ŚWIĘTEGO DOMINIKA WYZNAWCY ZAŁOŻYCIELA ZAKONU KAZNODZIEJSKIEGO.


4-go Sierpnia.

ŚWIĘTEGO DOMINIKA WYZNAWCY
ZAŁOŻYCIELA ZAKONU KAZNODZIEJSKIEGO.

Żył około roku Pańskiego 1221.

(Żywot jego był n apisany przez ojca Tierry z Alpoda, współczesnego mu tegoż zakonu kapłana).

Święty Dominik urodził się roku Pańskiego 1170 w Katagorze, małem miasteczku dyecezyi Oksońskiej w Hiszpanii. Ojciec jego Feliks Guzman, pochodził z panujących książąt Bretańskich. Matka nosząc go w łonie, miała sen, w którym zdawało się jej, iż wydaje na świat psa, który pochodnią, trzymaną w pysku, cały obszar ziemi rozświecał. Gdy odprawiała Nowennę na intencyę szczęśliwego rozwiązania, modląc się w kościele, miała objawienie, w którem usłyszała przepowiednię, że porodzi syna, który będzie światłością świata chrześcijańskiego i wielką podporą Kościoła. Od najmłodszych też lat Dominika, można było przewidzieć, iż tak się stanie w istocie. Zaledwie podrósł, a już ćwiczyć się zaczął w cnotach chrześcijańskich. Wstawał wśród nocy na modlitwę, spoczywał na gołej ziemi, a dla ubogich był tak miłosiernym, że czem tylko wolno mu było rozporządzać, to wszystko im rozdawał. Jeśli nic dla nich nie miał, rzewnie płakał.

Dla ukończenia wyższych nauk, posłano go do najsławniejszej podówczas w Hiszpanii Akademii Walenckiej. Tam się tak odznaczył, że nietylko był najpierwszym uczniem, lecz skończywszy zawód uniwersytecki, już wtedy uchodził za jednego z najuczeńszych Teologów swojego czasu. Lecz i w świątobliwości nie mniejszy uczynił postęp. Dziewicza skromność, pokora, słodycz w obcowaniu, .jaśniały w nim w najwyższym stopniu, a miłosierdzie dla ubogich do tego stopnia wzrosło, że gdy podówczas w Walencyi i całej okolicy wielki głód panował, a on rozdał na ubogich nie tylko wszystko, co miał z pieniędzy, ale i sprzęty i książki swoje, niemając za co wykupić z niewoli u Muzułmanów syna ubogiej wdowy, chciał się sam za niego zaprzedać. Byłby-to uczynił, lecz sam a matka zaprzedanego zgodzić się na to nie chciała.

Biskup jego rodzinnej dyecezyi skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, a po wyświęceniu na kapłaństwo, uczynił go Kanonikiem regularnym, w Zgromadzeniu, które przy swojej katedrze założył. Święty podwoił umartwień ciała i ćwiczeń bogomyślnych, wtedy to postanowił i całe życie to zachowywał, że po trzykroć wstając w nocy na modlitwę, trzy razy zadawał sobie krwawe biczowania. W kaznodziejstwie nikt mu nie wyrównywał, ja k podobnież w gorliwości i biegłości w zbijaniu błędów kacerskich wówczas licznie powstających. Powodowani wielką jego w naukach teologii i filozofii biegłością, profesorowie Akademii Paleńskiej, zawezwali go tam na katedrę teologii. Przez lat kilka świetnie ją zajmując, pomimo sławy coraz większej, jaka go w tym zawodzie czekała, przerwał takowy, a poświęcił się missyom szczególnie w te części kraju, gdzie kacerskie błędy większe spustoszenie robiły. Trudno wyrazić, z jak zbawiennymi owocami pracował na kazalnicy. Słuchacze tak tłumnie na nauki jego się gromadzili, że nie w kościołach, lecz po placach publicznych, a nawet i na polu, musiał je miewać.

