Św. Klara urodziła się r. 1268 w Monte Falko w Umbryi, w pobliżu pięknego Spoleto. Ojciec jej Damian wraz z matką Julianną starannie wychowywali swą dziatwę. Starsza ich córka Joanna była założycielką zgromadzenia zakonnego, młodsza zaś Klara przebywała w tym klasztorze, oddając się pobożnym ćwiczeniom. Już w dziecięcych latach zdobiły ją dwie rzadkie cnoty: duch modlitwy i zaparcia. Nad pokusami, które natrętnie chciały jej wydrzeć błogi pokój duszy, odnosiła zawsze zwycięstwo orężem gorącego nabożeństwa do Matki Ukrzyżowanego. Jedynem jej pragnieniem było na wzór swej siostry ujrzeć na sobie habit zakonny. Rodzice, lubo nie chętnie, przychylili się do jej życzenia. Kto opisze rozradowanie Klary, gdy się ujrzała oblubienicą Chrystusową! Od tej chwili wytężyła wszystkie swe usiłowania w tym kierunku, by się stać godną tego tak chlubnego dostojeństwa. Wiodła też żywot pełen zaparcia się: twarde deski bez posłania to jej łoże, gruba włosiennica to strój, a pospolite potrawy to jej pożywienie. To też w tern już życiu odbierała nagrody, jakie rzadko śmiertelnym dostawały się w udziale. Tymczasem z dniem każdym wzrastała liczba sióstr zakonnych w klasztorze, założonym przez Joannę. Poczęła ona przeto rozmyślać nad fundacyą większych rozmiarów, a za miejsce przyszłego domu zakonnego obrała znajdujący się w pobliżu pagórek. Krucyfiks bowiem, jaki na tej wyżynie się okazał, uważała Joanna za wskazówkę z nieba, by tu, a nie gdzieindziej stanął obszerny święty przybytek służebnic Pańskich. Biskup z Poleto przychylił się do prośby Joanny, a zezwoliwszy na założenie nowego klasztoru, zalecił tegoż mieszkankom regułę św. Augustyna. Tak stanął na uświęconym pagórku nowy klasztor, kryjąc w swych murach znaczny zastęp oblubienic Chrystusowych. Budowa klasztoru jednak wyczerpała wszelkie zasoby pieniężne. Aby wyżyć, trzeba było od drzwi do drzwi kołatać i żebrać o grosz jałmużny. Dla naszej Świętej jakaż to pożądana sposobność do ćwiczenia się w aktach pokory! Z radością też nieopisaną przyjęła na siebie ten tak bogaty w upokorzenie i tak znojny obowiązek. Dzień po dniu bez wytchnienia kwestowała dla swych sióstr, a wieczór wróciwszy z tej wyprawy na litościwe serca, zamiast wypocząć na swem twardem łożu, rzucała się na kolana przed ołtarzem, modląc się całemi godzinami o wytrwałość w rozpoczętem dziele. Zdarzyło się, iż brat św. Klary przyszedł, by widzieć się ze swą siostrą zakonnicą. Przełożona klasztoru sądziła, iż może zezwolić na to, by Klara bez zasłony z bratem rozmawiała. Ta jednakże odrzekła: „ponieważ do rozmowy tylko język potrzebny, pozwól mi przeto, wielebna matko, by welon pozostał na mej twarzy i przy widzeniu się z bratem “. Natomiast z jakąż rozkoszą niewysłowioną wpatrywała się w Oblubieńca swej duszy Jezusa, z jakiem uniesieniem przyjmowała Go do swego serca; patrzącym na nią w tych chwilach zdawała się być nadziemskiem zjawiskiem, ztąd też zwano ją pospolicie „ziemskim serafem“. Po śmierci siostry Joanny obrano ją jednogłośnie przełożoną, pomimo iż ze łzami w oczach wypraszała się od tego zaszczytu. Jako przełożona dawała z siebie taki przykład, iż starczył za regułę, a modlitwa jej była niewyczerpanem źródłem błogosławieństwa dla Zgromadzenia. W krotce po jej elekcyi zapanował głód w Monte Falko. Wszystko cisnęło się do klasztoru, szukając tam pociechy i pożywienia. Wyczerpały się zasoby nagromadzone. Święta atoli dziewica uprosiła sobie u Boga tę łaskę, iż jak Chrystus w Kafarnaum, tak i ona cudowną miała moc rozmnażania chleba i to na cały czas klęski głodowej. Klasztor pod jej zarządem stał się wzorem dla wszystkich. Dla niewierzących lub chwiejnych w wierze był ten klasztor portem ratunku, dla chorych i nieszczęśliwych szpichlerzem pociech. W 13 wieku wykonywali Święci bardzo często missye społeczne, godząc zwaśnione miasta i ludy, działając jako pośrednicy pokoju w najobszerniejszem tego słowa znaczeniu. I Klara była takim aniołem zgody, przynosząc rószczkę pokoju miastom Monte, Falco, Trevi, Florencyja, Arezzo, Spoleto i Reale, które w zastarzałej względem siebie trwały nienawiści.
