ŚWIĘTYCH PUSTELNIKÓW
ANDRZEJA ŹÓRAWKA I BENEDYKTA
MĘCZENNIKÓW.
Żyli około roku Pańskiego 1011.
(Żywot ich był napisany przez Pustelnika Maura, blizko nich mieszkającego, później Biskupa
dyeeezyi Pięciu kościołów zwanej).
Święty Andrzój urodził się około roku Pańskiego 978, z bogobojnych rodziców stanu mieszczańskiego, z ojca Marka Żuerarda albo Żórawka, a matki Agnieszki, w małej Polsce, w miasteczku Opatowcu blizko Wiślicy położonem. Były-to czasy, kiedy za króla Mieczysława I, tylko co religia chrześcijańska w Polsce krzewić się poczęła. Rodzice Andrzeja długo nie mając dzieci, a już gorliwi bardzo chrześcijanie, gorącemi modlitwami wyprosili sobie u Boga tego synaczka, i wychowali go jak najpobożniej.
Przebywając jeszcze Andrzej w domu rodzicielskim, w wielkiej zostawał zażyłości z równegoż jego wieku młodzieńcem, i również bogobojnym imieniem Benedykt. Zaledwie doszli lat młodzieńczych, a pobudzeni łaską Boską, postanowili wieść życie pustelnicze, do którego od dzieciństwa ćwicząc się w modlitwie i umartwieniach ciała, już się wielce byli usposobili. Poznawszy więc dokładnie wolę Bożą, za błogosławieństwem rodziców, (którzy lubo ich bardzo kochali, lecz i sami pełni gorącej wiary, chętnie na
te zezwolili), udali się obaj młodzi ci pokutnicy na puszczę. W okolicach miasteczka Czkowa, w dyeeezyi krakowskiej, gdzie wielkie ciągnęły się lasy ponad rzeką Dunajcem, puściwszy się wdłuż jej koryta, znaleźli jaskinię pod skalistą górą, w miejscu bardzo niedostępnem, i tam osiedli. Starali się jak najwierniej naśladować pokutny i bogomyślny sposób życia pustelników egipskich, o których już z podań chrześcijańskich które i do nich doszły, słyszeli. A oprócz tego sami wiedzeni w tern natchnieniem Ducha Świętego, w naszej krainie pierwsi rozpoczęli ten anielski rodzaj życia. Modlitwa i wysoka bogomyślność była ich całem zajęciem, jarzyny polne i owoce leśne pokarmem, skalista ziemia posłaniem, na którem krótkiego snu zażywali.
Wszakże, po niejakim czasie, obaj Święci uznali potrzebę pewnej zależności i ćwiczenia się w posłuszeństwie, przez poddanie się przewodnictwu duchownemu. Dowiedziawszy się wypadkiem, że w pogranicznych Węgrzech, na górze Sober w hrabstwie Nitryjskiem założony został klasztor ojców Benedyktynów, którego opatom był Filip wielkiej świątobliwości zakonnik, udali się do niego około roku Pańskiego 1002. Przybywszy do klasztoru, upadli opatowi do nóg, a pokornie i gorąco błagali, aby ich do zakonu przyjął. Filip do którego już była doszła wieść o świętym żywocie Andrzeja i Benedykta, oblókł ich w suknie zakonne, lecz obawiając się czy jako dotąd według własnej woli żyjący, nie będą trudni w cnocie posłuszeństwa, nakazał mistrzowi nowieyuszów, aby ich z tej strony szczególnie próbował. Ojciec ten doświadczał ich powołania, to groźnie, chociaż w niczem nie zawiniali, upominając ich przy drugich braciach, to nakazując im najtrudniejsze do spełniania rzeczy, a niekiedy i takie które się im wydawać mogły niewłaściwemu, jako też i innymi sposobami, w takich razach w szkole zakonnego życia używanymi. Obaj święci nowieyusze, przez ciąg roku próby, nietylko przedstawili dowody najdoskonalszego zaparcia własnej woli, lecz oraz i zajaśnieli cnotami, w których i dla najstarszych zakonników za przykład służyć mogli. Przypuszczeni więc zostali do ślubów uroczystych.
Z zakonników tego klasztoru, jedni w nim mieszkali, drudzy rozsypani byli po okolicznych puszczach, zostając zawsze w zależności od opata miejscowego. Andrzej i Benedykt do tego właśnie rodzaju życia nawykli, zaraz po wykonaniu ślubów zakonnych, prosili aby im opat Filip, pozwolił zamieszkać na puszczy. Ten nie wątpiąc o ich prawdziwem do pustelniczego żywota powołaniu, zezwolił na to. Znowu więc oni, ale już tą razą na mocy świętego zakonnego posłuszeństwa, udali się na puszczę. Osiedli w miejscu bardzo odludnem, o milę od miasta Tryehina, dzisiejszego Tęczyna.
