Ks. Piotr Skarga: ŻYWOT Ś. MAKRYNY DZIEWICY, siostry rodzonej Bazylego Wielkiego (19 lipca)


ŻYWOT Ś. MAKRYNY DZIEWICY, siostry rodzonej Bazylego Wielkiego,
pisany od brata jej Grzegorza biskupa Nisseńskiego, in Epistoła
ad Olimpium monacłium. Żyła około R. P. 390.

Czegom dobrze sam świadomy i czego mi sią dowiadować od innych nie było potrzeba, to pisać chcą, Olimpii, miły, gdyż ci sią zdały żywoty dobrych pożyteczne być do przykładu, a zamilczeć sią ich nie godzi, dla tych, którzy po nas bądą. Makryna, to imią miała dla tego dane, iż ojca naszego matka, która za czasów prześladowania chrześciańskiego dla Chrystusa cierpiała, takoż była zwana; acz inne imią od Boga jej matce przez sen objawione było, to jest Tekli, onej sławnej miądzy Mączenniczkami. Pierwszem bądąc dzieciąciem u matki, pilno była wychowana od niej; nie tak jako świeckie białogłowy zwykły w naukach poczynać, od poetów i komedyj, w których wiele rzeczy uszu czystych panieńskich niegodnych, ale raczej ona począła ją uczyć od mądrości Salomonowej i od Psalmów, które skoro podrastała, mówić sią wiąc zwyczaiła i z łóżka w stając, i do modlitwy, do stołu, i od stołu idąc, i innych naznaczonych od matki czasów. Rące też jej młode, dobrze do wełny i kądzieli matka przyuczała. Gdy do lat dwunastu przyszła, pokazała sią z niej panna, wielce piąknej i rzadkiej urody; i wiele miała tych, którzy sią w małżeństwo jej wpraszali. ,,Ojciec nasz, jako mądry i rozsądny, jednego z młodzieńców sobie obrał,  bogobojnego i dobrego; za którego ją, gdyby lat dorosła, zmówił; a P. Bóg, gdy on młodzieniec do lat, do dobrych spraw i do cnotliwych obyczajów przyszedł, do siebie go wziąść raczył. Gdy umarł, ojciec jej dopiero powiedział, iż to jej był oblubieniec; a ona ztąd przyczyną wziąła, przy wiecznej czystości zostać, i tych którzy jej małżeństwo radzili, tak zbywała, z wiąkszym statkiem, niźli latom jej przystało, mówiąc: Nieprzystojna rzecz, abym ja winnem małżeństwie mieszkała, jedno w tem, które mi ojciec mój miły naznaczył i niem mią obowiązał. A ponieważ z przyrodzenia małżeństwo jedno jest, jako rodzenie i śmierć jedna, nie godzi sią o innem myślić, gdyż ten, za którego jestem poślubiona od ojca, nie umarł, ale żyje Bogu w nadziei zmartwychstania; nie zginał, ale precz odjechał; grzech zaś wielki jest, gdy małżonek gdzie odjeżdża, aby mu wiary dochować nie miała oblubienica.

Tak wszystkich odprawując wielkim statkiem, została przy czystości, od matki nigdy nie odchodząc, zawżdy w jej straży i na jej posłudze bądąc; i odprawiwszy swoje nabożeństwo, choć jej tego było nie trzeba, ale z miłości i powinności przyrodzonej ku matce, na nagrodą dobrodziejstw a jej, rąkami własnemi wyrabiała chleb i matką nim (czcząc ją w tem według rozkazania Bożego) karmiła; zwłaszcza gdy już była po zmarłym mążu, ojcu Jej, owdowiała. Bazyli Wielki, brat jej, gdy sią z nauki krasomówskiej podnosił, i z pychy biegłym, w naukach młodzieńcom pospolitej, wszystkiemi dostojnościami i urządami gardziły a do domu sią wrócił; umiała jego bujne a młode myśli, jako siostra starsza, tak uskromić i tak prądko poniżyć, iż go dochowania czystości i onego ubóstwa, i żywota ciasnego, jaki sią potem w nim pokazał, przywiodła. Matką swoją do tego namówiła, aby opuściwszy pospolity żywot, czeladź wielką i inne świeckie zabawy, z nią zaraz do klasztoru miądzy panienki Chrystusowi oddane poszła. Naukracyusza brata drugiego po św. Bazylim urodzonego, w młodych i kwitnących latach, świątemi także rozmowami do tego przywiodła, iż opuściwszy wszystko, na pustynią poszedł i tam pustelnikom niektórym służył, który w młodych bardzo latach żywota dokonał.