W jednej z takowych wycieczek apostolskich zdarzyło się, źe pomimo zwykłych z jego strony wysileń, bardzo mało heretyków nawrócił. Święty, który wielkie łaski, jakie otrzymywał, przypisywał zawsze pośrednictwu Matki Bożej, do której od dzieciństwa miał wielkie nabożeństwo, uciekł się do Niej. Zaprowadził między wiernymi, tam będącymi nabożeństwo, zwane później Różańcem Matki Bożej, które miał sobie przez Samą przenajświętszą Pannę objawione. Po odprawieniu takowogo, w temże miejcu więcej niż gdziekolwiek indziej nawrócił odszczepieńców. Od niego to także poszedł zwyczaj, zachowywany później stale przez kaznodziejów, poprzedzania każdego kazania Pozdrowieniem Anielskiem. On także, w najtrudniejszych razach, gdy mu chodziło o pozyskanie dusz błędami kacerskim i zarażonych, zwykł był modlić się do Maryi w te słowa, które później w pacierzach kapłańskich umieszczone zostały. Dozwól mnie chwalić Cię Panno Przenajświętsza. Udziel mi mocy przeciw wrogom Twoim".

Wszystkie swoje pielgrzymki missyonarskie, odbywał Dominik pieszo, o żebraczym chlebie i nigdzie żadnego nie przyjmując wynagrodzenia. Przebiegł większą część Hiszpanii, wszędzie przedziwne robiąc nawrócenia, a jeśli kiedy napotykał większe trudności, uciekał się zaraz do Nabożeństwa Różańcowego, i gdzie tylko takowe zaprowadził, prawie wszystkich heretyków nawracał. Wkrótce też pozyskał ich Kościołowi więcej niż sto tysięcy.

Z powodu sławy jego świątobliwości, z wielu miejsc zażądano go na Biskupa. Święty nigdy na to zgodzić się nie chciał. Odmówił Biskupstwa Galicyi (w Hiszpanii), Bretanii, Komińskiego, Konseranckiego i Biezierskiego. Pan Bóg bowiem do czego innego go przeznaczał.

Już od niejakiego czasu, powziął on był zamiar założenia zakonu, poświęcającego się głównie opowiadaniu Ewangelii, nawracaniu kacerzów, obronie wiary i rozszerzaniu chrześcijaństwa. Pomogła mu do tego następująca okoliczność. Udawszy się do Francyi wraz z Biskupem swoim, świadkiem był
w mieście Tuluzie i jego okolicach wielkich szkód, jakie tam szerzyły się przez herezyą Albigensów. To podało myśl i jemu i Biskupowi jego udania się do Rzymu, dla otrzymania od Papieża pozwolenia, aby Biskup, złożywszy swój urząd, wraz z Dominikiem, i dobrawszy sobie innych jeszcze współpracowników mógł poświęcić się missyom przeciwko Albigensom. Papież Inocenty III, zgodził się na to, a Dominik wróciwszy do Francyi, a widząc, że przedewszystkiem potrzeba było, aby  missyonarze występowali i jako najwierniejsi naśladowcy Apostołów, skłonił i Biskupa i innych swoich towarzyszów, aby missye swoje odprawiali tak, jak to czynili Apostołowie, wszędzie pieszo chodząc i z żebraniny żyjąc. Tym sposobem rozpoczęte missye szły najszczęśliwiej, lecz w skutek morowego powietrza, przy Dominiku dwóch tylko towarzyszów zostało, a wkrótce ujrzał się on sam jeden. Pomimo tego nie ustawał w rozpoczętem dziele.


Wtedy-to właśnie zawiązano krzyżową wyprawę przeciw Albigensom. Święty widząo ze smutkiem, że w walkach, do jakich się zabierano, mnóstwo dusz oderwanych od Kościoła, a przeto na wieki zgubionych, padnie w potyczkach, zaczął się gorąco do Matki Bożej modlić. Marya mu się objawiła, i kazała mu zachęcać lud do odprawiania Różańcowego nabożeństwa. Uczynił to Dominik, a większa część kacerzy przeszła na stronę katolików.  W pierwszem spotkaniu Krzyżownicy odnieśli zwycięstwo, i Albigeńczykowie rozproszeni ostatecznie zostali.