Tam święty Andrzej nadzwyczajnością zadawanych sobie umartwień, wyrównał największym pokutnikom, o jakich w historyi świętych Pańskich czytamy. Przez cały rok jadał tylko surowe jarzyny, i niekiedy trochę chleba. Trzy dni w tygodniu żadnego zgoła nie używał pokarmu, podczas zaś wielkiego postu, brał do swojej pustelni czterdzieści włoskich orzechów, i już przez cały ten czas nie widując się z nikim, po jednym orzechu zjadając na dzień, żadnego innego nie przyjmował posiłku. Po całodziennej pracy, mając ciało pokrzepić spoczynkiem, w taki dziwny sposób snu zażywał. Orał sobie pieniek ściętego drzewa, i otoczył go wysoko cierniami, tak aby gdy usiadłszy na nim drzemał, kolce ich z każdej strony kłując go gdyby się nachylił, ze snu budziły. Nie dość na tem: zrobił sobie z deski koło, które wdziewał na głowę jak czapkę, na tem kole w czterech równoległych miejscach uczepił na sznurkach cztery ciężkie kamienie, tak że skoro nachylił się na jednę stronę snem znużony, z drugiej strony kamień wahający się w twarz go uderzał. Prosto więc tylko na onym pieńku siedząc, lekkiem drzemaniem mógł trochę snu zażyć.
Pomimo tego, pracy ręcznej której się codziennie kilka godzin oddawał, nie przerywał wcale. Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy w lesie rąbał drzewo dla braci klasztornych, bardzo strudzony upadł na ziemię i omdlał. Przebył w tym stanie czas jakiś, aż oto stanął przed nim Anioł, podniósł go z ziemi, położył na wózek który miał Andrzej z sobą na drzewo, i do chatki jego zawiózł.
Taki rodzaj życia wiódł ten sługa Boży przez lat kilkanaście. Kiedy nadchodziła jego ostatnia godzina, poprosił braci z klasztoru aby przybyli do niego, i objawił im dzień i chwilę swojej śmierci, lecz oraz uprosił aby gdy umrze żaden z nich dotąd nie zdejmował z niego habitu aż sam opat Filip nadejdzie. Dano o tem znać opatowi, który zanim nadszedł, Święty już szczęśliwym zgonem zgasnął był w Panu. Gdy bracia zdjęli z niego odzież, ujrzeli na nim gruby łańcuch miedziany, który przez ciągłe i długie noszenie, tak się był wpił w ciało, że byliby go nie dostrzegli, gdyby nie to że sama zapinka, nieco grubsza, na wierzchu brzucha sterczała. Opat rozpiął zapinkę, a gdy wyciągnął z ciała łańcuch, bracia słyszeli chrzęst jego o kości żebrowe, tak bowiem głęboko był wrośnięty.
Jak za życia tak i po śmierci wielu cudami zasłynął. Pomiędzy innymi miał miejsce i następujący.
Na puszczy na której mieszkał Andrzej ukrywali się rozbójnicy; pobiwszy się między sobą jednego śmiertelnie ranili. Że już w tedy nasz pustelnik słynął łaską czynienia cudów, ponieśli tam rannego prosząc aby go uzdrowił. Ranny w drodze skonał i już nieżywego złożyli w chatce Andrzeja. Ten wskrzesił go swoją modlitwą, a rozbójników wrócił nie tylko do życia co do ciała, lecz i co do duszy. Nawrócony tym cudem, opuścił swoje zbrodnicze rzemiosło, i postanowił szczerą pokutą przebłagać Pana Boga. W tym celu osiadł ze świętymi pustelnikami, a po ich śmierci w tejże chatce, wiodąc żywot nadzwyczaj ostry, szczęśliwie dni swoich dokonał.
* *
*
Po śmierci Andrzeja, święty Benedykt wierny jego naśladowca, lat jeszcze trzy mieszkał na tej puszczy, coraz wyższej oddając się bogomyślności i coraz ostrzejszej pokucie. Nocy pewnej, napadli na niego rabusie, sądząc iż jakie skarby znajdą u biednego bogomódlcy. A że nic zgoła nie mogło tam nasycić ich chciwości, rozgniewani na sługę Bożego, poderżnęli mu gardło, i tak zamordowanego wrzucili w rzekę Wag, blizko tam płynącą.
Ciała jego pilnie i długo, lecz napróżno, szukali ojcowie Benedyktyni. Aż zauważono, iż przez rok cały, w jednem miejscu przy rzece siadywał niezwykłej wielkości orzeł, jakby strzegł czegoś. Doniesiono o tem opatowi klasztoru na górze Sabor. Ten kazał tam szukać zwłok świętego Benedykta, i wynalazł je tak nienadpsute, jakby tylko co w wodę wrzucone były. Ojcowie pochowali je ze czcią wielką w kościele świętego Emerena Męczennika, w tymże samym grobie, w którym już święty Andrzej Żórawek spoczywał.
Papież Kalikst IV obydwóch w poczet Świętych zaliczył.
POŻYTEK DJCHOWNY.
Niektórzy opieszałość swoję w spełnianiu przykazania kościelnego, tyczącego się postów, tłómaczą niemożnością zachowują ich w całej ścisłości z powodu klimatu naszego. Niech nadzwyczajne posty, jakie zachowywał święty Andrzej Żórawek,. którego żywot czytałeś, przekonają cię, że do ostrej pokuty, nie ciepłego powietrza potrzeba, lecz gorącego ducha.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 421-422
MODLITWA (Kościelna).
Boże który nam dozwalasz błogosławionych
Męczenników Twoich Andrzeja i Benedykta,
pamiątkę przejścia do nieba obchodzić, daj
nam w wiekuistej chwale ich społeczeństwa
zażywać. Przez Pana naszego i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 421-422