta w ten dzień wyszła na przechadzkę i kąpanie do rzeki z pannami swemi, i ujrzała między gęstą trzciną blizko brzegu, do którego się był przybił on czółnek, i przynieść go kazała, który otworzywszy znalazła w nim dzieciątko wielce piękne, tak, jakoby się w domu królewskim urodziło; i domyśliła się, iż to było hebrajskie dziecię, zaczem użaliła się nad niem, a za syna go wziąć umyśliła, pytając się o mamce. A siostra dziecięcia onego, która z daleka patrzała, przystąpiła do królewny, mówiąc: Chceszli, zjednam ci hebrajską mamkę do niego. Królewna zezwoliła i obiecała zapłatę. Przywiodła tedy matkę swoją i tego dziecięcia, i dała do niej synaczka na chowanie. Bóg to sprawił, aby matki swej mlekiem wychowany był, a z nim wiarę bojaźń Boską wyssał.
Gdy się odchowało dziecię, wzięła je królewna do siebie i przysposobiła za syna jako za własnego i dała mu imię Mojżesz,to jest: Wodnik, bo go w wodzie znalazła. Rosło dziecię dalej, tem milsze królewnie i królowi i wszystkim dworzanom; bo się w nim wielka mądrość, dowcip, stateczność i dzielność pokazowała. A gdy do nauki sposobny był, z Egiptu wszystkiego co najprzedniejszych uczonych i filozofów dała mu za nauczycielów. I jako był dowcipny, tak wszystkiej się mądrości i nauk wszystkich Egipskich nauczył. Podrosłym młodzianem będąc, do rzeczy się wielkich i statecznych udawał, rozkoszy się strzegł, czystość chował, w statecznych się sługach kochał, i na wielkie rzeczy urodzonym być się pokazował. A pytając się o rodzaju swym, dowiedział się prawdy, iż był rodu tego, który Boga ma w Niebie, Twórcę Nieba i ziemi, i brzydzi się bałwochwalstwem Egipskiem i czeka Mesyasza, obiecanego przodkom ich, Abrahamowi, Izaakow i i Jakóbowi, wielkim sługom Bożym. O czem się on bardzo pilnie dowiadując, a dzieje i cnoty przodków swych Patryarchów i Józefa w pamięć biorąc i proroctwom się ich dziwując, zapalił się gorąco do naśladowania przodków swoich.
Nauczył się najprzód tajemnie wszystkiego nabożeństwa od ojców podanego i służby Bożej i nadziei po śmierci, a wzgardy marnego i doczesnego dobra. Potem młodzieniec św. postanowił mocno w sercu swem wszystkiem królestwem, do którego jako wnuk królewski nadzieję miał, i sławą wielką rodzaju królewskiego wzgardzić i to wszystko porzucić, matki się nawet swej królewny zaprzeć, a do ubogiej swojej i wzgardzonej przyznać się i z ludem swym nędznym a uciśnionemi niewolnikami przestawać. O, jak wielka wiara i miłość Apostolska człowieka tego! tak wiele opuścić państwa, rozkoszy, sławy, dla Boga, a przyjąć nędzę i wzgardę, i za stan królewski ubogi i niewolniczy wziąć i odmienić. Patrzył ten, jak mówi Apostoł, na rzeczy niewidome, jako na te, które okiem widział i z większą ich pewnością nadziei czekał. On swoją myśl aby mógł był wykonać, patrzył do tego pogody i czasu.
A widząc uciśnienie ludu swego, już dorosły będąc, rozkazował, gdzie mógł, aby się z nimi urzędnicy skromniej i łaskawiej zachowali. Bo był u wszystkich w wielkiej powadze i wojenne potrzeby odprawował, i inne królewskie i pospolite posługi. Lecz gdy więcej się króla, niż królewskiego w nuka bali i takież krzywdy niewinnej krwi czynili, jednego z nich najsroższego starostę, widząc, iż krzywdę czyni Hebrajczykowi, gdy nikt nie widział, ręką swoją zabił i w piasku ciało jego zagrzebł.
Widzieli już dworzanie niektórzy, iż Egipcyanom za ono okrucieństwo Mojżesz nie sprzyjał, a swój naród bardziej miłował i że rozum jego i dowcip miał się do rzeczy wielkich; donosili go tedy do króla i podejrzanym czynili, obawiając się, aby mu królestwa nie wydarł. Ono się też zabicie Egipcyanina od samychże braci jego, Żydów niewdzięcznych, rozgłosiło. On widząc, iż czas miał opuścić wszystko, pobiegł do Arabii, woląc z Bogiem i dobrem sumieniem ubogim być, niżeli między bałwochwalcami grzechami się ich i rozkoszami mazać. Na tej drodze ujrzał, iż pasterze krzywdę czynią niejakim białymgłowom, a bydło ich od wody odpędzają; i sam jeden obruszył się na one łotrzyki i obronił dziewki one, pomagając im pracy w napawaniu bydła, nigdy ich nie znając. Były to córki Jetra kapłana Madyańskiego, które gdy ono dobrodziejstwo ojcu oznajmiły, że ich jeden Egipcyanin obronił od mocy pasterzów, przyzwać kazał Mojżesza, aby się posilił; i widząc onego człowieka udatnego i dobrego, prosił, aby w jego domu został. Zaczem mieszkał u niego i wziął córkę jego Zeforę za żonę, z którą mu
dał Pan Bóg dwóch synów, Gersama i Eliezera.