Po ukończeniu tej wyprawy przystąpił Dominik do założenia swojego Zakonu. Juliusz, Biskup Tuluzki, udający się na Sobór Laterański do Rzymu, wziął go z sobą, aby tam uzyskać zatwierdzenie jego zgromadzenia. Papież Inocenty III, który w objawieniu widział był dwóch Świętych, podtrzymujących
walący się kościół Lateraneński, poznawszy jednego z nich w Dominiku, kazał mu ułożyć Ustawy. Śmierć tego Papieża nie dała mu czasu zatwierdzić takowych, lecz uczynił to następca jego Honoryusz III, w roku Pańskim 1216, Bullą w tym celu wydaną. Takim był początek tego świętego zakonu, wielkie usługi Kościołowi po dziś dzień oddającego, a z którego łona wyszło sześciu Papieżów, pięćdziesięciu kilku Kardynałów, około trzydziestu Patryarchów, tysiąc sześćset Biskupów, sześciuset Arcybiskupów, czterdziestu pięciu Nuncyuszów, wielka liczba znakomitych uczonych i pisarzy, i jeszcze większa Świętych, zdobiących Kościół Boży. Za życia już świętego tego Patryarehy, we wszystkich prawie krajach katolickich zakon się jego obsadzał. Liczył on wtedy ośm prowincyi, w których było około sześćdziesiąt klasztorów, a w nich. kilka tysięcy zakonników. Wtedy i do Polski przybyli Dominikanie ze świętym Jackiem.

Obdarzył był Pan Bóg ulubionego tego sługę Swego łaską czynienia tak wielkich cudów, że był on jednym z największych w Kościele cudotwórców. Posiadał dar języków, dar proroctwa i wielu umarłych wskrzesił. W modlitwie, która u niego była prawie zawsze zachwyceniem, wypraszał największe łaski, a tak jej skutku był pewny, że utrzymywał, iż mu nigdy Pan Bóg nic nie odmówił. Słysząc to pewien Prałat, zapytał go, czemu nie uprosi u Pana Boga nawrócenia Konrada Teutończyka, głośnego i wielkiego wpływu podówczas uczonego, a odpadłego od wiary. Święty Dominik pomodlił się na tę intencyą, i nazajutrz Konrad przyszedł go prosić o przyjęcie do zakonu. Będąc w Rzymie, ukazał mu się razu pewnego podczas modlitwy Zbawiciel, grożący światu za wielkie grzechy ludzkie straszną klęską; lecz w tejże chwili ujrzał Matkę Bożą, która ukazując Panu Jezusowi Dominika i innego sługę Swego, uprosiła miłosierdzie Boże. Tegoż dnia Dominik spotkał świętego Franciszka Asyzkiego, którego Matka Boża przedstawiała Panu Jezusowi. Odtąd w najściślejszej zostawali zażyłości.

W roku "Pańskim 1221, odbywszy wizytę wielkiej liczby swoich klasztorów, przybył do Bolonii, gdzie zapadłszy na zdrowiu powiedział braciom , iż już z tej choroby nie wyjdzie. Jakoż, chociaż jeszcze w sile był wieku (miał wtedy bowiem lat pięćdziesiąt jeden), spracowany trudami apostolskiego życia i nadzwycząjnemi umartwieniami ciała, zbliżał się już do końca swojej ziemskiej pielgrzymki. Gdy ostatnie jego nadchodziły chwile, kazał się położyć na gołej ziemi, mówiąc, iż nie przystoi, aby taki jak on grzesznik umierał na łożu, gdy  Chrystus skonał na krzyżu. Odbył spowiedź z całego życia, zalewając się łzami, jakby był największym zbrodniarzem, a po przyjęciu Sakramentów świętych, zgromadziwszy braci około siebie, utwierdzał ich w powołaniu i błogosławił. Gdy w ciągu odmawiania modlitw przy umierających, przyszło do tych słów: „Aniołowie niebiescy niech wyjdą na jego spotkanie", -zasnął w Panu, dnia 10 sierpnia. Papież Grzegorz IX, ogłosił go Świętym, uroczystość jego na dzień dzisiejszy wyznaczając.

POŻYTEK DUCHOWNY.

Niech cię przykład świętego Dominika, który jakto z jego żywota widziałeś, najszczególniejsze łaski odebrał za pośrednictwem Matki Bożej, a głównie przez odmawianie do Niej Różańca, pobudzi i do nieograniczonej w pośrednictwo Maryi, ufności, i do pobożnego odmawiania Koronki.

MODLITWA (Kościelna).

Boże! któryś Kościół Twój uświetnić raczył
zasługami i apostolską pracą błogosławionego
Dominika wyznawcy Twojego, daj za pośrednictwem jego, 
aby temuż Kościołowi Twojemu i doczesnej nie brakło pomocy, i aby się
on coraz bardziej wzbogacał w dobra duchowne. 
Przez Pana naszego i t. d.
Na tę intencyą. Zdrowaś Marya.


Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 483-485