ŚWIĘTEJ KUNEGUNDY
KRÓLOWEJ POLSKIEJ.
Żyła około roku Pańskiego 1292.
(Żywot jej wyjęty jest z kronik klasztoru świętego Andrzeja w Krakowie, gdy została zakonnicą, umarła).
Święta Kunegunda była córką króla Węgierskiego Belli, i Maryanny cesarzowej Greckiej, która w przodkach swoich liczyła świętą Katarzynę Męczenniczkę. Urodziła się roku Pańskiego 1224. Skoro Chrzest święty przyjęła, wymówiła wyraźnie te słowa; „Witajcie Matkę Bożą. Witaj Królowo niebieska**, co spowodowało, że jej dano przenajświętsze Ciało Pańskie w przód jeszcze nim pokarm ssać zaczęła, chociaż w owych wiekach było zwyczajem udzielać Komunią świętą dzieciom panujących, dopiero po ich odłączeniu od piersi. Gdy ją na ręku jeszcze nosiła piastunka, na wspomnienie Imion Jezusa lub Maryi schylała główkę, a we środy, piątki i soboty piersi ssać nie chciała. Od lat najmłodszych wielkie okazywała do Matki Bożej nabożeństwo, i o nic Ją gorliwiej nie prosiła, jak żeby dała jej pozostać na zawsze w dziewictwie.
Młodziutką jeszcze była, kiedy święta Salomea, jej stryjenka, a siostra Bolesława podówczas w Polsce panującego, zawiozła ją do Krakowa, z myślą wydania jej za brata. Opierała się temu, ile tylko mogła Kunegunda, a gdy w końcu uledz musiała wyraźnej woli rodziców, podwoiła modlitw, umartwień ciała i miłosiernych uczynków, w celu uproszenia sobie u Boga tej łaski, aby i w stanie małżeńskim czystość zachować mogła.
Zaraz po ślubie Bolesław oświadczył jej, iż można go prosić o co się jej spodoba, i rycerskiem słowem przyrzekł spełnić wszelkie jej żądanie. Kunegunda poprosiła go, aby w raz z nią uczynił ślub czystości. Król zobowiązał się do tego, lecz na rok tylko. Po upłynionym roku znowu go do tego nakłoniła, prosząc, aby to uczynił dla uczczenia Matki Bożej, na co już z trudnością, lecz zgodził się jeszcze pobożny jej małżonek. Lecz gdy i po tym terminie żądała Święta podobnegoż zobowiązania się, Bolesław odmówił, chociaż go o to prosiła przez miłość do świętego Jana Chrzciciela, do którego miał on szczególne nabożeństwo. Pomimo tego, królowa nie traciła nadziei, że otrzyma od małżonka to, czego się domagała. Znowu więc przydała modlitw, i wielkie czyniła jałmużny, zawsze w tym celu. Wysłuchał też ją Pan Bóg w końcu. Gdy mieszkając w zamku Korczyńskim, w wigilią błogosławionego Jana Chrzciciela, serdecznie się do niego w nocy modliła, objawił się Jój ten Święty, i oznajmił, iż Pan Bóg przyjął jej prośby. Jakoż, nazajutrz król oświadczył żonie, że skłania się do jej żądania, i odtąd jaki wprzódy tak już przez całe życie żyli z sobą jak brat z siostrą. Z tego to powodu, Bolesław otrzymał chlubne przezwanie Wstydliwego, to jest skromnego.
Wkrótce też potem, doznał on szczególnej nad sobą i krajem całym opieki Bożej. Udał się był na wyprawę przeciw Tatarom, zogromnem wojskiem do Polski wkraczającym. Z powodu nadzwyczaj przemagającej ich siły zwycięztwo było bardzo wątpliwe. Święta Kunegunda udała się na modlitwę, podczas której objawili się jej święci Gerwazy i Protazy Męczennicy, zapowiadający zwycięztwo dla Bolesława, byle w dzień ich święta wydał walną bitwę Tatarom. Doniosła o tem królowi, który w dniu tymże uderzył na pohańców, pobił ich na głowę, niestraciwszy ani jednego ze swoich, a podczas bitwy widziano świętych Gerwazego i Protazego w białe szaty przybranych, własną ręką gromiących Tatarów.