Czasu jednego według zwyczaju strony onej, gdy pasł owce świekra swego, a puścił się z nimi w daleką puszczę, pastwiska szukając, ujrzał z daleka w głogowym krzaku światłość nad ogień świetniejszą, której się przypatrując, obaczył, iż w płomieniu onem drzewo całe bez żadnej odmiany zostawało, a ogień trwał w niem wielki, samo zaś nic nie gorzało. Zdziwił się temu bardzo i rzekł sobie: Pójdę, a zobaczę to wielkie widzenie, czemu ten tam w tym ogniu zgorzeć nie może? i gdy blizko przychodził, usłyszał głos: Nie przystępuj blizko, Mojżeszu; miejsce na którem stoisz, święta ziemia jest. Jam jest Bóg ojca twego, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakóba. A Mojżesz to słysząc, zasłonił twarz swoję, nie śmiejąc patrzyć na Boga. I rzekł do niego Pan Bóg: Widziałem udręczenie ludu mego w Egipcie i usłyszałem narzekanie ich na okrutne obciążenie robotami, i obaczę utrapienie ich. Przetom zstąpił, abym ich wybawił, a wprowadził w ziemię, mlekiem i miodem opływającą; a ciebie posłać mam do Faraona, abyś wywiódł lud mój Izraelski z Egiptu.
A Mojżesz długo się wymawiał, mówiąc: Com ja za człowiek, abym tak rzecz wielką sprawić mógł? i wierzyć mi nie będą, wymowy też do te go nie mam, teraz zwłaszcza, gdyś gadać z sługą swym począł, zająkliwegom się języka stał. Ale gdy Pan Bóg sam obiecał z nim być i jego język sprawować, jako ten, który stworzył niemego i głuchego, i gdy dał cuda wielkie w ręce jego, za pieczęć poselstwa swego, wziął na się on urząd z przydanym sobie towarzyszem, z bratem swym Aaronem. I szedł do Egiptu, gdzie już był on król, który go prześladował, i inni przyjaciele jego pomarli; i zwoławszy synów Izraelskich, oznajmił im miłosierdzie Boga ojców ich nad nimi, a iż na wyzwolenie ich z onej ciężkiej niewoli posłany był, którą powieść podpierał cudami onemi. Rzucił laskę na ziemię i wnet się z niej smok stawał; wziął smoka za ogon i zaraz się laska z niego uczyniła; włożył rękę w zanadrze i stawała się trędowatą; schował ją za pazuchę i wnet czystą jak pierwiej wyjmował; wylewał wodę na ziemię, aż zaraz z niej stawała się krew. Te cuda widząc uwierzył lud wszystek i dziękował Panu Bogu za pewną nadzieję odkupienia swego, iż wejrzał na płacz ich i ucisk nieznośny.
Potem poszedł do króla Faraona i rzekł: To mówi do ciebie Pan Bóg Izraelski: wypuść lud mój, aby mi ofiarował na puszczy. A król odpowiedział: A co za Pan, abym go ja słuchać miał? nie znam go i Izraela nie puszczę. Odprawił ich tedy z gniewem, a lud daleko ciężej męczyć i ściskać robotą kazał, mówiąc: Próżnują, przeto święcić się im chce i ofiary czynić; niechaj robią. I przyczyniono im roboty daleko więcej i cięższej, niżeli pierwiej, tak, iż dla większej pracy i bicia urzędników, wołali na Mojżesza: Miasto wybawienia, bardziej jeszcze na nas króla pobudziłeś i dałeś miecz na nas w ręku jego. Dopiero Mojżesz posilony od Pana Boga, wszedł z Aaronem do Faraona i na podporę poselstwa swego od Boga, a pokazanie mocy tego, który go posłał, iż był twórcą Nieba i ziemi, czynił cuda przed nim, i groził mu od Pana Boga, który jest sędzią i panem wszystkiego stworzenia, plagami wielkiemi i karaniem, jeżeliby woli jego uczynić nie chciał. Tedy z laski onej czynił smoka i z smoka laskę; co gdy też Faraonowi czarownicy czynić chcieli, smok Mojżeszów pożarł smoki ich i twardział tem Faraon; a woli Boskiej czynić nie chciał.