Bądąc tedy miądzy pannam i w klasztorze z matką, żywot on Anielski wiodła. O, jako to świąte i spokojne dusze, które sią z cielesnej nądzy i frasunków rozwiązały, i jako związienia z świata tego zabaw wyszły. Nie było tam gniewu, ani zazdrości, ani nienawiści, ani podejrzenia miądzy nimi; próżna chwała i chąć do czci i innych rzeczy omylnych świata tego, pycha i chluba miejsca tam nie miała. Rozkoszy swoje i bogactwa w tem poczytały, iż nic nie miały i wszystkie ziemskie majątności, jako proch z ciał swoich otrząsnąły. Próżność im i utrata rzeczy doczesnych zdały sią być wszystkiem, i tem pogardziły, na co się w tym żywocie nędznym praca i czas darmo daje. Samo tylko tam około rzeczy Boskich i duchownych staranie kwitnęło, modlitwa ustawiczna, śpiewanie psalmów we dnie i w nocy, iw tem ich praca i odpoczynek bywał. A  który język tę ich świętą rozkosz Anielską i zabawę wychwalić może? Żywot ich średni jest między Aniołami a między ludźmi, z obojga uczestnictwo mają; iż się od ludzkich frasunków oddaliły, mają nad ludzie; a iż w ciele są widomem, w tem nie są Aniołom równe, i aby dobrze równemi je z Aniołami kto poczytać chciał, nie zbłądzi, bo żyjąc w ciele na wzór Anielski, cielesnych ciężarów nie czują. Żywot ich jest nie ziemski, bo w Niebie z Aniołami sercem mieszkający. W tym żywocie Makryna z matką trwała, na której potem ręku świętobliwie błogosławieństwo jej matka zostawując, ducha czystego Chrystusowi oddała. Słyszała potem Makryna o wstąpieniu brata swego Bazylego na biskupstwo, a iż drugiego brata (tego to Grzegorza, który to pisze) ręką swoją na kapłaństwo poświęcił, wielce z tego chwaliła Chrystusa.

Potem w dziewięć lat o jego śmierci słysząc, tak z pociesznych jako smutnych rzeczy doświadczenie stateczności swej u Boga brała. Ja (mówi tenże święty brat jej) dawno nie widząc, gdym na wygnaniu od Aryanów długo się błąkał, po ośmiu latach oglądać ją, nawiedzić chciałem. Dzień przed tem niżem ją ujrzeć miał, widzenie imałem w nocy, jakobym kości świętych Męczenników w ręku miał, z których światłość wynikała i tak jako od zwierciadła słoneczne promienie, oczy mi przenikały, a to było po trzy kroć jednej nocy; i dziwowałem się co być z onego miało; a skorom przyjechał na miejsce, w którem Anielski i Niebieski żywot prowmdziła, powiedziano mi, iż Makryna choruje. Już się było ludzi wiele zeszło, którzy mi drogę, czcząc mię, zachodzili, a panienki klasztorne w kościele mię czekały; czyniliśmy modlitwę, i po danem błogosławieństwie, na które panny one wszystkie głowy skłoniły, wróciły się na miejsca swoje, a ja spostrzegłem, iż wodza ich między niemi, siostry mej nie było.

I wszedłszy do św. domu onego, znalazł ją bardzo chorą nie na łóżku, ani na pościeli, ale na ziemi leżącą, końcem tylko jednym deski pokryte były, a drugi był miasto poduszki pod głową na desce podniesiony. Wstać przeciw mnie nie mogąc, a cześć mi czynić chcąc, podniósłszy się na łokciach, na ziemi mię czekała. Jam ją prędko podniósł i na łóżku onem położył, i podnosząc ręce w Niebo, mówiła: Dziękuję tobie P. Boże mój, iżeś napełnił żądze moje, a sługę twego posłać do mnie raczyłeś; i tając chorobę i słabość, wesołą sobie twarz czyniła i rozmowy wdzięczne poczynała. A gdyśmy wzmiankę uczynili o Bazylim, jam się od płaczu wstrzymać nie mógł; ona tem się nic nie wzruszając, o Boskiej radzie dziwnej, o wiecznym żywocie i końcu, dla którego człowiek stworzony jest i jako się staje nieśmiertelnym, rozmowy wszczynała i wesele sobie dziwne, niemocy onej nie czując, czyniła. Kazała mi potem iść uspotoić się, i chociażem ja w rozmowie jej wielki pokój miał wszakżem jej usłuchał i szedłem dosyć frasobliwy, czekając w co mi ono widzenie obrócić się miało. A ona czując o frasunku moim, rozkazała do mnie, abym o jej zdrowiu nadzieję miał, iż się lepiej 'czuć poczęła; lecz ona inne rozumiała zdrowie swoje, wieczne ono na duszy mając.

