17-go Sierpnia.
ŚWIĘTEGO JACKA
ZAKONU KAZNODZIEJSKIEGO.
Żył około roku Pańskiego 1257.
(Żywot jego był napisany przez ojca Seweryna, tegoż Zakonu z Klasztoru Krakowskiego kapłana).
Święty Jacek ze znakomitego Odrowążów domu, urodził się roku Pańskiego 1183 w księstwie Opolskiem, w dyecezyi Wrocławskiej we wsi Kamień, dziedzicznej jego rodziców włości. Od pierwszych lat życia swojego rokował tę pobożność i cnoty, jakiemi później w tak wysokim stopniu zajaśniał. Na jego szczęście, rodzice przydali mu nauczycieli, którzy umysł jego kształcąc w nauce, serce do miłości Boga" i świętych praw jego zagrzewali. Na słuchanie wyższych nauk posłany został do Pragi, a następnie do najsławniejszej podówczas Akademii w Bononii, zkąd wrócił otrzymawszy stopień Doktora obojga prawa. Iwo Odrowąż stryj jego, prałat świątobliwy, widząc w nim prawdziwe powołanie, skłonił go do przyjęcia stanu duchownego, a następnie Wincenty Kadłubek biskup krakowski, kanonikiem katedralnym go uczynił.
Gdy tenże Biskup składał swoje rządy Biskupie, mając wstąpić do Cystersów w Jędrzejowie, Iwo Odrowąż wysłany był przez niego do Rzymu, aby na to zezwolenie Papieskie otrzymał. W tej podróży Jacek towarzyszył stryjowi, i w Rzymie zastał świętego Dominika, starającego się o świeżo przez niego założonego Zakonu zatwierdzenie. Zdarzyło się, iż święty Jacek był obecny gdy święty Dominik wskrzesił umarłego. To go ostatecznie skłoniło do wstąpienia do Zakonu tego Świętego Patryarchy. W klasztorze rzymskim, gdzie nowicyat odprawiał, zajaśniał od pierwszej chwili wszystkiemi zakonnemi cnotami; a gdy Iwo wracając do Krakowa prosił Dominika, aby Ze swego zakonu posłał braci do Polski, Święty dał mu Jacka, brata jego Czesława i dwóch innych, którzy po trzech miesięcznym tylko nowicjacie, za zezwoleniem Papieża, śluby zakonne wykonali.
W drodze do Polski, przybyli do Karyntyi, a zatrzymawszy się w mieście Telzaku, Jacek i jego towarzysze gorliwemi kazaniami taką w ludzie pozbudzili pobożność, że mieszkańcy tego miasta w przeciągu pół roku wystawili im klasztor, do którego wstąpiło wielu kapłanów świeckich i młodzieży najpobożniejszej; a Jacek zostawiwszy tam Przeorem Hermana, jednego ze swoich towarzyszów, udał się do Krakowa.
Tu otrzymawszy od stryja, który został Biskupem, kościół świętej Trójcy, klasztor przy nim założył, w krótkim czasie napełniony świątobliwymi zakonnikami. Jacek wśród nich przodował wszystkiemi cnotami: pokorą, łagodnością, ubóstwem, gorliwością w służbie Bożej i wielką dla bliźnich miłością. Co tylko od niezbędnych zajęć miał czasu, ten wszystek w kościele na modlitwie spędzał. Nie miał osobnej celi, lecz gdziekolwiek w kącie klasztornym, na gołej ziemi, po całodniowych trudach, krótkiego spoczynku zażywał. Szczególne miał do przenajświętszej Panny nabożeństwo, a kiedy razu pewnego w uroczystość Jej Wniebowzięcia, modlił się przed Jej ołtarzem, objawiła się mu Marya, i rzekła: „Jacku synu mój, o co tylko-przez Imię moje prosić będziesz Zbawiciela, wszystko otrzymasz."