Pierwszą tedy plagą pokarał P. Bóg przez Mojżesza, nie tylko Faraona, ale wszystko królestwo jego. Woda w rzekach wszystkich i naczyniach w krew się obróciła i tak przez tydzień trwała. Lecz na to nic nie dbał Faraon. Fotem kazał Mojżesz i Aaron żabom z wody wynijść, i na uderzenie laski Mojżeszowej wyszły z wody żaby i napełniły domy, komórki, łóżka, stoły, potrawy, garnki, u wszystkich ludzi w Egipcie, od domu królewskiego począwszy; i uczynił postrach i brzydkość wielką. Tą się wtórą plagą karać nieco począł okrutnik i prosił, aby była od niego oddalona, obiecując już lud puścić. Ale skoro Mojżesz żaby od nich odegnał, skłamał i puścić nie chciał.
Potrzecie skarany jest pluskwami smrodliwemi, których z prochu Mojżesz naczynił i puścił je po wszystkiem królestwie na ludzie i bydło, które im wytchnąć me dały, iż ani siedzieć, ani leżeć, ani spać nie mogli, tak ich bardzo kąsały i męczyły, i z tej się plagi wykłamał Faraon, obiecując, a nic nie czyniąc. Potem psie muchy z ostremi żądłami przepuścił Pan Bóg, które bydło i ludzie morzyły, a przecię król obiecawszy wolność ludowi Bożemu nic nie uczynił. Piątą plagę puścił Mojżesz, powietrze zaraźliwe na bydło, iż wszędzie po Egipcie zdychało, a u Izraela i jedno najmniejsze nie zachorzało. Szósta plaga, rzucił garść popiołu Mojżesz przed Faraonem i uczyniły się wrzody ciężkie na miejscach skrytych po ludziach i bydlętach, tak iż stać przed królem czarownicy dla bólu nie mogli. Siódmą plagę spuścił Pan Bóg na podniesienie laski Mojżeszowej w Niebo, tak wielki grad z błyskawicami i z ogniem, jaki nigdy słychany nie był i pobił wszystko, co na polu zastał, ludzie bydło i zboże rożne. Tu już rzekł okrutnik: Idźcie, ofiarujcie, ale bez żon, dzieci i bydła mężczyzna tylko niech idzie.
Tego gdy Mojżesz nie chciał, ale się prawej wolności ze wszystkiemi domagał, Faraon z oczu im iść kazał Potem w ósmej pladze uderzył Mojżesz laską w ziemię i powstał wiatr i przypędził wielkie wojska szarańczy, iż pokryły ziemię wszystką i ostatek owocow, zboża i wszelkiej zieloności na ziemi i drzewach pożarły. Ale i to nie pomogło. Dziewiątą plagą karał Egipt Pan Bóg, przypuszczając na podniesienie laski Mojżeszowej w Niebo tak wielkie ciemności przez trzy dni iż się żaden człowiek z miejsca ruszyć nie śmiał, ani jadł, ani pił; a u Izraelitów słońce świeciło.
Już tu przyzwał okrutnik Mojżesza i mówił: Zgrzeszyłem przeciw Bogu waszemu i przeciw wam; idźcie, ofiarujcie Bogu swemu, a już i dzieci pobierzcie i żony, bydło tylko wasze niech zostanie. A Mojżesz rzekł: To być nie może, bydło mamy mieć dla ofiar. A tyran znowu do swej złości przyszedł i z gniewem rzekł do Mojżesza: Pójdź mi z oczu, a już więcej patrzyć na mię nie będziesz. Mojżesz mu odpowiedział: Niech się tak stanie, abym cię już nie oglądał. Złość ona tak wielka, takiem nawet upomnieniem i karaniem Boskiem przemoc się nie dała i z wolnej woli mówiła: Nie uczynię, nie wypuszczę, Pana tego nie znam; czem do upadku się swego wiecznego i doczesnego, z którego P. Bóg w mocy swej uwielbiony być miał, kwapił.