Zawsze i wszędzie miał Bóg swe sługi, ożywione duchem świętym, którzy nie skąpili ni trudów ni znojów, by ludzkość ulepszyć i uszlachetnić. Do tych sług należała i Klara, która nie tylko w swem życiu ukrytem, zakonnem stanęła na szczycie doskonałości, lecz także i na publiczne sprawy ważny a zbawienny wpływ wywierała. Na wzór św. Franciszka z Asyżu pragnęła św. Klara ponosić cierpienia i boleści Ukrzyżowanego. Z taką żarliwością ducha rozpamiętywała bolesne tajemnice Odkupiciela, że sam Pan Jezus ukazał jej się w postaci pielgrzyma Krzyż dźwigającego; i wyrył swój boski wizerunek, jako też narzędzia swej męki w jej sercu przepełnionem miłością, a nadto chcąc ją uczynić żywą świątynią Trójcy Przenajświętszej, umieścił w bliskości tegoż serca trzy kule, z których każda z osobna ważyła tyle, co dwie lub trzy razem wzięte. Kule te wyrażały jedność Bóstwa w trzech osobach Trójcy św. Uważając się za służebnicę przeczystej Dziewicy, zwykła była powtarzać: Otom służebnica Najśw. Panny i w Nazarecie i na górze kalwaryjskiej. Nie zbywało jej także na moralnych, duchowych cierpieniach. Zdawało jej się nieraz, iż wiara, nadzieja i miłość, te cnoty, które tak troskliwie w swej duszy piastowała, tak są w niej zimne, próżne, jak gdyby były tylko wspomnieniem z dawno minionej szczęśliwej przeszłości; na duchu i ciele tak nieraz czuła się omdlałą, zgnębioną, że sądziła się nieudolną do jakiegokolwiek dobrego uczynku; sama modlitwa niejednokrotnie obumierała na jej ustach. Jedynaście lat trwały te męczarnie, lecz Klara stała mężnie pod tym krzyżem duchownej próby a zatryumfowawszy nad nią, odzyskała znowu ów dawny błogi spokój, jakiego świat ani dać, ani odebrać nie może. Pełna cnót heroicznych i zasług wsławiona wieloma cudami w 40 roku życia opuściła tę ziemię, aby się połączyć z Niebieskim swym oblubieńcem dnia 17 Sierpnia 1308 r. a zaś d. 8 Grudnia 1881 r. została kanonizowaną przez Jego Świątobliwość, szczęśliwie obecnie panującego Leona XIII-go.
O! święta Klaro! przez Mękę Pana
I śmierć haniebną na drzewie Krzyża
Uproś, by łaska była nam dana,
Co duszę naszą do Niego zbliża,
Byśmy Go coraz więcej kochali
I serca nasze Jemu oddali. Amen.