Kunegunda, zasiadająca na tronie, wiodła życie nietylko pobożnej królowej, lecz jakby najsurowszej Reguły zakonnicy. We środy, piątki i soboty suszyła o chlebie i wodzie, do wieczora nic w usta nie biorąc. Mięsnych potraw nigdy nie używała. Król niebardzo był zatem, i prosił jej, aby tak ściśle nie pościła. Zdarzyło się, że w szedł do niej, kiedy siedziała przy obiedzie postnym, lecz gdy pokosztował ryby, wydała się mu mięsem, a gdy napił się wody, uczuł w niej smak wybornego wina. Odtąd też nie sprzeciwiał się postom królowej. Ubierała się zwykle bardzo skromnie, a pod suknią nosiła ciągle ostrą
włosiennicę. Gdy spostrzegła, iż jaka suknia więcej jej była do twarzy, nigdy jej potem nie brała. W uroczystości przywdziewała bogate szaty królewskie, ale te zawsze potem oddawała albo na ubogie kościoły, albo na biednych. Toż samo czyniła, ile razy udawała się do klasztoru Klarysek w Skale pod Krakowem, gdzie już była zakonnicą jej stryjenka święta Salomea. W podróżach swoich po kraju, żadnego nie ominęła kościoła, żeby go nienawiedziła i hojną nie obdarzyła jałmużną; a gdy który był pod wezwaniem Matki Bożej, zdaleka już wysiadała z powozu, szła pieszo i bez obuwia. Je j Ojciec duchowny zakazał jej tego, a Święta odpruła podeszwy od trzewików i tak pielgrzymkę odbyła. Dowiedziawszy się o tem spowiednik, za karę kazał jej iść publicznie z temiż trzewikami u szyi zawieszonemi, co królowa spełniła pokornie.
Dla ubogich w całem państwie była matką najlepszą: wspierała ich po królewsku, a chorym sama usługiwała. Razu pewnego jadąc, spotkała trędowatego, od którego straszne to kalectwo wszystkich ze wstrętem odwróciło. Kunegunda wzięła go do swego powozu, a i sama czując wielkie do ran jego obrzydzenie, dla przezwyciężenia się, przyłożyła do nich usta i ucałowała, wskutek czego, chory od razu uzdrowiony został. Wielką w niej obudzało to litość, że dla drogości soli, niełatwo przychodziło ubogim dostarczać sobie tę niezbędną do pokarmów przyprawę. Będąc więc razu pewnego w Węgrzech u ojca swojego króla Belli, uprosiła u niego jednę górę solną, aby z niej dla biednych do Polski sól sprowadzać mogła, i na znak objęcia jej w dziedzictwo, według ówczesnego zwyczaju, wrzuciła w żupę solną swój pierścień. W krótce potem odkryto w Polsce pod Wieliczką żupy solne, i w pierwszym bałwanie soli tenże pierścień znaleziono.
Inną razą, gdy także była w Węgrzech, dowiedziała się przez objawienie na modlitwie, że trzydziestu spiskowców zabierało się zamordować króla. Kunegunda udała się do miejsca, gdzie oni ukryci czyhali na Bellę, i sama wszystkim broń odebrała, ratując ojca od niechybnej śmierci.
Cały poranek aż do południa spędzała w kościele, i tam niekiedy do trzydziestu Mszy świętych (gdyż po kilka razem ) słuchała. Resztę dnia obracała na nawiedzenie ubogich po domach, a wieczorem pracowała ze swemi paniami dworskiemi dla biednych. Tak spędziła lat czterdzieści w małżeńskim stanie, w którym dziewicą pozostała.
Niezwłocznie po śmierci męża, chociaż naród chciał ją mieć na tronie, wstąpiła do klasztoru Klarysek. Na pogrzebie Bolesława już okazała się w habicie zakonnym, wraz z siostrą swoją błogosławioną Jolantą. Zaraz potem udała się do Sącza, osobistej swojej majętności, tam klasztor Sióstr Ubogich założyła, i ten i dwa inne tak uposażając, aby w każdym ośmdziesiąt zakonnic utrzymać się mogło.