Tym czasem nim ostatnią plagą uderzyć w niego miał Pan Bóg, kazał (jako Pan wszystkiego tego, co jedno jest) ludowi swemu napożyczać, albo raczej nabrać u Egipcyanów (aby mieli od nich nagrodę jakąkolwiek za robotę swoję, srebra, złota, naczynia drogiego, szat i to, co zanieść mogli i sprawił tak serca Egipcyanów wszystkich, iż chętnie wszystko dawali). Nocy też onej nauczył przez Mojżesza Pan Bóg, jako mieli na pamiątkę swego wybawienia, święcić onę Wielkanoc, pożywać Baranka. I gdy go pożywali a jego krwią podwoje drzwi swoich mazali, tej nocy puścił Pan Bóg na Egipcyanów Anioła burzyciela, który wchodząc w dom każdego, zabijał pierworodne dziecię i pierworodne bydlę, a tam, gdzie krew na podwoju ujrzał, mijał. I stał się w północy krzyk wielki po wszystkim Egipcie, począwszy od króla, aż do ostatniej niewiasty, która rodzi i wszyscy zaraz z królem, nie tylko ich wolno puszczać, ale wypychać i prosić poczęli, aby co najprędzej wyszli. Tak je były one larwy złych aniołów i czartów przestraszyły, i taka je bojaźń z onych synów umarłych, których ciała leżały w domu każdym i ze snów straszliwych, które widzieli, wzięła, iż ledwie byli wszyscy żywi. I przyciągnęli nocy onej Izraelitowie w puszczę i przyszli nad morze; było ich ludu około sześć kroć sto tysięcy do boju, okrom młodych, dzieci, niewiast i pospólstwa z Egiotu ludu ubogiego, którego z nimi wyszło bez liczby. Czynili tedy ofiary wielkiem u Panu Bogu swemu, który takiem i je cudami wyzwolił. I dał im Pan Bóg świetny słup w nocy, który ich prowadził. Gdy już wyszli, a kilka noclegów odprawili. Faraon począł znowu żałować, iż je puścił i gonił ich ze wszystkiem wojskiem swojem i zatrwożony bardzo. Tej nocy, której na nie uderzyć miał, zasłonił ich Pan Bóg słupem i obłokiem od wojska królewskiego, iż przystąpić do nich nie mógł. Tegoż czasu puścił Pan Bog wiatry bardzo wielkie na morze i uczynił drogą w pół morza, a po bokach postawił mury z wody wysokie i kazał iść ludowi między one wodne ściany; po suchem tedy dnie i głąbinie nizkiej, przeszedł lud wszystek, stopy nie zmoczywszy.
O dziwna mocy Boska, której wszystko służy. Widząc Faraon, iż uchodzą tą drogą, która jeszcze sucha była, puścił sią za niemi. Zobaczył Mojżesz, iż za nim i ciągnie, a iż już wojsko wszystko, jezdni i piechota, m ędzy one ściany wodne weszli; ściągnął ręką i kazał sią wodom spuścić na swe miejsca, które zatopiły wszystko wojsko, z wozami, z końmi i z ludźmi, tak, iż i jeden z nich nie uszedł. O jaka była radość ludu Bożego! mężczyzna i białogłowy osobno w weselu śpiewały, mówiąc: Uwielbiony Bóg nasz, wozy, ludzie i konie ich potopił! Bóg sława nasza, Bóg siła nasza! Bóg nasz jest, sławmy go, wszechmocne jest Imię jego. I patrzyli na trupy nieprzyjaciół swych potopionych, których morze na brzeg wyrzucało i wielbili mocną ręką Boską.
Tak wybawiony lud swój Pan Bog chcąc osadzić w ziemi onej Chananejskiej i uczynić sobie z niego lud wybrany, gniazdo Syna swego i dom Mesyasza przyszłego, w którym sią zbawienie światu wszystkiemu urodzić miało, chcąc też sobie chwalcę i sługi wierne z nich i królestwo kapłańskie uczynić, niżeli je do ziemi w prowadził, postanowić chciał z nimi zmową i przymierze wieczne i ufundować ich rzeczpospolitą kościelną i świecką, dając im ustawy i prawa, wedle których sią zachować i służyć Panu, Wybawicielowi i Dobrodziejowi swemu mieli. Na to dzień im złożył pewny, aby sią z nimi sam rozmówił. I kazał obwołać przez Mojżesza, aby się gotowali przez trzy dni i do żon swych nie przystępowali, a w szaty sią ochądóżne i wyprane oblekli.
Gdy dzień on przyszedł, ukazał się im Pan Bóg na górze wysokiej, w ogniu straszliwym gromach i błyskaniu tak srogiem, iż drżeć wszyscy poczęli. A gdy trąbą, która ich zwoływała, co dalej, to ogromniejszą i straszliwszą słyszeli, już przelęknieni i na pół żywi, mówili do Mojżesza: Prosimy, niechaj z nam i ten Pan tak straszliwy nie mówi, boć już pewna nas śmierć spotka; ty sam z nim rozmawiaj, a my ciebie słuchać będziemy, co jedno powiesz od Pana; tedy Pan Bóg ugadzając nieudolności ich, kazał Mojżeszowi na górą do siebie przyjść i stawiąc go za urzędnika najwyższego nad ludem swoim, uczynił mu kredensu wszystkich, puszczając go pod obłok, którym była góra ona otoczona. Na której pierwiej, niżeli sią rozmówić miał z Panem Bogiem i zakon od niego i postanowienia brać, pościł dni i nocy czterdzieści, dopiero z rozmowy Pańskiej wziął zakon i nauką na wszystko. I od onego czasu rozmawiał z nim Pan Bóg w każdej potrzebie, jako przyjaciel z przyjacielem.