Gdym potem do niej przyszedł, wszystkie dobrodziejstwa Boskie, których od młodości użyła sama i dom nasz wszystek, długą mową (gorąco za nie dziękując) wyliczała. Między innemi, iż nigdy rękoma swemi żywności wyrabiać nie przestawała, i nigdy od nikogoż jałmużny i dobrodziejstwa nie prosiła, owszem żadnego proszącego nigdy nie opuściła; a że Pan Bóg tajemną szczodrobliwością, małą pracę jej, jakoby nasienie hojnym urodzajem, bogacił.  Mnie też upominała, abym na dobrodziejstwa Boskie dane pomniał. Ty, powiada, stałeś się u wielu ludzi sławny, ciebie na pomoc kościołom w stanowieniu rzeczy ich używają; to ty masz za modlitwą rodziców twoich od Pana Boga, od którego wszystko jest.

Na takich rozmowach radbym był dzień strawił cały, ale na nieszpór do kościoła iść musiałem. Nazajutrz spostrzegłem, iż już dokończyć wieku tego miała; wszakże ją widziałem ochotną i radości pełną; ile siły miała, o Panu Bogu i rzeczach Niebieskich z nami mówiła, a nie ustała. Nic tam bojaźni nie było, tak jakby jaki Anioł w ciele onem był, i potem już nie z nami, ale z Oblubieńcem swoim gadała, mówiąc: Tyś Jezu Chryste oddalił strach śmierci od nas, tyś uczynił iż koniec tego życia początkiem nam jest lepszego: ty do czasu każesz zasnąć ciałom naszym, które czasu swego wzbudzisz; tyś nas od przekleństwa i grzechu wybawił, tyś czarta skruszył i głową jego; ty na zgubą nieprzyjaciół naszych i bezpieczność naszą, dałeś bojącym sią ciebie znak krzyża ś. Wieczny Boże, któremu jestem oddana od żywota matki mojej, i któregom z serca i sił wszystkich miłowała, i tobiem ciało i duszą moją od młodości oddała, przydaj mnie Anioła światłości, aby mią prowadził na miejsce ochłody, gdzie jest odpocznienie, na łono Ojców świątych. Ty, któryś skruszył miecz ognisty, raju nam broniący i dałeś raj człowiekowi onemu, z tobą na krzyżu wiszącemu, gdy sią uciekał do twego miłosierdzia, wspomnij też dziś na mnie w Królestwie twojem, bo ja też z tobą ukrzyżowana jestem, przerażając bojaźnią twoją ciało moje i sądów sią twoich bojąc. Niech mią przepaść ona straszliwa nie dzieli od wybranych twoich, a zazdrościwy niechaj drodze mojej nie przeszkadza; niech sią grzechy moje nie znajdują przed twarzą twoją, com w krewkości przyrodzoną myślą, mową i uczynkiem zgrzeszyła. Odpuść mi to ty, który masz moc odpuszczać grzechy na ziemi, aby ochłodzoną została, i z ciała wyszedłszy, bez zmazy duszą moją stawić tobie mogła, bez przygany i grzechu; przyjmij duszą moją w rące twe, jako kadzenie przed obliczność twoją.

To mówiąc, kładła krzyż ś. na oczy, na usta, na serce; a mówić już dalej nie mogąc, wargami tylko ruszała i potem na zamknienie ust znak rąką dała, i modlitwą z tym żywotem skończyła. A ja tak, jako mią na pierwszem widzeniu prosiła, rąkoma mojemi oczy jej zawarłem i usta zawiązałem; acz oczy jej zamknione piąknie były i tego niepotrzebowały. A panienki one, które dla niej boleści serca swego taiły, jako woda groblą zahamowana, gdy jej stawidła odejmą, wielki płacz i krzyk czynić począły nad mistrzynią i starszą swoją. Ledwiem je mógł wołaniem do tego nie rychło przywieść, aby płacz w śpiewanie powinne i modlitwą obróciły; i odprawiwszy je, sam zostałem z niektóremi, które jej były ściślejsze towarzyszki, zwłaszcza Westyana niejaka, zacna senatorska wdowa. Ta na jej piersiach znalazła krzyż żelazny i pierścień także żelazny; podzieliliśmy sią, jam wziął pierścień, a jej dałem krzyż; rzekła mi, dobrześ sobie obrał bo w tym pierścieniu jest drzewo ś. krzyża.