Od tego czasu święty Jacek, ufny w przyczynę Matki Bożej, taką łaską czynienia cudów zajaśniał, jaka rzadko komu po Apostołach była udzielaną. W roku 1221, gdy obchodzono doroczną pamiątkę przeniesienia zwłok świętego Stanisława Męczennika i Biskupa, zdarzyło się, iż gdy Jacek szedł do Katedralnego kościoła na Zamek, ujrzał nad brzegiem Wisły, wielki tłok ludu zgromadzonego nad trupem młodego szlachcica ze wsi Pieszowa, który był utonął. Matka jego Jalisława rzuciła się do nóg Świętemu, wołając: „Ojcze Jacku, nie tajno mi, żeś wielkim sługą Bożym, ulitujże się nad nieszczęściem mojem.“ — „Górko Jalisławo, a kiedyż syn Twój utonął?" spytał Jacek. „Wczoraj przed wieczorem, odrzekła, a teraz go dopiero znaleziono." Jacek ujął za rękę nieżywego młodzieńca i rzekł: „Piotrze! Pan nasz Jezus Chrystus, za wstawieniem się przebłogosławionej Panny Maryi, niechaj cię przywróci do życia." I w tejże chwili młodzieniec wstał żywy.
Po pewnym czasie przebywania w Krakowie, gdzie wielką swoją świątobliwością i gorliwością, trudne do opisania sprawował w duszach korzyści, wyprawiwszy brata swego świętego Czesława na Śląsk, sam święty Jacek z trzema zakonnymi braćmi, puścił się ku Wschodowi i dotarł aż do Kijowa. Długą tę podróż odbywał pieszo po Apostolsku, ustawicznie ściśle pościł, ostrej włosiennicy nigdy z siebie nie zdejmował, i według swego zwyczaju, trwał na modlitwie, a tymczasem, Pan Bóg uświetniał go ciągle wielkimi cudami. W tej podróży przybywszy pod Wyszogrodem nad Wisłą, chcąc przeprawić się na drugą stronę, nie znalazł na brzegu ani przewoźnika ani łodzi, Ufny w obietnicę przenajświętszej Maryi Panny, pomodlił się do Niej, i rzekł do swoich towarzyszy Floryana, Gaudyna i Benedykta: „W Imię Chrystusa idźcie za mną, i ufajcie potędze Wszechmocnego Boga, któremu posłuszne są niebo, ziemia, morze i rzeki" i to rzekłszy przeżegnał Wisłę, wstąpił w nią i poszedł jakby po ziemi. Lecz jego towarzysze, chociaż patrzali na cud ten, wahali się iść za nim. Wrócił więc ku nim, rozpostarł na wodzie swój czarny płaszcz Dominikański, i na nim wraz z braćmi na drugą stronę rzeki, jak na łodzi przepłynął.
Dążąc do Kijowa, nasz Święty wszędzie po drodze siejąc słowo Boże, z wielkim pożytkiem kazywał do ludu. W samym zaś Kijowie zabawił lat cztery, i tam założył klasztor Dominikanów, przy kościele przenajświętszej Maryi Panny, który Kijowianie za jego staraniem wybudowali na przedmieściu zwanem Chreszczatka, a do czego głównie przyczyniła się córka Włodzimierza III, książęcia Kijowskiego, którego ociemniałej córce Jacek wzrok cudownie przywrócił.
W piątym roku swojego w Kijowie pobytu, nawróciwszy wielką liczbę pogan, Jacek zamyślał wracać do Polski. Lecz gdy w tymże kościele, za jego staraniem wybudowanym, Mszę świętą dnia pewnego odprawiał, Tatarzy tak niespodzianie napadli na miasto, iż wkrótce i do klasztoru się dostali. Jacek jeszcze w Ornat ubrany, wziął Puszkę z przenajświętszym Sakramentem, i spiesznie z bracią swą uchodził. Na idącego przez kościół, zawołała przenajświętsza Marya Panna z kamiennego posągu około dwócli centnarów ważącego: „Jacku, synu mój, uchodzisz przed pohańcami z Synem Moim; a mnie tu zostawiasz." Na co Jacek: „ O! Panno przenajświętsza! Twój posąg jest zbyt ciężki, żebym go mógł udźwignąć." Lecz odpowiedziała mu Marya: „Weź mnie, a Syn mój ciężar ten lekkim uczyni." Wtedy Jacek w jednej ręce trzymając Puszkę z przenajświętszym Sakramentem, w drugą wziął posąg przenajświętszej Panny, który stał się lekkim jakby trzcina, i przeszedł z bracią pośród barbarzyńców, którzy już klasztor burzyli i mordów się dopuszczali.