Fundament tedy ich wszystkiego postanowienia i rzeczypospolitej kościelnej i świeckiej, i wszelakich cnót a dobrego rządu był on tak zacny i wielki wódz i urzędnik od Boga dany, którego we wszystkiem słuchając i na jego wysokie cnoty patrząc, podobać sią Panu swemu mieli. Najprzód tedy od duchownych i kościelnych spraw poczynając, na znak rozmowy swej z Panem, wziął dla nich od Boga napisane dziesiącioro przykazanie Boskie, na dwóch tablicach kamiennych, w którem się zamyka wszystko zachowanie ich ku Bogu i bliźniemu, I uczynił między nimi i Panem Bogiem przymierze, bydlęcą krwią, która Chrystusową przyszłą znaczyła, skropione; w którem im Bóg poprzysiągł sam na się, iż ich Bogiem, Obrońcą i Dobrodziejem miał być na wieki i pokój z nimi zachować, gniew, swój od nich (dla onego przyszłego Syna swego krwi rozlania) odwracając. A oni też obiecowali nigdy innego Boga nie mieć, ani innemu dufać, ani do innego uciekać, a tego samego wolą czynić w żywocie takim, jaki on kazał i postanowił.
I nauczył ich Mojżesz bojaźni Bożej, pokazał też im cnoty wszelakiej pobożności, w których się Bóg ich kochał i których po nich chciał. Postanowił im też kapłanów, służbę Bożą i kościół, budując im z majętności ich przybytek, w którymby się kłaniali Panu Bogu i ofiary jemu samemu z majętności swojej, jako dawcy wszystkiego tego, co mieli, i dziedzicznemu Panu swemu czynili. Dlaczego oddzielił jedno pokolenie i naród Aaronów, aby z niego samego i ze krwi jego kapłanów mieli i na nich im nigdy nie schodziło, a w urząd się kapłański żaden, z tej krwi nie idący, nie wdawał. Tem polecił naukę, kazanie i oznajmienie woli Bożej, aby ich słuchali, im wierzyli, gdyby co o rozkazaniu Boskiem wiedzieć chcieli. Dał im i Lewitów na ustawiczną służbę Bożą, którzyby lud pospolity, ustawiczną służbą Bożą bawić się nie mogący, zastępowali. I naznaczył im żywność z majętności ludzkiej i z okupu pierworodnych synów, które byli winni dać na służbę Bożą kościelną ustawiczną. Nauczył też ich sakramentów, obrządków i świąt kościelnych, któremu chwalić P. Boga, a w służbie jego czasów swych przebywać i szukać zbawienia dusz swoich mieli.
Świecką także rzeczpospolitą postanowił im, nauczając, jako się sądzić, karać i bronić nieprzyjaciołom mieli; i jako się jeden ku drugiem u zachować, a łupieztwa, lichwy, nierządów i krzywdy bliźniego, strzedz mieli. Małżeństwo też postanowił i wychowanie dziadek, aby z nich godni słudzy Bogu i rzeczypospolitej rośli. Tak wszystko z woli Bożej stanowiąc, sam im wielkich i niewysławionych cnót przykładem był. Przełożeństw a nad onym ludem tak wielkim nigdy nie pragnął, owszem samemu Panu Bogu z pokory wielkiej wymawiać się długo śmiał; i gdy go na ten urząd w sadził, a dał mu tak wielką moc, częstokroć złożyć go z siebie chciał i mówił do Pana: Czemuś, mój Panie, pokarał sługę twego tym urzędem? czemu mi tej łaski nie pokażesz, abyś ze mnie ten ciężar złożył ? W czem się drudzy kochają i o co krew przelewają, od tego on uciekać pragnął, aby mu się było godziło woli Pana swego sprzeciwić. Nie chciał z tego tak wielkiego urzędu nigdy bogatym być, żadnych dochodów od poddanych nie brał, żadnych darów, jako mówi przed Bogiem swoim: Ty wiesz, miły Panie, iżem od nich i jednego oślęcia nigdy nie wziął. Nie zażywał dworzan, urzędników i żołnierzy do posługi swej, na wszystkiem, jako jeden pospolity człowiek przestawał, jednego tylko sługę mając Joznego, który był wszystkim dworem jego; szaty i kuchnia jego jako jednego z pospolitych były.
Synów też swych i po winnych krwią, na żadne dostojeństw a nie wynosił, ani o to prosił, aby który syn po nim na przełożeństwo wstąpił. I owszem sługę swego domowego Jozuego sam z woli Bożej na urzędzie promował. W nabożeństwie i służbie Bożej wszystką swoję sprawę, rozum i pomoc fundował; zawżdy się z Bogiem swem sercem i myślą jednocząc, na modlitwie, w namiocie albo w kościele przebywał; o rzecz się każdą Pana Boga na modlitwie radził i nic bez niego nie poczynał. Ludzi poddanych swych, których mu Pan Bóg powierzył, chociaż byli źli, krnąbrni, obmówcy jego i nieprzyjaciele, którzy go mało kilkakroć nie ukamienowali, tak miłował, iż dla nich, aby Bóg im grzechy odpuścił, wymazanym być z ksiąg Boskich chciał i mówił: Abo im ten grzech odpuść, albo mię wymaż z ksiąg, w których mię napisałeś.