Ta Westyana ukazała mi blizną na jej piersiach, i tą mi powiedziała znaczną historyą, którą od niej wiedziała. Przy matce jeszcze bądącej uczynił sią jej wrzód szkaradny bardzo i zaraźliwy na piersiach; na którego zleczenie gdy matka przyzwać balwierzów chciała, ona jej wielce prosiła, aby tego nie czyniła, żeby mążezyźnie ukazać którą cząść ciała swego miała. Na co gdy trudną matką widziała, poszedłszy do kaplicy, całą noc modliła sią do lekarza najwyższego Boga, i mieszając łzy z piaskiem, błotem onem wrzód mazała.  Potem gdy matka przeląkła sią z jej niebezpieczeństwa, cyrulika jej radziła, ona rzekła: Matko, zdrową zostaną, jedno mi ten wrzód rąką twoją przeżegnaj. Gdy to matka uczyniła, znak krzyża świątego wrzód on zgubił; a ona blizna mała jako napis pomocy Boskiej została. Uczyniliśmy potem wielką i długą processyą, (bo sią było wiele ludzi zeszło i drugi nam biskup onej strony przybył) i z świecami prowadziliśmy ciało, śpiewając na trzy chóry i modlitwą czyniąc, pogrzebliśmy ją w grobie ojca matki jej i mojej. Za żywota jeszcze, cudo niejakie jej powiedziane mi jest, iż jedno oko dzieweczce małej całowaniem twarzy jej, gdy z nią w klasztorze zostawała, przywróciła; innych, których świadomi byli ci, co z nią żyli, powiadać zaniecham; bo wiele takich jest, którzy temu nie wierzą, czego sami nie przemogą, ludzie ciału oddani, którzy nie wiedzą, jako P. Bóg wedle miary wiary, rozdaje dary swoje, małe tym, którzy małą, a wielkie tym, którzy wielką wiarą mają; aby sią tedy ci nie obrażali, którzy do wiary ku Boskim darom są słabsi; wiąksze cuda jej opuszczą. A Jezusowi Bogu naszemu chwała nieprzestanna, który z Ojcem i z Duchem ś. rozkazuje na Niebie i na ziemi, na wieki wieków, Amen.

Obrok Duchowny.

Zobacz piąkny obyczaj panienki tej, | jako zbywała tych, co ją za mąż raili. Ślubu, prawi, pierwszego małżeńskiego nie zbyłam. Ja za umarłego nie mam oblubieńca onego, za którego mię ojciec mój miły zmówił, żyje w Chrystusie, oglądać go prędko mam, a wstydzićbym się go  bardzo miała, wiary mu nie dochowując, a małżeństwo powtarzając. Z takich słów świętych nauczać się mamy mocnej wiary i o nieśmiertelności dusz naszych, i o zmartwychwstaniu; a iż tych, co odchodzą od nas przez śmierć, oglądać szczęśliwie mamy i przeto tu na ziemi nic się przeciw nim dopuścić nie śmiemy, czembyśmy je obrazić i miłości ku nim umniejszyć mogli, aby nam tego nie wymawiali, a do wstydu nas nie przywiedli. Niech mówi wdowa pozostała: Nie umarł miły mąż mój, patrzę jako na żywego, wstyd mię brać innego. Nie iżby na onym świecie, jako Pan mówi, brać mężów albo żenić się ludzie mieli, ale zaczęta tu jednego ku drugiemu w Bogu miłość wiara i uprzejmość, tam się rozmnoży i rozkwitnie, i na wieki nie ustanie. Toż ma mówić egzekutor testamentu: Nie daj Boże, abym nie miał woli tego, który mi się zwierzył, wykonać, albo niewiarę jaką pokazać. Nie mógłbym jako mówił ów Abner, na twarz jego wejrzeć; mógłby mi to wymawiać i sądu Bożego na mię żądać. Umarłym, jako jest w księgach Rut, wiarę chować i łaskę a miłość pokazować, wielkie jest świadectwo dusz nieśmiertelności, i spólnego z nimi ujrzenia i poznania.

2. Pięknej tej modlitwy przy śmierci nauczmy się na pamięć; matki rozkażcie córkom, aby ją umiały.


Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.II", str. 68-71