Żyła na tronie jak mniszka, nic zatem dziwnego, że wstąpiwszy do klasztoru, zajaśniała tam od razu najwyższemi cnotami zakonnemi. Siostry patrząc na jej pokorę i uległość, mawiały, że królewna ta urodziła się nie na to, żeby rozkazywać i panować, lecz żeby ulegać drugim, przedstawiając w sobie wzór najdoskonalszego posłuszeństwa i najgłębszej pokory. Najniższe posługi w klasztorze najchętniej oddawała. Zamiatała cele innych zakonnic, pomywała naczynia kuchenne, a chore dzień i noc z największą miłością doglądała. Wkrótce została Ksienią, i na tym obowiązku już do śmierci utrzymywały ją siostry.
I darem cudów w zakonie obdarzał ją Pan Bóg. Klasztor miał wielką trudność w dostarczaniu sobie wody. Święta wyszła za miasto nad rzeczkę Przesznicę tam płynącą, laską lipową nakreśliła ślad, w macając do klasztoru, i w Imię Pana Jezusa rozkazała rzece, aby tym śladem płynęła. Jakoż, koryto jej cudownie odwrócone, popłynęło pomiędzy budynki klasztorne, i po dziś dzień tam płynie. Laska zaś ta, którą Święta zatknęła przy furcie, na drugi dzień wydała świeże gałązki, i w rozłożystą lipę wkrótce
się rozrosła. Brat jej cioteczny Jędrzej, książę Węgierski, od rokoszan utopiony został w Nidzie, około Korczyna. Ciało jego przywieziono do Sącza.. Kunegunda modląc się przy nim, gdy ujrzała, iż u marły wsk rzeszony miał wstawać, ujęła go za rękę mówiąc: „Leż w pokoju" i młodzieniec na nowo umarł. Spytan a, dlaczego tak postąpiła, odpowiedziała: „Bo mi Pan Bóg trzy rzeczy objawił: że ten brat mój umarł w łasce Bożej; że gdyby żył dłużej, zapadłby w grzech ciężki; że z jego powodu gdyby ożył, wieleby krwi ludzkiej się przelało w wojnie domowej, i nakoniec, że cud ten i mnie by samę wbił w pychę."
Wskutek napadu Tatarów uchodzić musiała z siostrami z klasztoru Sądzkiego, i schronić się do zamku Pioniny, który modlitwą swoją, od oblegających i to miejsce pohańców, cudownie uratowała. Za powrotem jej do Sącza niespodzianą próbę zesłał na nią Pan Bóg dla jej większej zasługi. Źli ludzie oskarżyli ją przed władzą duchowną o podejrzane stosunki ze spowiednikiem. Zesłano Prałata na wyjaśnienie sprawy, który wykrył złość oszczerców, a był świadkiem naocznym, jak w chwili, gdy się Kunegunda modliła, prosząc Boga, aby jej niewinność obronił, cudowna światłość ją otoczyła.
Rok cały przed śmiercią chorowała ciężko, znosząc cierpienia z niezachwianą cierpliwością. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, otoczona siostrami, którym najzbawienniejsze dała nauki, pocieszona widzeniem świętego Jana Ewangelisty i świętej Salomei, zasnęła błogo w Panu, w wigilią świętego Jakóba roku 1292. Papież Klemens X wpisał ją w poczet Świętych i za jednę z Patronek królestwa Polskiego naznaczył.
POŻYTEK DUCHOWNY.
Przykład tej błogosławionej królowej, dziewictwo i w związku małżeńskim zachowującej, niech cię zachęca do zamiłowania świętej cnoty czystości, w jakimkolwiek stanie jesteś. Bowiem i w małżeństwie, chociażby małżonkowie nie wyrzekali się potomstwa, ta cnota ma swoje warunki, które dochowując wiernie, wielkie przed Bogiem mogą stadła chrześcijańskie skarbić sobie zasługi.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 571-573
MODLITWA (Kościelna).
Boże, który błogosławioną Kunegundę, słodyczą
błogosławieństw Twoich uprzedziłeś,
i dziewicą nawet w małżeństwie przechowałeś,
spraw prosimy, abyśmy za jej wstawieniem
się, czystością obyczajów z Tobą się jednoczyli,
a w jej ślady wstępując, do Ciebie
szczęśliwie dojść mogli. Przez Pana naszego
i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 571-573