Występki ich w szystkie jako swoje opłakiwał i cierpieć za nie z miłości ku nim dla Boga, aby w nich wsławiony był, pragnął. Tak wolał sam zginąć, a niżeliby lud on, jemu polecony, gniew Boży na sobie nosić miał. I gdy do niego mówił Pan: Dam ja tobie lud lepszy, mocniejszy, większy i uczynię cię nad nim przełożonym, a tych złych, co ciebie i mnie gniewają, wygubię; on odpowiedział: Nie chcę, miły Panie, już tych złych naprawuj, a nie trać ich sam dla siebie, większą cześć twoja będzie, gdy złym przepuścisz, a onych poprawisz. Twojaby to była niesław a u Egipcyan i innych, którzyby się ze czci twej urągali, mówili: Nie mógł ich wprowadzić do ziemi, którą im obiecał, i pobił je na puszczy. O, dziwnej miłości serce ku czci Bożej i bliźniemu! Dla tej czci Bożej, której najwięcej pragnął, aby tylko Bóg wsławiony był, urzędu nad lepszymi ludźmi nie chciał; ale wolał z onymi złymi trwać i wiele cierpieć od nich i leczyć je jako mógł, tylko żeby Pan Bóg sromoty i przymówki u nieprzyjaciół swoich nie miał.
Miłował poddanych, jako matka dzieci, a chociaż mu źle czynili, on im źle życzyć nie umiał. Wszakże gdy ich od sprawiedliwości Bożej i doczesnego karania wyprosić nie mógł, w olał ich sam karać. Tak uczynił, gdy spostrzegł, iż w bałwochwalstwo sprośne wpadli i ulanego cielca za Boga chwalili, bo rozkazał Lewitom od bramy do bramy zabijać lud on, bałwochwalstwem zmazany, gdzie poległo ich około dwudziestu i trzech tysięcy. Drugi raz o sprośność cielesną i towarzystwo nieczyste z pogańskiemi niewiastami Moabskiemi (które ich do tego przywiodły, iż djabłom ofiary czynili i synów swych, w ogniu je paląc, ofiarowali), kazał przełożonych, którzy ich od tego nie odwodzili, ani karali, zawiesić na szubienicach przeciw słońcu. A Fineasowi wnukowi Aaronowemu, który Zambrego z nierządnicą Kozbą córką książęcia Madyańskiego na sprośnym uczynku mieczem przebił, dziękował, iż się mszcząc nad nimi zelżywości Boskiej, gniew Boży od ludu jego odwrócił.
Na odszczepieńce i heretyki, którzy rozruchy czynili, i kapłaństw o sobie przypisowali, a starszych i kapłana Bożego słuchać nie chcieli, bardzo się srogim pokazał. Bluźniercy oni czynili się tak dobrymi, jako i Aaron, z pychy i hardości; sekty i rozdziały czyniąc, lud do swej niezbożnej kupy zbierali. Tacy byli: Datan, Chore i Abiron, którzy gdy się upamiętać nie chcieli, a na jego prośbę i pokłon nizki, których prosił, aby na pokorę pamiętali, a w pychę się nie podnosili, nic nie dbali; on ze wszystkich ludzi, którzy byli na świecie, najłaskawszy i najcichszy człowiek, przestrzegł lud, który byli zwiedli i na swę sektę namówili, aby uciekali od niezbożnych sektarzów, mówiąc: Oddzielcie się od namiotów ludzi niezbożnych, a nic się, co ich jest, nie dotykajcie, abyście w grzechach nie zginęli; rozkazał tedy ziemi, aby się otworzyła, a pożarła ich, i do piekła żywo przepadli.
Nigdzież srogości większej nie użył, jako nad tymi ojcami wszystkich heretyków, którzy się kapłanom i urzędnikom Bożym sprzeciwiali, i rozdziały a sekty czynili. I nie kazał się dotykać, co ich jest. Bo wszystko u nich zaraźliwe, i mowa, i księgi, i pisma; z czem wszystkiem w ogień ich piekielny posłał. A nie tylko samych sekt mistrzów, ale i onych panów, których było dwieście i pięćdziesiąt, przednich ludzi i pierwszych, których do rady wzywano, którzy kadzielnicę kapłańską brać w rękę śmieli, pozabijał Pan Bóg; bo ogień z Nieba na nich uderzył i popalił je, acz nie taką srogą śmiercią, jako oni zwodziciele ich, zginęli. Tak był Mojżesz na odszczepieństwa srogi, gdy tego było potrzeba. Bo sam z natury swej był człowiek dziwnie cichy, a bardzo miłosierny, ale gdzie o krzywdę Bożą trzeba było karać, a ludzkiego zbawienia i dusz ich, aby się nie zaraziły, bronić, tam musiał na upornych i niekarnych miecza dobyć.