Nadszedł nad rzekę Dniepr, którą podobnież jak Wisłę pod Wyszogrodem przebył, a skierowawszy swą podróż ku Rusi Czerwonej, przybył do miasta Halicza, i ta m dopiero złożył posąg przenajświętszej Panny, przeniesiony później ztamtąd do Lwowa, gdzie dotąd się znajduje. W Haliczu także założył klasztor. Z Halicza odbył Jacek misyę w Polskich i w Pruskich prowincyach, a siejąc wszędzie z wielkim pożytkiem pomiędzy ludem słowo Boże, w wielu miejscach pozakładał swoje klasztory, z których główne były w Pradze, w Poznaniu i w Gdańsku.
Do Krakowa wrócił roku Pańskiego 1240, gdzie przyjęty przez duchowieństwo i lud z otwartemi rękami jako wielki i święty apostoł, znowu jak wprzód, przyświecał braciom cnotami zakonnemi, a niezmordowanie pracował na ambonie i w konfesyonale, cudami ciągle słynąc. Zdarzyło się, iż w krótce po jego powrocie, dziedziczka włości Kościelca, zaprosiła go aby w jej dworze czas jakiś wypoczął. Przybywszy tam Jacek, zastał całą ludność strapioną, z powodu, iż tylko co grad tak pańskie jak i włościańskie pola do szczętu wybił. Święty, wielką zdjęty litością na widok łez i smutku tylu rodzin do nędzy przywiedzionych, całą noc oka nie zmrużywszy, na modlitwie strawił. Skoro słońce weszło, wieśniacy ujrzeli wszystkie swoje pola okryte najbogatszym plonem, jakby nigdy gradu nie było.
Po długich a gorliwych pracach apostolskich, święty Jacek skołatany wiekiem i świętą pracą, miał sobie objawiony dzień swojej śmiercią którą braciom przepowiedział. W uroczystość świętego Dominika zachorował, a w wigilię Wniebowzięcia przenajświętszej Panny, prosił o święte Sakramenta, które z najżywszą pobożnością przyjął, poczem zwoławszy braci pobłogosławił ich, i najzbawienniejsze udzielił im przestrogi. Odmówił jeszcze z nimi pacierze kapłańskie, a ku ich końcowi rozpoczynając psalm: W Tobie Panie nadzieję miał, gdy przyszedł do wyrazów: W ręce Twoje Panie polecam ducha mojego, słodko w Bogu zasnął. Umarł roku Pańskiego 1257, a 1594, Papież Klemens VIII, z wielką uroczystością w poczet go Świętych zapisał, i święto jego na dzień 16 sierpnia wyznaczył.
Był święty Jacek jednym z największych cudotwórców, jacy kiedy jaśnieli w Kościele Bożym: pomiędzy wielką liczbą cudów przez niego dokonanych, wyliczają pięćdziesięciu czterech umarłych za modlitwą jego wskrzeszonych.
POŻYTEK DUCHOWNY.
Gdy czytasz żywoty wielkich sług Bożych, którzy na ziemi naszej jaśnieli, niech cię to tem bardziej pobudza do ich naśladowania, bo na to ich Pan Bóg w Każdych krajach i różnych czasach wskrzesza. A także proś Pana Boga, aby i za dni naszych, lud swój Świętymi obdarzał.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 511-513
MODLITWA (Kościelna).
Boże! Który nas błogosławionego Jacka wyznawcy Twojego, doroczną uroczystością rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy pamiątkę jego przejścia do Nieba obchodząc, i przykłady jego życia naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.