Także i bluźniercę Bożego, który z gniewu, swarząc się z drugim, przeciw Panu Bogu mówił, ukamienować i tego, który w dzień święty drwa zbierać śmiał, takąż śmiercią skarać z porady Bożej rozkazał. Wielce był cierpliwym i znosić umiał szemrania, obmowy i złorzeczenia ludu onego nieużytego. Od własnego brata Aarona i siostry rodzonej Maryi, przymówki i uszczypliwe słowa o jakąś żonę Murzynkę cierpiał, iż śmieli mówić: Iżali przez samego Mojżesza mówi Pan Bóg? wszak też i do nas także mówił? Co słysząc Pan Bóg, rozgniewał się bardzo; bo Mojżesz był nade wszystkie ludzie, co ich było na ziemi, najcichszy i najłaskawszy, przetoż o swoję krzywdę nic nie mówił, a ich się językom nie sprzeciwił. Ale Pan Bóg ujął się za krzywdę jego i przyzwawszy do siebie Aarona i Maryę, mówił: Będzieli Prorok Pański między wami, w widzeniu się jemu ukażę, albo przez sen mówić z nim będę. Lecz sługa mój Mojżesz nie taki jest, który będąc najwierniejszy we wszystkim domem moim, usty z nim w usta mówię, a nie w figurach, ani pod zakryciem, ale jawnie Pan widzi. I to mówiąc Pan Bóg, skarał Maryę trądem szpetnym po wszystkiem ciele, za którą się samże Mojżesz wstawił i gniew Boski przejednał i zdrowie jej uprosił. Acz Pan Bóg pokutę jej doczesną, karanie i sromotę (gdy była przez siedm dni wyklęta i z obozu wyrzucona) cierpieć kazał.
Wielekroć poddani oni jego, dla których tak wiele cierpiał i dobrze im czynił, na niego wołali: Wywiodłeś nas, zdradziłeś nas, nie masz co jeść, nie masz co pić na puszczy. Dajesz nam tylko mannę, tę lekką potrawę! a gdzie mięso? gdzie ryby? wrócić się do Egiptu musiemy i już sobie wodza obierzemy. Gdzie ta ziemia opływająca mlekiem i miodem? otoś nas zawiódł zdrajco! A on tylko wzdychał i mówił: Czy ja was wywiodłem, iżali nie sam Pan Bóg, takie cuda czyniąc, mocną ręką swoją? iżali przeciw mnie, a nie przeciw Bogu jest szemranie wasze? com ja jest grzeszny człowiek, który to czynić muszę, co mi wasz Pan Bóg kazał, iż się burzycie przeciw mnie ? A obróciwszy się do Pana Boga, nie pomsty na nie prosił, ale mówił: Gdzież ja mam wziąć mięsa tak wiele albo ryb, na sześć kroć sto tysięcy ludzi? gdzież ja im wody wezmę? i tak cierpliwością i pokorą swoją ich zbywał, i gniewu uchodził, a od Pana Boga wnetże pomoc miał, bo w pragnieniu ludzi onych, kazał mu, aby z kamienia wodzie wyjść rozkazał i na uderzenie laski jego, opoka hojną rzekę wody puściła; i mięsa, bez którego być mogli, a tylko na pokazanie mocy swej, dał im Pan Bóg bardzo wiele, gdy przepiórki i kuropatwy albo jarząbki, które do nich Pan Bóg przypędził, zbierali cały miesiąc na ziemi, chwytając tak wiele, iż ich przejeść nie mogli; ale przepłaciły tego rozpustne gęby, a postu nie miłujące i na onej drogiej z Nieba mannie nie przestające, bo jeszcze mięso tkwiło w zębach ich, a gniew Boży pobił je tak, iż miejsce ono nazwane było pogrzeby pożądliwości.
Był Mojżesz w pracy nieprzełamany; cały dzień nie jedząc, siedział na sądach, swary ludzkie jednając. A będąc Duchem Bożym i mądrością wielką, jakiej żaden człowiek na święcie nie miał, od Boga opatrzony, słuchał jednak rady Jęta świekra swego, gdy mu poradził, aby na sądy postanowił innych ludzi mądrych, a nie łakomych i podarkami gardzących. On tak wielki Prorok nie rzekł: Ty mnie takiego, który z Bogiem gadam, uczyć i radzić chcesz? ale owszem jako pokorny posłuchał dobrej rady, nic o sobie wielkiego nie trzymając.
W wojnach też przeciw nieprzyjaciołom mężny był i umiejętny. Na Amalecytów sługę swego Jozuego posyłając, pobił je podniesieniem ręku swych do Boga; póki ręce w Niebo podniesione, jakoby na krzyżu (figurując Chrystusa ukrzyżowanego) trzymał, póty Jozue nieprzyjaciela zwyciężał, a gdy je spuścił, przegrywał. Przeto aby ich nie spuszczał, dwa kamienie pod łokcie jego Hur i Aaron podłożyli (a Zbawicielowi je Żydowie dwiema gwoźdźmi przybili), i tak starci na głowę nieprzyjaciele poginęli. Także dwóch królów wielkich Sehona Amorejskiego i Oga z Bazan poraziwszy, ziemię ich wszystką opanował, dwóm ją pokoleniom w dziedzictwo podał; siłę wszystką swoję nie w wojsku onem wielkiem, ale w Panu i w służbie onej około arki ś. i przybytku Bożego poczytał. Przetoż gdy się ruszyć miał obóz, a arkę Pańską Lewitowie podnieśli, tak w modlitwie wołał: Powstań Panie, a niech się rozprószą nieprzyjaciele twoi i niech pouciekają od twarzy twojej, którzy cię nienawidzą. Tą arką służby Bożej straszył wszystkich nieprzyjaciół i był zwyciężcą niezwyciężonym.
Namową swoją i słodkim językiem bojaźń Boską w poddanych swych wrażał, za którą im wszystko szczęście od Pana Boga obiecował; także napominał, gdyby przestrzegali ustaw a pilnowali wszystkich obrządków służby jego; czego jeśliby nie czynili, wszystkim im przekleństwem i plagami większemi, niźli Egipt skarany jest, groził. A gdy już on lud wprowadzić miał do ziemi obiecanej, Pan Bóg mu tego dopuścić nie chciał, aby miał Jordan przejść; przeto, iż był nieco trochę zwątpił o mocy jego, gdy mu z
kamienia wodę wytoczyć kazał. Za to mu taką pokutę i karanie doczesne naznaczył, z której się on długo wypraszał, ale sługa tak miły Bogu zjednać tego sobie nie mógł; tak, iż mu raz Pan Bóg rzekł: Przestańże, a dalej o tem ze mną nie mów. O jako straszliwy Pan Bóg, który w tem takiemu słudze swemu użyć się nie dał; a jakoż my pełni grzechów drżeć nie mamy? jako się z srogiej jego ręki wyprosiemy, jeśli tu pokuty szczerej i nagrody sprawiedliwości jego, sami nad sobą nie czynimy.
Stało się to i dla figury, iż inny Imieniem Jezusa albo Jezus do ziemi obiecanej wszystkich wiernych wprowadzić miał, do ziemi nie tej błotnej umierających, ale onej górnej żyjących z Panem Bogiem na wieki, do której stary zakon i Mojżesz wprowadzić nie mógł, jedno ten, którego Mojżesz opowiadał i ukazował, mówiąc: Po mnie, wzbudzi Pan Bóg twój Proroka z narodu twego i z braci twojej, tak, jako mnie; według tego, jakoś prosił na górze Horeb, gdyś z Panem Bogiem rozmawiać nie chciał, bojąc się, abyś nie umarł. To jest, ten Pan Bóg, któryć się straszliwie na górze pokazał, a z którymeś gadać dla ogromności majestatu nie mógł, weźmie na się naturą ludzką i jako ja, człowiekiem sią stanie i rozmawiać z nim bezpiecznie będziesz mógł, w osobie cichej ludzkiej, z którymeś nie mógł mówić w osobie Boskiej straszliwej i słów jego Boskich z ust jego samego słuchać winien będziesz. Ten cię nauczy lepiej, jaśniej ci wolą Bożą oznajmi i do czynienia jej i pełnienia wspomoże nieudolność twoję i wprowadzi cię do ojczyzny prawej, którąś w przodkach twoich utracił, przez ofiarę krwi swej własnej, którą ja tobie temi bydlącemi ofiarami znaczą. Dlatego im to mówił, aby czekali tego Proroka wielkiego i wielce pożądanego, który gdy przyjdzie, aby w niego wierzyli i onego pod utratą zbawienia swego przyjęli.
Skończył długi wiek swój, bo żył lat sto i dwadzieścia, w takiej sile i zdrowiu, iż oczy jego nie stępiały, ani się poruszyły zęby jego. W Egipcie mieszkał lat 40, na puszczy pasąc bydło drugie 40, a na urzędzie onym trzecie 40. Na przełożeństwo wzięty był, gdy miał lat 80, a w nim trwał 40. Niźli umarł, błogosławił każdemu z osobna pokoleniu. Potem mu Pan Bóg wstąpić kazał na wysoką górą Niebo w ziemi Moabskiej i ukazał mu z niej wszystką obiecaną ziemią, aż do morza wzdłuż i wszerz, i rzekł mu: Tać jest ziemia, którąm obiecał Abrahamowi, Izaakowi i Jakóbowi, mówiąc: Potomstwu twemu dam tą ziemią. Widziałeś ją oczyma twemi, ale do niej nie wnijdziesz i tam mu umrzeć kazał Pan Bóg, i sam go pogrzebł w pagórku ziemi Moabskiej przeciw Fogor. O grobie jego żaden człowiek nie wie aż
do tego czasu. I płakał go wszystek Izrael i wypełnił trzydzieści dni żałobnych nad nim. Z czego Bogu w Trójcy jedynemu cześć i chwała na wieki nieskończone, Amen.
Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.I", str. 503-511